12 maja 2014

Księżniczka III

Chciałabym zadedykować całą serię Księżniczka dwóm osobą z blogosfery La Tua Cantante oraz Zou. Moje drogie nie mam czasu zaglądać do was, ale właśnie wasze blogi najlepiej pamiętam i wasze komentarze bardzo dużo mi dają. 

  Tak jak się spodziewała romantyczne historie nie przytrafiają się ludziom jej pokroju. Na bal złotych róż Hermiona nawet się nie wybrała. Ten wieczór spędziła w dormitorium z łzami w oczach, czytała w kółko podstawy medycyny. Po kilku godzinach zebrała rzeczy i poszła na spacer po zamku. Lubiła wieczorem włóczyć się pustymi korytarzami, szczególnie że zamkowe mury nigdy więcej nie będą jej pisane. Podziwiała architekturę zamku, ogromne schody i odgłos obcasów który delikatnie rozchodził się w ciszy i mroku budowli. Już nie wylewała łez, chłodne powietrze sprawiło, że jej oczy powoli przybrały normalny wygląd. Zaróżowienie na policzkach zniknęło. Tylko ktoś kto dobrze ją zna mógł rozpoznać, że płakała. Hermiona usiadła w wnęce okna wychodzącego na dziedziniec. Była ciemna lecz gwiaździsta noc. Wyjątkowo piękny wieczór. Głęboki oddech pozwoli jej się uspokoić. Za parę godzin miały wrócić panny z balu, a wtedy Miona jako dobra przyjaciółka będzie musiała wysłuchać radości Ginny i Lawender. Panna Brown nie należała do szczególnie dobrej rodziny, więc wyrwanie się do Weasleyów będzie dla niej wyróżnieniem. Zostaną z Ginny prawie jak siostry. Przez chwilę przeszło Hermionie przez myśl co gdyby zamieniła się z nią miejscem. Dobrze wiedziała, że Ron był kiedyś nią zainteresowany, ale jej zawsze wydawał się za mało ambitny, niezbyt inteligenty. Rudzielec byłby idealnym mężem: kochającym, dobrym i szanującym swoja żonę. Co dzień sprawiałby jej przyjemność. Lecz to wszystko co mógł zaoferować Ronald wydawało się Hermionie takie puste, tak bardzo powierzchowne. Jej marzył się mężczyzna, który potrafiłby wniknąć w głąb jej duszy, zaskoczyć rozmową i zauroczyć męstwem. Być może ktoś z wyższych sfer, Malfoy, Zabini. Uśmiechnęła się do własnych myśli. To było więcej niż irracjonalne. Bal u Potterów wciąż tkwił w jej myślach. Przez krótką chwilę poczuła się doceniona. Z zamyślenia oderwała ją profesor McGonagall. Jako nauczycielka powinna ją wygonić do dormitorium, zamiast tego przysiadła się do niej. 
- Piękna noc nieprawdaż? - Zapytała, a oniemiała gryfonka tylko przytaknęła. 
- Postanowiłaś już jak chcesz spędzić swoje życie? - Zapytała po raz kolejny przyglądając się uczennicy. 
- Będę medykiem, o ile mi się uda. - Odpowiedziała niepewnie ważąc słowa. 
- Wiesz, nie łatwo mi to przyznać panno Granger ale jest panienka bardzo podobna do mnie. Kiedy chciałam zostać nauczycielką wszyscy byli zdziwieni. Kobiety powinny wyjść za mąż i rodzić dzieci. Och ile razy słyszałam te słowa. Do dziś wielu postrzega mnie jako zgorzkniałą. Niech panienka pamięta definicji szczęścia jest wiele. Nikt nie ma prawa za nas wybierać. - Powiedziała, a Hermiona słuchała oniemiała. Ta rozmowa wydawała się tak dziwna, że prawie nierealna. Pani profesor, która rozmawia od tak o własnym życiu. To po prostu dziwne. 
- A pani jest szczęśliwa, no wie pani bez dzieci i męża? - Spytała brunetka bardzo niepewnie. - Przepraszam nie powinnam. - Dodała od razu jakby żałując sowich słów. Takie pytanie było bardzo nieodpowiednie. 
- Och nic się nie stało. Tak Hermiono jestem szczęśliwa. Męża miałam, zmarł bardzo młodo i faktycznie mi go brakuję, ale zaznałam bardzo dużo szczęścia będąc z nim, dzieci też mam - cały Hogwart to mój dom.- Odpowiedziała, a gryfona nie wiedziała co na to powiedzieć. 
