Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramione. Pokaż wszystkie posty

3 lipca 2014

Pierwszy raz

Miniaturka na rozluźnienie, pół żartem pół serio - dedykowana dla Promise ;)

Miniaturka zawiera sceny +18

Dzisiaj obchodzili równe pół roku bycia razem. Na tę okazję Malfoy specjalnie się przygotował. Kwiaty i świeczki rozstawione po całym pokoju dawały romantyczny nastrój. Muzyka w tle była delikatna i kojąca. Wszystko było przygotowane w pokoju prefektów, Draco wykorzystał czas kiedy Hermiona była w bibliotece i włamał się do jej pokoju. W jego kieszeni spoczywał teraz mały pakunek. Pierwszy raz w życiu był tak zdenerwowany przed randką. Analizował kilkakrotnie czy o czymś nie zapomniał. Z rozmyślań wybił go krzywołap. Nie wiedzieć czemu kolejnego kota Hermiona też nazwała Krzywołap. Była kochana, ale pomysłowości to nie można jej zarzucić. 
- Zamknij się futrzaku. - Powiedział, a kot ułożył się wygodnie i przestał zwracać uwagę na nieproszonego gościa. Draco spojrzał na zegarek. Z jego obliczeń wynikało, że miał jeszcze chwilę czasu. Nalał wina do kieliszków i pozostało mu jedynie czekać. 
- Choć Ginny pokaże ci tę sukienkę - usłyszał głos Hermiony, dochodzący z części wspólnej ich pokoju. No ok pokaże jej kiecke i tu przyjdzie.- pomyślał i jego wzrok padł wprost na szafę. Zajęło mu sekundę zanim skojarzył fakty. Ruda nic o niech nie wiedziała, a teraz miała tu przyjść kiedy on siedzi w garniturze, otoczony kwiatami i tymi głupimi świeczkami. W biegu dostał się przez łazienkę do swojego pokoju, a później już do pokoju wspólnego. 
- Nieeee! - krzyknął, a obie dziewczyny popatrzyła na niego jak na wariata. Szybko dostał się do drzwi i zasłonił je całym ciałem. 
- Malfoy, co ty wyprawiasz? - zapytała Hermiona wpatrując się mu prosto w oczy. Blondyn milczał, zupełnie nie pomyślał o tym co powie jak już je zatrzyma. 
- Nie możesz tam wejść. - odezwał się w końcu z uśmiechem, dumny z swojej genialnej wypowiedzi. 
- A to niby dlaczego? - zapytała Ginny. 
- Malfoy ? - Hermiona pomachała mu dłonią przed nosem, próbując go sprowadzić na ziemię. Powoli zaczynała się poważnie o niego bać. Draco chwycił ją za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował. A to wszystko na oczach Ginewry. Hermiona odruchowo oddała pocałunek, a Gin wyglądała jakby dostała tłuczkiem w głowę. Dopiero po chwili brunetka oderwała się od ślizgona. 
- Ginny, spotkamy się później. Muszę z nim porozmawiać. - powiedziała Hermiona, dosłownie wyrzucając przyjaciółkę za drzwi, nie zważała na jej protesty. W tym momencie miała zamiar tylko zabić pewnego blondyna. Pozbycie się Rudej, której protesty i pytania zapewne było słychać na cały Hogwart nie było łatwe, aczkolwiek Hermiona szybko sobie poradziła. 
- Czyś ty zwariował! Za pięć minut cała szkoła będzie wiedzieć, że mnie pocałowałeś. Jak możesz być tak głupi! 
- Nic innego nie przyszło mi do głowy - powiedział i spuścił wzrok. 
- Poważnie zawsze kiedy, nie masz pomysłu to kogoś całujesz? W ogóle co tam takiego jest, że nie mogę wejść - powiedziała i popchnęła drzwi. Widok jej pokoju w wersji romantycznej, jak zaklęcie od razu pozbawił jej całej złości. Malfoy widząc to wykorzystał sytuację i objął ją w pasie, całując w szyję. Powoli odwrócił ją do siebie, skupiając już całą uwagę na jej ustach. Delikatnie poprowadził dziewczynę w stronę łóżka. 
- Najlepszego kochanie. - powiedział i wyciągnął pudełko z kieszeni. Hermiona wzięła je delikatnie, kiedy odpakowała rzuciła się na chłopaka całując go. 
- Jest śliczny, dziękuje Draco. - powiedziała i założyła srebrny łańcuszek z literką D. Schowała zawieszkę pod bluzkę. 
- Wolę kiedy go widać. - powiedział blondyn i jednym zwinnym ruchem pozbył się jej bluzki. Mimo, że nie pierwszy raz byli w takiej sytuacji na policzki gryfonki wstąpiły rumieńce. Na sam widok Draco się uśmiechnął. Zamknął drzwi za pomocą zaklęcia i wyciszył pomieszczenie. Powoli zdjął krawat i pozwolił żeby Hermiona rozpięła mu koszulę. Delikatnie przejechała palcami po jego klacie, mimowolnie jęknęła. Blondyn od razu się uśmiechnął. W takich momentach dziękował mugolom za ich system ćwiczeń. Blondyn delikatnie przyciągnął Hermionę do siebie. Złożył na jej ustach pocałunek, który z romantycznego szybko przerodził się w namiętny. Powoli Draco starał się ściągnąć spodnie dziewczynie, jednak ta od razu go powstrzymała. 
- Nie chce - powiedziała spoglądając w jego oczy. 
- Czemu, boisz się mnie? - spytał wyraźnie zawiedziony. Nie chciał jej do niczego zmuszać, jednak  zaczynało go to już męczyć.
- A jak będę w ciąży? 
- Weźmiesz eliksir po. - odpowiedział gładko.
- O nie, wiesz jakie mogą być konsekwencje, mogę już nigdy nie mieć dzieci. - Powiedziała z oburzeniem
- Miona, kochanie, zrozum ja od pół roku się nie kochałem. Popatrz na to z innej strony. - odparł.
- To nie jest fair. - powiedziała lekko poirytowana. 
- A co jest, zaraz nie wytrzymam i przelecę tego futrzaka, no Hermiona. - powiedział, a krzywołap przesunął się w kat pokoju, zupełnie jakby rozumiał o co mu chodzi. 
- To tylko kwestia ciąży? Nie chodzi o zaufanie czy coś innego? - zapytał
- Oczywiście, też chciałabym no wiesz.. ale nie wypiję eliksiru - powiedziała cała się rumieniąc. Draco zrezygnowany przyciągnął ją do siebie i przytulił. Wiedziała, że jak dziewczyna się na coś uprze to nie odpuści. 
- Właściwie to jest sposób, tyle że mugolski. - powiedziała, dalej się rumieniąc. 
- To znaczy? - zapytał, wyraźnie zaciekawiony. 
- Wiesz co to jest prezerwatywa. - powiedziała, a Malfoy pokiwał przecząco głową. Hermiona wyjęła z szafki małe pudełeczko i podała je chłopakowi. Widząc jego zdezorientowaną minę odpakowała je powoli. Wyciągnęła jedną sztukę i podała mu. 
- Musisz to założyć, to mugolskie zabezpieczenie daje 98% szans, że nie będziemy mieli dziecka. 
- Ale gdzie? - spytał, trzymając w dłoni niebieski pakunek. Widząc jej rumieniec od razu pojął o jakie miejsce chodzi. 
- O nie, nie ma mowy. To obleśne - powiedział i odrzucił prezerwatywę, z strachem w oczach. 
- Albo tak, albo wcale. Poczekamy do ślubu - powiedziała Hermiona, a słowo ślub podziałało na chłopaka jak kubeł zimnej wody.
- Dobra założę to coś - powiedział wyraźnie nie zadowolony. Hermiona od razu się uśmiechnęła. 
- W pudełku masz instrukcję. Ja idę do łazienki. Zaraz wracam. - Szepnęła i pocałowała go w policzek. 
Wróciła w samym szlafroku i bieliźnie. Draconowi dosłownie odjęło mowę gdy ją zobaczył. 
- Na prawdę się starałem, ale to jest za małe. - powiedział i odwrócił się do niej. Koło niego na łóżku leżały trzy prezerwatywy, widocznie chłopak próbował je założyć kilkakrotnie. Hermiona się skrzywiła i podeszła do niego bliżej. 
- Jak za małe, muszę pasować - powiedziała, i spojrzała na Dracona. W tym momencie dotarło do niej jak mogą być za małe. Ten chłopak zdecydowanie potrzebował rozmiaru XL. Granger zrobiło się gorąco na sam widok. To pierwszy raz kiedy widziała zupełnie nagiego mężczyznę i to jeszcze tak wyposażonego.
- E ja.. yhm..e - próbowała pozbierać zdania. Draco widząc jej rozkojarzenie, wstał i podszedł do niej. Gryfonka zrobiła krok w tył. 
- Nie bój się. Jak nie chcesz to do niczego nie dojdzie - powiedział przysuwając ją do siebie. Pocałował ją namiętnie. Ręce położył na jej tali. Hermiona czuła napierającą męskość pomiędzy nogami. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Jej ręce drżały, nie potrafiła na niczym skupić myśli. Każdy jego dotyk odczuwała dużo intensywniej niż wcześniej. 
- Pozwól. - szepnął wprost do jej ucha, delikatnie przygryzając płatek. Hermiona skinęła głową twierdząco. Draco poprowadził ją na łóżko. Powoli ułożył dziewczynę na poduszkach nie odrywając się nawet na moment od jej ust. Brunetka zarzuciła mu ręce na szyję, i docisnęła go do siebie. Pragnęła go. 
- Draco - wyszeptała, a jego imię w jej ustach brzmiało niezwykle seksownie. - ja nigdy nie. - dokończyła, a chłopak szybko pojął o co jej chodzi. 
- Będę delikatny. - Powiedział i zaczął całować jej szyję. Kiedy schodził pocałunkami co raz niżej, Hermiona nie potrafiła nad sobą panować. Pojękiwała cicho. Blondyn zaczął całować jej piersi, jedną ręką poradził sobie z jej stanikiem. Powoli zaczął ssać jej sutki. Brodawki zrobiły się od razu rozkosznie twarde. Kiedy za pomocą ust zajął się jej piersiami, była już zupełnie pod jego kontrolą. Delikatnie jedną rękę przesunął w stronę reszty jej bielizny. Na początku drażnił ją przez cienki materiał majtek. Po chwili wsunął rękę pod spód. Była już wyjątkowo mokra. Bawił się wsuwając na przemian jeden i dwa palce. Hermiona miała przyśpieszony oddech. Zaczynała się wiercić, nie mogąc uspokoić palącego ją pożądania. 
- Draco proszę - wymruczała, wyraźnie spragniona. Z całej siły chciała poczuć tego mężczyznę. 
- Powoli kochanie - wyszeptał, po raz kolejny zatapiając się w jej ustach. To jej pocałunki stawały się co raz bardziej gwałtowne. Zaczęła wodzić rękami po jego ciele, przejechała paznokciami po jego placach, na co Draco instynktownie się odrobinę wygiął. Widząc jego reakcję, Hermiona zapragnęła więcej. Chciała mu sprawić przyjemność za wszelką cenę. Zaczęła całować jego szyję i schodziła co raz niżej. Kiedy znalazła się na wysokości jego męskości, na chwile się zawahała. Spojrzała mu w oczy szukając aprobaty. 
- Nie musisz, jeśli nie chcesz - powiedział cicho, widząc jej zawahanie. Mimo to wzięła powoli jego męskość do ust. Robiła to pierwszy raz i nie bardzo była pewna jak ma sprawić mu przyjemność. Drażniła językiem czubek, wyczuła jak prześcieradło na jej łóżku się przesuwa - Draco zacisnął pieści na materiale. Uśmiechnęła się i powoli zaczęła ssać oraz poruszać głową z góry na dół. Nie była w stanie zmieścić go całego w ustach. Usłyszała jak Malfoy wciąga powietrze. 
- Hermiona przestań. - krótki rozkaz, wydany surowym głosem. - nie chcę tak dojść - dodał już delikatniej, próbując jej nie urazić. Kiedy tylko przestała Draco pocałował ją w usta i przysunął bliżej siebie. Odruchowo zacisnęła uda. Położył ja na plecach i sam ułożył się nad nią. 
- Proszę. - wyszeptała, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce. 
- O co? - spytał przygryzając lekko jej sutki. Najwyraźniej bawiło go jej speszenie. 
- Malfoy - powiedziała lekko zirytowana. Jej zmiana tonu zachęciła go do dalszych igraszek. Sprawnym ruchem rozłożył jej nogi. Delikatnie powrócił do jej ust. Nie oderwał się od niej nawet na sekundę, kiedy w nią wchodził. Na początku poruszał się bardzo powoli, widział na jej twarzy grymas bólu. Kiedy przygryzła wargę, zaczął trochę szybciej. Po chwili i ona dostosowała się do jego rymu. Pojękiwała coraz głośniej, wypowiadając przy tym imię chłopaka. Przy kolejnym pchnięciu poczuła rozchodzący się po jej ciele orgazm. Nie potrafiła opisać uczucia, którego doświadczyła, z trudem łapała oddech. Po chwili doszedł i Draco. 
- Kocham cię, Granger - powiedział i ułożył się obok niej. Pierwszy raz był w stanie powiedzieć jej to prosto w oczy, bez zająknięcia. 
- Ja Ciebie też Malfoy - wyszeptała, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Powoli wstała z łóżka.
- Gdzie? - zapytał, z trudem wypuszczając ją z ramion. 
- Chcę się wykąpać. - odpowiedziała. 
- Mogę ci dotrzymać towarzystwa? - zapytał, a twarz brunetki przybrała czerwony odcień. Zaśmiał się delikatnie na ten widok. Już od dawna nie znajdywał nic co dawało mu tyle radości co ta drobna osóbka. Życie na co dzień z nią było niesamowicie ciekawie. Każdego dnia go czymś zaskakiwała. Nie czekając na odpowiedź poszedł za nią.
- Pozwól, że ja się tym zajmę - powiedział i napuścił wody do ogromnej wanny w łazience prefektów. Po chwili całe pomieszczenie było skąpane w parze. Dracon wziął Hermionę na ręce i zaniósł do wody. Delikatna piana otuliła ich ciała. Kiedy ją odstawiał poczuła jak bardzo jest gotowy na następny raz.
-Och.. - wyrwało jej się, zanim zdążyła ugryźć się w język.
- Spokojnie nie będę cię już dzisiaj męczył. Nie chcę żebyś była obolała. - wyszeptał wprost do jej ucha. Od razu po jej ciele przebiegł przyjemny dreszcz.  
- Odwróć się - dodał, głosem nie znoszącym sprzeciwu. Hermiona potulnie posłuchała. Malfoy nałożył płyn na gąbkę i zaczął delikatnie myć plecy Gryfonki. Nawet tak słaby dotyk sprawiał brunetce przyjemność. 
- Lubisz kontrolę - wymruczała cicho. 
- Tak, ale to nie jest coś od czego się zaczyna. Być może kiedyś pokaże ci trochę innych sztuczek. - odpowiedział, a Hermiona od razu zacisnęła mocniej uda. Sama myśl o kolejnych razach z tym niesamowicie przystojnym mężczyzną doprowadzała ją do szaleństwa, a co dopiero obietnica następnych zbliżeń. Kiedy Draco był już pewien, że każdy zakamarek na ciele Hermiony jest czysty, oddał jej gąbkę. Granger powoli myła jego ciało. Jej ruchy były niepewne. Z trudem przesuwała dłonie po kolejnych bliznach na jego plecach. Nie wiedziała jak straszne klątwy musiał przeżyć. Nagle poczuła ogromną chęć przytulenia go. Odrzuciła wszystko na bok i bez wahania objęła go rękami. 
- Ej, co się stało? - spytał zmieszany. Odwrócił ją do siebie i dopiero po jakimś czasie dostrzegł w jej oczach łzy. 
- Hermiona? zrobiłem ci coś.. ja przepraszam nie chciałem - zaczął się plątać. Ogarnęła go panika. A jeżeli zbyt wcześnie pozwolił sobie na zbliżenie, jeśli teraz ona nie będzie chciała go znać. Widział, że na nią nie zasługuję, już dawno powinien pozwolić jej odejść.
- To nie tak, te blizny. Ja nie potrafię sobie nawet wyobrazić. - Mówiła patrząc wprost w jego oczy. Od razu pojął o co jej chodzi. Po prostu się martwiła, o niego. W końcu znalazł kogoś, kto się o niego troszczy. Przytulił dziewczynę mocniej do siebie. Czuł, że w rękach trzyma swój cały świat. Ona była jego jedynym światłem w życiu. Dawała mu nadzieję na lepsze jutro. 
- Nie martw się, to przeszłość - powiedział starając się ją uspokoić. 
- Nie pozwolę cię więcej skrzywdzić - odpowiedziała z ogromną troską w głosie - choćbym miała jeszcze raz walczyć z Voldemortem. - wyszeptała, a on wiedział że nie żartuje. Ta dziewczyna była gotowa na wszystko, przeżyła wojnę, stratę przyjaciół. utratę rodziców, a dla niego mogła znieść o wiele więcej. 
Tę wyjątkową noc spędzili razem, wtuleni w siebie. Pomiędzy nimi panowała cisza, ale nie ta irytująca. Każde było pochłonięte własnymi myślami. Kiedy Hermiona powoli zapadała w sen, Draco odezwał się cicho.
- Nie chcę tak dłużej - wyszeptał. Brunetka na te słowa poczuła nieprzyjemny uścisk w brzuchu. - chcę żeby cały świat wiedział, że jesteś moja. - dodał. Jego oczy miała teraz nieodgadniony wyraz.
- Dobrze, jutro się wszyscy dowiedzą. - Powiedziała i wtuliła się do niego. Dopiero po tym zapewnieniu zasnął z uśmiechem na ustach. 

