Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermiona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermiona. Pokaż wszystkie posty

21 września 2014

Słońce oślepia - 2 część Noc wzywa

Miniaturka dedykowana Effy Riddle :* J
//Poprzednio:
- Przeziębisz się. – Usłyszałam i poczułam delikatny materiał kurtki na swoich ramionach. Chwilę później do moich nozdrzy uderzył zapach dobrze znanych męskich perfum. – Od początku wiedziałem, że to ty Granger. – Usłyszałam i zbierając w sobie cała odwagę odwróciłam się w jego stronę i wyszeptałam ciche Przepraszam
//
Draco prowadził mnie do swojego pokoju hotelowego. Kiedy przechodziliśmy przez główny hol po raz kolejny spojrzałam na recepcjonistkę, tym razem jej mina już nie wyrażała oburzenia. Wyglądała nawet jakby była zazdrosna. Jednak gdy tylko Malfoy na nią spojrzał odwróciła głowę. Poczułam jak mężczyzna mocniej zaciska dłoń na moim ramieniu i przyśpiesza krok. Blondyn otworzył drzwi kartą magnetyczną i przepuścił mnie przodem. Usiadłam na kanapie w samym rogu. Powoli zdjęłam kurtkę Draco i odłożyłam na stolik.
- Weź gorący prysznic inaczej będziesz chora. – Powiedział stanowczo, jednak z nutą troski w głosie. Pokiwałam przecząco głową. Nie miałam zamiaru kąpać się u kogoś w pokoju. Draco podszedł i wziął mnie na ręce.
- Malfoy, puść mnie do cholery! – krzyknęłam od razu, blondyn pozostawał niewzruszony. Szedł ze mną do łazienki. Postawił mnie dopiero we wewnątrz ogromnej kabiny prysznicowej, po czym odkręcił wodę. W pierwszym momencie chciałam uciec, ale Draco zablokował mi drogę swoim ciałem. Po kilku próbach popchnął mnie lekko do tyłu i sam wszedł w strumień wody.
- Jesteś chory – Krzyknęłam odwróciłam się plecami i założyłam ręce na piersi.
- Ty będziesz jak nie zaczniesz mnie słuchać.
- A z jakiej niby okazji miałabym Cię słuchać? – powiedziałam już nieco ciszej, jednak dalej miałam ochotę go rozszarpać. Ten człowiek wywoływał we mnie skrajne uczucia.
- Bo jesteś mi coś winna. – Wziął moją dłoń i zarzucił na szyję. Wiedziałam, że chodzi mu o blizny, które miał przeze mnie. To sprawiło, że od razu się uciszyłam. Draco widząc moją reakcję nic więcej nie powiedział. Wyszedł z łazienki zostawiając mnie samą. Dokończyłam szybko prysznic i pozbyłam się brudnych ubrań. Za pomocą różdżki transmutowałam szlafrok na dzianinową sukienkę, trochę przed kolano. Bieliznę wyprałam ręcznie i zaklęciem wysuszyłam. Z lekko mokrymi włosami wyszłam z łazienki. Draco siedział w fotelu popijając herbatę. Na stole stała już druga filiżanka.
- Częstuj się.-  Powiedział i podsunął w moją stron gorący napój. Bez wahania go posłuchałam, miałam dość kłótni jak na jeden wieczór.  Niepewnie usiadłam naprzeciw niego. Cała sytuacja wydawała mi się dość dziwna. Oboje byliśmy już dorosłymi ludźmi, a mimo to żadne nie miało pojęcia jak powinno się zachować. Draco oparł się wygodniej w fotelu i przeczesał dłońmi włosy. Na jego ustach na chwilę zagościł nikły uśmiech. Wyglądał czarująco.
- Chyba będzie lepiej jak pójdę. – Powiedziałam z wielkim trudem, przerywając denerwującą ciszę. Ręce lekko mi drżały, a w głosie było słychać wahanie.
- To idź. – Powiedział twardo. Zdezorientowana wstałam i odłożyłam pustą filiżankę na stolik. Uśmiechnęłam się lekko, na o ja niby liczyłam.
- Chociaż wolałbym żebyś została. – wstał i podszedł do mnie.
- Masz rację, będzie lepiej jak pójdziesz. Nie pasujemy do siebie. Jednak spędziłem wieczór z świetną kobietą, nie panienką na jedną noc i dlatego chciałbym żebyś została. – Wziął delikatnie moje dłonie i kciukami zataczał na nich malutkie kółeczka. Nie byłam w stanie nic mu odpowiedzieć. Tak naprawdę sama zmęczyłam się już ciągłymi imprezami i poznawaniem coraz to nowych facetów. Taki tryb życia nigdy do mnie nie pasował. Draco widząc mój zamyślony wyraz twarzy, wziął głęboki oddech i kontynuował.
- Nie mam zamiaru zatrzymywać Cię tu na siłę. Znam cię na tyle Granger, że wiem jaka jesteś uparta.- Powiedział, a moje nazwisko w jego ustach zabrzmiało zabawnie. Nie było w jego głosie już tej dawnej goryczy. Ja także nie postrzegałam go jedynie przez pryzmat przeszłości. Oboje przeszliśmy wiele. Być może jak na ówczesny nasz wiek zbyt dużo.
- Dobrze zostanę. – Podniosłam głowę i spojrzałam mu prosto w oczy. Zatraciłam się w jego tęczówkach. Ten przystojny mężczyzna na pewno złamał serce nie jednej kobiety, a ja sama wchodziłam w jego sidła. – Ale nic sobie nie wyobrażaj, Malfoy – dodałam już spokojniej. Draco delikatnie przytulił mnie, trwaliśmy chwile w bezruchu.
- Co powiesz na jakiś dobry film?
- Z chęcią – Odpowiedziałam, zaskoczona jego pytaniem. Nie tak wyobrażałam sobie noc z najprzystojniejszym z ślizgonów. Zasnęłam w jego ramionach, przy dźwiękach muzyki filmowej. Reszta nocy upłynęła nam wyjątkowo przyjemnie. Jak dwójce starych dobrych znajomych, a nie najgorszych wrogów. Kiedy się obudziłam Draco jeszcze spał. Wyglądał tak niewinnie i pociągająco. Co jakiś czas ściągał lekko brwi jakby się czymś martwił, ale po chwili lekko się uśmiechał. Zaczarowała mnie naturalność jego gestów. Maska którą zawsze miał na twarzy rozpadła się pod wpływem snu. Wyswobodziłam się z jego objęć i wyszłam na balkon. Dzień zapowiadał się dość pogodnie, jednak chłodno. Poranne słońce oślepiało mnie. Miałam wrażenie, że razem z nowym dniem zaczynało się moje inne być może lepsze życie. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk trzaskania drzwiami. Powróciłam do pokoju. Draco siedział na kanapie, twarz miał ukrytą w dłoniach.
-Ykhm – odchrząknęłam znacząco. Mężczyzna od razu podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Jesteś? – rozszerzył oczy.
- To znaczy, że jednak mam sobie pójść? – Zapytałam nie do końca rozumiejąc o co może mu chodzić. Od razu znalazł się przy mnie.
- Nie, ja po prostu obudziłem się, a Ciebie nie było. Pomyślałem, że uciekłaś.
- I może jeszcze byś zatęsknił, co Malfoy? – Spytałam zadziornie.
- Nie drażnij mnie Granger. – Odpyskował przyciągając mnie do siebie. Obrócił mnie tyłem i mocno objął ramionami. Zamknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu opierając ją o jego klatkę piersiową.
- Wiesz, że to nie jest normalne. Powinniśmy chyba porozmawiać. – zaczęłam cicho.
- Nie interesuję mnie co jest normalne. Pół życia spędziłem dając sobie wpoić wartości ojca. Nazwij mnie szaleńcem, ale chcę zacząć od nowa. – Powiedział z determinacją. Wiedziałam, że w jego słowach nie ma grama kłamstwa. Mimo to byłam pewna, że będzie dzień kiedy przeszłość dopadnie nas z całym impetem.
- Żeby zacząć od początku trzeba pierw uporządkować przeszłość. – Odpowiedziałam.
- Przepraszam, że zeznawałam przeciw Tobie. Wtedy w są…
- Przestań! To ja powinienem Cię przepraszać i to najprawdopodobniej bez końca. Wiem co narobiłem, nie jestem z tego dumny, ale mam świadomość swoich czynów.  – Przerwał mi i odwrócił do siebie.
- Miałaś rację wczoraj, jednak lepiej byłoby gdybyś wyszła. – Powiedział i puścił mnie. Odwrócił się plecami, specjalnie unikając mojego wzroku. Łączyła nas zbyt długa przykra wspólna przeszłość, żeby od tak o niej zapomnieć. Powstrzymałam łzy, choć oczy i tak miałam lekko zaszklone. Nie czułam jeszcze nic wielkiego do Dracona, jednak miałam wrażenie jakbym traciła w tym momencie szansę na coś niesamowitego.
- Zapomniałeś Malfoy, kim jestem. Masz do czynienia z Gryfonem, więc nie ucieknę od tak. Nie boję się ciebie, ani twojej zakichanej przeszłości. Moja kolorowa też nie jest. Nie chcesz mnie znać, uznajesz dalej za szlamę, dam radę, ale nie wykręcaj się jakimiś sztuczkami! – prawie krzyczałam z złości. Draco gwałtownie położył mi dłonie na policzkach i zamknął usta pocałunkiem. Całował z taką namiętnością, że całkowicie się mu poddałam. W jego gestach było tyle bólu, radości i pasji, że nie miałam najmniejszych szans się opierać. Wplotłam ręce w jego włosy i rozkoszowałam się jego pożądaniem. Dopiero oślepiające światło słońca wdzierające się do środka pomieszczenia oderwało nas od siebie. Patrzyłam na ślizgona wyzywająco, a on po raz pierwszy uśmiechnął się naprawdę szczerze.


