Chciałabym zadedykować całą serię Księżniczka dwóm
osobą z blogosfery La Tua Cantante oraz Zou. Moje drogie nie mam czasu zaglądać
do was, ale właśnie wasze blogi najlepiej pamiętam i wasze komentarze bardzo
dużo mi dają.
Tak jak się spodziewała romantyczne historie
nie przytrafiają się ludziom jej pokroju. Na bal złotych róż Hermiona nawet się
nie wybrała. Ten wieczór spędziła w dormitorium z łzami w oczach, czytała w
kółko podstawy medycyny. Po kilku godzinach zebrała rzeczy i poszła na spacer
po zamku. Lubiła wieczorem włóczyć się pustymi korytarzami, szczególnie że
zamkowe mury nigdy więcej nie będą jej pisane. Podziwiała architekturę zamku,
ogromne schody i odgłos obcasów który delikatnie rozchodził się w ciszy i mroku
budowli. Już nie wylewała łez, chłodne powietrze sprawiło, że jej oczy powoli
przybrały normalny wygląd. Zaróżowienie na policzkach zniknęło. Tylko ktoś kto
dobrze ją zna mógł rozpoznać, że płakała. Hermiona usiadła w wnęce okna
wychodzącego na dziedziniec. Była ciemna lecz gwiaździsta noc. Wyjątkowo piękny
wieczór. Głęboki oddech pozwoli jej się uspokoić. Za parę godzin miały wrócić
panny z balu, a wtedy Miona jako dobra przyjaciółka będzie musiała wysłuchać
radości Ginny i Lawender. Panna Brown nie należała do szczególnie dobrej rodziny,
więc wyrwanie się do Weasleyów będzie dla niej wyróżnieniem. Zostaną z Ginny
prawie jak siostry. Przez chwilę przeszło Hermionie przez myśl co gdyby
zamieniła się z nią miejscem. Dobrze wiedziała, że Ron był kiedyś nią
zainteresowany, ale jej zawsze wydawał się za mało ambitny, niezbyt
inteligenty. Rudzielec byłby idealnym mężem: kochającym, dobrym i szanującym
swoja żonę. Co dzień sprawiałby jej przyjemność. Lecz to wszystko co mógł
zaoferować Ronald wydawało się Hermionie takie puste, tak bardzo powierzchowne.
Jej marzył się mężczyzna, który potrafiłby wniknąć w głąb jej duszy, zaskoczyć
rozmową i zauroczyć męstwem. Być może ktoś z wyższych sfer, Malfoy, Zabini.
Uśmiechnęła się do własnych myśli. To było więcej niż irracjonalne. Bal u
Potterów wciąż tkwił w jej myślach. Przez krótką chwilę poczuła się doceniona.
Z zamyślenia oderwała ją profesor McGonagall. Jako nauczycielka powinna ją
wygonić do dormitorium, zamiast tego przysiadła się do niej.
- Piękna noc nieprawdaż? - Zapytała, a oniemiała
gryfonka tylko przytaknęła.
- Postanowiłaś już jak chcesz spędzić swoje życie? -
Zapytała po raz kolejny przyglądając się uczennicy.
- Będę medykiem, o ile mi się uda. - Odpowiedziała
niepewnie ważąc słowa.
- Wiesz, nie łatwo mi to przyznać panno Granger ale
jest panienka bardzo podobna do mnie. Kiedy chciałam zostać nauczycielką
wszyscy byli zdziwieni. Kobiety powinny wyjść za mąż i rodzić dzieci. Och ile
razy słyszałam te słowa. Do dziś wielu postrzega mnie jako zgorzkniałą. Niech
panienka pamięta definicji szczęścia jest wiele. Nikt nie ma prawa za nas
wybierać. - Powiedziała, a Hermiona słuchała oniemiała. Ta rozmowa wydawała się
tak dziwna, że prawie nierealna. Pani profesor, która rozmawia od tak o własnym
życiu. To po prostu dziwne.
- A pani jest szczęśliwa, no wie pani bez dzieci i
męża? - Spytała brunetka bardzo niepewnie. - Przepraszam nie powinnam. - Dodała
od razu jakby żałując sowich słów. Takie pytanie było bardzo
nieodpowiednie.