Obudziło ich poranne słońce wpadające do dormitorium Hermiony. Draco przebudził się pierwszy, chwile wpatrywał się w spokojnie śpiącą brunetkę i dopiero postanowił wstać. Starał się być cicho żeby jej nie obudzić. Niestety wyszło mu to dość nie udolnie, z głośnym trzaskiem wylądował na ziemi, obijając się o kant łóżka. 
- Zabierz to - powiedział podnosząc stopę z wyraźnym obrzydzeniem. Poślizgnął się na prezerwatywie, której wczoraj nie udało mu się założyć. Hermiona na widok jego zdegustowanej miny wpadła w histeryczny śmiech. 
- Granger, zlituj się i weź TO - powiedział wyraźnie poirytowany. 
- Nie mam zamiaru - odpowiedziała i przewróciła się na drugą stronę łóżka, żeby ukryć przed nim uśmiech. Draco z ogromnym obrzydzeniem złapał kawałek gumki w dwa palce i wyrzucił do kosza. W ramach zemsty nachylił się nad Hermioną i pociągnął kołdrę. Gryfonka skuliła się z zimna i objęła rękami nagie ciało. Momentalnie cała jej twarz była czerwona. 
- Chyba się mnie nie wstydzisz? - zapytał, widząc jej zażenowanie. Pokręciła przecząco głową, ale dalej starała się zakryć jak największy fragment ciała. Draco podszedł do niej i delikatnie przytulił, składając pocałunek na jej szyi. 
- Dalej, chcesz wszystkim powiedzieć? - zapytała, obracając się do niego twarzą. 
- Tak - odpowiedział niemalże natychmiast. - Będę po ciebie za 20 minut, przygotuj się na śniadanie zjemy razem. - dokończył wciągnął na siebie ciuchy i wyszedł. Hermiona powoli zwlekła się z łóżka Zarzuciła na siebie szlafrok i poszła do łazienki. Chwile wpatrywała się w sowoje odbicie w lustrze szukając jakiejś zmiany. Jeszcze do nie dawana nie przypuszczałaby spotkania z Malfoy'em, a co dopiero stałego związku. To wszystko wydawało jej się takie nowe, jednak jej odbicie się nie zmieniło. Cały czas pozostawała sobą, ciągle postępowała zgodnie z własnym sumieniem. Tylko dlaczego w takim razie w jej sercu pojawił się jakiś dziwny niepokój. Nie rozmyślając dłużej zaczęła przygotowywać się do kolejnego dnia zajęć. Dnia, który miał odmienić jej życie. 

Do wielkiej sali weszli razem, trzymając się za ręce. Dla obu było to wyjątkowo nie wygodne. Kiedy znaleźli się na środku, każde chciało pociągnąć drugie w stronę swojego stołu. 
- Przecież nie usiądę z gryfonami - szepnął Draco, ignorując zdziwione spojrzenia skierowana na nich z każdej strony. 
- Mnie ślizgoni nienawidzą - odpowiedziała, a w myślach szukała sposobu na przekonanie Dracona. Za nic na świecie nie chciała siedzieć w towarzystwie kogoś takiego jak Pansy. 
- kochanie, chodź - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. - obiecałaś - dokończył ciszej. Hermiona nie wiedząc jak się ratować, postanowiła sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. 
- Jeśli siądziemy z Gryfonami, powtórzymy nasz wczorajszy wieczór - powiedziała, siląc się na zmysłowy ton, ale przez jej zażenowanie przypominało to raczej nieśmiałą prośbę. 
- Zgoda - odpowiedział i ruszył w stronę Gryffindoru, wzruszając ramionami. 
- Tak po prostu?
- Tak, i zamknij już usta, albo ja się nimi zajmę - Powiedział przykładając palec do jej podbródka. Usiedli koło Ginny. Po minie rudowłosej Hermiona zorientowała się, że prawdopodobnie czeka ją najcięższa rozmowa w życiu. 
- Ginny to Draco, - zaczęła, ale szybko zamknęła usta, widząc złość młodej Weasley. 
- Witaj Ginewro - powiedział i uśmiechnął się. Draco Malfoy uśmiechnął się szczerze. Ginny rozejrzała się po sali niepewnie. Szukała czegoś co wskazywało by na głupi dowcip jej braci albo zakład. Niestety poza wpatrzonymi uczniami w ich stolik nie znalazła nic odbiegającego od normy. Standardowa paczka Malfoy wydawała się być taka samo szokowana jak ona. Draco powiódł wzorkiem za przyjaciółką swojej dziewczyny i westchnął ciężko. Po chwili wstał i uniósł w dłoniach puchar z sokiem. Uderzył w niego dwa razy nożem. 
- Jak widzę mam już waszą uwagę - zaczął, a twarz Hermiony przybierała barwę burgundy.  - żeby uniknąć wkurzającego szeptania za plecami oficjalnie informuję, że Hermiona Granger jest moja dziewczyną i Blaise uprzedzam pytanie nie żartuję. - powiedział, pocałował brunetkę w policzek i jak gdyby nigdy nic nałożył sobie owsianki. 