// Tak wiem, że krótko i cukierkowo. Bo tak właściwie myślę nad trzecią częścią i nie wiem czy pisać czy już starczy :P
ps. luknijcie na polecam ;) Jestem ciekawa co myślicie o szablonach mojego autorstwa ;)
Syntia ;) 

24 sierpnia 2014

Noc wzywa - chodź i zagraj

Założyłam koronkową bieliznę i obcisłą sukienkę. Pozwoliłam żeby kawałek stanika wystawał kusząco spod czarnej sukienki. Nie wiedziałam czy robię dobrze, raczej byłam przekonana, że karma kiedyś mnie dopadnie i z całym impetem wróci wszystko to co zdążyłam zrobić. Mimo to nie miałam zamiaru przestać, stałam się pewna siebie i wolna. Po zakończeniu wojny wpadłam w wir pracy i obowiązków, resztę dnia zajmował mi Ron i jego wieczne narzekania na wszystko wokół siebie. Nie pamiętałam co dokładnie przelało czarę, ale wiedziałam że jeszcze może tydzień takiego życia i z pewnością ktoś by ucierpiał dużo bardziej. W ciągu jednego dnia zerwałam z Ronaldem, zmieniłam pracę i całe swoje życie. Zaczęło się niewinnie od włosów. Sekret tkwi w tym, że gdy kobieta drastycznie zmienia fryzurę to pierwszy znak ostrzegawczy, wołanie o pomoc i słowa, które rozbrzmiewają – chcę czegoś innego! Całym problem opiera się jednak w następnym etapie, kiedy dochodzi się do wniosku, że kolor i uczesanie nic nie zmieniają. Wtedy zostają dwa wyjścia. Pierwsze to tkwienie w aktualnym życiu bez możliwości zmian i nadzieja, że kiedyś uda się zaakceptować stan rzeczy. Najczęściej wybór ten skutkuje zgorzkniałym charakterem i zatruwaniem życia wszystkim dookoła. Jest jeszcze drugi sposób – zmiana. Wydaje się proste, łatwe i oczywiste jednak wymaga dużo więcej zachodu. W moim przypadku  poszło zadziwiająco szybko, wszystko za sprawą clubu Black Rose w Paryżu. Na pierwszą imprezę poszłam sama, nie do końca wiedziałam nawet jak się ubrać. Założyłam wtedy coś w miarę grzecznego i ruszyłam niepewnym krokiem na podbój parkietu i męskich serc, w efekcie wracałam do domu sama. Jednak samo wyjście dało mi bardzo dużo. Widziałam kobiety przyciągające towarzystwo samym wzrokiem. Ich kuszący ruch bioder i wyzywające pozy hipnotyzowały. Już następnego dnia robiłam wszystko aby się wpasować. Wyrzuciłam całą szafę i poszłam na ogromne zakupy. Wróciłam ogromnie zadowolona. Tydzień później na kolejnej imprezie to ja przyciągałam wzrok. Do domu wróciłam sama, ale z czternastoma nowymi kontaktami w telefonie. Na randki umówiłam się z pięcioma facetami. Z żadnym z nich nie wyszło nic poważnego. Powoli zaczynałam się nudzić. Uważałam że wszyscy są tacy sami. Najbardziej irytowały mnie komplementy. Były takie płytki i bezczelne. Jednocześnie spotykanie się z tymi wszystkimi facetami bawiło mnie. Zakochany wzrok i maślane oczy były dla mnie po prostu śmieszne, a uzyskanie ich nie stanowiło żadnego wyzwania. Z imprezy na imprezę stawiałam sobie co raz to nowe cele. Wybierałam najprzystojniejszych na parkiecie i za każdym razem mi się udawało. Doszło do tego, iż interesowali mnie ci którzy byli zajęci. W pewnym momencie tylko ktoś zakochany był dla mnie wyzwaniem. W większości przypadków udawało mi się odbić faceta bez większych problemów. Jakby w ramach zemsty za ich niewierność i naiwność z takimi najszybciej kończyłam znajomość.
Pamiętnego wieczoru miałam na sobie czarna sukienkę i czerwoną koronkową bieliznę pod spodem. Do tego założyłam bardzo wysokie obcasy i rozpuściłam włosy. Spacerowałam alejką Paryża, zmierzając do wyznaczonego celu. Czarne róże w koszach przed wejściem sygnalizowały, że klub jest otwarty i czeka na swoich gości. Lubiłam klimat jaki tam panował, chociaż teleportacja na tak duży odcinek dużo mnie kosztowała zdecydowanie było warto. Nie miałam również żadnych problemów z językiem, bo większość klubowiczów to turyści. Kiedy weszłam do środka uderzył we mnie zapach mugolskich papierosów i gwar muzyki. Z spokojem wyciągnęłam z torebki papierosa. Nigdy nie nosiłam zapalniczki, zawsze znajdował się jakiś chętny. I tym razem było podobnie. Gdy tylko podniosłam papieros do ust ktoś odpalił mi mugolską używkę. Odwróciłam głowę żeby podziękować i natrafiłam na szare oczy i blond czuprynę. Musiałam przygryźć wargę, aby nie krzyknąć Malfoy na całe gardło.
-My się chyba nie znamy. Draco – Powiedział i wyciągnął do mnie rękę. W mojej głowie powstał szatański plan. Wyzwanie samo mnie powitało.
- Jane – Odpowiedziałam i podałam dłoń ślizgonowi. – Nie widziałam Cię tutaj wcześniej. – Stwierdziłam i uśmiechnęłam się zalotnie.
- Faktycznie, to mój pierwszy raz, jestem w Paryżu przejazdem. – Powiedział i wskazał miejsca przy stoliku. Skinęłam głową na znak potwierdzenia i poszłam przodem. Chciałam mu się w końcu odpłacić. Tę noc miałam zamiar zakończyć pocałunkiem albo nawet czymś więcej. Postanowiłam, że kiedy Malfoy tylko złapie haczyk poinformuję go z kim spędził wieczór. Nie liczyłam tylko na tak dobrą zabawę. Musiałam mu przyznać, że potrafi rozmawiać z kobietami. Cały czas był szarmancki i uprzejmy. Nie było nawet sekundy niezręcznej ciszy, rozmowa była na poziomie. Zaczęliśmy niewinnie, kto czym się zajmuje i co robi w Paryżu. Nie zdradzałam mu zbyt wielu informacji, on z resztą również mnie okłamał. Powiedział, że zajmuje się drobnymi sprawami, zamiast przyznać iż prowadzi dobrze działającą firmę zajmującej się między innymi handlem nieruchomościami czy wprowadzaniem czarodziei na giełdę. Nie sądziłam, że będzie omijał fakty, którymi mógłby się chwalić. Większość kobiet leci na pieniądz, dlaczego więc przy mnie na ich temat milczał.
- Często tu bywasz? – Zapytał niewinnie z delikatnym błyskiem w oku.
- Parę razy w miesiącu. – Odpowiedziałam i przygryzłam wargę. Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że w każdą sobotę i czwartek.
- A jak tobie podoba się na pierwszy raz tutaj? – Zapytałam, starając się odwrócić jego uwagę od mojej osoby.
- Klub niczego sobie, ale znalazłem doskonałe towarzystwo. – Powiedział, a przez jego twarz przemknął uśmiech. Mimowolnie pomyślałam, że wygląda tak bardzo pociągająco. Nie zauważyłam, aby w Hogwarcie chodził roześmiany. Nawet jako dziecko miał raczej pochmurny nastrój. Teraz było inaczej - uśmiechał się szczerze.
- Królestwo za twe myśli. – Powiedział, skutecznie wyrywając mnie z wspomnień.
