Miniaturka
Jestem tylko człowiekiem i krwawię gdy upadam
Wiadomość o przeniesieniu dostarczono z samego ranka.Pod koniec zmiany Draco Malfoy siedział u siebie w gabinecie czytając ją kolejny raz. W końcu odłożył list na biurko i rozejrzał się dookoła. Jego gabinet był nijaki na ścianie wysiał dyplom magomedyka w dziedzinie psychiatrii i leczenia klątw. Ściany miały kolor delikatnego beżu, a meble odznaczały się mocnym brązem. Na półkach nie można było znaleźć nic osobistego. Nie było jednego rodzinnego zdjęcia czy pamiątki z wakacji. Jednak nie działo się tak z powodu charakteru mężczyzny. Draco po prostu był samotny. Po wojnie postanowił pomóc tym, którzy sami nie potrafią pokonać swoich demonów. A może raczej starał się znaleźć lekarstwo na swoją zranioną duszę. Od zawsze pragnął, aby ktoś zakończył czas mroku jaki panował w jego domu, ale też i w jego sercu. Myślał, że z chwilą śmierci Czarnego Pana wszystko zmieni się na lepsze. Jednak tak się nie stało, właściwie to było zupełnie inaczej. Dopiero po tym całym szaleństwie przyszły prawdziwe wyrzuty sumienia. Wartości wmawiane od dziecka zostały poddane pod wątpliwość. A on na oślep musiał nauczyć się żyć od nowa. Podnieść się po upadku, samodzielnie odbić się od dna. Była tylko jedna osoba, która zechciała mu pomóc. Narcyza, jego matka powoli wyciągała go z otchłani, w jaką wpadł. Pierwszy raz zebrała się na odwagę, pomogła jemu, ale nie potrafiła pomóc sobie. Kilka dni po tym jak Draco rozpoczął studia i zaczął układać życie pani Malfoy odebrała sobie życie. Jej ostatnią wolą było, aby syn odnalazł szczęście. Blondyn po śmierci matki na nowo podupadł, jednak wypełnienie jej życzenia stało się celem w jego życiu. Od tego feralnego dnia minęło już 6 lat. Mimo to mężczyzna dalej nie wiedział czym jest szczęście, ani tym bardziej gdzie miałby go szukać. Pracował z różnymi ludźmi od najmądrzejszych po szaleńców. Na co dzień starał się wytłumacz rozpacz, ból, depresję i pomóc komuś się podnieść. Mimo, że widział czym są złe emocję, gdzie popychają ludzi, nigdy nie był w stanie powiedzieć "ten człowiek jest szalony i nieszczęśliwy". Najczęściej jego odczucia były zupełnie inne, widział obłęd w oczach ludzkich, lecz to nie przekreślało ich szansy na zdobycie spełnienia. Żyli tak jakby następnego dnia nie miało być nic, ich świat zaczynał się każdego ranka i kończył każdego wieczora. Jedynie nieliczni byli na prawdę załamani, oddział tych którzy mieli depresję był zawsze dla niego najbardziej przygnębiający. Często spotykał tam ludzi zagubionych, wybitnych i straconych. Poza tym przechodzili oni ten rodzaj bólu, w którym nie było szansy na odrobinę życia. Im tak na prawdę nikt nie mógł pomóc. Większość to niedoszli samobójcy, opieka nad nimi polegała głównie na pilnowaniu, aby nie zrobili sobie krzywdy. Tak na prawdę to właśnie tam Draco pasował najbardziej i to wcale nie po stronie lekarza. Wyszedł z swojej skorupy żeby pomagać innym, ale czy on kiedykolwiek się podniósł?
Jego rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi. Po chwili weszła drobna kobieta, coś koło 30 roku życia.
-Dzień dobry panie Malfoy. Nazywam się dr Annabell White, chciałabym z panem omówić warunki przeniesienia. - Powiedziała i podeszła bliżej. Draco uścisnął jej dłoń. Wydawała mu się tak drobna. Widział jak się uśmiecha. Zdecydowanie nie było to profesjonalne. Być może po formalnościach będzie miał z kim zjeść kolację.
-Witam, dr Draco Malfoy. Miło mi panią poznać. Może przejdźmy od razu do rzeczy. Na przeniesienie się zgadzam. Warunki zawarte w tym liście mi odpowiadają, więc pani wizyta jest dla mnie lekkim zaskoczeniem. - Powiedział, a brunetka zajęła miejsce naprzeciw niego.