- Och nic się nie stało. Tak Hermiono jestem
szczęśliwa. Męża miałam, zmarł bardzo młodo i faktycznie mi go brakuję, ale
zaznałam bardzo dużo szczęścia będąc z nim, dzieci też mam - cały Hogwart to
mój dom.- Odpowiedziała, a gryfona nie wiedziała co na to powiedzieć.
- Pamiętaj wszystko jest zależne tylko od ciebie. -
Wstała - Idź później do dormitorium dzisiaj ci odpuszczę, a i radzę iść przez
czwarte piętro. - Powiedziała i odeszła, zostawiając osłupiałą Hermionę samą.
Brunetka gdy tylko nauczycielka zniknęła z jej pola widzenia od razu zebrała
swoje rzeczy i z różdżką w ręce postanowiła wrócić do dormitorium. Wybrała
drogę, która wskazała jej pani profesor. Hermiona rzadko poruszała się po
czwartym piętrze. Wydawało jej się, że po kilku latach w Hogwarcie zna już
wszystkie zakamarki tego zamku. Jednak mocno zdobione drzwi wydawały się być
nie na swoim miejscu. Granger była pewna, że ta ściana od zawsze była pusta.
Rozglądając się do około po cichu nacisnęła klamkę. To co zobaczyła w środku
przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Tak jakby ktoś wysypał jej myśli do tego
pokoju. Była przestronna biblioteka , ogromy kociołek, zapas składników do
najróżniejszych eliksirów. Na środku sali znajdowało się jednak lustro z
dziwnym napisem AIN EINGARP ACRESO GEWTELA Z RAWTĄWT EIN MAJ IBDO. Hermiona
delikatnie przesunęła palcami po napisie. Zastanawiając się z jakiego
języka pochodzą te słowa. Spojrzała w lustro, przez chwilę widziała tylko
swoje odbicie. Później zaczęły się zmieniać szczegóły, jej twarz
była mocniej zarysowana, bardziej dojrzała. W oczach można było dostrzec
szczęście. Sukienka zmieniła się na fartuch , jaki noszą magomedycy w mungu. Za
nią wyłaniała się jeszcze jedna postać. Gryfonka szybko się
odwróciła, lecz nie mogła nikogo znaleźć. Tylko postacie w lustrze się
zmieniały. Dojrzała, że postać obok niej to mężczyzna, twarz miał schowaną w
jej włosach. Widziała tylko skrawek, blond włosy i wysunięte kości policzkowe.
Dłonie miał zaciśnięte na jej tali, po chwili się odwrócił. Hermionie serce
zabiło szybciej. To był Draco, starszy i dużo bardziej dojrzały, ale bez
wątpienia on. Gryfonka po raz kolejny spojrzała na napis tym razem przeczytała
go od tyłu. Gdy zdała sobie sprawę z tych słów, po raz kolejny spojrzała w
lustro, ale zobaczyła już tylko swoje odbicie. Zamknęła swoje serce na prawdę,
która ją przytłoczyła. Uciekła z pokoju życzeń i od razu poszła spać. Chciała
zapomnieć, to było zbyt osobiste. Nie mogła sama się przyznać przed sobą czego
na prawdę pragnie, więc widok marzeń zadziałał bardzo boleśnie.
- Hermiona!! - rozległo się wołanie po całym
dormitorium. Ginewra wróciła. Granger szybko złapała różdżkę i wymamrotała
zaklęcie na poprawę wyglądu. Wyszła do Ginny i przywitała ją jak na
przyjaciółkę przystało.
- Miałaś rację wyjdę za Harry'ego, to takie cudowne.
- Powiedziała i rzuciła się z łzami w oczach Mionie na ramiona.
- Cieszę się Ginny, moje gratulację. - Powiedziała i
wyściskała ją.
- Choć do dormitorium, wszystko ci opowiem. -
Pociągnęła ją w stronę ich pokoju. Rozmawiały długo, na szczęście Ginny
odpuściła sobie komentowanie faktu, iż Hermiona zrezygnowała z balu.
W głębi ducha bała się, że gdyby się tam pojawiła mógłby nikt do
niej nie podejść. A wtedy bardzo ciężko byłoby
jej pocieszyć przyjaciółkę. Księżniczka opowiedziała Hermionie ze
szczegółami o wszystkich na balu. Na wieść o wyborze Draco, brunetka nieco
się skrzywiała. Jednak Ginny nawet nie zauważyła tej zmiany. Po trzech
godzinach obie bardzo zmęczone położyły się spać. Tej nocy Hermiona płakała po
raz ostatni.