13 czerwca 2014

Rozdział X

   Był chłodny czwartkowy wieczór Hermiona stała w parku oparta o barierkę. Za parę minut miała się spotkać z Rudą na plotki. Tego dnia miała wyjawić jej swoją tajemną miłość do blondyna. Po dokładniej analizie znalazła na to łatwiejszy sposób. Tuż obok niej pochylony o barierkę stał Draco. Z daleka wyglądali na idealną parę. Wręcz nadawali się na okładkę jakiego mugolskiego magazynu. Ona elegancka, piękna brunetka z długimi nogami. On wysoki przystojny mężczyzna. Brak relacji nie byłby widoczny na zdjęciu. A nawet gdyby ich gra pozorów już się rozpoczęła. Jeden rzucał wyzwanie drugiemu, kto będzie bardziej przekonujący. Słońce chyliło się ku zachodowi, powoli zbliżała się dwudziesta. 
-Czas zaczynać - Powiedziała cicho. Na te słowa Malfoy powoli się wyprostował i przybliżył do Hermiony. Wydawali się tacy romantyczni. Był nad nią nachylony i mocno wpatrywał się w jej oczy. Dobrze, że objawy które dręczyły go przez ostatni tydzień zaczęły zanikać. Teraz czuł delikatnie, jakby muśnięcie emocji. Nie przechodził już do skrajnych stanów. Gdyby to się nie skończyło, kto wie może gra skończyłaby się, a zaczęło coś prawdziwego. W oddali usłyszeli szybki stukot obcasów, ten nerwowy chód był jasnym znakiem. Hermiona urwała kontakt wzrokowy, udając onieśmieloną. Na twarz blondyna wpłynął grymas niezadowolenia. Wysunął rękę i powoli chwytając ją za podbródek przysunął jej twarz do siebie. 
- Nie bój się mnie. - Szepnął powoli nie odrywając od niej wzroku. 
- Jeszcze nas nie słyszy, ale dobrze ci idzie. - Odpowiedziała, a na dosłownie ułamek sekundy jej oczy przybrały prawdziwy zimny wyraz. Mrugnęła dwa razy, żeby dać mu znać iż Ginny jest wystarczająco blisko. Bez zastanowienia powoli zbliżył się do niej. Złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Tak jak ich gra, tak pocałunek był perfekcyjny. Kiedy ręce Dracona powędrowały z tali na plecy Hermiony, ktoś głośno odchrząknął. 
-Mogę wiedzieć co ty z nim wyprawiasz?! - Wrzasnęła Ginewra nie panując nad sobą. Gryfonka odsunęła od siebie chłopaka i spojrzała zażenowana na przyjaciółkę. 
- Mam was zostawić kochanie? - Zapytał Draco.
- kochanie? no nie. Tylko mi nie mów, że ten śmierciożerca to twój facet. - Powiedziała już nieco spokojniej. Brunetka skinęła głową na co Draco pocałował ją szybko w policzek i teleportował się. Gdy tylko zniknął, oczy Hermiony zaszły łzami. 
-Och Ginny, ja na prawdę nie potrafię inaczej. Przysięgam próbowałam go unikać, robiłam wszystko, ale na nic się zdało. - nie poradnie starała się wytrzeć łzy. 
-Cii, już dobrze. Wszystko mi opowiesz i coś wymyślimy. - Powiedziała w końcu Ruda i przytuliła przyjaciółkę. 
-Gin, ja go kocham - szepnęła Hermiona. A Weaslay pozostawiła to bez słowa. Analizowała słowa brunetki milion razy. Tak bardzo chciała jej szczęścia, że nie mogła jej przecież tego zabronić. Nawet jeśli miała ogromne wątpliwości co do tego arystokraty, to jeżeli był on szansą Hermiony na wspaniałe życie, nie mogła jej tego zrujnować. Nie po wszystkim co razem przeszły. 
Granger spokojnie czytała myśli Ginny. Mało co nie wybuchłaby śmiechem. Te nawinę dziewczę wierzyło w każdą jej łzę. Jeszcze głupia miała na celu jej szczęście. Mimo, iż uczucia brunetki były nikłe, ta sytuacja na prawdę ją śmieszyła. 
-Chodźmy do mnie, wszystko ci wyjaśnię.
-Dobrze, ale ja nas teleportuje. Lepiej żebyś w tym stanie się nie wysilała jesteś zbyt zdenerwowana. - Powiedziała i po chwili znalazły się przed domem Hermiony. Granger powstrzymała się od komentarza na tak beznadzieją teleportację. Dalej kręciło jej się trochę w głowie, mało co by się nie rozczepiły. Najwidoczniej Weaslay nie dość, że naiwna to jeszcze beztalencie. Pierwsza teleportacja Miony wyglądała lepiej niż ta teraz. 
Weszły do środka, Hermiona od razu przygotowała im herbaty. Oczywiście nie chciało jej się tego robić w mugolski sposób, no ale cóż diabeł tkwi w szczegółach. 
-Proszę. - Podała 'przyjaciółce' kubek, a sama usiadła na przeciwko podkulając nogi. Wzrok wlepiła w szklankę. Po tylu latach udawania panna Granger nie tylko perfekcyjnie opanowała dobór słów, zaklęć niewerbalnych wywołujących łzy i rumieńce, ale też mowę ciała. Pamiętała bardzo dobrze tomy podręczników jakie czytała, aby wtopić się w tłum. Od końca drugiej klasy wiedziała, że coś z nią jest nie tak. Na początku szukała wyjaśnienia w książkach - jedynym co ją pochłaniało. Szybko doszła do wniosku, że musi się nauczyć, wytrenować pewne postawy aby nie odstraszać ludzi swoją nienaturalności. Kontakty z Harrym Potterem były dla niej bardzo cenne bo dostarczały wrażeń, a przekomarzania z Ronem stanowiły idealną próbę zdolności ćwiczonych przed lustrem.
Ginny nie wiedziała jak zacząć rozmowę kilkakrotnie otwierała usta, aby po chwili je zamknąć. W końcu kiedy herbata była już całkiem zimna odezwała się cicho. - jak go kochasz to okey, ale uważaj dobra. Jak ci coś zrobi to będzie miał ze mną do czynienia. - Skończyła, a na jej usta wszedł lekko wymuszony uśmiech. Hermiona od razu rzuciła się jej w ramiona. Później godzinami przedstawiała ich wspólną historię oraz opowiadanie pt"Draco wcale nie jest zły", które swoją drogą wymyśliła dzień wcześniej. Wszystkie wydarzenie jakie opowiedziała była w stanie potwierdzić datą i miejscem. Od kilku miesięcy obserwowała blondyna, wybrała więc daty kiedy teoretycznie mogli się spotykać. Nikt przecież by się nie domyślił, że ona wtedy studiowała sprawy klucza, a Draco przeważnie zabawiał się z jakąś panienką którą mu podsunęła, albo siedział w domu nie robiąc nic konkretnego. 
Kiedy wreszcie Ginny poszła do domu, Hermiona mogła odetchnąć, co najmniej na to miała nadzieję. Pod jej drzwiami czekał już Draco. Niezbyt chętnie mu otworzyła. Mężczyzna miał w dłoni bukiet kwiatów. Podał jej go nachylając się. 
-Wiewióra, stoi dalej przy końcu twojej bramy. - Szepnął, a Hermiona od razu zarzuciła mu ręce na ramiona. I nieco zbyt głośno wygłosiła kazanie, że przecież nie musi się martwić i tak późno przychodzić. Dopiero po tych słowach z daleka można było usłyszeć cichy dźwięk teleportacji. 
Gdy weszli do środka Draco wciąż miał ręce na biodrach Hermiony. Gryfonka od razu pozbyła się go i odstawiła kwiaty do wody. 
- Po co tu przylazłeś? - Zapytała zimno. 
- Rzuciłaś mi wyzwanie nie pamiętasz? - Powiedział, a cyniczny uśmiech wkradł się na jego twarz. Dopiero po chwili przypomniała jej się sytuacja z balu."słyszałam jaki jesteś w łóżku - byłbyś dla mnie stratą czasu" 
Uśmiechnęła się, nuda przestała mu doskwierać tak bardzo. Biedak prawdopodobnie się w niej zakocha, patrzyła na niego i wiedziała, że jeżeli będzie najbliższą osobą pomagającą mu odzyskać uczucia, to padnie jej ofiarą. Jedno musiała przyznać był dla niej zagadką, zarówno on sam jak i to co mu zrobiono. Przygryzła lekko wargę i podeszła do niego. Wpiła mu się w usta. Draco nie pozostawał dłużny, od razu przejął kontrolę. Być może zbyt mocno popchnął ją na kanapę, ale nie obchodziło go to. Jego ręce przesuwały się po jej ciele. Ona wplotła palce w jego włosy, po czym jedną reką paznokciami przejechała po plecach. Mimo koszuli pewnie pozostanie zaczerwienienie. Widziała, że reakcje Dracona są prawdziwe, nie były maksymalnie intensywne. Ale jako, że jego potraktowano zaklęciem dużo później samo wspomnienie podobnych wydarzeń mogło działać teraz na niego pobudzająco. Czuła jego pocałunki na szyji, były tak zachłanne, kiedy powrócił do jej ust, Hermiona jednym ruchem zrzuciła go na ziemię i zaczęła się śmiać. Jej perlisty śmiech rozchodził się po salonie. Było w nim coś mrocznego, kpina wymieszana z złośliwością.  
-Mówiłam nie zrobisz na mnie wrażenia. Kiepski jesteś Malfoy. - Powiedział i podała mu rękę. Bez ale przyjął ją i po chwili siedział wygodnie w fotelu obok. Dziękował za to kim się stał, bo prawdopodobnie zapadł by się pod ziemię ze wstydu. 
-Wina? - Zapytała podchodząc z kieliszkami. 
-Poproszę. - Opowiedział już spokojnie. Podeszła powoli z pełnym kieliszkiem. Powoli usiadła mu na kolanach i dopiero wtedy podała. Sama upiła łyk i z spokojem wpatrywała się w jego tęczówki. Nie mogła uwierzyć, że pozwoliła sobie na taką zabawę z podwładnym. Ale zresztą zdarzali się jej już różni mężczyźni, większość niestety kończyła martwa - nikt przecież nie mógł zaszkodzić jej reputacji. Ale teraz sytuacja miała być inna, przecież już jutro gazety będą trąbić o jej sekretnym związku. Mogła się pobawić. Samodzielne próby odblokowania zaklęcia, skutkowały tylko tym, satysfakcję czerpała z rozwiązywania zagadek, czytania, rozwijania się i zabawy ludźmi. Nie do końca wiedziała po której próbie zauważyła taki efekt, kiedy dokładnie zaczęła wykorzystywać swoją kobiecość aby pogrążać mężczyzn. Jej rozmyślania przerwał Draco.
- Po co ci to? - zapytał wskazując na książkę. Dokładnie te którą Hermiona zabrała z pokoju życzeń podczas ostatniej z wizyt w Hogwarcie. 
- Czemu pytasz? - Zmarszczyła brwi.
- Powiem ci, ale za coś. - Ledwo dokończył zdanie, a już zwijał się z bólu. Wieczysta przysięga dalej go obowiązywała.  Zirytował ją, nikt, ale to nikt nie mógł sobie pozwalać na takie zagrania. Ból się nasilał, jednak Draco nie ustępował. 
- To może cię zabić, dopóki tak myślę przysięga nie zabije mnie, bo działam w twoje obronie. - Powiedział z trudem. Na jego twarzy malował się ból, musiał na prawdę cierpieć. Patrzyła jeszcze około kilku minut jak zwijał się w katuszach. Dopiero kiedy zaczął krztusić się krwią rozluźniła dłonie i wyszeptała kilka słów pod nosem. 
- Czego chcesz w zamian? - Zapytała z wyższością. Nie spodziewała się, że ktoś może z nią tak pogrywać. 
- Prawdy o tobie. Nie myśl, że jestem głupi na tego typu układach się wychowałem. Wiem co to znaczy mierzyć się z wyrafinowaną kobietą, ale nigdy nie będę tak żałosny, żeby błagać cię o coś na kolanach. Wybrałaś sobie godnego przeciwnika kochanie. - Powiedział, a Hermiona miała wrażenie jakby w jego oczach odbijała się jej pusta dusza. W tym całym szaleństwie i bałaganie byli do siebie podobni. 
-Zgoda, ale stopniowo. Zadaj jedno pytanie, na następne będziesz musiał zasłużyć. - Powiedziała nie odrywając wzroku. 
- Z jakiego rodu pochodzisz? 
- Właśnie zmarnowałeś pytanie, głupcze, Nie wiem co najmniej na razie. Teraz gadaj co o tym wiesz. - Powiedziała przynosząc książkę. Draco przez chwilę wpatrywał się jak niedbale ją trzyma. 
-Będziemy potrzebowali kozła ofiarnego. - Powiedział, a Hermiona się uśmiechnęła. Zamknęła oczy i po chwili do jej mieszkanie teleportowali się dwaj mężczyźni. Jeden z nich był kelner który asystował przy wieczystej przysiędze podczas spotkania z Megan. Drugim był niewysoki chłopak o nieprzyjemnym wyrazie twarzy. Można powiedzieć, że był wręcz odrażający. Malfoy szybko pojął o co chodzi. Młodszy i tak miał być martwy. 
- Daj mu to potrzymać, niech spróbuje otworzyć. - Powiedział, na co Hermiona z lekkim zawahaniem podała mu książkę.  
-Otwieraj! - podniosła głos, chłopak wykonał polecenia. Na początku nic się nie stało gdy zaczął kartkować strony stopniowo wyglądał co raz gorzej. W pewnym momencie miał obłąkany uśmiech i nie można z nim było się skontaktować. Granger wyjęła książkę z jego rąk i odłożyła na stolik.
- Dokończ to, tylko porządnie. - Powiedziała.
- Tak pani. - Starszy mężczyzna teleportował się razem z młodszy, albo raczej z tym co z niego zostało. 
- Co to miało być? - Zapytała, a jej wzrok powędrował na Dracona. Jego drwiący uśmiech wskazywał, że może wiedzieć więcej niż jej się wydawało. 


**Wybaczcie, że krótko ale nie ma to jak zakończyć w takim miejscu :P Mam nadzieję, że zaciekawiłam trochę przyśpieszamy z akcją, powyjaśniam i poplątam znowu - niestety ja już tak mam**
** Mam do was sprawę, zapraszam do obserwowanie profilu na Google+ ostatnio się trochę tym bawię i to może być fajny sposób na jakby to nazwać.... coś jak blogspotowy facebook :P  Fajnie byłoby stworzyć naszą DHL społeczność trochę szczerzej, a nie tylko od notki do notki. Mogłybyśmy się dzielić np muzyką itd co sądzicie?**
**Trzecia kwestia -  zachęcam do wstawiania reklam na bloga, jedyne co trzeba mieć to konto bankowe i 18 lat. Sprawa jest o tyle fajna, że kasa sobie leci za nic. Ja mam aktualnie się przyznam jakieś 10zł, niby jest to nic (szczególnie że wypłacają po jakiej tam kwocie chyba 40euro) ale czemu nie korzystać jak jest możliwość. Kasa jest naliczana jeżeli ktoś kliknie w reklamę(ponoć Google blokuje jak się samemu klika), oraz trochę rozejrzy się na danej stronie. Do wypłacenia może trwać wiecznie, ale czemu nie spróbować. Jakby ktoś miał pytania co usługi Adsense to chętnie odpowiem** 
** A i na koniec liczę na wasze komentarze, jestem bardzo ciekawa szczególnie, że rozdział wydaje mi się jakiś inny niż poprzednie :P,  piszcie też jak wam się podoba nowy szablon. Pozdrawiam Syntia**


12 maja 2014

Księżniczka III

Chciałabym zadedykować całą serię Księżniczka dwóm osobą z blogosfery La Tua Cantante oraz Zou. Moje drogie nie mam czasu zaglądać do was, ale właśnie wasze blogi najlepiej pamiętam i wasze komentarze bardzo dużo mi dają. 