- Pamiętaj wszystko jest zależne tylko od ciebie. - Wstała - Idź później do dormitorium dzisiaj ci odpuszczę, a i radzę iść przez czwarte piętro. - Powiedziała i odeszła, zostawiając osłupiałą Hermionę samą. Brunetka gdy tylko nauczycielka zniknęła z jej pola widzenia od razu zebrała swoje rzeczy i z różdżką w ręce postanowiła wrócić do dormitorium. Wybrała drogę, która wskazała jej pani profesor. Hermiona rzadko poruszała się po czwartym piętrze. Wydawało jej się, że po kilku latach w Hogwarcie zna już wszystkie zakamarki tego zamku. Jednak mocno zdobione drzwi wydawały się być nie na swoim miejscu. Granger była pewna, że ta ściana od zawsze była pusta. Rozglądając się do około po cichu nacisnęła klamkę. To co zobaczyła w środku przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Tak jakby ktoś wysypał jej myśli do tego pokoju. Była przestronna biblioteka , ogromy kociołek, zapas składników do najróżniejszych eliksirów. Na środku sali znajdowało się jednak lustro z dziwnym napisem AIN EINGARP ACRESO GEWTELA Z RAWTĄWT EIN MAJ IBDO. Hermiona delikatnie przesunęła palcami po napisie. Zastanawiając się z jakiego języka pochodzą te słowa. Spojrzała w lustro, przez chwilę widziała tylko swoje odbicie. Później zaczęły się zmieniać szczegóły, jej twarz była mocniej zarysowana, bardziej dojrzała. W oczach można było dostrzec szczęście. Sukienka zmieniła się na fartuch , jaki noszą magomedycy w mungu. Za nią wyłaniała się jeszcze jedna postać. Gryfonka szybko się odwróciła, lecz nie mogła nikogo znaleźć. Tylko postacie w lustrze się zmieniały. Dojrzała, że postać obok niej to mężczyzna, twarz miał schowaną w jej włosach. Widziała tylko skrawek, blond włosy i wysunięte kości policzkowe. Dłonie miał zaciśnięte na jej tali, po chwili się odwrócił. Hermionie serce zabiło szybciej. To był Draco, starszy i dużo bardziej dojrzały, ale bez wątpienia on. Gryfonka po raz kolejny spojrzała na napis tym razem przeczytała go od tyłu. Gdy zdała sobie sprawę z tych słów, po raz kolejny spojrzała w lustro, ale zobaczyła już tylko swoje odbicie. Zamknęła swoje serce na prawdę, która ją przytłoczyła. Uciekła z pokoju życzeń i od razu poszła spać. Chciała zapomnieć, to było zbyt osobiste. Nie mogła sama się przyznać przed sobą czego na prawdę pragnie, więc widok marzeń zadziałał bardzo boleśnie. 
- Hermiona!! - rozległo się wołanie po całym dormitorium. Ginewra wróciła. Granger szybko złapała różdżkę i wymamrotała zaklęcie na poprawę wyglądu. Wyszła do Ginny i przywitała ją jak na przyjaciółkę przystało.
- Miałaś rację wyjdę za Harry'ego, to takie cudowne. - Powiedziała i rzuciła się z łzami w oczach Mionie na ramiona. 
- Cieszę się Ginny, moje gratulację. - Powiedziała i wyściskała ją.
- Choć do dormitorium, wszystko ci opowiem. - Pociągnęła ją w stronę ich pokoju. Rozmawiały długo, na szczęście Ginny odpuściła sobie komentowanie faktu, iż Hermiona zrezygnowała z balu. W głębi ducha bała się, że gdyby się tam pojawiła mógłby nikt do niej nie podejść. A wtedy bardzo ciężko byłoby jej pocieszyć przyjaciółkę. Księżniczka opowiedziała Hermionie ze szczegółami o wszystkich na balu. Na wieść o wyborze Draco, brunetka nieco się skrzywiała. Jednak Ginny nawet nie zauważyła tej zmiany. Po trzech godzinach obie bardzo zmęczone położyły się spać. Tej nocy Hermiona płakała po raz ostatni. 