Osiem lat później.
Hermiona Jane Granger - lekarz,
specjalista chorób wewnętrznych, porażeń urokami i klątw. Taki napis widniał
nad wejściem do jej gabinetu. Panna Granger odniosła duży sukces jako
magomedyk. Przez pierwsze trzy lata po skończeniu szkoły pracowała w Św. Mungu,
później otworzyła prywatny gabinet. Sławę w swoim środowisku zyskała dzięki
specjalnemu lekarstwu. Potrafiła pomagać wilkołakom, ich zmiana już
nie była konieczna. Hermiona znalazła sposób na zatrzymanie mutacji. Jednak
zapłaciła za to ogromną cenę. W wyniku nieszczęśliwego wypadku
straciła możliwość zostania kiedykolwiek matką. O dziwo
bardzo szybko pozbierała się po tej tragedii, mimo że na salonach nie była już
uważana za pełnowartościową kobietę. Hermiona dalej bywała częstym gościem,
wśród grona czysto-krwistych czarodziei, choć widok takich osób Pansy
czy Astoria przyprawiała ją o migreny. Jej styl bycia również mocno
się zmienił, o ile w pracy była bardzo ciepła i czuła to już poza nią stała się
zimna i zamknięta w sobie. Każdego mężczyznę odpychała, nikt nie
wydawał się wystarczająco atrakcyjny, a najgorsi byli ci, którzy chcieli
wykorzystać jej znajomości i wiedzę. Po paru nieudanych związkach była gryfonka
zupełnie odpuściła sobie miłość.
Lato, Malfoy Manor.
Ten rok był wyjątkowo ciężki dla
rodziny Malfoy. Największym powodem kłopotów była żona Dracona - Asotria.
Prawdziwa twarz pięknej dziewczyny ukazała się niedługo po ślubie. Astoria była
kapryśna i złośliwa. Zupełnie nie sprawdzała się w roli żony ani jak później
się okazało matki. Draco przestał już spędzać czas z małżonką, całym jego
światem był teraz Scorpius i praca. Ten dzień jednak miał wolny, przesiadywał
na tarasie z nadzieją, że stan jego żony się polepszy i zejdzie na dół, aby
zażyć odrobinę świeżego powietrza. Jednak na próżno od paru miesięcy pani
Malfoy spędzała czas tylko u siebie w pokoju lub na bankietach wpływowych
koleżanek. Dracona mocno to irytowało, w szczególności fakt iż w ogóle nie
poświęcała czasu swojemu synowi.
- Tato! - usłyszał krzyk blondyn. Od razu zerwał się
z krzesła i zaczął szukać syna. To nie był radosny okrzyk, bardziej brzmiało
jakby jego syn był zagrożony. Draco odnalazł go bardzo szybko. Czteroletni
chłopiec był w ramionach swojej matki. A ta stała na balkonie po drugiej
stronie barierki. Miała na sobie wyjściową suknię, a chłopca ubrała w odświętna
szatę.
- Tato boję się! - krzyczał chłopiec, a Draco zamarł
w obawie o życie syna.
- Astoria, kochanie co ty wyprawiasz zejdź stamtąd
spokojnie. - Mówił Malfoy donośnym, ale drżącym głosem.
- kochanie, kochanie ! ty kpisz ze mnie? nie ma już
kochanie, nie ma nas. Nigdy mnie nie rozumiałeś. A teraz w końcu odejdę, razem
z moich synem. - Powiedziała i nie czekając na odpowiedź zrobiła krok. W
powietrzu rozległ się ich krzyk. Draco podbiegł żeby ich złapać, ale nie zdążył.
Astoria nie żyła, a Scorpius był nieprzytomny. Malfoy nie zwracała uwagi na
krew, wziął syna i zaniósł do pokoju. Czym prędzej wysłał po medyka. W Malfoy
Manor był tylko Amadeusz, starszy doktor, który zajmował się głównie migrenami
pani Narcyzy. Nie mógł wiele zdziałać, stwierdził że chłopiec prawdopodobnie
nie przeżyje nocy, wstrząs był zbyt mocny. Draco nie czekał na dalsze
instrukcję, teleportował się wprost do mieszkania panny Granger.
- Hermiona pomóż. - Powiedział twardo lądując w jej
posiadłości. Kobieta krzyknęła, ale gdy tylko zobaczyła krew na jego dłoniach
podbiegła do niego.