- Oj, nie chcesz ich poznać. Później musiałabym Cię zabić. – roześmiałam się. Po chwili swobodnie dyskutowaliśmy o książkach, kuchni, czy nawet upodobaniu do mugolskich używek. Kiedy odpalał mi kolejnego papierosa w trakcie rozmowy zwróciłam uwagę na jego ręce, nie widniał już na nich mroczny znak. Przez chwilę zwątpiłam czy aby na pewno miałam do czynienia z tym Malfoy’em. Pozwoliłam zaprosić się na parkiet i poprowadzić. Tańczyliśmy płynnie zatraceni we własnych ruchach. Cały czas trzymał mnie blisko siebie, jednocześnie czułam jakbym należała do niego. Żaden inny mężczyzna nawet nie odważył się spojrzeć w moją stronę. Każdy który chciał podejść natychmiast odstraszany był twardym wzorkiem Malfoy’a. Przy trzecim tańcu złapałam kontakt wzrokowy z brunetem tańczącym niedaleko. Chciałam sprawdzić jaka będzie reakcja Draco.
- Już chcesz mi uciec? – Wyszeptał wprost do mojego ucha. Przyjemny dreszcz przeszedł moje ciało. Przyciągnął mnie do siebie mocniej. Po czym złożył delikatny pocałunek na mojej szyi. Odsunęłam się trochę i spojrzałam mu wyzywająco w oczy. Gdyby ktoś inny pozwolił sobie mnie od tak pocałować zapewne po prostu odwróciłabym się i poszła bawić z nową zabawką. Jednak z Malfoy’em nie mogłam po prostu odpuścić. Wpatrywałam się w jego oczy i widziałam w tych szarych tęczówkach pożądanie. Po paru imprezach dobrze nauczyłam się rozpoznawać ten wzrok. To był etap w którym mogłam już zadać planowany cios. Na początku myślałam, że odważę się na więcej. Jednak plany bycia wyzwoloną i szaloną kończyły się na granicy mojej przyzwoitości. Pocałunek był czymś na co maksymalnie mogłam sobie z nim pozwolić.
- Może wyjdziemy na zewnątrz? – Zaproponowałam cicho. Moja pewność siebie gdzieś uleciała. Jednak postanowiłam dokończyć swoje zamiary i wyjawić mu kim jestem. Gdy tylko opuściliśmy klub, poszliśmy usiąść na jednej z ławeczek w okolicy. Było już grubo po północy, naglę brak jakiekolwiek sweterka wydawał mi się głupi.
- Proszę – Powiedział Malfoy i chciał mnie okryć swoją kurtką. Zatrzymałam jego rękę zanim położył materiał na moich ramionach.
- Nie, jeszcze pobrudzisz szlamem. – Wysyczałam i patrzyłam jak jego oczy się rozszerzają. Właśnie wtedy dokładnie zrozumiał z kim spędził wieczór. Odwróciłam wzrok i nie chciałam podnosić głowy. Czułam się podle. Pierwszy raz od dawna, naprawdę miałam wyrzuty sumienia. Okłamałam go bez najmniejszego wahania. Jednak wyjawienie prawdy sprawiało mi niemal namacalny ból. Ten wieczór był naprawdę udany, gdyby to był ktokolwiek inny za pewne byłaby to moja ostatnia noc w klubie. Później może zaczęlibyśmy się spotkać, a ten przystojny mężczyzna zrobiłby kolacje o której wcześniej wspomniał. Jednak szczęście nie należało do mnie. Mimo że kiedyś z całego serca nienawidziłam blondyna, w tę noc oddałabym dużo żeby nie patrzył na mnie z takim obrzydzeniem i rozczarowaniem. Nie miałam odwagi spojrzeć po raz kolejny na niego. Wpatrywałam się bok ulicy. Usłyszałam kroki jak odchodził. Nie powiedział zupełnie nic.
Cisza mnie przeraża, bo krzyczy całą prawdę* -pomyślałam i zakryłam twarz dłońmi. Wsłuchiwałam się w otaczająco ciszę i rozkoszowałam pięknem nocy. Pod płaszczem ciemności łatwo było mi ukryć jedną łzę wstydu spadającą po moim policzku. Po chwili po raz kolejny do moich uszu doszedł dźwięk kroków. Odwróciłam się z nadzieją, że być może Malfoy zawrócił, aby powiedzieć cokolwiek. Chciałam żeby mnie nawet zwyzywał, tylko nie pozostawiał samą z swoimi myślami. Zamiast niego zobaczyłam trzech mężczyzn. Każdy z nich był wyższy i silniejszy ode mnie. Stałam jak sparaliżowana. Wszyscy byli mocno pijani.
- Zabawimy się maleńka. – Zrozumiałam z pijackiego bełkotu jednego z nich. Tego dnia nie miałam przy sobie różdżki. Widmo zakończonej wojny dawało mi złudne poczucie, że całe niebezpieczeństwo świata minęło wraz z obróceniem Voldemorta w pył. Podeszli na tyle blisko mnie iż czułam od nich nieprzyjemny zapach wódki. Byli ubrani w drogie garnitury, jednak już w nienajlepszym stanie. Typowa wysoka klasa, myśląca że mogą wszystko. Zrobiłam krok w tył i potknęłam się przez obcas który ugrzązł pomiędzy kostkami brukowanej uliczki. Od upadku dzieliły mnie sekundy. Odbiłam się od czyjej klatki piersiowej. Z strachu chciałam jak najszybciej uciec, jednak silna dłoń mnie mocno przytrzymała.
-Chodźmy stąd. – Usłyszałam cichy głos Malfoy’a przy uchu. Kiedy odwróciłam się do niego ścisnął mnie mocniej i zasłonił sobą. Po chwili usłyszałam dźwięk rozbijanego szkła. Draco zwinął się nieznacznie i popchnął mnie do przodu żebym mogła uciec. Sam miał na plecach rozbitą butelkę po wódce. Szybko wymierzył cios rozwalając przy okazji nos jednemu z napastników. Nawet gdyby chciał nie miał szans jeden na trzech. Nie zważając na nieprzyjemne towarzystwo wyprowadził mnie na bezpieczną odległość i teleportował. Wylądowaliśmy w jego pokoju hotelowym w Paryżu. Dopiero w świetle zauważyłam jak poważną ma ranę.
- Daj opatrzę. – Powiedziałam i pokazałam mu na plecy. Sączyła się z nich nieprzyjemnie krew.
- Nie musisz, jak się mnie brzydzisz. – Wysyczał i w złości poszedł do łazienki. Nie zważając na nic wbiegłam za nim. Stał oparty o umywalkę i zaciskał z bólu zęby.
- To nie ja się ciebie brzydzę ale ty mnie. I dobrze o tym wiesz. Gdybyś wiedział kim jestem wcale byś ze mną nie rozmawiał. Ale teraz Malfoy mam to gdzieś, opatrzę cię czy ci się to podoba czy nie. – krzyknęłam wściekle. I podeszłam do niego bliżej. Nie odzywał się. Po woli rozcięłam mu resztę koszuli i usunęłam szkło. Rany na szczęście nie były tak głębokie jak na początku mi się wydawały. Na jego plecach dostrzegłam stare blizny. Nagle zrobiło mi się go żal. Był tak blisko czystego zła, że pewnie nie raz musiał oberwać. Nigdy wcześniej nie myślałam o tym w ten sposób.
- Weź moją różdżkę. – powiedział kiedy skończyłam przemywać rany. Bez słowa wzięłam największą własność czarodzieja i wyszeptałam zaklęcie. Jedno lecznicze za drugim. Po chwili na plecach zostały tylko delikatne ślady. Odłożyłam różdżkę na stolik i opuściłam łazienkę bez słowa. Nie patrzyłam na reakcję Malfoy’a. Nie podziękowałam mu też za pomoc. Nie chciałam nawet myśleć co mogłoby się stać, gdyby się tam nie pojawił. Czułam na sobie nieprzyjemny wzrok recepcjonistki, gdy wychodziłam z hotelu. Za pewne musiała pomyśleć, iż byłam tylko panienką na jedną noc. Kiedy wyszłam na zewnątrz padał delikatny deszcz. Stałam tak przez chwilę mając nadzieje, że zmyje ze mnie wszystkie nieprzyjemne uczucia tej nocy, ale przy tym nie draśnie przyjemnej części wieczoru z blondynem. Te wspomnienia chciałam zachować.