- Widzi pan nasz szpital jest dość specjalny. Mamy wielu pacjentów, których anonimowość jest bardzo ważna. Niektórzy z nich są zasłużeni w wojnie, inni mieli kiedyś znaczenie polityczne. Ważne jest aby pan tę kwestię dobrze rozumiał. - Powiedziała bez zająknięcia.
- Czyli po wyjściu z budynku nie mam prawa o niczym wspomnieć? - Zapytał, a Annabell odpowiedziała twierdząco.
- Spokojnie, mam w zwyczaju nie przynosić pracy ze sobą do domu. Chyba, że do badań ale to tylko na mój użytek i oczywiście bez nazwisk.
- Czyli się rozumiemy. Czy chciałby pan może o coś zapytać związanego z szpitalem? -
- Nie ma takiej potrzeby już jutro będę na miejscu punktualnie o ósmej.
- W taki razie dziękuję za spotkanie. - Powiedziała odrobinę zbyt słodko. Nagle Dracon stracił całe zainteresowanie tą kobietą. Była taka jak wszyscy tak bardzo nudna. Podziękował jej za spotkanie i odprowadził do drzwi. Następnie teleportował książki z gabinetu do swojego mieszkania. Na samym końcu zabrał dyplom i przeniósł się do mieszkania. W szpitalu nie było nikogo, kogo chciałby specjalnie pożegnać, pacjenci co jakiś czas się zmieniali, a lekarze no cóż on był tam żeby pracować nic więcej.
Następnego dnia. Nowe miejsce pracy.
Draco zgodnie z obietnicą pojawił się punktualnie, po całym ośrodku oprowadzała go dr White. To miejsce zdecydowanie różniło się od tych, w których był poprzednio. Wszystko wydawało się większe i bardziej zadbane. Przechodzą zauważył kilka znajomych twarzy. Głównie byłych podwładnych śmierciożerców. Nawet go to zbytnio nie dziwiło, gdyby on był na ich miejscu też pewnie by tu wylądował.
Na samy końcu przechadzki, Annabell pokazała mu jego nowy gabinet. Był dużo bardziej nowoczesny i przestrzony od poprzedniego. Jedna z ścian była przeszklona, doskonały widok na całe miasto. Wpatrywał się przez chwilę bez słowa.
- W pierwszej szufladzie masz teczki najważniejszych pacjentów. Aktualnie przydzielono ci ich pięciu, plus terapia grupowa i ewentualne nagłe przypadki. Od tego momentu nikt nie będzie miał dostępu do tych akt. - Powiedziała na co on jedynie skinął głową. Według podanego mu wcześniej harmonogramu miał za trzy godziny zacząć przyjmować.
- Dziękuję, a teraz pozwolisz, że się z tym zapoznam. - Powiedział na co Annabell się pożegnała i wyszła. Tego dnia była bardzo rzeczowa najwyraźniej musiała się obrazić za brak zaproszenia na kolacje podczas poprzedniego spotkania. Draco rozsiadł się wygodnie w fotelu i wyciągnął teczki. Każda z nich była dość pokaźnej grubości. Ustawione były w godzinach przyjęć, więc i w takiej kolejności postanowił je przeczytać. Pierwsza należała do jedenastoletniej dziewczynki. Czytając opis Draconowi zrobiło się przykro, mała Lissy miała problemy z jedzeniem, o podłożu psychicznym. Wspaniały dzień pomyślał - zaczynać od dziecka z depresją i anoreksją. Gdy czytał dalej było tylko gorzej. Po skończeniu akt wiedział, że tej drobnej dziewczynie ciężko będzie pomóc. Gdyby tylko udało mu się opracować eliksir jej problemy zniknęłyby w mgnieniu oka. Zamknął powieki i zabrał się za kolejne teczki numer dwa - pan Smith. Dość pospolicie problemy alkoholowe, był ważny jedynie na zajmowanie wcześniej stanowisko. Jeśli tylko szanowny pan będzie chciał się leczyć Malfoy powinien być w stanie mu pomóc. Numery trzy i cztery to małżeństwo, oboje wpadli w depresję po śmierci ich syna w wypadku. Wszystko wskazywało na to, że gdy tylko jedno próbowało uciec od szaleństwa drugie od razu ściągało go na dół, wykorzystując istniejącą między nimi miłość. To co myśleli, że pozwoli im jakoś przeżyć tylko bardziej ich dołowało. Poza tym prawdopodobnie obwiniali się na wzajem o śmierć syna. Ostatnia teczka mało co nie wypadła Draconowi z rąk. Patrząc na zdjęcie pacjentki nawet się nie