- Nie, nie ja, mój syn błagam cię Granger. -
Powiedział ledwo łapiąc oddech. Brunetka nie zastanawiała się długo, złapała
swoją torbę lekarską i Malfoy'a za ramię. Przeniosła ich oboje przed bramę
Malfoy Manor. Znała to miejsce była tu raz na balu u Narcyzy.
- Idziemy, po drodze wytłumaczysz mi co się stało. -
Powiedziała, a mężczyzna poprowadził ją do pokoju w którym leżał Scorpius.
Hermiona wyprosiła Dracona z pokoju. Spędziła przy łóżku jego syna trzy
godziny. Dopiero po tym czasie wyszła. Mężczyzna siedział cały czas przed
pokojem, wyglądał koszmarnie. Gdy tylko wyszła od razu podniósł się z
miejsca.
- Co z nim ?
- Będzie żył, ma dużo obrażeń i najbliższe dni będą
decydujące ale powinno się zakończyć na kilku bliznach. Miał dużo szczęścia.
Najwyraźniej Astoria jakoś go ochroniła. Gdyby zdołała go puścić twój syn już
by nie żył, panie Malfoy. - Powiedziała służbowo.
- Dziękuję Hermiono - Szepnął, a na jego twarzy było
widać wyraźną ulgę.
- Nie robię tego dla ciebie. Jestem lekarzem to mój
obowiązek. Moje kondolencje z powodu twojej małżonki. - Powiedziała i ukłoniła
się.
- Czy mogę do niego wejść? - Zapytał, a Hermiona
kiwnęła twierdząco głową.
- Tylko po cichu, niech wypocznie. Zostawiłam leki
dla niego z pełną instrukcją. Gdyby działo się coś niepokojącego wyślij mi
patronusa. A i Draco nie życzę sobie teleportowania wprost do mojego
mieszkania.- Powiedziała chłodno i odwróciła się. Widziała jeszcze jak Malfoy
podchodzi do syna. Uklęknął przy jego łóżko. Nie była pewna, ale wydawało jej
się że blondyn płakał.
Tydzień później, kiedy Scorpius
odzyskał całkowicie siły, Draco odważył się na wizytę u panny Granger. Zjawił
się u niej z kwiatami w ramach podziękowania, i tak zjawiał się raz w miesiącu
przez rok. Aż w końcu po zakończeniu żałoby odważył się zaprosić Hermionę na
spacer. Co miesięczne kwiaty zmieniły się w co dwutygodniowe spacery, a później
co raz częstsze. W końcu po dwóch latach Hermiona zgodziła się przyjąć nazwisko
Malfoy. Mimo całego oburzenia w środowisku czysto-krwistych czarodziei Draco
ani na moment nie zwątpił w swoje uczucia do gryfonki.
- Draco - Szepnęła
- Tak ? - Zapytał odwracając wzrok od syna, który
bawił się nieopodal.
- Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać? Wtedy w ten
tragiczny dzień - Zapytała cicho z nieukrywaną ciekawością na twarzy. - Kupiłam
ten dom zaledwie miesiąc wcześniej.
- Rozgryzłaś mnie. Jako, że już jesteś panią Malfoy,
mogę ci się przyznać, że od czasu do czasu sprawdzałem co sie z tobą dzieję.
Zawsze mnie intrygowałaś. - Powiedział i pocałował swoją żonę.
W końcu po tylu latach Hermiona rozpoczęła swoja
bajkę. Nie było w tej historii nic cudownego, jej szczęście było ceną życia
Astorii, matki chłopca którego pokochała. W niczym cierpienie i samotność po
skończeniu szkoły nie przypominały wyśnionych historii. Nie była księżniczką, w
dzień balu nikt nie zjawił się z złotą różą. Wielu próbowało się do niej
zbliżyć, raniąc za każdym razem co raz bardziej, dopiero ten cyniczny
mężczyzna, którego nienawidziła w szkole pokazał jej odpowiednią drogę. Bo
szczęście można zyskać na różne sposoby...
** W końcu koniec, ciężko było to pisać jako
miniaturkę, przyszło mi jeszcze parę pomysłów do głowy na ale cóż. Czekam na
wasze komentarze. Pozdrawiam Syntia. **
*** Uwaga usuwam spamownik, aktualnie nie mam czasu
nawet na blogi, które zawsze czytałam, więc zostawianie adresów teraz to strata
waszego czasu. Przykro mi, postaram się nadrobić ale nic nie obiecuję.