- Przeziębisz się. – Usłyszałam i poczułam delikatny materiał kurtki na swoich ramionach. Chwilę później do moich nozdrzy uderzył zapach dobrze znanych męskich perfum. – Od początku wiedziałem, że to ty Granger. – Usłyszałam i zbierając w sobie cała odwagę odwróciłam się w jego stronę i wyszeptałam ciche Przepraszam.   


// *  cytat z piosenki Pink - Sober (tytuł także) 
Witam, mam nadzieję, że się podobało i nie było zbyt słodko. Czasem trzeba tradycyjnego dramione <3
Pozdrawiam Syntia 
Ps. Jak wam się podoba nowy szablon?? 

20 sierpnia 2014

Rozdział XI

    Każdy człowiek - czarodziej czy mugol jest w stanie podać takie wydarzenie w swoim życiu, które z chęcią by wymazał. Nawet dziecko może opowiedzieć o sytuacji, która mu nie odpowiadała. Tyle tylko, że tak na prawdę wcale nie chodzi o wydarzenia, ale o uczucia im towarzyszące. Ludzie nie płaczą z powodu czyjejś śmierci, płaczą przez ten palący ból w sercu. Wylewają łzy z tęsknoty za pięknymi uczuciami jakie się dzieliło z daną osobą. Nie raz chcieliby, powrotu kogoś z egoistycznej potrzeby zaznanej wcześniej miłości. Mało kto jest w stanie zdobyć się na prawdziwe współczucie nie przepełnione własnymi celami i trwające dłużej niż parę minut. Gdyby faktycznie uczucia były szczere i nie podyktowane troską o samego siebie, czy nie łatwiej byłoby zmienić świat. Umiejętność empatii powinna sama w sobie motywować do działania. Jednak przeważnie jest ona zagłuszana przez dźwięk obawy o własne sprawy. Dlatego zaklęcie Dumbledora było tak skuteczne. Wystarczyło zmienić pewne fragmenty w danej osobie, jej postrzeganiu świata. Zaklęcie miało parę etapów. Po kilkukrotnej próbie złamania czaru u różnych osób Hermiona była już w stanie zdefiniować, jak to nazywała - części stałe. Zazwyczaj pierwszy etap to niepohamowane uczucia, często płacz. Następnie przechodziło się do zobojętnienia względem samego siebie. Kiedy człowiek przestaje odczuwać potrzebę dążenia do własnych celów, powoli zatraca się przeżywaniu dnia nie korzystając z niego. Czasem stary dyrektor nie pozbywał się wszystkich cech, tylko te które uważał za niebezpieczne. Przez to, to co pozostało stawało się wyostrzone. Zdrowe zainteresowania przechodziły w nieokiełznaną pasję. Szczęście mieli ci, których upodobania miały szeroką gamę. W innym wypadku, groziła co najmniej depresja po osiągnięciu perfekcji w danej dziedzinie. Jak na razie Hermiona miała cztery przypadki na których użyto tej magii. Jeden zakończył się śmiertelnie zanim jeszcze zdążyła zrobić coś konkretnego. Pozostałe trzy były na tyle delikatne iż nie wymagały specjalnych umiejętności do zdjęcia zaklęcia. Teraz natomiast siedział przed nią piąty przypadek i wszystko wskazywało no to, że prawie tak tragiczny jak jej własny.
- Dobra tłumacz o co z tym chodzi ? – powiedziała wpatrując się w książkę leżącą w jej dłoni.
- To gra, Granger nic więcej – Powiedział Malfoy lekko rozbawiony powagą sytuacji. Jego mina nie wyrażała żadnych wyższych emocji. Ton miał jednostajny i spokojny. Książka która przed chwilą doprowadziła do obłędu tamtego chłopaka dla niego zdała się być normalnością.
- Dobra spróbuje wyjaśnić to powoli, tak co być zrozumiała – powiedział, a przez twarz Hermiony przemknął grymas irytacji. Nie lubiła kiedy zagadki muszą czekać. Chciała je rozwiązywać sprawnie i szybko, a później znajdować inne jeszcze bardziej skomplikowane.  – W rodzinach czystokrwistych czarodziei panują zgoła inne zasady. U nas np. moja matka była wniebowzięta jak zabiłem świnkę morską. To były moje pierwsze przejawy mocy, chciałem przesunąć coś z półki i użyłem trochę za dużo magii. W każdym razie w wyniku wypadku świnka zginęła. Wtedy byłem dzieciakiem i było mi żal. Za to rodzice uznali to za coś wyjątkowego, jakbym w krwi miał bycie mordercą, albo inaczej idealnym śmierciożercą. Takie skłonności u nas były czymś dobrym. Nie rozumiałem tego wtedy. Właściwie dalej nie rozumiem. Pamiętam jak Narcyza opowiadała coś o jakieś dawnej przepowiedni, która określa że jeżeli pierwszym zaklęciem dziecka będzie avada będzie one silne i iście ślizgońskie. – Dokończył, a widząc zniecierpliwiony wzrok Hermiony zaczął przechodzić do sedna sprawy. – To co trzymasz w dłoniach to gra. Narcyza i Bella miały takie zajęcia w Hogwarcie. Chodzi o to, że wychowywane w duchu krzywdzenia innych z czasem staję się to nawykiem. Tak więc obie bawiły się kto więcej ludzi przyprawi o obłęd. Na początku było to niegroźne, taki stan utrzymywał się parę godzin. Ale w końcu moja matka chciała udowodnić swoją wyższość i stworzyła właśnie to. – Skinął głową w stronę księgi. Po chwili wstał i wziął ją do rąk. Zaczął przeglądać strony.
- Co ty! – krzyknęła Hermiona wyrywając mu księgę z rąk.
- Bo pomyślę, że się martwisz. – Z powrotem wyrwał księgę i uśmiechnął się kpiąco. Brunetka nie skomentowała jego słów, jedynie czekała na dalsze wyjaśnienia. – Na mnie nie zadziała, członkowie rodzin czystokrwistych są chronieni. Miało tylko likwidować szlamy i półkrwistych. Właściwie to nie wiem czemu nie działa na ciebie. Powinnaś mieć już poparzone dłonie czy coś. – Powiedziała i rzucił księgę w kąt.
- Skąd wiesz o tym wszystkim, zgaduje że Narcyza ci się nie zwierzała z jej zabaw – Powiedziała mrużąc oczy. Hermiona wyglądała jakby nie do końca Dracon’owi wierzyła. Było coś co nie dawało jej spokoju. Blondyn szybko zorientował się, iż kobieta nie jest pewna co do wiarygodności jego historii.
- Sprawdź jak chcesz – powiedział i przybliżył się do niej, a Granger jak na zawołanie przeniknęła do jego umysłu. Przewijała się przez wspomnienia. To co chciał jej pokazać wysunęło się na pierwszy plan. Zobaczyła małego chłopca o jasnej czuprynie, miał może z pięć lat. Draco siedział na schodach ukryty za wnęką, na dole w bogato urządzonym salonie przesiadywała jego matka razem z dwiema innymi kobietami. Hermiona żadnej nie była w stanie rozpoznać, na dodatek były dużo młodsze, nawet Narcyza wydawała się młodzieńczo beztroska, a przez to jej wyraz twarzy był inny od tego, który Gryfonka zdążyła poznać. Mimo to tajemnicze kobiety wydawały się jej dziwnie znajome, jakby ich cechy widziała już u kogoś innego. Jedna z nich miała czarne włosy i brązowe oczy, jej rysy były ostre, a śmiech perlisty. Druga natomiast miała ciemniejszy kolor skóry i była bardzo ładna. Głos słyszała jedynie Narcyzy. Były to właśnie opowieści z czasów Hogwartu. Mały Draco wsłuchiwał się w nie zaciekawiony. Palcami ściskał rąbek koszuli, co jakiś czas rączkami zatykał uszy jak jego matka opowiadała coraz straszniejsze historie. Jednak chłopiec czekał, najwyraźniej chciał się czegoś dowiedzieć. Po chwili do pokoju wszedł Lucjusz, Narcyza od razu wyrzuciła go za drzwi przy okazji nazywając odpowiednio. Nie chciała aby ktoś zakłócał jej wieczór z koleżankami przy butelce drogiego wina. Draco w tym momencie postanowił przerwać wspomnienie, uważał iż  Hermionie nie potrzebny do niczego byłby widok jego żałosnego ojca pod pantoflem bezwzględnej arystokratki. Jednak mężczyzna nie do końca wymierzył ile magii musi użyć, aby wyrzucić ją z umysłu. Zaklęcie odbiło się i na parę sekund to Draco był zaplątany w gęstwinie wspomnień Hermiony. Zobaczył ją przeglądającą podręczniki o sposobie zachowań nastolatków, później przeniósł się głębiej do pierwszych dni w Hogwarcie. Widział jej płacz w toalecie jęczącej Marty. Nie do końca świadom tego co robi zobaczył wspomnienie Hermiony jako dziewięcioletniej dziewczynki.
-Mamo, nie lubię tego psa. Ciągle szczeka przez co nie mogę oglądać bajki. – Skarżyła się dziewczynka, spoglądając za okno. Kilku letni owczarek państwa Smith groźnie warczał na przechodzącego obok kota. Nagle pies sąsiadów zaczął się dusić. Nie mógł już wydać z siebie najmniejszego dźwięku, po chwili miał problem z złapaniem powietrza. Widząc to matka Hermiony zasłoniła szybko okna i pogłośniła bajkę, aby tylko odwrócić uwagę córki. Z jej twarzy można było odczytać przerażenie. Kobieta zasłoniła dłonią usta, żeby nie krzyknąć i z obawą w oczach wpatrywała się w dziewczynkę, która nie mogła oderwać oczu od bajki. Pani Granger uspokoiła się dopiero słysząc ciche szczęknięcie dochodzące z podwórka.
- Wynoś się! – krzyknęła Hermiona odtrącając Malfoy’a od siebie. Jej wspomnienia z dzieciństwa były jedyną namiastką uczuć jakie kiedykolwiek zaznała. Raz za razem wracała do tych najbardziej intensywnych starając się zrozumieć, kiedy i co się zmieniło.
- Użyłaś czarnej magii – Powiedział spokojnie Dracon, wpatrując się w dziewczynę z niedowierzaniem. – mając kilka lat, użyłaś zaklęcia niewerbalnie, do którego potrzeba ogromnego pokładu złości. – Kontynuował nie zważając na jej próby uciszenia go. Widział jak Hermiona opada na kolana w geście bezsilności. Ta bezwzględna kobieta nie miała już siły, aby z nim walczyć. Po chwili zaczęła szeptać jakieś niezrozumiałe słowa pod nosem. Sekundę później po pokoju rozchodził się jej śmiech.
- Poważnie myślałeś, że to zrobi na mnie wrażenie. Umiałam jako dzieciak więcej od Ciebie wielki mi coś. – Powiedziała wstając z podłogi. Podeszła płynnie do stolika i nalała sobie kolejny kieliszek wina. Pociągnęła długi łyk, a na jej ustach pozostał kolor głębokiej czerwieni.
- Najwyższy czas żebyś wyszedł. Nie chce mi się dłużej dzisiaj z tobą rozmawiać. Wrócimy do tego. – Powiedziała starając się opanować ledwo dostrzegalne drżenie rąk. Wiedziała iż musi się jak najszybciej pozbyć mężczyzny z mieszkania.
- Chyba żartujesz, nie możesz mnie od tak wyrzucić. – Powiedział i od razu poczuł ból. Hermiona wpatrywała się w niego z wyraźną wyższością. Przysięga pozwalała jej na wiele. A ogromna wiedza magiczna, którą posiadała otwierała drzwi do najmroczniejszych zaklęć. Draco westchnął ciężko i skierował do wyjścia. Kiedy była pewna, że chłopak jest daleko rzuciła ochronne zaklęcie, zamknęła drzwi i usiadła na kanapie. Zakryła twarz dłońmi, po jej policzkach popłynęły pojedyncze łzy. Symbol oczyszczenia dyrektora, w myślach Granger przeklinała go za tak ckliwy pomysł. Draco pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że dotykając tak dalekich wspomnień naruszył barierę. Jednak odnowione zaklęcie działało perfekcyjnie. Na początku swoich poszukiwań dziewczyna chciała zdjąć czar. W pewnym momencie udało jej się odblokować część zaklęcia. Aby to zrobić musiała dokładnie poznać ostatni etap. Kiedy w końcu udało jej się, to co poczuła było niewyobrażalne. Tak jakby jej emocje nigdy nie zniknęły tylko chowały się za jakąś mroczną kurtyną. Każde zabójstwo, przykre słowo czy strata kogoś pozornie nieistotnego wywoływały ogromny ból. Owszem miała przebłyski radości, ale zbyt nikłe aby mogły stanowić zapłatę za to co musiałaby nieść na swoich barkach. Z godnościach przywróciła czar na samą siebie. Tamtego dnia Hermiona postanowiła iż pokona Albusa jego własną bronią. To co zrobił jej stworzyło idealnego żołnierza do walki z Voldemortem. Zawsze trzeźwy umysł, w najgorszych sytuacjach brak przerażenia w oczach. Nieporadność ludzka została w niej wyeleminowana, a zastąpiona pasją do zdobywania wiedzy, która w efekcie miała być wielką siłą. Gdy dyrektor rzucał na nią urok za pewne myślał, że robi coś dla większego dobra. Jak tylko uświadomiła sobie jego motywy, przybrała cel – przywrócenie wolnej woli. Chciała pokonać każdy urok, w którym ktoś bawił się w Boga. Przez wszystkie jej gry, misje czy zadania ani razu nie użyła zaklęcia Imperio. Zabijała raz za razem, wypruta z emocji mogła to robić. Jednak i to nie działo się bez powodu, w każdym wypadku było w obronie własnej. Na początku zawsze dawała drugą szanse tłumaczyła sytuacje w przypadkach, gdy ktoś był zniszczony do szpiku kości. Później kiedy nie korzystali z jej oferty zabijała. Tak jak ten chłopak, który dostał obłędu. Był mugolem, nie do końca wiedział kto ko szuka. Za to doskonale zdawał sobie sprawę jak zgwałcić drobną dziewczynkę. Jego pech polegał na tym iż trafił na dziecko pochodzące z świata magii. Anita, bo tak miała na imię zmarła, była radosną blondynka, przed którą powinna malować się przyszłość. Jej matka nigdy nie przestała szukać winowajcy. Do klucza zgłosiła się po roku poszukiwań na własną rękę. Hermiona przyjęła jej sprawę i wysłała odpowiednich ludzi. Wszyscy znali zasady. Każdy należący do jej stowarzyszenia musiał się podporządkować. Nie było tam miejsca dla niezrównoważonych szaleńców ogarniętych manią zła, ani dla dobrych duszyczek chcących uratować każdego. Klucz składał się z ludzi twardo stąpających po ziemi. Profesjonaliści, którzy też kiedyś zostali skrzywdzeni przez los. Kierowanie takim typem ludzi nie było proste. Jednak większość z nich potrafiła przestrzegać zasad, niektórzy potrzebowali ich aby funkcjonować. Kiedy wszystko zawodzi, zło wydaje się nie być jednoznaczne, dobro nie działa tam gdzie powinno pozostaje prawo i według niego najłatwiej żyć.
 Uspokojona i zmęczona Hermiona udała się do łazienki i wzięła ciepłą kąpiel. Nawet bez przeżywanie wszystkiego jej organizm się męczył. A użycie kilku trudnych zaklęć w ciągu dnia mocno ją wyczerpało. Brunetka tej nocy zasnęła spokojnie i bez uśmiechu na ustach tak jak od kilku lat. Ciągle tak samo.