  Tak jak się spodziewała romantyczne historie nie przytrafiają się ludziom jej pokroju. Na bal złotych róż Hermiona nawet się nie wybrała. Ten wieczór spędziła w dormitorium z łzami w oczach, czytała w kółko podstawy medycyny. Po kilku godzinach zebrała rzeczy i poszła na spacer po zamku. Lubiła wieczorem włóczyć się pustymi korytarzami, szczególnie że zamkowe mury nigdy więcej nie będą jej pisane. Podziwiała architekturę zamku, ogromne schody i odgłos obcasów który delikatnie rozchodził się w ciszy i mroku budowli. Już nie wylewała łez, chłodne powietrze sprawiło, że jej oczy powoli przybrały normalny wygląd. Zaróżowienie na policzkach zniknęło. Tylko ktoś kto dobrze ją zna mógł rozpoznać, że płakała. Hermiona usiadła w wnęce okna wychodzącego na dziedziniec. Była ciemna lecz gwiaździsta noc. Wyjątkowo piękny wieczór. Głęboki oddech pozwoli jej się uspokoić. Za parę godzin miały wrócić panny z balu, a wtedy Miona jako dobra przyjaciółka będzie musiała wysłuchać radości Ginny i Lawender. Panna Brown nie należała do szczególnie dobrej rodziny, więc wyrwanie się do Weasleyów będzie dla niej wyróżnieniem. Zostaną z Ginny prawie jak siostry. Przez chwilę przeszło Hermionie przez myśl co gdyby zamieniła się z nią miejscem. Dobrze wiedziała, że Ron był kiedyś nią zainteresowany, ale jej zawsze wydawał się za mało ambitny, niezbyt inteligenty. Rudzielec byłby idealnym mężem: kochającym, dobrym i szanującym swoja żonę. Co dzień sprawiałby jej przyjemność. Lecz to wszystko co mógł zaoferować Ronald wydawało się Hermionie takie puste, tak bardzo powierzchowne. Jej marzył się mężczyzna, który potrafiłby wniknąć w głąb jej duszy, zaskoczyć rozmową i zauroczyć męstwem. Być może ktoś z wyższych sfer, Malfoy, Zabini. Uśmiechnęła się do własnych myśli. To było więcej niż irracjonalne. Bal u Potterów wciąż tkwił w jej myślach. Przez krótką chwilę poczuła się doceniona. Z zamyślenia oderwała ją profesor McGonagall. Jako nauczycielka powinna ją wygonić do dormitorium, zamiast tego przysiadła się do niej. 
- Piękna noc nieprawdaż? - Zapytała, a oniemiała gryfonka tylko przytaknęła. 
- Postanowiłaś już jak chcesz spędzić swoje życie? - Zapytała po raz kolejny przyglądając się uczennicy. 
- Będę medykiem, o ile mi się uda. - Odpowiedziała niepewnie ważąc słowa. 
- Wiesz, nie łatwo mi to przyznać panno Granger ale jest panienka bardzo podobna do mnie. Kiedy chciałam zostać nauczycielką wszyscy byli zdziwieni. Kobiety powinny wyjść za mąż i rodzić dzieci. Och ile razy słyszałam te słowa. Do dziś wielu postrzega mnie jako zgorzkniałą. Niech panienka pamięta definicji szczęścia jest wiele. Nikt nie ma prawa za nas wybierać. - Powiedziała, a Hermiona słuchała oniemiała. Ta rozmowa wydawała się tak dziwna, że prawie nierealna. Pani profesor, która rozmawia od tak o własnym życiu. To po prostu dziwne. 
- A pani jest szczęśliwa, no wie pani bez dzieci i męża? - Spytała brunetka bardzo niepewnie. - Przepraszam nie powinnam. - Dodała od razu jakby żałując sowich słów. Takie pytanie było bardzo nieodpowiednie. 
- Och nic się nie stało. Tak Hermiono jestem szczęśliwa. Męża miałam, zmarł bardzo młodo i faktycznie mi go brakuję, ale zaznałam bardzo dużo szczęścia będąc z nim, dzieci też mam - cały Hogwart to mój dom.- Odpowiedziała, a gryfona nie wiedziała co na to powiedzieć. 
- Pamiętaj wszystko jest zależne tylko od ciebie. - Wstała - Idź później do dormitorium dzisiaj ci odpuszczę, a i radzę iść przez czwarte piętro. - Powiedziała i odeszła, zostawiając osłupiałą Hermionę samą. Brunetka gdy tylko nauczycielka zniknęła z jej pola widzenia od razu zebrała swoje rzeczy i z różdżką w ręce postanowiła wrócić do dormitorium. Wybrała drogę, która wskazała jej pani profesor. Hermiona rzadko poruszała się po czwartym piętrze. Wydawało jej się, że po kilku latach w Hogwarcie zna już wszystkie zakamarki tego zamku. Jednak mocno zdobione drzwi wydawały się być nie na swoim miejscu. Granger była pewna, że ta ściana od zawsze była pusta. Rozglądając się do około po cichu nacisnęła klamkę. To co zobaczyła w środku przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Tak jakby ktoś wysypał jej myśli do tego pokoju. Była przestronna biblioteka , ogromy kociołek, zapas składników do najróżniejszych eliksirów. Na środku sali znajdowało się jednak lustro z dziwnym napisem AIN EINGARP ACRESO GEWTELA Z RAWTĄWT EIN MAJ IBDO. Hermiona delikatnie przesunęła palcami po napisie. Zastanawiając się z jakiego języka pochodzą te słowa. Spojrzała w lustro, przez chwilę widziała tylko swoje odbicie. Później zaczęły się zmieniać szczegóły, jej twarz była mocniej zarysowana, bardziej dojrzała. W oczach można było dostrzec szczęście. Sukienka zmieniła się na fartuch , jaki noszą magomedycy w mungu. Za nią wyłaniała się jeszcze jedna postać. Gryfonka szybko się odwróciła, lecz nie mogła nikogo znaleźć. Tylko postacie w lustrze się zmieniały. Dojrzała, że postać obok niej to mężczyzna, twarz miał schowaną w jej włosach. Widziała tylko skrawek, blond włosy i wysunięte kości policzkowe. Dłonie miał zaciśnięte na jej tali, po chwili się odwrócił. Hermionie serce zabiło szybciej. To był Draco, starszy i dużo bardziej dojrzały, ale bez wątpienia on. Gryfonka po raz kolejny spojrzała na napis tym razem przeczytała go od tyłu. Gdy zdała sobie sprawę z tych słów, po raz kolejny spojrzała w lustro, ale zobaczyła już tylko swoje odbicie. Zamknęła swoje serce na prawdę, która ją przytłoczyła. Uciekła z pokoju życzeń i od razu poszła spać. Chciała zapomnieć, to było zbyt osobiste. Nie mogła sama się przyznać przed sobą czego na prawdę pragnie, więc widok marzeń zadziałał bardzo boleśnie. 
- Hermiona!! - rozległo się wołanie po całym dormitorium. Ginewra wróciła. Granger szybko złapała różdżkę i wymamrotała zaklęcie na poprawę wyglądu. Wyszła do Ginny i przywitała ją jak na przyjaciółkę przystało.
- Miałaś rację wyjdę za Harry'ego, to takie cudowne. - Powiedziała i rzuciła się z łzami w oczach Mionie na ramiona. 
- Cieszę się Ginny, moje gratulację. - Powiedziała i wyściskała ją.
- Choć do dormitorium, wszystko ci opowiem. - Pociągnęła ją w stronę ich pokoju. Rozmawiały długo, na szczęście Ginny odpuściła sobie komentowanie faktu, iż Hermiona zrezygnowała z balu. W głębi ducha bała się, że gdyby się tam pojawiła mógłby nikt do niej nie podejść. A wtedy bardzo ciężko byłoby jej pocieszyć przyjaciółkę. Księżniczka opowiedziała Hermionie ze szczegółami o wszystkich na balu. Na wieść o wyborze Draco, brunetka nieco się skrzywiała. Jednak Ginny nawet nie zauważyła tej zmiany. Po trzech godzinach obie bardzo zmęczone położyły się spać. Tej nocy Hermiona płakała po raz ostatni. 




Osiem lat później. 
   Hermiona Jane Granger - lekarz, specjalista chorób wewnętrznych, porażeń urokami i klątw. Taki napis widniał nad wejściem do jej gabinetu. Panna Granger odniosła duży sukces jako magomedyk. Przez pierwsze trzy lata po skończeniu szkoły pracowała w Św. Mungu, później otworzyła prywatny gabinet. Sławę w swoim środowisku zyskała dzięki specjalnemu lekarstwu. Potrafiła pomagać wilkołakom, ich zmiana już nie była konieczna. Hermiona znalazła sposób na zatrzymanie mutacji. Jednak zapłaciła za to ogromną cenę. W wyniku nieszczęśliwego wypadku straciła możliwość zostania kiedykolwiek matką. O dziwo bardzo szybko pozbierała się po tej tragedii, mimo że na salonach nie była już uważana za pełnowartościową kobietę. Hermiona dalej bywała częstym gościem, wśród grona czysto-krwistych czarodziei, choć widok takich osób Pansy czy Astoria przyprawiała ją o migreny. Jej styl bycia również mocno się zmienił, o ile w pracy była bardzo ciepła i czuła to już poza nią stała się zimna i zamknięta w sobie. Każdego mężczyznę odpychała, nikt nie wydawał się wystarczająco atrakcyjny, a najgorsi byli ci, którzy chcieli wykorzystać jej znajomości i wiedzę. Po paru nieudanych związkach była gryfonka zupełnie odpuściła sobie miłość. 



Lato, Malfoy Manor. 
   Ten rok był wyjątkowo ciężki dla rodziny Malfoy. Największym powodem kłopotów była żona Dracona - Asotria. Prawdziwa twarz pięknej dziewczyny ukazała się niedługo po ślubie. Astoria była kapryśna i złośliwa. Zupełnie nie sprawdzała się w roli żony ani jak później się okazało matki. Draco przestał już spędzać czas z małżonką, całym jego światem był teraz Scorpius i praca. Ten dzień jednak miał wolny, przesiadywał na tarasie z nadzieją, że stan jego żony się polepszy i zejdzie na dół, aby zażyć odrobinę świeżego powietrza. Jednak na próżno od paru miesięcy pani Malfoy spędzała czas tylko u siebie w pokoju lub na bankietach wpływowych koleżanek. Dracona mocno to irytowało, w szczególności fakt iż w ogóle nie poświęcała czasu swojemu synowi. 
- Tato! - usłyszał krzyk blondyn. Od razu zerwał się z krzesła i zaczął szukać syna. To nie był radosny okrzyk, bardziej brzmiało jakby jego syn był zagrożony. Draco odnalazł go bardzo szybko. Czteroletni chłopiec był w ramionach swojej matki. A ta stała na balkonie po drugiej stronie barierki. Miała na sobie wyjściową suknię, a chłopca ubrała w odświętna szatę.  
- Tato boję się! - krzyczał chłopiec, a Draco zamarł w obawie o życie syna.
- Astoria, kochanie co ty wyprawiasz zejdź stamtąd spokojnie. - Mówił Malfoy donośnym, ale drżącym głosem.
- kochanie, kochanie ! ty kpisz ze mnie? nie ma już kochanie, nie ma nas. Nigdy mnie nie rozumiałeś. A teraz w końcu odejdę, razem z moich synem. - Powiedziała i nie czekając na odpowiedź zrobiła krok. W powietrzu rozległ się ich krzyk. Draco podbiegł żeby ich złapać, ale nie zdążył. Astoria nie żyła, a Scorpius był nieprzytomny. Malfoy nie zwracała uwagi na krew, wziął syna i zaniósł do pokoju. Czym prędzej wysłał po medyka. W Malfoy Manor był tylko Amadeusz, starszy doktor, który zajmował się głównie migrenami pani Narcyzy. Nie mógł wiele zdziałać, stwierdził że chłopiec prawdopodobnie nie przeżyje nocy, wstrząs był zbyt mocny. Draco nie czekał na dalsze instrukcję, teleportował się wprost do mieszkania panny Granger. 
- Hermiona pomóż. - Powiedział twardo lądując w jej posiadłości. Kobieta krzyknęła, ale gdy tylko zobaczyła krew na jego dłoniach podbiegła do niego. 
- Nie, nie ja, mój syn błagam cię Granger. - Powiedział ledwo łapiąc oddech. Brunetka nie zastanawiała się długo, złapała swoją torbę lekarską i Malfoy'a za ramię. Przeniosła ich oboje przed bramę Malfoy Manor. Znała to miejsce była tu raz na balu u Narcyzy.
- Idziemy, po drodze wytłumaczysz mi co się stało. - Powiedziała, a mężczyzna poprowadził ją do pokoju w którym leżał Scorpius. Hermiona wyprosiła Dracona z pokoju. Spędziła przy łóżku jego syna trzy godziny. Dopiero po tym czasie wyszła. Mężczyzna siedział cały czas przed pokojem, wyglądał koszmarnie. Gdy tylko wyszła od razu podniósł się z miejsca. 
- Co z nim ?
- Będzie żył, ma dużo obrażeń i najbliższe dni będą decydujące ale powinno się zakończyć na kilku bliznach. Miał dużo szczęścia. Najwyraźniej Astoria jakoś go ochroniła. Gdyby zdołała go puścić twój syn już by nie żył, panie Malfoy. - Powiedziała służbowo.
- Dziękuję Hermiono - Szepnął, a na jego twarzy było widać wyraźną ulgę. 
- Nie robię tego dla ciebie. Jestem lekarzem to mój obowiązek. Moje kondolencje z powodu twojej małżonki. - Powiedziała i ukłoniła się. 
- Czy mogę do niego wejść? - Zapytał, a Hermiona kiwnęła twierdząco głową.
- Tylko po cichu, niech wypocznie. Zostawiłam leki dla niego z pełną instrukcją. Gdyby działo się coś niepokojącego wyślij mi patronusa. A i Draco nie życzę sobie teleportowania wprost do mojego mieszkania.- Powiedziała chłodno i odwróciła się. Widziała jeszcze jak Malfoy podchodzi do syna. Uklęknął przy jego łóżko. Nie była pewna, ale wydawało jej się że blondyn płakał. 