Dziękuję stałym czytelnikom, jakbyście nie pisali,
kiedy nowy rozdział pewnie bym się za niego nie zabrała***
Fajne zakończenie. Nie lubiłam Astorii i jest mi na rękę, że już jej nie ma. Jak mogła chcieć zabić własnego syna?Nienormalna kobieta. Ale fajnie się zakończyło i za to otrzymujesz ode mnie dużego plusa :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dzięki wielkie ;) Ja też za Astorią nigdy specjalnie nie przepadałam ;)
UsuńHej.:)
OdpowiedzUsuńCieszę się z tego, że się zmobilizowałaś i dodałaś miniaturkę.:) Dziękuję bardzo za dedykacje i wszystkie miłe słowa.:) Twoje komentarze również karmią moją wenę.:)
Co do miniaturki.. Nie była to słodka historia disneyowskich księżniczek, z czego się bardzo cieszę. Pisząc ją przeszłaś przez całą paletę uczuć i chyba to podbiło moje serce. Dodatkowo pokazałaś, że miłość zawsze zwycięża, ale bywa także nieobliczalna - tak jak w przypadku Astorii. Była nieszczęśliwa i to właśnie pchnęło ją na krawędź, choć nie do końca rozumiem, dlaczego chciała zabić Scorpiusa. ( To znaczy myślę, że w ten sposób chciała zadać Draconowi trochę tego bólu, który odczuwa ona sama). Dobra, nie będę robić psychoanalizy.:P Dzisiejszy dzień jest po prostu za piękny na to.:D Kochana, jeśli mam tyle czekać na takie miniaturki... To naprawdę warto! Bo są one niesamowite.
Dzięki za happy end.:D
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
Dziękuję, co do Scorpiusa chodziło mi po prostu o irracjonalne i chore zachowanie Astori. W takim stanie nie ma myślenia logicznego ;)
UsuńPozdrawiam i dziękuję za ciepłe słowa ;))
Jakaż zmiana.:)
UsuńPięknie jest ! :)
Boskie.
OdpowiedzUsuńTakie slodko-kwaśne.
I takie lubię :D
Weny.
Pozdrawiam,Lili.
panstwoweasley.blogspot.com
Dziękuję ;)
UsuńSuper miniaturka, genialne zakończenie :)
OdpowiedzUsuńDzięki ;)
UsuńNawet nie wiesz jak mi się miło zrobiło, gdy zobaczyłam dedykację dla mnie! Naprawdę bardzo dziękuję, ogromny zaszczyt! :) .
OdpowiedzUsuńCo do Miniaturki, muszę przyznać, że była intrygująca. Z jednej strony zaciekawiła mnie historia McGonagall, wreszcie ukazana inaczej niż jako surowa i bezwzględna nauczycielka. Jej słowa bardzo mi przypadły do gustu i już wiedziałam, że będą miały wpływ na resztę opowiadania. Draco faktycznie od początku mi się podobał, a teraz, gdy nie był 'świnią' wobec Astorii (no prawie) jeszcze bardziej mi się spodobał. Szczerze przyznam, że skok Astorii trochę mnie rozśmieszył, ale dalsze wydarzenia już podbiły moje serce! :) .
Cieszę się, że wróciłaś z Miniaturką, aż miło było poczytać, coś w Twoim wykonaniu, nie powiem, że brakowało mi tego :) . Nie mogę się też doczekać Twojego kolejnego rozdziału, ale będę wiernie czekać! :) .
Życzę Ci dużodużo weny i motywacji :* .
całuję, Zou. :*
Nie ma za co ;) To ja dziękuje ;)
UsuńCieszę się że miniatrurka się spodobała ;)
Postaram się napisać za jakiś czas rozdziała ale z tym u mnie różnie bywa ;)
Cudowne ♡
OdpowiedzUsuńUwielbiam szczęśliwe zakończenia ( nawet kosztem innych ;> ) W sumie szkoda, że Miona nie poszła wtedy na bal, ale cóż... i tak jest fajnie!
Zdobyła pracę w Mungu :D Przynajmnie tyle na początku jej się udało, a później jeszcze Draco... Ach, czemu ja tak nie mam?