   Następny dzień zapowiadał się dużo przyjemniej. Obowiązki czysto formowe powierzyła odpowiednim osobą, gra w parę z Malfoy’em powinna na chwilę ucichnąć aby nie wzbudzić zbyt dużych podejrzeń. Hermiona miała czas dla siebie. Włączyła telewizor i przełączała kanały. Wolałaby poczytać książkę, ale to mogłoby ją zbytnio wciągnąć. Przy śniadaniu zawsze słuchała radia, albo przeglądała kanały chciała wiedzieć co na bieżąco dzieje się w świeci zarówno czarodziejskim jak i mugolskim. Zatrzymała odbiornik na bajce. Tej bajce z jej wspomnienia, nie mogła uwierzyć, że po tylu latach nadal ją puszczali. Przełknęła głośno ślinę i próbowała zapanować nad sobą. Jak mantrę powtarzała słowa dobrze znanego jej zaklęcia lecz na pierwszej barierze były już zbyt widoczne pęknięcia. Pierwszy raz od bardzo dawna Hermiona poczuła uczucie paniki. Najwyraźniej czas trwałości jej czaru kończył się. Do wzmocnienia go potrzeba by czarnej różdżki, którą Potter bezmyślnie wyrzucił. Widziała jak Harry łamie różdżkę na pół i wyrzuca. Wtedy chciała go powstrzymać. Nawet nie wiedział co w tym momencie zrobił, jakiej potęgi pozbawił świat czarodziejów. Jeden z darów śmierci przepadł na zawsze bo złoty chłopiec sobie tak postanowił.
Kobieta wzięła do ręki proroka codziennego, aby odciągnąć nieprzyjemne myśli.
Romeo i Julia Londynu czy raczej Piękna i Bestia – głosił tytuł głównego artykułu. Poniżej ustawiono zdjęcie, na którym Draco całuje Hermionę w policzek na spotkaniu z Ginny. Nie tego spodziewała się panna Granger. Nawet nie miała ochoty czytać tych bzdur, przejechała tylko wzrokiem na koniec artykułu szukając podpisu autora. Jak się okazało na próżno, ckliwą historię napisał anonimowy autor. To pogarszało całą sytuację, im więcej osób na nich patrzy tym bardziej będą musieli być dokładni w szczegółach. Hermiona zrzuciła gazetę z stołu. Nawet nie zdała sobie sprawy iż zrobiła to pod wpływem złości…


// Mam mieszane uczucia co do tego rozdziału, więc jestem bardzo ciekawa waszych komentarzy. Pozdrawiam Syntia ;)) 


10 sierpnia 2014

Czy mogę się ośmielić?

Inspiracja - klik

W pokoju słyszałem śmiech mojej małej Rose, była piękna i taka radosna. Bardzo podobna do swojej matki. Miała jej blond włosy, chociaż dostrzegałem też rude pasma, może jak podrośnie będzie bardziej podobna do Weslayów. Nie chciałem jednak, żeby traciła delikatną urodę swojej matki. Z Monicą poznaliśmy się na szkoleniu aurorskim. Odpadła tak samo jak ja na samym początku. Osiągnięcia z wojny, szybko przestały mieć znaczenie, więc okazało się, ze nie mam wystarczających umiejętności. Musiałem poszukać innego zawodu. Zajmowałem się sklepem braci, o dziwo całkiem nieźle mi szło. Monica natomiast spędzała czas w domu, od czasu do czasu malując. Moja żona miała duszę artystki. To było coś co w niej kochałem i nienawidziłem jednocześnie. Zadziwiała mnie jej delikatność i wrażliwość na otaczający nas świat. Miałem wrażenie jakbyśmy patrzyli innymi oczyma, Monica zawsze dostrzegała więcej. Z drugiej strony brakowało mi w niej odrobiny surowości, dyscypliny, pedantyczności. Ciężko to przyznać, ale doszukiwałem się w niej Hermiony. Po wojnie z bólem serca się rozstaliśmy. Na początku przechodziłem to bardzo ciężko. Gdyby nie Harry, być może stracił bym z nią kontakt na zawsze. Pamiętam dokładnie, każdą łzę i każdy krzyk. Czy to mało męskie płakać za ukochaną kobietą. Nie obchodziło mnie, potrafiłem godzinami zamykać się w pokoju z butelką ognistej i szukać powodów dlaczego postanowiła mnie zostawić. Odpowiedź przyszła rok później. To była zimna, powoli nauczyłem się na powrót cieszyć rozmową z przyjaciółmi. Kiedy myślałem, że jest dobrze i być może kiedyś odzyskam Hermionę, ona postanowiła zadać mi kolejny cios. Uderzyła prosto w serce, boleśnie je przebijając. Nie wiem czy czułem się bardziej zazdrosny czy zdradzony. W każdym razie było to okropne. Siedzieliśmy u Hermiony, jej dom stał pusty, niestety nie udało jej się odnaleźć rodziców. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, myślałem, że to Harry pomaga się jej z tym uporać, prawdopodobnie bardzo się myliłem. 
- Chciałam wam kogoś przedstawić. Właściwie to się znacie, ale sytuacja się zmieniła i dobrze było by zacząć od nowa. - Powiedziała,a w jej oczach strach mieszał się z radością. po tych słowach do pokoju wszedł Malfoy, objął ją w pasie i przywitał z nami. Harry westchnął tylko ciężko. Jego nigdy nie ruszały takie sprawy. Do póki nic nie stanowiło zagrożenia życia, starał się zawsze pokojowo rozwiązywać wszystkie sprawy. Potrafił dostosować się do każdej sytuacji i jeśli tylko widział nadzieję, że ktoś potrafi być dobry zawsze dawał mu szansę. Ze mną było dużo gorzej. Chciałem krzyknąć, że Hermiona nas zdradziła, już zacisnąłem pięści żeby rozwalić Malfoy'owi twarz na milion kawałków. Ale wtedy to zobaczyłem. Dostałem nagłego olśnienia, to we mnie uderzyło. Ten wzrok, sposób w jaki moja ukochana na niego patrzyła. To było to, na co ja nigdy nie mogłem liczyć. Nagle powód naszego zerwania stał się oczywisty. Z wielkim trudem podałem rękę ślizgonowi, Harry i Miona przypatrywali nam się w cichym zdumieniu. Pewnie czekali na mój wybuch, jednak nie mogłem jej tego zrobić. Zdecydowanie i mocno zacisnąłem dłoń Draco, a on zrobił to samo. To była walka między nami. Oboje wiedzieliśmy, jak duże znaczenie dla drugiego ma Hermiona. Po Draco można było to zauważyć. Odkąd pamiętam blondyn zawsze miał nade mną przewagę. Mimowolnie popatrzyłem na jego rękę, widniał na niej jeszcze blady mroczny znak. Piętno, które powinno mu zabraniać zbliżać się do tak delikatnych osób jak Hermiona. Jednak między nimi było coś szczególnego. Nie potrafiłem tego zdefiniować, przypominało trochę tą szczególną atmosferę, którą roztaczali zawsze Harry i Ginny. 
Siedzieliśmy w milczeniu, nikt nie widział za bardzo jak zacząć temat. Hermiona uciekła do kuchni, żeby zaparzyć herbaty. Pewnie sądziła, że jak tylko zostawi nas samych to jakoś się to ułoży. Nie dużo się pomyliła, tak jak zawsze panna Granger miała rację. Sam zacząłem rozmawiać o ostatnim meczu. O dziwo okazało się, że kibicujemy tym samym drużyną. W tym bezpiecznym temacie pozostaliśmy cały wieczór. Widziałem, że nastąpi spotkanie, gdzie ja albo Harry będziemy musieli zdać pytania, jak to się stało, że zaczęliście się spotykać i tym podobne. Tamtego wieczoru nie chciałem ich zaczynać. To wszystko było zbyt bolesne. Z całych sił starałem się zachować twarz. Grać na równi z Malfoy'em, przywdziać taką samą maskę jak on. Głupio wierzyłem, że być może wtedy zdołam ją jeszcze jakoś odzyskać. Niestety po raz kolejny w życiu nic nie poszło po mojej myśli. Niedługo po tym spotkaniu musiałem szukać innego zawodu. Hermiona Draco i Harry spełniali się w zawodach aurora. Na początku czułem jakby ślizgon zajął moje miejsce. Tak na prawdę on tylko pokazał do czego się nie nadaję. Hermiona miała u jego boku wszystko, zapewnioną pozycję, pieniądze, rozrywkę i z niechęcią muszę przyznać, że także i miłość. Nie sadziłem, że Draco będzie zdolny do takich uczuć nigdy do końca mu nie zaufałem, zawsze wydawał mi się zimny i egoistyczny. Obserwowałem ich związek przez lata. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że jeśli tylko Hermiona jest z nim szczęśliwa to nie mogę ośmielić się niszczyć jej życia. Owszem mieli swojej problemy, starałem się wtedy być blisko. Jednak i to nic nie dało.
Dzisiaj po raz kolejny wziąłem do rąk małe lusterko i wyszeptałem zaklęcie. W ukryciu przed wszystkimi wpatrywałem się jak moje odbicie zamienia się z obrazami z życia Hermiony i Draco. Widziałem ich trzymających dziecko. Słyszałem, że Hermiona spodziewa się malucha. Jej piękny uśmiech i łzy radości w oczach sprawiły mi przyjemność. Ale czy mogę się ośmielić powiedzieć Ci, że jesteś niesamowita pod każdym względem?* - pomyślałem odkładając magiczny przedmiot na swoje miejsce 
- Ron - usłyszałem wołanie żony. Powoli zszedłem na obiad, Monica siedziała przy stole z mała Rose i usiłowała karmić ją marchewką. Wyglądały razem słodko i zabawnie. Kobiety moje życia. Dopiero po narodzinach Rose uznałem, że jestem dumny z wszystkiego co osiągnąłem. Tą jedyną prawdziwą miłość zepchnąłem na samo dno mojego serca, Co jakiś czas za pomocą magicznego lusterka sprawdzałem co u Hermiony. Zapobiegawczo przenieśliśmy się na obrzeża Londynu. Nie chciałem kusić losu i na daremno targać własnym sercem. Wystarczyło, że pamiętałem jej każdy szczegół.