zorientował, dopiero po przeczytaniu nazwiska przyjrzał się dokładnie. Zmatowione krótkie włosy były kiedyś bujnymi lokami, z smutnych oczu wcześniej biła radość i ambicja. Ta wychudzona dziewczyna na zdjęciu była Hermioną Jane Granger. Draco czytał jej historię z przerażeniem. Opinia poprzedniego psychologa, który szukał podstaw w jej dzieciństwie uderzyła w niego z całą mocą, napis szlama był wielokrotnie podkreślany. Po przeczytaniu całości był pewien, że nie był przyczyną złego stanu kobiety, ale zdecydowanie miał na nią swój wpływ. Nagle poczuł ogromną chęć pomocy jej. Czuł jakieś niezdrowe zobowiązanie. Skarcił siebie w myślach, za barnie tego zbytnio do siebie. Przecież od pocieszania ma Pottera i Weaslay'a on miał leczyć tradycyjnymi metodami. W jego zawodzie nie można się angażować. Po chwili przekartkował na ostatnią stronę aby się upewnić. Rozczarowanie uderzyło w niego z ogromną siła, poczuł złość na ludzi uważanych za bohaterów - kartka odwiedzin gryfonki była zupełnie pusta. Nikt nie zechciał wpaść w odwiedziny i pomóc jej odzyskać kontakt z rzeczywistością. Draco przyjmował pacjentów w podanej kolejności, na każdym starał się skupić. Jednak jego myśli i tak zaprzątało spotkanie z Granger. Kiedy w końcu przyszła jej kolej serce mu zamarło. Nigdy specjalnie jej nie lubił, ale zawsze była swego rodzaju wyzwaniem. Teraz stała przed nim w białym uniformie, i to lekko za dużym. Zauważył, że znacznie schudła. Dziewczyna obrzuciła go znudzonym spojrzeniem i położyła się na kozetce. Draco przystąpił do przedstawienia się. Powoli ostrożnie wyjaśnił kim jest i jak będzie próbował jej pomóc. Miał w głowie tyle pytań, które chciał jej zadać, jednak wiedział że jeden nieostrożny ruch, a ona pogrąży się jeszcze bardziej. Przez całą sesję Hermiona nie wypowiedziała słowa, kiwała jedynie głową na proste pytania, te które wymagały dłuższej odpowiedzi zupełnie ignorowała. Od dwóch lat znajdowała się w takim stanie. I nikt nie mógł jej pomóc. Słowa kierowała tylko do innych pacjentów, nigdy do medyków.
Draco odbył z Hermioną już dwanaście takich sesji. Jego praca w tym szpitalu zaczęła się skupiać głównie na niej. Potrzebował jej bardziej niż myślał. Chciał, aby mu powiedziała, że to nie jego wina. Musiał poznać przyczynę jej stanu, aby mógł się oczyścić. Żeby w końcu od początku pracy mógł spokojnie spać.
Tego dnia była ich trzynasta sesja, być może miała być szczęśliwa. Draco jak zwykle zaczął od tych samych pytań. Odpowiedzi były raczej nikłe. Na jej twarzy nie zagościł choćby ślad emocji. W końcu blondyn stwierdził, żeby przejść na następny poziom. Powoli zaproponował, że może do niej kogoś przyprowadzić. Wzrok Hermiony szybko na niego powędrował. Draco delikatnie zapytał czy chciałaby się z kimś zobaczyć. Nie uzyskał odpowiedzi, zaczął więc wymieniać. Na imię Rudej Hermiona nawet nie drgnęła, wpatrywała się tylko w niego tymi wielkimi pustymi oczyma. Następnie, Draco wymienił Harry'ego, miał wrażenie jakby przez chwilę dziewczyna się uśmiechnęła, ale trwało to tak krótko, że nie mógł być pewien. Gdy powiedział Ronald, Hermiona odwróciła głowę i mimowolnie zacisnęła pięści. Chociaż to nie profesjonalne Draco nachylił się nad pacjentką - musiał widzieć jej reakcję. Gdy tylko Hermiona poczuła jego obecność tak blisko zasłoniła się dłońmi. Powoli dotknął jej rąk próbując odsłonić twarz, brunetka lekko się wzdrygnęła. Załapała jego ręce i zacieśniła z całej siły. Ręce były uniesione tak, że nie był w stanie dostrzec jej całej twarzy. Pod palcami jedynie poczuł łzy. Usiadł koło jej niej i już nie zadawał pytań. Trwali w bezruchu. Draco nie zachował się jak lekarz, ale nie na tym mu zależało postanowił jej pomóc jak tylko przyszedł. Nie ważne jak, oby tylko udało mu się ją podnieść.