   Tydzień później, kiedy Scorpius odzyskał całkowicie siły, Draco odważył się na wizytę u panny Granger. Zjawił się u niej z kwiatami w ramach podziękowania, i tak zjawiał się raz w miesiącu przez rok. Aż w końcu po zakończeniu żałoby odważył się zaprosić Hermionę na spacer. Co miesięczne kwiaty zmieniły się w co dwutygodniowe spacery, a później co raz częstsze. W końcu po dwóch latach Hermiona zgodziła się przyjąć nazwisko Malfoy. Mimo całego oburzenia w środowisku czysto-krwistych czarodziei Draco ani na moment nie zwątpił w swoje uczucia do gryfonki. 
- Draco - Szepnęła
- Tak ? - Zapytał odwracając wzrok od syna, który bawił się nieopodal.
- Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać? Wtedy w ten tragiczny dzień - Zapytała cicho z nieukrywaną ciekawością na twarzy. - Kupiłam ten dom zaledwie miesiąc wcześniej. 
- Rozgryzłaś mnie. Jako, że już jesteś panią Malfoy, mogę ci się przyznać, że od czasu do czasu sprawdzałem co sie z tobą dzieję. Zawsze mnie intrygowałaś. - Powiedział i pocałował swoją żonę. 
W końcu po tylu latach Hermiona rozpoczęła swoja bajkę. Nie było w tej historii nic cudownego, jej szczęście było ceną życia Astorii, matki chłopca którego pokochała. W niczym cierpienie i samotność po skończeniu szkoły nie przypominały wyśnionych historii. Nie była księżniczką, w dzień balu nikt nie zjawił się z złotą różą. Wielu próbowało się do niej zbliżyć, raniąc za każdym razem co raz bardziej, dopiero ten cyniczny mężczyzna, którego nienawidziła w szkole pokazał jej odpowiednią drogę. Bo szczęście można zyskać na różne sposoby... 


** W końcu koniec, ciężko było to pisać jako miniaturkę, przyszło mi jeszcze parę pomysłów do głowy na ale cóż. Czekam na wasze komentarze. Pozdrawiam Syntia. ** 
*** Uwaga usuwam spamownik, aktualnie nie mam czasu nawet na blogi, które zawsze czytałam, więc zostawianie adresów teraz to strata waszego czasu. Przykro mi, postaram się nadrobić ale nic nie obiecuję.
Dziękuję stałym czytelnikom, jakbyście nie pisali, kiedy nowy rozdział pewnie bym się za niego nie zabrała***


30 marca 2014

Księżniczka II

Piąty rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart

- To niesprawiedliwe, że nie możemy brać udziału we wszystkich zajęciach. Rozumiem, że dziewczętom niektórych rzeczy nie wypada, ale co gorszącego jest w Quidditch'u! - wrzasnęła, po czym opadła na kanapę obok Hermiony. 
- Uspokój się Ginny, wiesz przecież, że swoim narzekaniem nie zmienisz ich zdania. Poza tym jako księżniczka powinnaś wykazywać odrobinę więcej wyrozumienia. - powiedziała Hermiona nie odrywając nosa od książki.
- Gadasz jak moja matka. To się robi nudne. - Westchnęła zrezygnowana.
- Dobrze, że co najmniej jazda konna nie jest zakazana.
- Zmieńmy temat Miona. Wiesz, że zbliża się nasz koniec. Ja nie wiem jak ty możesz się tym nie przejmować. Większość dziewczyn ma już wybrane suknie ślubne, a my nawet nie wiemy na kogo padnie.
- Wiesz, że mnie to nie dotyczy. Ginny ja nie należę do twojego świata. Mnie na szóstym roku będą obchodziły egzaminy, w moim wypadku zaślubiny nie są konieczne. Poza tym ty też nie masz się co martwić, wiesz przecież, że Harry ma na ciebie oko. - Powiedziała spokojnie odkładając książke na bok. W głębi ducha Hermiona trochę żałowała, że ceremonia nie będzie jej dotyczyć. Każda panna z wyższych sfer w czasie balu na szóstym roku nauki jest wystawiona na niezapowiedziane zaślubiny. Pierw przed wydarzeniem najczęściej rodzina chłopaka kontaktuje się z rodziną panienki. Teoretycznie już wtedy wszystko jest zatwierdzone. Mimo, że wybór ma zostać sekretem do czasu oficjalnego wręczenia złotych róż, to przeważnie matka panny informuję ją wcześniej czyjego prezentu może się spodziewać. Również spotkanie u państwa Potter, które miało się odbyć za tydzień miało być swego rodzaju zaprezentowaniem posagów, statusu i urody wybranek. Nikt o tym nie mówił głośno, jednak od lat majowy bal organizowany u jednej z ważniejszych rodzin był właśnie takim przedstawieniem. Hermiona wiedziała, że w tych scenach jej udział to tylko uprzejmość z strony państwa Potter i Weaslay. Gdyby tylko ktoś ją wybrał mogłaby w końcu uciec od świata mugoli raz na zawsze. Spojrzała na książkę leżąca obok i po raz kolejny wzięła ją do ręki. Zostanie uzdrowicielką, to była jej jedyna realna szansa na ucieczkę z biedy. Koszty jakie musiała przez to ponieść były nie małe. Wszystkie pieniądze jakie miała wydawała na potrzebne materiały, cały wolny czas poświęcała nauce. W jej życiu nie było już miejsca na fantazję o księciu z bajki.
- Dobra zbieraj się, mama obiecała się z nami spotkać w sklepie za dwadzieścia minut żeby wybrać suknie. - Ginny przerwała jej rozmyślania. Wciągając na siebie jedną z luźniejszych, bo bez gorsetu, sukien.
- Co? - Spytała Hermiona, a jej wyraz twarzy wskazywał, że nie ma najmniejszego pojęcia co rudowłosa wygaduje.
-Dobra już tłumacze. Mama będzie na nas czekać w sklepie, bo idziemy na bal do Potterów. Miałam Ci powiedzieć wcześniej, ale jakoś wyleciało mi z głowy.
- A, jak niby chcesz się tam w tak krótkim czasie dostać, księżniczko? - Zapytała wyraźnie podirytowana. Dodatkowo używała formy księżniczko względem Ginny tylko wtedy gdy chciała ją zezłościć.
- Przecież umiesz się teleportować. Widziałam u ciebie licencje. Przeniesiesz nas. - Odpowiedziała, a w jej oczach widać było radość z zaskoczenia Hermiony. Większość uczniów Hogwartu zdobywało takie prawo dopiero pod koniec szóstego roku nauki, a w przypadku dziewcząt to mało która przystępowała w ogóle do egzaminu. Przecież, nie mogły sobie pozwolić na jakieś uszkodzenie urody, to zbyt niebezpieczne.
- Wiesz jakie to może mieć konsekwencje? Zwariowałaś? - Hermiona podniosła głos.
- Dobra wyluzuj. Posłuchaj jesteś Hermiona Granger ja jak i moi rodzice w stu procentach ci ufamy. Jak mam się z kimś przenosić to tylko z tobą. Spokojnie wiem, że akurat ty takich błędów nie popełniasz. - Powiedziała Ginny i wpatrywała się z wyczekiwaniem na reakcję Granger. Brunetka tylko pod  nosem odburknęła, że ma 10 minut żeby się przygotować i wstała aby się przebrać. Weaslay, aż podskoczyła z radości. Dla niej każda taka sytuacja była jak przygoda. Ta dziewczyna zdecydowanie nie nadawała się do roli spokojnie pani domu. Harry powinien się jeszcze dobrze zastanowić zanim pozwoli jej roznieść swoją posiadłość.
Hermiona wybrała jedną z lepszych sukien jaki posiadała. Chciała zrobić pozytywne wrażenia na hrabinie Molly. Wybrała granatową suknie z delikatnym dekoltem, rękawek sięgał do łokcia, a po bokach miał delikatne białe kokardki. Również góra sukienki była wykańcza bielą. Hermiona przejrzała się w lustrze, podpięła jeszcze włosy do góry. Zabrała różdżkę i pieniądze jakie zostawiła na tą okazję. Nie było tego zbyt dużo, ale liczyła, że może w jakimś tańszym sklepie znajdzie coś odpowiedniego. Kiedy miała już wszystko, wyszła do pokoju wspólnego. Ginewra już czekała zniecierpliwiona. Nikogo nie było w pobliżu, więc Hermiona złapała Ginny za rękę i w jednej sekundzie znalazły się w roku ulicy pokątnej. Przez chwile rudowłosej kręciło się jeszcze w głowie. Na szczęście nic innego im się nie stało, żadnego rozszczepienia czy ran. Miona wyraźnie odetchnęła z ulgą. Po chwili dziewczęta już chodziły między półkami wraz z hrabiną. Pani Weaslay jak zawsze była bardzo uprzejma dla Hermiony. W ogóle nie wiedziała problemu w tym iż nie jest czystej krwi, ani zbyt zamożna. Doradzała obu i na zmianę zachwalała ich atuty, przy okazji przeplatając historie o tym jak to ona była młoda.
- Hermiona kochaniutka powinnaś wybrać coś z większym dekoltem. Zdecydowanie masz już co pokazywać. - Powiedziała, a twarz Granger momentalnie przybrała kolory czerwieni.
- Nie wstydź się już tak. - Szepnęła, widząc zażenowanie gryfonki i odwierciła się w stronę córki. - O ta jest świetną weźmiemy ją. - Dokończyła patrząc na Ginewrę. Miała na sobie beżową obszerną suknie mocno zdobioną. Raczej z małym dekoltem, ale za to z mocno zaakcentowaną talią. Mogłoby się wydawać, że ten gorset nie pozwala jej oddychać. Dodatki na sukni były złote przez co całość wyglądała na bardzo drogą. Hrabina zapłaciła tylko za tę suknie, mimo wielu próśb i starań Hermiona nie pozwoli na zakup sukienki dla niej. Zanim się pożegnały brunetka poprosiła o chwilę, bo chciała zajrzeć do jeszcze jednego mugolskiego sklepu. Dopiero tam znalazła to czego szukała. świadomość, że żadna panna na balu nie będzie nosić tej sukni tylko ją jeszcze bardziej cieszyła. Cenna owszem była trochę wyższa niż liczyła, ale na to jeszcze starczyło jej pieniędzy. Tym razem pozwoliła sobie na większy wydatek. Po przymierzeniu, szybko zapłaciła spakowała zakup i przeniosła do swojego pokoju. Chciała, aby nikt się nie dowiedział, w co będzie ubrana.
- I jak kupiłaś to co chciałaś? - Zapytała Ginny, jak tylko wróciła.
- Tak. - Odpowiedziała Hermiona i uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona.
- Dalej nie mogę uwierzyć, że nie chcesz nowej sukni. Przecież ten bal ma duże znaczenie. - Powiedziała, ale już odpuściła przekonywanie Hermiony, aby mogła za nią zapłacić. Po paru latach znajomości nauczyła się kiedy przestać. Brunetka mogła czasami być bardziej uparta od niej.
- Choć przeniesiemy się do zamku. A i nie mów nikomu o mojej licencji. Nie chce kolejnych komentarzy. - Szepnęła, a potem obie poczuły nieprzyjemny ucisk w okolicy brzucha.