"I wciąż marzę o tobie, bo to wszystko co potrafię"


/// Rozdział się piszę, utknęłam w jednym miejscu, ale niedługo powinien być. W ramach oczekiwań mini-miniaturka ;) Pozdrawiam Syntia 

3 lipca 2014

Pierwszy raz

Miniaturka na rozluźnienie, pół żartem pół serio - dedykowana dla Promise ;)

Miniaturka zawiera sceny +18

Dzisiaj obchodzili równe pół roku bycia razem. Na tę okazję Malfoy specjalnie się przygotował. Kwiaty i świeczki rozstawione po całym pokoju dawały romantyczny nastrój. Muzyka w tle była delikatna i kojąca. Wszystko było przygotowane w pokoju prefektów, Draco wykorzystał czas kiedy Hermiona była w bibliotece i włamał się do jej pokoju. W jego kieszeni spoczywał teraz mały pakunek. Pierwszy raz w życiu był tak zdenerwowany przed randką. Analizował kilkakrotnie czy o czymś nie zapomniał. Z rozmyślań wybił go krzywołap. Nie wiedzieć czemu kolejnego kota Hermiona też nazwała Krzywołap. Była kochana, ale pomysłowości to nie można jej zarzucić. 
- Zamknij się futrzaku. - Powiedział, a kot ułożył się wygodnie i przestał zwracać uwagę na nieproszonego gościa. Draco spojrzał na zegarek. Z jego obliczeń wynikało, że miał jeszcze chwilę czasu. Nalał wina do kieliszków i pozostało mu jedynie czekać. 
- Choć Ginny pokaże ci tę sukienkę - usłyszał głos Hermiony, dochodzący z części wspólnej ich pokoju. No ok pokaże jej kiecke i tu przyjdzie.- pomyślał i jego wzrok padł wprost na szafę. Zajęło mu sekundę zanim skojarzył fakty. Ruda nic o niech nie wiedziała, a teraz miała tu przyjść kiedy on siedzi w garniturze, otoczony kwiatami i tymi głupimi świeczkami. W biegu dostał się przez łazienkę do swojego pokoju, a później już do pokoju wspólnego. 
- Nieeee! - krzyknął, a obie dziewczyny popatrzyła na niego jak na wariata. Szybko dostał się do drzwi i zasłonił je całym ciałem. 
- Malfoy, co ty wyprawiasz? - zapytała Hermiona wpatrując się mu prosto w oczy. Blondyn milczał, zupełnie nie pomyślał o tym co powie jak już je zatrzyma. 
- Nie możesz tam wejść. - odezwał się w końcu z uśmiechem, dumny z swojej genialnej wypowiedzi. 
- A to niby dlaczego? - zapytała Ginny. 
- Malfoy ? - Hermiona pomachała mu dłonią przed nosem, próbując go sprowadzić na ziemię. Powoli zaczynała się poważnie o niego bać. Draco chwycił ją za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował. A to wszystko na oczach Ginewry. Hermiona odruchowo oddała pocałunek, a Gin wyglądała jakby dostała tłuczkiem w głowę. Dopiero po chwili brunetka oderwała się od ślizgona. 
- Ginny, spotkamy się później. Muszę z nim porozmawiać. - powiedziała Hermiona, dosłownie wyrzucając przyjaciółkę za drzwi, nie zważała na jej protesty. W tym momencie miała zamiar tylko zabić pewnego blondyna. Pozbycie się Rudej, której protesty i pytania zapewne było słychać na cały Hogwart nie było łatwe, aczkolwiek Hermiona szybko sobie poradziła. 
- Czyś ty zwariował! Za pięć minut cała szkoła będzie wiedzieć, że mnie pocałowałeś. Jak możesz być tak głupi! 
- Nic innego nie przyszło mi do głowy - powiedział i spuścił wzrok. 
- Poważnie zawsze kiedy, nie masz pomysłu to kogoś całujesz? W ogóle co tam takiego jest, że nie mogę wejść - powiedziała i popchnęła drzwi. Widok jej pokoju w wersji romantycznej, jak zaklęcie od razu pozbawił jej całej złości. Malfoy widząc to wykorzystał sytuację i objął ją w pasie, całując w szyję. Powoli odwrócił ją do siebie, skupiając już całą uwagę na jej ustach. Delikatnie poprowadził dziewczynę w stronę łóżka. 
- Najlepszego kochanie. - powiedział i wyciągnął pudełko z kieszeni. Hermiona wzięła je delikatnie, kiedy odpakowała rzuciła się na chłopaka całując go. 
- Jest śliczny, dziękuje Draco. - powiedziała i założyła srebrny łańcuszek z literką D. Schowała zawieszkę pod bluzkę. 
- Wolę kiedy go widać. - powiedział blondyn i jednym zwinnym ruchem pozbył się jej bluzki. Mimo, że nie pierwszy raz byli w takiej sytuacji na policzki gryfonki wstąpiły rumieńce. Na sam widok Draco się uśmiechnął. Zamknął drzwi za pomocą zaklęcia i wyciszył pomieszczenie. Powoli zdjął krawat i pozwolił żeby Hermiona rozpięła mu koszulę. Delikatnie przejechała palcami po jego klacie, mimowolnie jęknęła. Blondyn od razu się uśmiechnął. W takich momentach dziękował mugolom za ich system ćwiczeń. Blondyn delikatnie przyciągnął Hermionę do siebie. Złożył na jej ustach pocałunek, który z romantycznego szybko przerodził się w namiętny. Powoli Draco starał się ściągnąć spodnie dziewczynie, jednak ta od razu go powstrzymała. 
- Nie chce - powiedziała spoglądając w jego oczy. 
- Czemu, boisz się mnie? - spytał wyraźnie zawiedziony. Nie chciał jej do niczego zmuszać, jednak  zaczynało go to już męczyć.
- A jak będę w ciąży? 
- Weźmiesz eliksir po. - odpowiedział gładko.
- O nie, wiesz jakie mogą być konsekwencje, mogę już nigdy nie mieć dzieci. - Powiedziała z oburzeniem
- Miona, kochanie, zrozum ja od pół roku się nie kochałem. Popatrz na to z innej strony. - odparł.
- To nie jest fair. - powiedziała lekko poirytowana. 
- A co jest, zaraz nie wytrzymam i przelecę tego futrzaka, no Hermiona. - powiedział, a krzywołap przesunął się w kat pokoju, zupełnie jakby rozumiał o co mu chodzi. 
- To tylko kwestia ciąży? Nie chodzi o zaufanie czy coś innego? - zapytał
- Oczywiście, też chciałabym no wiesz.. ale nie wypiję eliksiru - powiedziała cała się rumieniąc. Draco zrezygnowany przyciągnął ją do siebie i przytulił. Wiedziała, że jak dziewczyna się na coś uprze to nie odpuści. 
- Właściwie to jest sposób, tyle że mugolski. - powiedziała, dalej się rumieniąc. 
- To znaczy? - zapytał, wyraźnie zaciekawiony. 
- Wiesz co to jest prezerwatywa. - powiedziała, a Malfoy pokiwał przecząco głową. Hermiona wyjęła z szafki małe pudełeczko i podała je chłopakowi. Widząc jego zdezorientowaną minę odpakowała je powoli. Wyciągnęła jedną sztukę i podała mu. 
- Musisz to założyć, to mugolskie zabezpieczenie daje 98% szans, że nie będziemy mieli dziecka. 
- Ale gdzie? - spytał, trzymając w dłoni niebieski pakunek. Widząc jej rumieniec od razu pojął o jakie miejsce chodzi. 
- O nie, nie ma mowy. To obleśne - powiedział i odrzucił prezerwatywę, z strachem w oczach. 
- Albo tak, albo wcale. Poczekamy do ślubu - powiedziała Hermiona, a słowo ślub podziałało na chłopaka jak kubeł zimnej wody.
- Dobra założę to coś - powiedział wyraźnie nie zadowolony. Hermiona od razu się uśmiechnęła. 
- W pudełku masz instrukcję. Ja idę do łazienki. Zaraz wracam. - Szepnęła i pocałowała go w policzek. 
Wróciła w samym szlafroku i bieliźnie. Draconowi dosłownie odjęło mowę gdy ją zobaczył. 
- Na prawdę się starałem, ale to jest za małe. - powiedział i odwrócił się do niej. Koło niego na łóżku leżały trzy prezerwatywy, widocznie chłopak próbował je założyć kilkakrotnie. Hermiona się skrzywiła i podeszła do niego bliżej. 
- Jak za małe, muszę pasować - powiedziała, i spojrzała na Dracona. W tym momencie dotarło do niej jak mogą być za małe. Ten chłopak zdecydowanie potrzebował rozmiaru XL. Granger zrobiło się gorąco na sam widok. To pierwszy raz kiedy widziała zupełnie nagiego mężczyznę i to jeszcze tak wyposażonego.
- E ja.. yhm..e - próbowała pozbierać zdania. Draco widząc jej rozkojarzenie, wstał i podszedł do niej. Gryfonka zrobiła krok w tył. 