Osiem lat później. 
   Hermiona Jane Granger - lekarz, specjalista chorób wewnętrznych, porażeń urokami i klątw. Taki napis widniał nad wejściem do jej gabinetu. Panna Granger odniosła duży sukces jako magomedyk. Przez pierwsze trzy lata po skończeniu szkoły pracowała w Św. Mungu, później otworzyła prywatny gabinet. Sławę w swoim środowisku zyskała dzięki specjalnemu lekarstwu. Potrafiła pomagać wilkołakom, ich zmiana już nie była konieczna. Hermiona znalazła sposób na zatrzymanie mutacji. Jednak zapłaciła za to ogromną cenę. W wyniku nieszczęśliwego wypadku straciła możliwość zostania kiedykolwiek matką. O dziwo bardzo szybko pozbierała się po tej tragedii, mimo że na salonach nie była już uważana za pełnowartościową kobietę. Hermiona dalej bywała częstym gościem, wśród grona czysto-krwistych czarodziei, choć widok takich osób Pansy czy Astoria przyprawiała ją o migreny. Jej styl bycia również mocno się zmienił, o ile w pracy była bardzo ciepła i czuła to już poza nią stała się zimna i zamknięta w sobie. Każdego mężczyznę odpychała, nikt nie wydawał się wystarczająco atrakcyjny, a najgorsi byli ci, którzy chcieli wykorzystać jej znajomości i wiedzę. Po paru nieudanych związkach była gryfonka zupełnie odpuściła sobie miłość. 



Lato, Malfoy Manor. 
   Ten rok był wyjątkowo ciężki dla rodziny Malfoy. Największym powodem kłopotów była żona Dracona - Asotria. Prawdziwa twarz pięknej dziewczyny ukazała się niedługo po ślubie. Astoria była kapryśna i złośliwa. Zupełnie nie sprawdzała się w roli żony ani jak później się okazało matki. Draco przestał już spędzać czas z małżonką, całym jego światem był teraz Scorpius i praca. Ten dzień jednak miał wolny, przesiadywał na tarasie z nadzieją, że stan jego żony się polepszy i zejdzie na dół, aby zażyć odrobinę świeżego powietrza. Jednak na próżno od paru miesięcy pani Malfoy spędzała czas tylko u siebie w pokoju lub na bankietach wpływowych koleżanek. Dracona mocno to irytowało, w szczególności fakt iż w ogóle nie poświęcała czasu swojemu synowi. 
- Tato! - usłyszał krzyk blondyn. Od razu zerwał się z krzesła i zaczął szukać syna. To nie był radosny okrzyk, bardziej brzmiało jakby jego syn był zagrożony. Draco odnalazł go bardzo szybko. Czteroletni chłopiec był w ramionach swojej matki. A ta stała na balkonie po drugiej stronie barierki. Miała na sobie wyjściową suknię, a chłopca ubrała w odświętna szatę.  
- Tato boję się! - krzyczał chłopiec, a Draco zamarł w obawie o życie syna.
- Astoria, kochanie co ty wyprawiasz zejdź stamtąd spokojnie. - Mówił Malfoy donośnym, ale drżącym głosem.
- kochanie, kochanie ! ty kpisz ze mnie? nie ma już kochanie, nie ma nas. Nigdy mnie nie rozumiałeś. A teraz w końcu odejdę, razem z moich synem. - Powiedziała i nie czekając na odpowiedź zrobiła krok. W powietrzu rozległ się ich krzyk. Draco podbiegł żeby ich złapać, ale nie zdążył. Astoria nie żyła, a Scorpius był nieprzytomny. Malfoy nie zwracała uwagi na krew, wziął syna i zaniósł do pokoju. Czym prędzej wysłał po medyka. W Malfoy Manor był tylko Amadeusz, starszy doktor, który zajmował się głównie migrenami pani Narcyzy. Nie mógł wiele zdziałać, stwierdził że chłopiec prawdopodobnie nie przeżyje nocy, wstrząs był zbyt mocny. Draco nie czekał na dalsze instrukcję, teleportował się wprost do mieszkania panny Granger. 
- Hermiona pomóż. - Powiedział twardo lądując w jej posiadłości. Kobieta krzyknęła, ale gdy tylko zobaczyła krew na jego dłoniach podbiegła do niego. 
- Nie, nie ja, mój syn błagam cię Granger. - Powiedział ledwo łapiąc oddech. Brunetka nie zastanawiała się długo, złapała swoją torbę lekarską i Malfoy'a za ramię. Przeniosła ich oboje przed bramę Malfoy Manor. Znała to miejsce była tu raz na balu u Narcyzy.
- Idziemy, po drodze wytłumaczysz mi co się stało. - Powiedziała, a mężczyzna poprowadził ją do pokoju w którym leżał Scorpius. Hermiona wyprosiła Dracona z pokoju. Spędziła przy łóżku jego syna trzy godziny. Dopiero po tym czasie wyszła. Mężczyzna siedział cały czas przed pokojem, wyglądał koszmarnie. Gdy tylko wyszła od razu podniósł się z miejsca. 
- Co z nim ?
- Będzie żył, ma dużo obrażeń i najbliższe dni będą decydujące ale powinno się zakończyć na kilku bliznach. Miał dużo szczęścia. Najwyraźniej Astoria jakoś go ochroniła. Gdyby zdołała go puścić twój syn już by nie żył, panie Malfoy. - Powiedziała służbowo.
- Dziękuję Hermiono - Szepnął, a na jego twarzy było widać wyraźną ulgę. 
- Nie robię tego dla ciebie. Jestem lekarzem to mój obowiązek. Moje kondolencje z powodu twojej małżonki. - Powiedziała i ukłoniła się. 
- Czy mogę do niego wejść? - Zapytał, a Hermiona kiwnęła twierdząco głową.
- Tylko po cichu, niech wypocznie. Zostawiłam leki dla niego z pełną instrukcją. Gdyby działo się coś niepokojącego wyślij mi patronusa. A i Draco nie życzę sobie teleportowania wprost do mojego mieszkania.- Powiedziała chłodno i odwróciła się. Widziała jeszcze jak Malfoy podchodzi do syna. Uklęknął przy jego łóżko. Nie była pewna, ale wydawało jej się że blondyn płakał. 