Maj, bal u Potterów miesiąc później.
        To był pierwszy raz kiedy Hermiona miała okazję być na tak ważnym wydarzeniu. Przyjechała wraz z Ginewrą cała drogę tłumacząc jej skąd wzięła taką suknie. Kiedy dojechały po kolei wchodziły na podwyższenie, a dopiero później dołączały do przyjęcia. Nazwisko było wyczytywane na głos. Granger chciała to ominąć, bała się, że jej imię może w ogóle nie znajdować się na liście. Jednak pani Potter skinęła do niej, że ma wejść tak jak pozostałe dziewczęta. Była oficjalnie gościem na tym balu i tak należało ją traktować, mimo że zdaniem Miony to była już zbytnia uprzejmość. Kiedy stanęła na górze schodów, tuż po Ginny parę osób się odwróciło. Hermiona miała na sobie czerwoną suknię z czarnym gorsetem. Na szyi widniał łańcuszek z wizerunkiem róży, który dostała kiedyś od babci. Zdecydowanie oczarowała wszystkich. Nawet Malfoy obrócił się w jej stronę z niedowierzaniem w oczach. Zeszła powoli, dostojnym krokiem i dołączyła do swojej przyjaciółki, na dole powitał ją oficjalnie Harry razem z ojcem. Zasiadły przy stoliku obserwując wszystko dookoła. Posiadłość była wyjątkowo duża. Cały bal odbywał się na zewnątrz na głównej scenie grała orkiestra, a wszystko było przystrojone czerwonymi różami. Wśród gości Hermiona rozpoznała prawie wszystkich. Po za nią nie było tam nikogo przypadkowego, same wielkie postacie świata czarodziejów wraz z dziećmi, która lada moment miały przejąć najważniejsze obowiązki. Po chwili obserwacji wszystkiego Hermionie zachciało się śmiać. Ten cały bal przypominał jedna wielką swatkę. Widziała namiętne spojrzenia wysyłane przed większość panien na zamianę do Harry'ego i Malfoy'a. Za chwile miał się zacząć pierwszy taniec, więc każda chciała załapać się na przywilej tańczenia z najlepszym. W rogu sali zauważyła jak do Dracona podchodzi jego ojciec. Po chwili oddalili się trochę, ale gryfonka łatwo mogła dostrzec, że się kłócą. Gdy rozbrzmiały pierwsze dźwięki i słowa zapraszające do tańca. Draco musiał wrócić przed scenę przygotowaną do tańca. Astoria ubrana w drogą zieloną suknie już na niego czekała. Jednak blondyn minął ją wyraźnie poirytowany i poszedł dalej.
- Zrobisz mi tą przyjemność i zatańczysz ? - Zapytał Draco Hermionę, a ta tylko skinęła głową. Była w zbyt wielkim szoku żeby odpowiedzieć cokolwiek innego. Kiedy tylko znaleźli się na parkiecie wśród gości było widać poruszenie. Nie wiadomo co wywołało większy szok - taniec Draco z szlamą, czy para Astorii z Ronem. Najwyraźniej ślizgonka zgodziła się z obawy, że jeżeli nie Malfoy to nikt inny ją nie poprosi. A to byłaby zbyt wielka zniewaga.
- Robisz to tylko, żeby zdenerwować ojca? - Zapytała kiedy tańczyli.
- Nie myśl sobie, że wszystko wiesz. Nie znasz mnie. - Odpowiedział chłodno.
- To ty nigdy nie chciałeś mnie poznać, nie jestem z twoich sfer. - Odpowiedziała, a w jej głosie można było dosłyszeć coś na kształt smutku. Zadziwiło to lekko Malfoy'a, ale postanowił pociągnąć tę rozmowę. Być może uda mu się dzisiaj bardziej zdenerwować Lucjusza.
- Co powiesz żebyś mi dzisiaj tu towarzyszyła ? Chyba mi nie odmówisz panienko? - Zapytał, a Hermiona doszukiwała się w jego wypowiedzi jakieś ironii. Znała już jego uwagi nazbyt dobrze i w tej nie potrafiła znaleźć nic co by miało jej dokuczyć. To było aż zbyt uprzejme. Najwyraźniej to tylko gra, ale co miała do stracenia. W szkole i tak się będzie z niej śmiał. To nic nie zmieni, a może być ciekawe.
- Z przyjemnością. - Odpowiedziała trochę zbyt słodko. I odwróciła wzrok. Taniec dobiegł końca, Draco dalej trzymał ją w tali. Dopiero po chwili odsunął się i podał jej rękę.
- Przejdziemy się ? - Zapytał i wskazał głową w stronę jeziora. Hermiona przytaknęła i poszła z nim. Przez chwile milczeli, chyba żadne nie spodziewało się przebywać dzisiejszego wieczoru w takim towarzystwie. Kiedy podeszli do jeziora Malfoy zatrzymał się i patrzył na małą figurę na tafli. Posag przedstawiał kobietę w towarzystwie ptaków.
- To Cliodna - szepnęła Hermiona cicho. Nie chciała mówić dalej, aby nie wyjść na przemądrzała. Malfoy chwile milczał, po czym odezwał się. - Ładna, wiesz u nas też jest jej posąg, ale nigdy nie zastanawiałem się kim jest. Ty zapewne wiesz? - Hermiona skinęła twierdząco
-Opowiesz? - Zapytał i to nawet uprzejmie.
- To czarodziejka, driada pochodząca z Irlandii. Była animagiem, potrafiła się zmienić w morskiego ptaka. Leczyła chorych za pomocą swojego śpiewu. Krążą legendy, że potrafiła zmienić się w morską falę.
- Dużo wiesz. - Powiedział, kiedy skończyła
- To nic, uczę się żeby zostać uzdrowicielką to dlatego. - Powiedziała i od razu ugryzła się w język. Nie chciała mu tyle zdradzać. Draco uśmiechnął się tylko, jak zauważył, że się speszyła. Musiał przyznać, że była całkiem urocza. W tej sukni prezentowała się elegancko i dojrzale, ale twarz zdradzała jej nieśmiałości. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że wolałby taką kobietę, niż te podobne do jego matki. Wyniosłe, nauczone manier i sztuczne.
-Przepraszam. - Powiedział cicho, a Hermiona ledwo go dosłyszała. Nie odpowiedziała, wiedziała za co przeprasza, nie była tylko pewna czy mu wybaczyć.
-Dlaczego? - Zapytała odrobinę głośniej i spojrzała mu w oczy z całą odwagą jaką w sobie miała. Była gryfonką i nie unikała takich rozmów.
- Bo mogę Granger, - odpowiedział trochę ostrzej. - dobra bo chcę, nie zasłużyłaś na to, gdybyśmy się poznali w innych okolicznościach, może za parę lat już nie będzie takich podziałów, pewnie nawet bym cię polubił. Co więcej sprawiłbym żebyś ty mnie polubiła. - Dokończył szczerze. Hermionie serce zabiło szybciej, czyżby jej księciem z bajki miałby się okazać ten ślizgoński blondyn.
- Wybaczam Malfoy. - Powiedziała ujęta jego nagłym wybuchem szczerości.
- Draco. - Powiedział i wyciągnął rękę.
- Hermiona - Odpowiedziała po chwili wahania. Młodzieniec ucałował ją w dłoń. Katem oka dostrzegł, wyraz twarzy jego ojca. Hermiona to podchwyciła i od razu zorientowała się o co chodzi.
- Miała rację, to z powodu twojego ojca jesteś uprzejmy dla szlamy. Dziękuję Draco za towarzystwo, ale chciałabym dołączyć już do moich bliskich. - Powiedział obracając się w stronę reszty gości. - Nie martw zanim dojdziemy nie zepsuje ci twojej gry. - Szepnęła i pozwoliła mu się odprowadzić. W tym momencie chłopak poczuł się paskudnie. Pierwszy raz w życiu uderzyły w niego z taką siła wyrzuty sumienia. Wystarczyła chwila żeby ona ujęła go za serce i chwila aby on wszystko zniszczył. Powtarzał w myślach, że to i tak nie miało by szans nigdy powstać, a na pewno już nie w tym stuleciu. Jednak żaden argument nie zmniejszał jego poczucia winy. Był zły na siebie, ojca, Astorię i wszystkich dookoła. Nie miał czasu się długo zastanawiać bo przyszła kolej na zawody konne. Dostrzegł Hermionę z daleka, rozmawiała z Weaslay.
- Bo ja i Harry och Herm, nawet nie masz pojęcia , ja nic nie wiedziałam. - Powtarzała Ginny raz za razem nie dopuszczając brunetki do słowa. Granger cieszyła się z szczęścia przyjaciółki, choć było jej trochę smutno, że nawet nie zapytała jak to się stało, że tańczyła z Draconem. Tego dni ostatecznie przestała wierzyć w swoje szczęście. Romantyczne historie przytrafiają się jedynie księżniczką, a nie ludziom jej pokroju.

***
Witam ;) czekam na wasze komentarze i oczywiście pytanie czy napisać jeszcze jedną część tego czy waszym zdaniem na tym zakończyć. Pomysł jest tak właściwie na dwa zakończenie, więc zobaczymy :P
Pozdrawiam Syntia B
Ps kliknięcia w reklamy mile widziane, aczkolwiek nie konieczne ;)

24 lutego 2014

Rozdział IX

       Kolejny jej dzień - organizacja, księgarnia, kawa w barze na pokątnej, obiad w restauracji na przeciwko ministerstwa i tak w kółko. Tworzyła iluzję nudnego samotnego życia. Co dzień pojawiała się w określonych miejscach. Śpieszyła się tak jakby była co najmniej umówiona na ważne spotkanie. A to po prostu wypełnianie całego mizernego planu, który stworzyła. Wiedziała że diabeł tkwi w szczegółach. Od dawna też była świadoma, że ta postać, być może mistyczna, jest jej bardzo bliska. Jej własny pakt, który płaciła nie krwią, lecz swoim poświeceniem. Dla wyższego celu, raczej nie. Bardziej dla zasady, z przekonań aż po samą chęć zabawy, która jeszcze czasami się pokazywała. Rano w każdy poniedziałek i środę jogging po okolicy, w czwartki i piątki spacer po parku. W wtorki wieczór dla siebie przy dobrej książce, raz w miesiącu spotkanie z Ginny. A najważniejsze to powtarzać kilka razy cały swój harmonogram w towarzystwie. Ważne aby gdy Harry ją potrzebuje to żeby wiedział gdzie szukać, albo żeby Gin mogła zadzwonić w wtorek z kazaniem pt " wyjdź gdzieś ze mną i znajdź w końcu faceta". Nieistotne szczegóły były ochroną dla niej i jej ludzi. Każdego z nich byłaby gotowa zabić w razie potrzeby. Bez wahania przestrzeliła by pierś lub wymierzyła avadę w Megan czy jej podobnych. Jednak dopóki oni byli lojalni, ona pozostawała honorowa.  To wszystko co było w jej życiu ważne rozgrywało się popołudniami i nocą. Dwie pory kiedy ludzie najmniej spodziewają się niebezpieczeństw. Noc, która nigdy nie wiadomo co skrywa, czas kiedy już wszyscy śpią i południe tak złudnie bezpieczne.
Tego dnia właśnie robiła drugie okrążenie po okolicy. Mugolskie słuchawki w jej uszach były wyłączone, pozwalały jej tylko odciąć się od hałasu dookoła. W czasie ćwiczeń najłatwiej było jej skupić myśli. Planowała wtedy dokładnie co ma zrobić, szukała powiązań, przypadkowych nieistotnych zdarzeń które mogły coś znaczyć. Aktualnie zajmowała się sprawę Malfoy'a. Rodzinę Rosier już jakiś czas temu postanowiła zostawić sobie jako sprawdzenie Dracona. Być może razem zajmą się tą sprawę. Hermiona nie miała zamiaru tracić czasu na ludzi głupich, nie zasługujących na miano czystokrwistych czarodziei. Sprawdzenie było podstawą w jej działalności. Już nawet nie była w stanie zliczyć ilu osobom wyczyściła pamięć. Jednym z najdziwniejszych przypadków była Megan. Hermiona znalazła ją przypadkiem załatwiając jakąś inną sprawę. Wtedy ta dorosła kobieta była nazywana zupełnie inaczej - Astrid. Ilość imion, które musiała przybierać za życia dodatkowo utrudniało znalezienie odpowiedzi. Megan zajmowała się ówcześnie małymi zleceniami, na rzecz mugoli. W środowisku przestępczym mówiono o specjalnych zdolnościach dziewczyny, która potrafi wszystko za odpowiedni przydział narkotyków i kasy. Aż dziw, że ta dostojna
i chłodna kobieta była kiedyś tak ogłupiona przez działanie narkotyków. Hermiona na wieść niesamowitych wyczynów postanowiła się bliżej przyjrzeć jej sprawie. Szybko zorientowała się o magicznych zdolnościach ówczesnej Astrid. Prawda jaka wyszła na jaw po miesiącach poszukiwań była druzgocąca. Rodzice ją porzucili jak miała pięć lat. W tym czasie ojciec Megan odszedł do innej kobiety, a matka cała winne zwalała na bezbronne dziecko. W niedługim okresie porzuciła dziewczynkę, jedynie kwestią czasu było aż dorośnie
i wpadnie w złe towarzystwo. Wyciągniecie z tych wszystkich problemów później okazało się dość trudne, jednak koniec końców się udało. Nawet różnica wieku między kobietami nie miała wpływu na doprowadzenie sprawy do końca. Mimo, że Hermiona nie czuła do Megan żadnej sympatii, raczej widziała w niej korzystny materiał do współpracy, to dla niej sytuacja miała dość duże znaczenie emocjonalne. Aktualnie należy do najbardziej dokładnych i zaufanych ludzi Granger. To właśnie po kilku takich zajęciach Hermiona postanowiła na dobre zainicjować stowarzyszenie klucza. Wielu z ludzi, których w to wciągnęła miało duże doświadczenie, odpowiednie kontakty i arystokratyczne pochodzenie. Czynniki jak się okazało bardzo przydatne zarówno przy walce z zaklęciem dyrektora jak i w poszukiwaniach informacji dotyczących swojego prawdziwego pochodzenia. 
                                      