- Nie bój się. Jak nie chcesz to do niczego nie dojdzie - powiedział przysuwając ją do siebie. Pocałował ją namiętnie. Ręce położył na jej tali. Hermiona czuła napierającą męskość pomiędzy nogami. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Jej ręce drżały, nie potrafiła na niczym skupić myśli. Każdy jego dotyk odczuwała dużo intensywniej niż wcześniej. 
- Pozwól. - szepnął wprost do jej ucha, delikatnie przygryzając płatek. Hermiona skinęła głową twierdząco. Draco poprowadził ją na łóżko. Powoli ułożył dziewczynę na poduszkach nie odrywając się nawet na moment od jej ust. Brunetka zarzuciła mu ręce na szyję, i docisnęła go do siebie. Pragnęła go. 
- Draco - wyszeptała, a jego imię w jej ustach brzmiało niezwykle seksownie. - ja nigdy nie. - dokończyła, a chłopak szybko pojął o co jej chodzi. 
- Będę delikatny. - Powiedział i zaczął całować jej szyję. Kiedy schodził pocałunkami co raz niżej, Hermiona nie potrafiła nad sobą panować. Pojękiwała cicho. Blondyn zaczął całować jej piersi, jedną ręką poradził sobie z jej stanikiem. Powoli zaczął ssać jej sutki. Brodawki zrobiły się od razu rozkosznie twarde. Kiedy za pomocą ust zajął się jej piersiami, była już zupełnie pod jego kontrolą. Delikatnie jedną rękę przesunął w stronę reszty jej bielizny. Na początku drażnił ją przez cienki materiał majtek. Po chwili wsunął rękę pod spód. Była już wyjątkowo mokra. Bawił się wsuwając na przemian jeden i dwa palce. Hermiona miała przyśpieszony oddech. Zaczynała się wiercić, nie mogąc uspokoić palącego ją pożądania. 
- Draco proszę - wymruczała, wyraźnie spragniona. Z całej siły chciała poczuć tego mężczyznę. 
- Powoli kochanie - wyszeptał, po raz kolejny zatapiając się w jej ustach. To jej pocałunki stawały się co raz bardziej gwałtowne. Zaczęła wodzić rękami po jego ciele, przejechała paznokciami po jego placach, na co Draco instynktownie się odrobinę wygiął. Widząc jego reakcję, Hermiona zapragnęła więcej. Chciała mu sprawić przyjemność za wszelką cenę. Zaczęła całować jego szyję i schodziła co raz niżej. Kiedy znalazła się na wysokości jego męskości, na chwile się zawahała. Spojrzała mu w oczy szukając aprobaty. 
- Nie musisz, jeśli nie chcesz - powiedział cicho, widząc jej zawahanie. Mimo to wzięła powoli jego męskość do ust. Robiła to pierwszy raz i nie bardzo była pewna jak ma sprawić mu przyjemność. Drażniła językiem czubek, wyczuła jak prześcieradło na jej łóżku się przesuwa - Draco zacisnął pieści na materiale. Uśmiechnęła się i powoli zaczęła ssać oraz poruszać głową z góry na dół. Nie była w stanie zmieścić go całego w ustach. Usłyszała jak Malfoy wciąga powietrze. 
- Hermiona przestań. - krótki rozkaz, wydany surowym głosem. - nie chcę tak dojść - dodał już delikatniej, próbując jej nie urazić. Kiedy tylko przestała Draco pocałował ją w usta i przysunął bliżej siebie. Odruchowo zacisnęła uda. Położył ja na plecach i sam ułożył się nad nią. 
- Proszę. - wyszeptała, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce. 
- O co? - spytał przygryzając lekko jej sutki. Najwyraźniej bawiło go jej speszenie. 
- Malfoy - powiedziała lekko zirytowana. Jej zmiana tonu zachęciła go do dalszych igraszek. Sprawnym ruchem rozłożył jej nogi. Delikatnie powrócił do jej ust. Nie oderwał się od niej nawet na sekundę, kiedy w nią wchodził. Na początku poruszał się bardzo powoli, widział na jej twarzy grymas bólu. Kiedy przygryzła wargę, zaczął trochę szybciej. Po chwili i ona dostosowała się do jego rymu. Pojękiwała coraz głośniej, wypowiadając przy tym imię chłopaka. Przy kolejnym pchnięciu poczuła rozchodzący się po jej ciele orgazm. Nie potrafiła opisać uczucia, którego doświadczyła, z trudem łapała oddech. Po chwili doszedł i Draco. 
- Kocham cię, Granger - powiedział i ułożył się obok niej. Pierwszy raz był w stanie powiedzieć jej to prosto w oczy, bez zająknięcia. 
- Ja Ciebie też Malfoy - wyszeptała, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Powoli wstała z łóżka.
- Gdzie? - zapytał, z trudem wypuszczając ją z ramion. 
- Chcę się wykąpać. - odpowiedziała. 
- Mogę ci dotrzymać towarzystwa? - zapytał, a twarz brunetki przybrała czerwony odcień. Zaśmiał się delikatnie na ten widok. Już od dawna nie znajdywał nic co dawało mu tyle radości co ta drobna osóbka. Życie na co dzień z nią było niesamowicie ciekawie. Każdego dnia go czymś zaskakiwała. Nie czekając na odpowiedź poszedł za nią.
- Pozwól, że ja się tym zajmę - powiedział i napuścił wody do ogromnej wanny w łazience prefektów. Po chwili całe pomieszczenie było skąpane w parze. Dracon wziął Hermionę na ręce i zaniósł do wody. Delikatna piana otuliła ich ciała. Kiedy ją odstawiał poczuła jak bardzo jest gotowy na następny raz.
-Och.. - wyrwało jej się, zanim zdążyła ugryźć się w język.
- Spokojnie nie będę cię już dzisiaj męczył. Nie chcę żebyś była obolała. - wyszeptał wprost do jej ucha. Od razu po jej ciele przebiegł przyjemny dreszcz.  
- Odwróć się - dodał, głosem nie znoszącym sprzeciwu. Hermiona potulnie posłuchała. Malfoy nałożył płyn na gąbkę i zaczął delikatnie myć plecy Gryfonki. Nawet tak słaby dotyk sprawiał brunetce przyjemność. 
- Lubisz kontrolę - wymruczała cicho. 
- Tak, ale to nie jest coś od czego się zaczyna. Być może kiedyś pokaże ci trochę innych sztuczek. - odpowiedział, a Hermiona od razu zacisnęła mocniej uda. Sama myśl o kolejnych razach z tym niesamowicie przystojnym mężczyzną doprowadzała ją do szaleństwa, a co dopiero obietnica następnych zbliżeń. Kiedy Draco był już pewien, że każdy zakamarek na ciele Hermiony jest czysty, oddał jej gąbkę. Granger powoli myła jego ciało. Jej ruchy były niepewne. Z trudem przesuwała dłonie po kolejnych bliznach na jego plecach. Nie wiedziała jak straszne klątwy musiał przeżyć. Nagle poczuła ogromną chęć przytulenia go. Odrzuciła wszystko na bok i bez wahania objęła go rękami. 
- Ej, co się stało? - spytał zmieszany. Odwrócił ją do siebie i dopiero po jakimś czasie dostrzegł w jej oczach łzy. 
- Hermiona? zrobiłem ci coś.. ja przepraszam nie chciałem - zaczął się plątać. Ogarnęła go panika. A jeżeli zbyt wcześnie pozwolił sobie na zbliżenie, jeśli teraz ona nie będzie chciała go znać. Widział, że na nią nie zasługuję, już dawno powinien pozwolić jej odejść.
- To nie tak, te blizny. Ja nie potrafię sobie nawet wyobrazić. - Mówiła patrząc wprost w jego oczy. Od razu pojął o co jej chodzi. Po prostu się martwiła, o niego. W końcu znalazł kogoś, kto się o niego troszczy. Przytulił dziewczynę mocniej do siebie. Czuł, że w rękach trzyma swój cały świat. Ona była jego jedynym światłem w życiu. Dawała mu nadzieję na lepsze jutro. 
- Nie martw się, to przeszłość - powiedział starając się ją uspokoić. 
- Nie pozwolę cię więcej skrzywdzić - odpowiedziała z ogromną troską w głosie - choćbym miała jeszcze raz walczyć z Voldemortem. - wyszeptała, a on wiedział że nie żartuje. Ta dziewczyna była gotowa na wszystko, przeżyła wojnę, stratę przyjaciół. utratę rodziców, a dla niego mogła znieść o wiele więcej. 
Tę wyjątkową noc spędzili razem, wtuleni w siebie. Pomiędzy nimi panowała cisza, ale nie ta irytująca. Każde było pochłonięte własnymi myślami. Kiedy Hermiona powoli zapadała w sen, Draco odezwał się cicho.
- Nie chcę tak dłużej - wyszeptał. Brunetka na te słowa poczuła nieprzyjemny uścisk w brzuchu. - chcę żeby cały świat wiedział, że jesteś moja. - dodał. Jego oczy miała teraz nieodgadniony wyraz.
- Dobrze, jutro się wszyscy dowiedzą. - Powiedziała i wtuliła się do niego. Dopiero po tym zapewnieniu zasnął z uśmiechem na ustach. 