** Pierwsza część miniaturki, być może napiszę jeszcze jedną zobaczymy
Pozdrawiam Syntia**
Skąd ty bierzesz te pomysły? Są świetne! ^^
OdpowiedzUsuńJest pełna nadziei, że napiszesz drugą część tej miniaturki. Ciekawi mnie, co złamało Hermionę... Kiedy Draco się nad nią pochylił ona zasłoniła się rękami. Czyżby Ron się nad nią znęcał? Zobaczmy...
Tekst krótki, ale intrygujący. Postać Smoka jako psychologa - nowość :)
Całokształt wyszedł Ci fajnie i według mnie - nią dodać, nic ująć =>
Pozdrawiam i weny życzę ~ Luar Princesa ♥
Pomysły hmm idą śladem snu albo piosenek :P
UsuńNo chyba napiszę tylko jeszcze rozważam dwa zakończenia :P
Dziękuję ;)
Oj co ja mam Ci powiedzieć... cudo poprostu cudo:-)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo ;)
UsuńMiniaturka świetna i z niecierpliwieniem będę oczekiwać kolejnej. Małe błędziki, ale to przy takiej ilości tekstu umyka w tle :D.
OdpowiedzUsuńPomysł naprawdę świetny, przemiana Dracona jest taka, jaką ja lubię. Wiem, że od tak nie można się zmienić z dupka w potulnego misia, jednak lubię takie opowiadania, wtedy dzieje się wszystko zupełnie inaczej. Ciekawi mnie historia związana z Ronaldem, chociaż mam już pewne pomysły :) Nie podoba mi się też postawa Harry'ego - mam nadzieję, że on akurat w Twojej miniaturce nie zamieni się w oblanego kasą palanta, który zapomniał o przyjaciołach, bo takich wersji to nie znoszę :D.
no cóż, czekam na kolejną, weny! :*
pozdrawiam, Zou.
Dziękuję, Mam nadzieję, że zbytnio ci Harry'ego nie zepsuję ;) Wszystko w drugiej części ;)
UsuńTy sie nie zastanawiaj, tylko dawaj druga czesc. Zazwyczaj bardzo trudno mnie zaciekawic, jesli chodzi o miniaturki poruszajace problemy psychiczne bohatera, jednak sprostalas temu zadaniu. Draco przy Hermionie odnajduje swoj lek na rzeczywistosc, pomimo tego, ze ona sie pograza. Jestem bardzo ciekawa podloza jej problemow. Nie moge doczekac sie kolejnej czesci. No coz, weny w pisaniu i powodzenia :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie,
la_tua_cantante_
Ps. Przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze z telefonu.xdd
Dzięki ;) akurat ty bardzo dobrze opisujesz problemy psychiczne i odczucia bohaterów, więc aż się boję jak mi to wyjdzie :P Zobaczymy czy ci się spodoba. Następna część za niedługo ;)
UsuńNie zawstydzaj mnie.:) wiem, ze ci sie uda.:) czekam z niecierpliwoscia.:)
UsuńBardzo oryginalna i zaskakująca. Jestem ciekawa co będzie dalej. Czekam z niecierpliwością na następną część :) Jeżeli mogłabyś proszę Cię o poinformowanie o kolejnej części wysyłając mi wiadomość (kreciolekk2@gmail.com)
OdpowiedzUsuńAnn
Dzięki, postaram się pamiętać ;) ale też zapraszam do grona obserwowanych ;)
UsuńBardzo fajna część, dużo opisów uczuć i rozważań a to duży plus. Bardzo mi się podoba. Cieszę się, że nie zrezygnowałaś z pisania ;) Życzę weny
OdpowiedzUsuńhttp://the-streetangel.blogspot.com/
Dzięki bardzo ;) Szczerze ja też się ciesze ;) bez was nie dałabym rady ;)
UsuńBardzo fajna miniaturka :) Chcę już kolejną część... Ciekawi mnie co się wydarzyło między Ronem a Hermioną... I Draco, który się obwinia.... Smutne.... Dawaj kochana kolejną część :)
OdpowiedzUsuńDzięki, na postaram się za niedługo dać ;P
UsuńCiekawy pomysł, musisz napisać drugą część, nie możesz pozostawić mnie w takiej hmmm niewiedzy! To byłoby okropne z Twojej strony :>!
OdpowiedzUsuńAch, ta niegdyś wielka trójca. Co sława i pieniądze robią z ludźmi..
Ciekawe, co tak naprawdę się stało.
Pozdrawiam i życzę dużo weny!
Promise :)
Dziękuję;)
UsuńNo niestety z ludźmi różnie bywa, a jakby to było jakby problemy nie dotykały naszych bohaterów ;)