     Jego dni powoli zaczynały się zmieniać, pierwsza faza łamania zaklęcia dała mu się we znaki. Co jakieś czas męczyły go bóle głowy, a nie jasne wspomnienia przedzierały się raz po raz w jego myślach. Rzeczywistość przeplatała się z jakimiś wyobrażeniami. Jego słowa nie zawsze były jasne. Jednego dnia rzeczowy ton, innym razem mógł przez godzinne wpatrywać się w niebo, zastanawiając się nad pięknem świata. Ten młody i przystojny blondyn, którego twarz od lat zdobił chłodny uśmiech, zaczynał się gubić w własnych poczynaniach. Od pamiętnego poranka z Hermioną minął tydzień. W tym czasie nie miał od niej żadnych wieści, nawet najmniejszej wskazówki co robić. Dopiero po pewnym czasie zdał sobie sprawę, że potrzebuje tej dziewczyny. Miał zamiar wykorzystać ją i całą jej wiedzę. Był świadomy, że to nie będzie takie łatwe. Wciąż widział wyraz jej twarzy, gdy zaciskał dłonie na jej szyi. Była taka nie wzruszona, w oczach nie można było dostrzec ani krzty strachu. Również nie zareagowała pod wpływem dotyku jego ust Hermiona Granger była kobietą zimną i wyrachowaną, a co najgorsze była taka już od wielu lat, mimo że nikt tego nie potrafił dostrzec.
Draco właśnie odpalał kolejnego papieros, stojąc na balkonie w siedzibie swojej firmy. Spoglądał w dół widział ludzi radosnych i smutnych. Obserwował jak wszyscy dookoła są przepełnieni emocjami. Coś zaczynał czuć do tych ludzi, mimo że ich nie znał. Jednak zbyt długo był zupełnie wypruty z uczuć, aby móc rozpoznać co dokładnie. Czy to była zazdrość być może wstręt. Właśnie patrzył na parę nastolatków. Na pierwszy rzut oka mógł stwierdzić, że oboje są magiczni. Trzymali się za ręce, a blondynka co chwilę się z czegoś zaśmiewała. Wydawali mu się tacy głupi, śmieszni i naiwni. Przyłożył papieros do ust, trujący smak nikotyny wydawał mu się tak intensywny. Kiedy kolejny raz spojrzał na parę tych młodych ludzi nie poczuł już nic. Tak po prostu, no byli tam, całowali się śmiali, ale już nie wydawali mu się głupi. Właściwie to znów nie było nic. Patrzył i potrafił stwierdzić fakt, każda wyrażona opinia byłaby tym co powinien powiedzieć. Imitacją oburzenia lub pochwały. Namiastką tego co pamiętał na podstawie swojego wychowana
i przeszłości. Kiedy skończył palić wrócił do swojego gabinetu. Kolejny stos kartek zalegał mu na biurku. Tu podpis tam zatwierdzenie, obiad z tym kolacja z nią. Sam był sobie szefem, a mimo to nawał obowiązków go nie omijał. Na rogu stolika leżały jeszcze zdjęcia przygotowane do przejrzenia. Miał wybrać odpowiednie do kroniki firmy Mandragora. Wziął je do ręki, na pierwszym z nich była ona. Dopiero w tej chwili zauważył jak tajemniczą i piękną jest kobietą. Suknia jaką wybrała idealnie podkreślała jej figurę. Stałą w towarzystwie swoich "przyjaciół" z Hogwartu. Wszyscy się uśmiechali, gdyby Draco nie widział jej prawdziwego oblicza, powiedziałby, że była zwykłą urodziwą kobietą na balu. Jedną z wielu. Jednak po ostatnich wydarzeniach nie mógł oderwać wzroku od jej oczu. Wpatrywał się w zdjęcie szukając tego chłodu, którego on zaznał. Jednak jej gra była idealne, perfekcyjna w każdym calu. Każdy ruch i uśmiech wskazywał na starą i miła szlamę z Hogwartu, a nie kobietę, która była zdecydowana go zabić bez wahania przy ewentualnej pomyłce. Wybrał zdjęcia tak aby ukazywały jego i pracowników w jak najlepszym świetle do tego dorzucił parę z znaczącymi osobistościami w magicznym świeci i odstawił aby resztą zajęła się jego asystentka. Jedno z zdjęć zachował dla siebie. Przedstawiało parę osób między innymi Hermionę, Megan jakiś dwóch nie do końca znanych mu mężczyzn. Gdy wkładał zdjęcie do szuflady i przekręcał kluczyk zdał sobie dopiero sprawę, że nawet nie wie jak daleko sięgają znajomości Granger. Miała tak niewiele czasu po wojnie, a mimo to zdołała stworzyć tak prężnie działającą instytucję i to wszystko pod przykrywką zwykłej księgarni. Najwyraźniej zaklęcie rzucone na nią wyostrzyło jej zdolności. 
- Jesteś tu jeszcze? - Usłyszał cichy śmiech z odrobiną kpiny w głosie. Ktoś w końcu postanowił go odwiedzić. Mimowolnie lekko się uśmiechnął. Zabawa dopiero się zaczynała. Przebiegły taniec węża z lwem a tylko jedno z nich mogło wygrać. 
- W końcu raczyłaś się pokazać. Zapraszam - Odpowiedział, a Hermiona o dziwo grzecznie usiadła na przeciwko niego. 
- Jak się tu dostałaś ? - Spytał, nie odrywając od niej wzroku. Pod ręką cały czas miał różdżkę, traktował ją jak wroga . Jej zmieniony charakter tak odmienny od tego co znał stanowił pewne zagrożenie. 
- To mało ważne. - Powiedziała wstając i podchodząc do okna. W ciszy słychać było tylko stukot jej obcasów. Jednym ruchem zasłoniła okno. - Czy ktoś mógł mnie wiedzieć u ciebie? - Zapytała pewnym stanowczym głosem. 
- Wiewióra wparowała jak tylko poszłaś. Paplała coś o krwi i że tak tego nie zostawi. Ale wątpię żeby Cię zauważyła. - Powiedział odpalając kolejnego papierosa. Nigdy nie palił wewnątrz, to jej obecność sprawiała, że jego zachowanie się zmieniało. Podeszła do niego zabierając papieros. Sama przyłożyła go do ust i się zaciągnęła. 
- Potrafisz coś nieźle spierdolić Malfoy. Nie mogłeś mieć jakiegoś systemu ochrony, czegokolwiek ? - powiedziała, i choć słowa mogły wskazywać, że była zła, to ton jej wypowiedzi ponownie był obojętny. 
- Miała ją zabić w tym tygodniu, teraz będę się musiała z nią męczyć. 
- Boisz się, że mogą nas ze sobą powiązać? - Spytał z ironicznym uśmiechem na ustach. 
- Właściwie to właśnie wpadłeś na świetny pomysł. Mam nadzieję, że dobrze potrafisz udawać. - Powiedziała, a przez jej twarz przebiegł ten uśmiech co kiedyś na lekcjach gdy profesor zaczynał pytanie, a jej ręka już była w górze. 
- Słuchaj bo nie będę dwa razy powtarzać. Spotkam się z Ginny wyjawię jej w sekrecie, naszą tajemną miłość i jak nas połączyło uczucie. To jedyny sposób żeby wyjaśnić moją obecność u ciebie z samego rana. Trochę zajmie zanim nam uwierzą, ale damy radę. Poza tym nikt nie będzie negował faktu, że przebywamy razem. Będę mogła do końca zdjąć z ciebie zaklęcie, a twój ślizgoński tyłek pomoże mi w paru zadaniach.- Skończyła, na co jego śmiech rozległ się po całym gabinecie. Może i był udawany i nieco nie poważny, ale ciężko mu było inaczej zareagować. Dopiero kiedy się uspokoił zdał sobie sprawę, że Hermiona nie żartuję. 
- Hmm no to koteczku będzie prawdziwa zabawa. - Powiedział, a w głosie było słychać wyraźną sugestię. 
- Nie licz na zbyt wiele Malfoy. Słyszałam jaki jesteś w łóżku - byłbyś dla mnie startą czasu. Będziemy w kontakcie. Na razie. - Powiedziała i wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Draco został w gabinecie sam, nagle cały jego dzień wydawał się lepszy. W końcu coś zaczynało się dziać. A poza tym czyżby Granger rzuciła mu wyzwanie.. 



// Zapewne zauważyliście, że na blogu pojawiły się reklamy. Postanowiłam sprawdzić jak działa możliwość zarobienia na blogu, a nuż coś się uda ;) Mam tylko nadzieje, że nie będzie to dla was zbytnio uciążliwe. Pozdrawiam gorąco Syntia
PS. sesja się skończyła, jednak dalej kiepsko u mnie z czasem, więc aktualnie nie dam rady wpaść na wasze blogi Przepraszam. 