   Tydzień później, kiedy Scorpius odzyskał całkowicie siły, Draco odważył się na wizytę u panny Granger. Zjawił się u niej z kwiatami w ramach podziękowania, i tak zjawiał się raz w miesiącu przez rok. Aż w końcu po zakończeniu żałoby odważył się zaprosić Hermionę na spacer. Co miesięczne kwiaty zmieniły się w co dwutygodniowe spacery, a później co raz częstsze. W końcu po dwóch latach Hermiona zgodziła się przyjąć nazwisko Malfoy. Mimo całego oburzenia w środowisku czysto-krwistych czarodziei Draco ani na moment nie zwątpił w swoje uczucia do gryfonki. 
- Draco - Szepnęła
- Tak ? - Zapytał odwracając wzrok od syna, który bawił się nieopodal.
- Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać? Wtedy w ten tragiczny dzień - Zapytała cicho z nieukrywaną ciekawością na twarzy. - Kupiłam ten dom zaledwie miesiąc wcześniej. 
- Rozgryzłaś mnie. Jako, że już jesteś panią Malfoy, mogę ci się przyznać, że od czasu do czasu sprawdzałem co sie z tobą dzieję. Zawsze mnie intrygowałaś. - Powiedział i pocałował swoją żonę. 
W końcu po tylu latach Hermiona rozpoczęła swoja bajkę. Nie było w tej historii nic cudownego, jej szczęście było ceną życia Astorii, matki chłopca którego pokochała. W niczym cierpienie i samotność po skończeniu szkoły nie przypominały wyśnionych historii. Nie była księżniczką, w dzień balu nikt nie zjawił się z złotą różą. Wielu próbowało się do niej zbliżyć, raniąc za każdym razem co raz bardziej, dopiero ten cyniczny mężczyzna, którego nienawidziła w szkole pokazał jej odpowiednią drogę. Bo szczęście można zyskać na różne sposoby... 