Tak więc, miniaturka bardzo mi się podobała i jestem zachwycona :) Liczę, że za jakiś czas dodasz nowy rozdział, a tymczasem lecę się uczyć WOSu :( Nawiasem mówiąc to moja zmora...
Pozdrawiam i buziaki przesyłam ~ Luar Princesa ♥
Dziękuje ;)
UsuńNiestety w naszym świecie mało która ma tak jak Hermiona w DHL, u nas palant pozostaje palantem :P
Powodzenia z nauką i jeszcze raz dzięki za opinię ;)
Właśnie trafiłam na Twojego bloga ;p
OdpowiedzUsuńZawsze zaczynam czytać bloga od miniaturek jeżeli takowe sie pojawia ;]
I wtedy zdecyduję czy czytać opowiadanie główne ;p
Zdecydowanie zacznę czytać ;]
Miniaturka,jest oryginalna i świetnie się ją czyta ;)
pozdrawiam ;*
http://polecalnia-dhl.blogspot.com/
Bardzo się cieszę, że miniaturka cię zachęciła. Jak zaczniesz czytać całość to proszę o dużo wyrozumienia szczególnie z początku ;)
UsuńDzięki za opnie i pozdrawiam Syntia ;)
Czytałam już podobną historię, ale nie zniechęciło mnie to. Ujęłaś to ciekawie i bardzo ładnie. Na pewno mi się spodobało. McGonagall wydawała mi się naprawdę szczera, myślę, że w jej życiu faktycznie mogło tak być.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło i z przyjemnością dodam Cię do mojej listy,
pozdrawiam,
http://precious-fondness.blogspot.com/
Dziękuje za opinie, słowa czytałam już podobną historię mnie lekko wystraszyły, ale mam nadzieję że mimo to cię nie zanudziłam ;)
UsuńDziękuje za dodanie ;) i zapraszam do pozostałych rozdziałów ;)
WOW. Tylko tyle jestem w stanie napisać...Po prostu...Jestem pod wielkim wrażeniem..Świetnie Ci wyszła ta miniaturka! Fajnie wmyśliłaś z Astorią :).
OdpowiedzUsuńZAPRASZAM DO SIEBIE :
http://co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com/p/blog-page_16.html
Zajrzę tu jeszcze :), życzę weny :)
Dzięki wielkie ;) Cieszy mnie, że ci się spodobało.
UsuńJak znajdę czas to zajrzę ;)
Witam ;)
OdpowiedzUsuńMam pytanie - czy planujesz może jakaś notkę na "Jestem niewierna? Wkrecilam się w tamtego bloga a bardzo długo nic na niego nie dodawałas.
Pozdrawiam ;*
Hej, jako że nie chciałam ci odpisywać może w to odpisuje teraz - Zapraszam rozdział wstawiony. Nie jest idealny ale może się spodoba.
UsuńHej :D
OdpowiedzUsuńNominuję Cię z wielką przyjemnością do Liebster Awards!!! <3
Szczegółów szukaj na moim blogu : ) http://milosc-wszystko-wybaczy.blogspot.com/
Całuje Effy <3
Cudowne. Nie wiem co jeszcze powiedzieć. Początek dla mnie był niezbyt zachęcający, a jednak ta miniaturka jest wspaniała. Do opowiadania wrócę. Chyba nie dzisiaj ale w przyszłym tygodniu chyba już znajdę czas.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
Dziękuję, Ja już tak mam że początki bardzo kiepsko :P Cieszę że koniec końców ci się spodobało ;)
Usuńtrafiłam przypadkiem i postanowiłam, że zacznę czytac od miniaturek.
OdpowiedzUsuńbardzo fajna i ciekawa miniaturka. Pomysł Ginny jako księżniczka bardzo fajny.
pozdrawiam i idę czytac dalej
zapraszam do siebie
dramione-zyciepelneniespodzianek.blogspot.com
Tak trochę nie wiem co napisać... Znowu mam ochotę stwierdzić, że coś tak dobrego nie istnieje. Ale to już było.( i nie wróci więcej :D ) W jakiś dziwny sposób ta część mnie irytuje. (Chyba nie powinnam tego pisać, bo przydałoby się to jakoś uzasadnić, a ja nie mam pojęcia czemu tak jest.) Ogólnie jest super. I wybacz, ale kradną mi laptopa, więc to koniec mojego komentarza
OdpowiedzUsuńCałuski
Vanila Malfoy