15 grudnia 2013

Rozdział VIII

   Następnego dnia po balu, kiedy pojedyncze promienie słońca padały na pusty już parkiet, Draco Malfoy spał przy jednym z stolików. Młody mężczyzna był w zupełnym nieładzie, jego włosy było rozmierzwione, a koszula rozpięta, muszka którą wczoraj nosił nawet nie znajdowała się w pobliżu. Nie był pijany, tylko pierwszy raz od dawna na prawdę zmęczony. Sam zapewne nie wiedział co doprowadziło go do takiego stanu. Być może nie przespana, a przetańczona cała noc, a może utrzymywanie sztucznego uśmiechu i czarowanie komplementami nawet najbrzydsze i najgrubsze panny na balu. 
- Aguamenti. - Szepnęła, sekundę później rozległo się parę konkretnych przekleństw, które zapewne usłyszeli wszyscy w pobliżu Malfoy Manor. Hermiona stała nad nim delikatnie zaciskając palce na różdżce. Pewność siebie rozpromieniała jej twarz. Spoglądała jak krople wody przyprawiają Dracona o białą gorączkę. Już chciał krzyknąć jakąś obrazę w jej kierunku, ale poczuł pieczenie nadgarstka. Czym gorzej myślał o szefowej tym ból stawał się bardziej uciążliwy. 
- Uspokój się, to pomoże. - Powiedziała, a blondyn wziął dwa głębokie wdechy. Drugą ręką rozmasował obolały nadgarstek i dopiero wtedy popatrzył na nieproszonego gościa. Nie spodziewał się jej wizyty, choć po wczorajszym przyjęciu już niczego nie był pewien. 
- No już nie gap się tak. Mamy dużo roboty, masz piętnaście minut doprowadź się do porządku.- Trzymając się dalej za nadgarstek Draco powoli wstał i bez słowa skierował się do swojej łazienki. Nie chciał kolejny raz zwijać się z bólu, więc ten rozkaz wykonał bez wahania. W tym czasie Hermiona zrobiła sobie kawę i usiadła spokojnie w kuchni. Słyszała dźwięk prysznica, mimowolnie przyszło jej na myśl, że może mogłaby do niego dołączyć. Szybko jednak zmieniła zdanie, najpierw interesy potem przyjemności. O ile swoje odczucia już w pewnym, stopniu udało jej się odzyskać. To wypadku Draco prawdopodobnie podniecenie będzie jak delikatne załaskotanie nic więcej. Po równo piętnastu minutach Malfoy wrócił do kuchni. Wyglądał już dużo lepiej niż parę chwil wcześniej. Zwykłe jeansy i czarna koszulka na nim prezentowały się wyjątkowo dobrze. Jak na razie starał się zupełnie ignorować Gryfonkę, podszedł do barku i wyciągnął mała fiolkę. Za jednym razem wypił całą jej zawartość. W ciągu kilku sekund widoczne było jak zmęczenie znika z jego twarzy. Po delikatnych workach pod oczami nie było najmniejszego śladu, jego oczy były teraz szeroko otwarte i nie wyglądały ani trochę na zaspane. 
- Co tu robisz? - Zapytał z nużeniem i stoickim spokojem. 
- Musimy zaczynać. Czym później rozpoznane zaklęcie tym trudniej sobie z nim poradzić. W twoim wypadku jeszcze jest dość wcześnie. Co najmniej tak mi się wydaję. 
- Wydaje ci się, wielkiej Hermionie Granger szefowej czegoś i niczego się tylko wydaje ? - Zapytał z kpiną, najwyraźniej cały jego szacunek do tajemniczej szefowej prysł w momencie rozbicia kieliszków poprzedniego wieczora. 
- Nie muszę Ci się tłumaczyć. Osobiście zajmuję się tylko nielicznymi sprawami, możesz czuć się wyróżniony. - Powiedziała zwięźle. 
- Brakuje Ci nazywania szlamą, taki twój fetysz co Granger. - Powiedział odpalając papierosa. Za to Hermiona cicho prychnęła pod nosem.
- Proszę Cię, dalej nie zajarzyłeś żadna z twoich obelg nie wywarła nawet minimalnego wrażenia. Kiedy nazywałeś mnie szlamą ja już byłam wypruta z emocji tak jak ty teraz. - Dokończyła, a on na chwilę został bez słowa. 
- Przecież zacząłem jak byliśmy w pierwszej klasie, miałaś jedenaście lat ? - Zapytał, i może gdyby nie zaklęcie nawet wykazałby odrobinę współczucia.
- Nie to jest teraz ważne, może kiedyś zasłużysz żeby wiedzieć więcej.  - Widziała jak otwiera usta żeby coś powiedzieć ale w porę mu przerwała. - Trzeba zacząć od czasu. Musimy dokładnie wiedzieć kiedy to się wydarzyło. - Powiedziała i patrzyła w niego wyczekująco. 
- Nie wiem może po wojnie, albo i później. - Opowiedział w końcu, a ona pokiwała głową z dezaprobatą, 
- To nie możliwe, po wojnie byłeś już bez emocji. Szukamy czegoś wcześniej. Napady agresji, płaczu, radości, miłość od pierwszego wejrzenia. Najlepiej wszystko razem, taki moment kulminacji. Zastanów się musiała być choć chwila żebyś czuł się parszywie, a w następnej sekundzie tak jakbyś wypił płynne szczęście. 
- Płacz był przed zabiciem Dumbledora, ale o tym już pewnie wiesz. 
- To nie to. Sam płacz jest ostatnim z etapów zakończenia zaklęcia, Dumbledor lubił czuć się wyjątkowo tak jakby ktoś obdarzył go talentem do wygłaszania jakiś tajemnic, tak na prawdę uwielbiał ujmować banalne rzeczy w jakieś metafory. Płacz miał być symbolem oczyszczenia i wypłukania z siebie wszystkich emocji. - Mówiła z wyraźnym obrzydzeniem, gdy tylko wspominała starego nauczyciela.  
- Nie wiem Granger, nie chce mi się. Idę spać przyjdź jutro. - Powiedział i w tej samej chwili upadł na kolana. Ból który się pojawił już nie promieniował z nadgarstka, ale rozchodził się po całym ciele. Z trudem łapał powietrze. Szybko zrozumiał, że rozmowa się jeszcze nie skończyła. A jej koniec na pewno nie jest zależny od niego.  
- Mogła cię uprzedzić, że z każdym nieposłuszeństwem ból się nasila. - Powiedziała i machnęła dłonią, a Draco poczuł jak z powrotem może swobodnie oddychać. Wstał i odsunął krzesło żeby usiądź koło niej. Rozmowa dopiero się zaczynała. Hermiona podsunęła mu kubek kawy i czekała aż sam do czegoś dojdzie. Dopiero po chwili wpatrywania się w swój kubek, odezwała się cicho.
- Czy tym uczuciem może być zazdrość ? - Spytał a przychodziło mu to z wyraźnym trudem.
- Oczywiście, kiedy? Musisz mi to dokładnie opisać. - Odpowiedziała od razu.
- Pamiętasz te pseudoimpreze u Ślimaka, właściwie uważałem ją za żałosną. Banda lizusów i stary dziad, którzy chcą się bawić w przyjęcia na jakich nigdy nie będą gościć. Jednak w dniu imprezy byłem wściekły z zazdrości. Przez chwile nawet tam byłem,  nie pamiętam po co. Po prostu poszedłem bo czułem, że jak tego nie zrobię to komuś przywalę, albo znowu się rozpłaczę. Na prawdę nie wiem jak wy baby wytrzymujecie te ciągłe płacze. - Skończył i pociągnął kolejny łyk kawy. Nie czuł zażenowania czy krępacji. To co mówił było zależne tylko od jego chęci. Emocji z tym związanych i tak nie było, ale chociaż pierwszy raz wiedział dlaczego ich nie ma. Pewnie gdyby był starym Draco nigdy by się do tego wszystkiego nie przyznał.
- To bardzo możliwe, opis pasuje. Mogę spróbować na tym etapie już wejść w to i trochę poszukać. W najlepszym razie odzyskasz małe przyjemności. Nie będzie to złość czy radość, ale na przykład zadowolenie w minimalnym stopniu, ale jednak. W twojej psychice, kiedy zaklęcie się stabilizowało, powstało coś jakby bariera. Jest ona umiejscowiona w wspomnieniu tym najbardziej intensywnym. Ta przesłona pozwoliła na dalsze działanie czaru bez twojej uwagi. Mogłeś spokojnie swoje zdziwaczenie zwalić na milion rzeczy nie zastanawiając się tak na prawdę o co chodzi. Jeżeli dobrze trafiłeś zniosę chociaż to. To najłatwiejszy etap, następne kosztują już dużo więcej wysiłku. - Powiedziała i już wyciągała różdżkę.
- ej ej zwolnij, skąd wiem że nic nie popsujesz. Poza tym uwierz nie chcesz grzebać w mojej psychice. - Powiedział i przytrzymał ją za dłoń. Hermiona pierw spojrzała na jego rękę, spod koszuli widoczny był jeszcze mroczny znak, wiedziała jakich wspomnień może się spodziewać. Po chwili podniosła wzrok i spojrzała mu w oczy.
- Nic dla ciebie nie znaczę, ale nie tylko ja. Nie zrobię tego wbrew twojej woli. Mam swoje zasady, wolny wybór jest tą podstawową. Zdecyduj się Malfoy. - Powiedziała i nie oderwała od niego wzroku. Wiedziała, że się nie boi bo to niemożliwe.
- Jak coś pójdzie nie tak, albo będę warzywem, Zabij mnie Granger. - Powiedział i puścił jej rękę.
- Zgoda. - Odpowiedziała bez mrugnięcia okiem. Wbrew pozorom ta drobna kobieta miała już wiele istnień na swoim sumieniu. Jedno więcej nie sprawiło by jej kłopotu. Uniosła różdżkę i wypowiedziała długie zaklęcie. Malfoy zdążył załapać, że brzmi trochę jak grecki. Po kolejnym ruchu nadgarstka z różdżki wyleciał snop czarnego światła. Skierowany prosto na Dracona. Jego oczy przybrały ten sam kolor, powoli tracił przytomność. Hermiona była już w jego psychice. Przedzierała się przez wspomnienia szukając właściwego. W końcu znalazła, wymierzając zaklęcie prosto w nie. Draco uderzył o podłogę zaczął się wić z bólu. Nigdy dotąd żadne zaklęcie nie było dla niego tak bolesne. Jego krzyk przedzierał się przez całą posiadłość. Mężczyzna był cały spocony ręce zaciskał tak mocno, że zaczynały krwawić. Po chwili tego niemiłosiernego bólu wszystko ustało. W jednej chwili cały ból odszedł. Zostały tylko rany na dłoniach i odrobina krwi. Nie był w stanie wstać, czuł się ociężały i przytłoczony. Po jego policzkach spływały łzy. Hermiona schyliła się ku niemu i dokładnie przyjrzała.
- Wstawaj, nic Ci nie będzie. - Powiedziała i jak gdyby nigdy nic wyciągnęła do niego rękę. Draco chwycił jej drobną dłoń i powoli wstał. Przyciągnął ją do siebie i mocno przyparł do ściany. Z całej siły zacisnął jej dłonie na szyi. Czuła jak powoli traci oddech, jednak nic nie powiedziała. Widziała jego spojrzenie, tak dzikie, szaleńcze i nieobecne. Nie miał nad sobą kontroli. Dopiero po chwili ją puścił i odwrócił się plecami, Hermiona nic nie mówiła. Czekała na jego pierwsze słowa. Obserwowała go, jak się trzęsie i na zmianę zaciska i rozluźnia dłonie. Gdy odwrócił się z powrotem miał łzy w oczach. Tak jakby żałował tego co zrobił jej chwilę wcześniej. Ponownie podszedł do niej bardzo blisko. Powoli zbliżył się do jej ust. Pozwoliła mu się delikatnie pocałować, jednak ona pozostała nie wzruszona. Czuła jego usta i bez żadnego problemu znosiła dotyk tego, który trochę wcześniej próbował ją udusić. Draco odsunął się, aby znowu nie zrobić jej krzywdy. Usiadł przy stole i złapał się za głowę, wplótł ręce we włosy, jego oddech był teraz głęboki i bardzo szybki. Zemdlał, a Hermiona popatrzyła na niego z politowaniem. Za pomocą zaklęcia podniosła go i przetransportowała na kanapę.
- Co najmniej nie muszę Cię zabijać. - Powiedziała cicho, wpatrując się w młodego mężczyznę. Zmyła jeszcze tylko krew z jego rąk i swojej szyi i teleportowała się do swojego domu.
   Tak na prawdę wszystko poszło zgodnie z jej przewidywaniami. Mimo, że ich rozmowa nie była długa. Panna Granger była wyjątkowo zmęczona. Zaklęcie zdecydowanie ją osłabiło. Teraz jednak była pewna, że Draco należy do osób u których Dumbledore chciał wyplenić tę cząstkę zła wraz z wolnym wyborem. Wiedziała, że jest o co walczyć. Malfoy jest korzystnym sojusznikiem, poza tym sama doskonale wie co to znaczy stracić uczucia. Trzymając w dłoni mały klucz z jej łańcuszka pogrążyła się w wspomnieniach. Na czwartym roku jej przygód w szkole magii, zaczynała interesować się psychologią. Pamiętała doskonale tony książek na tematy problemów nastolatek. Czytała o standardowych zachowaniach, słabości do chłopców, zauroczeniach. A później przed lustrem uśmiechała się delikatnie. Starała się aby uśmiech obejmował i jej oczy. Tygodnie poświęciła na to, aby być idealną aktorka. Nie chciała by ktoś wiedział, że coś z nią było nie tak, że tak na poważnie miała gdzieś Rona czy Ginny. Przymierzała sukienki z "przyjaciółką", rozmawiała na temat największych przystojniaków w szkole, a jednocześnie umierała z nudów. Dzień za dniem co raz bardziej zastanawiała się nad swoją innością. Mimo, wszelkich starań nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Stary dyrektor odebrał jej to co miała najcenniejsze wyjątkowo wcześnie. W myślach przeklinała fakt śmieci Albusa. Jego zabójstwo byłoby prawdopodobnie jedynym co mogłoby jej dać prawdziwą satysfakcję. Wyobrażała sobie długa i powolną śmierć. Jednak czego innego można się spodziewać po kobiecie, która sama musiała się z tym całym ciężarem uporać, samodzielnie wygrać z własnymi barierami. Hermiona Granger coraz bardziej odbiegała od tego kim była kiedyś i kim mogłaby być. Choć wiele z jej działań d
alej miało szlachetne pobudki, to już nie była tak jednoznaczną osobą. Odrobina szaleństwa wkradła się gdzieś głęboko w nią i nie chciała odpuścić.

*** 
Ginewra Weasley już godzinę spędziła przed posiadłością Malfoy Manor. Wieść o tajemniczej partnerce Dracona na pierwszej stronie czasopisma byłaby dla niej wielką szansą. Niestety, kiedy zakradła się na tyle blisko żeby coś zobaczyć, jakaś brunetka zdążyła się już teleportować. Informacja, że ma ciemne włosy i świetną sylwetkę to trochę mało. Gdyby miała chociażby zdjęcie. Na dodatek widziała tylko niedokładnie te kobietę, nigdzie w pobliżu nie zauważyła spadkobiercy majątku. Ginny postanowiła się po cichu wkraść na teren posesji. Weszła tylnymi drzwiami przeznaczonymi dla służby. Dokładnie rozejrzała się i po cichu zaczęła sprawdzać pokoje. Prywatność dla niej już od dawna nie miała znaczenia, więc łamanie czyjejś też przychodziło jej bez trudu. Zaczęła od kuchni i to było jej najlepszym wyborem. Na pierwszy rzut oka zauważyła dwa kubki, co już potwierdza, że nic jej się nie przywidziało, ktoś tu gościł do samego rana. Szukając dalej czegokolwiek przydatnego znalazła ślady krwi na posadce. Nie było to tego czego się spodziewała.  Schyliła się, aby przyjrzeć się dokładniej. Nie miała wątpliwości to na pewno była krew. 
- Chłystość - Powiedział, a kuchnia w jednej sekundzie wróciła do porządku. Nie było najmniejszego śladu po krwi. Ginny jak oparzona odwróciła się i spojrzała na Malfoya. Blondyn stał oparty o framugę. Miał zaspane oczy i nie wyglądał na zadowolonego. Dziennikarka odruchowo chwyciła za różdżkę i wymierzyła prosto w gospodarza.
- Pierw się włamujesz, a teraz jeszcze do mnie mierzysz. - Spytał uważnie ją obserwując. 
- Nie wywiniesz się Malfoy. Mogę przysiąc, że widziałam krew! Gadaj co tu się stało. - Mówiła szybko i wściekle. Jednocześnie cały czas mierzyła w Dracona.
- Jaką krew Weasley, może fakt zaciąłem się jak robiłem śniadanie, ale to nie powód żeby mnie atakować. Poza tym co ty w ogóle robisz, zaraz wezwę policję. Zamkną Cię za to włamanie. - Mówił z politowaniem.
-Mnie? O nie ja tego tak nie zostawię, zbyt wiele osób zginęło przez takich jak ty! Wiem, że coś ukrywasz. Jeszcze tu wrócę Malfoy. Dowiem się czego jesteś winien! - Krzyknęła i teleportowała się z hukiem. 
Wylądowała w jakieś ciemnej ulice niedaleko swojego biura. Oddychała ciężko, próbowała się uspokoić. Była pewna, że Malfoy coś kombinuje. Na pewno tak tego nie zostawi...


// Wiem dawno mnie nie było. Przepraszam. Co do rozdziału średnio jestem zadowolona, ale mam nadzieję, że choć trochę się spodoba. Pozdrawiam Syntia