** W końcu koniec, ciężko było to pisać jako miniaturkę, przyszło mi jeszcze parę pomysłów do głowy na ale cóż. Czekam na wasze komentarze. Pozdrawiam Syntia. ** 
*** Uwaga usuwam spamownik, aktualnie nie mam czasu nawet na blogi, które zawsze czytałam, więc zostawianie adresów teraz to strata waszego czasu. Przykro mi, postaram się nadrobić ale nic nie obiecuję.
Dziękuję stałym czytelnikom, jakbyście nie pisali, kiedy nowy rozdział pewnie bym się za niego nie zabrała***


26 komentarzy:

  1. Fajne zakończenie. Nie lubiłam Astorii i jest mi na rękę, że już jej nie ma. Jak mogła chcieć zabić własnego syna?Nienormalna kobieta. Ale fajnie się zakończyło i za to otrzymujesz ode mnie dużego plusa :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie ;) Ja też za Astorią nigdy specjalnie nie przepadałam ;)

      Usuń
  2. Hej.:)
    Cieszę się z tego, że się zmobilizowałaś i dodałaś miniaturkę.:) Dziękuję bardzo za dedykacje i wszystkie miłe słowa.:) Twoje komentarze również karmią moją wenę.:)
    Co do miniaturki.. Nie była to słodka historia disneyowskich księżniczek, z czego się bardzo cieszę. Pisząc ją przeszłaś przez całą paletę uczuć i chyba to podbiło moje serce. Dodatkowo pokazałaś, że miłość zawsze zwycięża, ale bywa także nieobliczalna - tak jak w przypadku Astorii. Była nieszczęśliwa i to właśnie pchnęło ją na krawędź, choć nie do końca rozumiem, dlaczego chciała zabić Scorpiusa. ( To znaczy myślę, że w ten sposób chciała zadać Draconowi trochę tego bólu, który odczuwa ona sama). Dobra, nie będę robić psychoanalizy.:P Dzisiejszy dzień jest po prostu za piękny na to.:D Kochana, jeśli mam tyle czekać na takie miniaturki... To naprawdę warto! Bo są one niesamowite.
    Dzięki za happy end.:D
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, co do Scorpiusa chodziło mi po prostu o irracjonalne i chore zachowanie Astori. W takim stanie nie ma myślenia logicznego ;)
      Pozdrawiam i dziękuję za ciepłe słowa ;))

      Usuń
    2. Jakaż zmiana.:)
      Pięknie jest ! :)

      Usuń
  3. Boskie.
    Takie slodko-kwaśne.
    I takie lubię :D
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.
    panstwoweasley.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Super miniaturka, genialne zakończenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet nie wiesz jak mi się miło zrobiło, gdy zobaczyłam dedykację dla mnie! Naprawdę bardzo dziękuję, ogromny zaszczyt! :) .
    Co do Miniaturki, muszę przyznać, że była intrygująca. Z jednej strony zaciekawiła mnie historia McGonagall, wreszcie ukazana inaczej niż jako surowa i bezwzględna nauczycielka. Jej słowa bardzo mi przypadły do gustu i już wiedziałam, że będą miały wpływ na resztę opowiadania. Draco faktycznie od początku mi się podobał, a teraz, gdy nie był 'świnią' wobec Astorii (no prawie) jeszcze bardziej mi się spodobał. Szczerze przyznam, że skok Astorii trochę mnie rozśmieszył, ale dalsze wydarzenia już podbiły moje serce! :) .

    Cieszę się, że wróciłaś z Miniaturką, aż miło było poczytać, coś w Twoim wykonaniu, nie powiem, że brakowało mi tego :) . Nie mogę się też doczekać Twojego kolejnego rozdziału, ale będę wiernie czekać! :) .
    Życzę Ci dużodużo weny i motywacji :* .

    całuję, Zou. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co ;) To ja dziękuje ;)
      Cieszę się że miniatrurka się spodobała ;)
      Postaram się napisać za jakiś czas rozdziała ale z tym u mnie różnie bywa ;)

      Usuń
  6. Cudowne ♡
    Uwielbiam szczęśliwe zakończenia ( nawet kosztem innych ;> ) W sumie szkoda, że Miona nie poszła wtedy na bal, ale cóż... i tak jest fajnie!
    Zdobyła pracę w Mungu :D Przynajmnie tyle na początku jej się udało, a później jeszcze Draco... Ach, czemu ja tak nie mam?
    Tak więc, miniaturka bardzo mi się podobała i jestem zachwycona :) Liczę, że za jakiś czas dodasz nowy rozdział, a tymczasem lecę się uczyć WOSu :( Nawiasem mówiąc to moja zmora...
    Pozdrawiam i buziaki przesyłam ~ Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ;)
      Niestety w naszym świecie mało która ma tak jak Hermiona w DHL, u nas palant pozostaje palantem :P
      Powodzenia z nauką i jeszcze raz dzięki za opinię ;)

      Usuń
  7. Właśnie trafiłam na Twojego bloga ;p
    Zawsze zaczynam czytać bloga od miniaturek jeżeli takowe sie pojawia ;]
    I wtedy zdecyduję czy czytać opowiadanie główne ;p
    Zdecydowanie zacznę czytać ;]
    Miniaturka,jest oryginalna i świetnie się ją czyta ;)
    pozdrawiam ;*
    http://polecalnia-dhl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że miniaturka cię zachęciła. Jak zaczniesz czytać całość to proszę o dużo wyrozumienia szczególnie z początku ;)
      Dzięki za opnie i pozdrawiam Syntia ;)

      Usuń
  8. Czytałam już podobną historię, ale nie zniechęciło mnie to. Ujęłaś to ciekawie i bardzo ładnie. Na pewno mi się spodobało. McGonagall wydawała mi się naprawdę szczera, myślę, że w jej życiu faktycznie mogło tak być.
    Pozdrawiam ciepło i z przyjemnością dodam Cię do mojej listy,
    pozdrawiam,
    http://precious-fondness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za opinie, słowa czytałam już podobną historię mnie lekko wystraszyły, ale mam nadzieję że mimo to cię nie zanudziłam ;)
      Dziękuje za dodanie ;) i zapraszam do pozostałych rozdziałów ;)

      Usuń
  9. WOW. Tylko tyle jestem w stanie napisać...Po prostu...Jestem pod wielkim wrażeniem..Świetnie Ci wyszła ta miniaturka! Fajnie wmyśliłaś z Astorią :).
    ZAPRASZAM DO SIEBIE :
    http://co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com/p/blog-page_16.html
    Zajrzę tu jeszcze :), życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie ;) Cieszy mnie, że ci się spodobało.
      Jak znajdę czas to zajrzę ;)

      Usuń
  10. Witam ;)
    Mam pytanie - czy planujesz może jakaś notkę na "Jestem niewierna? Wkrecilam się w tamtego bloga a bardzo długo nic na niego nie dodawałas.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, jako że nie chciałam ci odpisywać może w to odpisuje teraz - Zapraszam rozdział wstawiony. Nie jest idealny ale może się spodoba.

      Usuń
  11. Hej :D
    Nominuję Cię z wielką przyjemnością do Liebster Awards!!! <3
    Szczegółów szukaj na moim blogu : ) http://milosc-wszystko-wybaczy.blogspot.com/
    Całuje Effy <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowne. Nie wiem co jeszcze powiedzieć. Początek dla mnie był niezbyt zachęcający, a jednak ta miniaturka jest wspaniała. Do opowiadania wrócę. Chyba nie dzisiaj ale w przyszłym tygodniu chyba już znajdę czas.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Ja już tak mam że początki bardzo kiepsko :P Cieszę że koniec końców ci się spodobało ;)

      Usuń
  13. trafiłam przypadkiem i postanowiłam, że zacznę czytac od miniaturek.
    bardzo fajna i ciekawa miniaturka. Pomysł Ginny jako księżniczka bardzo fajny.

    pozdrawiam i idę czytac dalej

    zapraszam do siebie
    dramione-zyciepelneniespodzianek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak trochę nie wiem co napisać... Znowu mam ochotę stwierdzić, że coś tak dobrego nie istnieje. Ale to już było.( i nie wróci więcej :D ) W jakiś dziwny sposób ta część mnie irytuje. (Chyba nie powinnam tego pisać, bo przydałoby się to jakoś uzasadnić, a ja nie mam pojęcia czemu tak jest.) Ogólnie jest super. I wybacz, ale kradną mi laptopa, więc to koniec mojego komentarza

    Całuski
    Vanila Malfoy

    OdpowiedzUsuń