Obudziło ich poranne słońce wpadające do dormitorium Hermiony. Draco przebudził się pierwszy, chwile wpatrywał się w spokojnie śpiącą brunetkę i dopiero postanowił wstać. Starał się być cicho żeby jej nie obudzić. Niestety wyszło mu to dość nie udolnie, z głośnym trzaskiem wylądował na ziemi, obijając się o kant łóżka. 
- Zabierz to - powiedział podnosząc stopę z wyraźnym obrzydzeniem. Poślizgnął się na prezerwatywie, której wczoraj nie udało mu się założyć. Hermiona na widok jego zdegustowanej miny wpadła w histeryczny śmiech. 
- Granger, zlituj się i weź TO - powiedział wyraźnie poirytowany. 
- Nie mam zamiaru - odpowiedziała i przewróciła się na drugą stronę łóżka, żeby ukryć przed nim uśmiech. Draco z ogromnym obrzydzeniem złapał kawałek gumki w dwa palce i wyrzucił do kosza. W ramach zemsty nachylił się nad Hermioną i pociągnął kołdrę. Gryfonka skuliła się z zimna i objęła rękami nagie ciało. Momentalnie cała jej twarz była czerwona. 
- Chyba się mnie nie wstydzisz? - zapytał, widząc jej zażenowanie. Pokręciła przecząco głową, ale dalej starała się zakryć jak największy fragment ciała. Draco podszedł do niej i delikatnie przytulił, składając pocałunek na jej szyi. 
- Dalej, chcesz wszystkim powiedzieć? - zapytała, obracając się do niego twarzą. 
- Tak - odpowiedział niemalże natychmiast. - Będę po ciebie za 20 minut, przygotuj się na śniadanie zjemy razem. - dokończył wciągnął na siebie ciuchy i wyszedł. Hermiona powoli zwlekła się z łóżka Zarzuciła na siebie szlafrok i poszła do łazienki. Chwile wpatrywała się w sowoje odbicie w lustrze szukając jakiejś zmiany. Jeszcze do nie dawana nie przypuszczałaby spotkania z Malfoy'em, a co dopiero stałego związku. To wszystko wydawało jej się takie nowe, jednak jej odbicie się nie zmieniło. Cały czas pozostawała sobą, ciągle postępowała zgodnie z własnym sumieniem. Tylko dlaczego w takim razie w jej sercu pojawił się jakiś dziwny niepokój. Nie rozmyślając dłużej zaczęła przygotowywać się do kolejnego dnia zajęć. Dnia, który miał odmienić jej życie. 

Do wielkiej sali weszli razem, trzymając się za ręce. Dla obu było to wyjątkowo nie wygodne. Kiedy znaleźli się na środku, każde chciało pociągnąć drugie w stronę swojego stołu. 
- Przecież nie usiądę z gryfonami - szepnął Draco, ignorując zdziwione spojrzenia skierowana na nich z każdej strony. 
- Mnie ślizgoni nienawidzą - odpowiedziała, a w myślach szukała sposobu na przekonanie Dracona. Za nic na świecie nie chciała siedzieć w towarzystwie kogoś takiego jak Pansy. 
- kochanie, chodź - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. - obiecałaś - dokończył ciszej. Hermiona nie wiedząc jak się ratować, postanowiła sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. 
- Jeśli siądziemy z Gryfonami, powtórzymy nasz wczorajszy wieczór - powiedziała, siląc się na zmysłowy ton, ale przez jej zażenowanie przypominało to raczej nieśmiałą prośbę. 
- Zgoda - odpowiedział i ruszył w stronę Gryffindoru, wzruszając ramionami. 
- Tak po prostu?
- Tak, i zamknij już usta, albo ja się nimi zajmę - Powiedział przykładając palec do jej podbródka. Usiedli koło Ginny. Po minie rudowłosej Hermiona zorientowała się, że prawdopodobnie czeka ją najcięższa rozmowa w życiu. 
- Ginny to Draco, - zaczęła, ale szybko zamknęła usta, widząc złość młodej Weasley. 
- Witaj Ginewro - powiedział i uśmiechnął się. Draco Malfoy uśmiechnął się szczerze. Ginny rozejrzała się po sali niepewnie. Szukała czegoś co wskazywało by na głupi dowcip jej braci albo zakład. Niestety poza wpatrzonymi uczniami w ich stolik nie znalazła nic odbiegającego od normy. Standardowa paczka Malfoy wydawała się być taka samo szokowana jak ona. Draco powiódł wzorkiem za przyjaciółką swojej dziewczyny i westchnął ciężko. Po chwili wstał i uniósł w dłoniach puchar z sokiem. Uderzył w niego dwa razy nożem. 
- Jak widzę mam już waszą uwagę - zaczął, a twarz Hermiony przybierała barwę burgundy.  - żeby uniknąć wkurzającego szeptania za plecami oficjalnie informuję, że Hermiona Granger jest moja dziewczyną i Blaise uprzedzam pytanie nie żartuję. - powiedział, pocałował brunetkę w policzek i jak gdyby nigdy nic nałożył sobie owsianki. 

26 czerwca 2014

Człowiek część II

Trzy miesiące później. 
   Stał na podwyższeniu cały czas robiąc notatki. Z tego miejsca Draco miał widok na całą świetlicę. Obserwował swoich pacjentów. Z pięciu wręczonych mu teczek pozostały cztery. Mężczyzna, który znajdował się w ośrodku z powodów alkoholizmu wypisał się na własne żądanie. Blondyn nie mógł nic na to poradzić. Nawet było mu żal, kiedy patrzył jak jego pacjent się stacza. Na początkowych sesjach, pan Brown opowiadał jak piwo, a później wódka pomagała mu pozbyć się problemów. Opisywał błogie uczucie, dzięki któremu choć na chwilę wszystko znikało. Mimowolnie na myśl o nim, Draco sięgnął do kieszeni - paczka papierosów leżała tam gdzie powinna. Uzależnienie od mugolskiej używki wydawało się głupie. Jednak Malfoy nie mógł się tego pozbyć. Z wszystkich znanych mu sposobów ten był najłatwiejszy, może też najmniej skuteczny, ale za nikotynę chociaż nie zsyłali do psychiatryka. 
-Lissy, ja to widzę - Powiedział doktor na tyle głośno, żeby słowa dotarły do dziewczynki. Jego ton przypominał głos ojca - troskliwy, ale nie znoszący sprzeciwu. Mała Lissy trochę się speszyła i z bardzo niezadowoloną miną włożyła kawałek ciastka do ust, zamiast chować go pod stolik. 
- Przejęła się - pomyślał. To oznaczało, że powoli zaczęli robić postępy. Draco jeszcze przez chwilę obserwował dziewczynkę. Dziwne dla niego było, że jej rodzice zdecydowali się wysłać ją do zwykłej placówki, a nie tej przeznaczonej dla dzieci. Ale na to nic nie mógł poradzić. Akurat na salę w ramach odwiedzin weszła mama Lissy - pani Scarlett. Była to średniego wzrostu elegancka kobieta, zażenowanie, że musi przebywać w takim miejscu malowało się na jej twarzy. Mimo to dziewczynka na widok swojej rodzicielki zawsze się uśmiechała. 
- Mamo zagrasz? - Zapytała Lissy i wskazała na stojące w rogu świetlicy pianino. Kobieta pokręciła przecząco głową. - Kochanie, wolałabym w domu. Od razu jak wrócisz to zagramy razem. - Powiedziała ciepło, zerkając na magomedyków i psychiatrów. Nawet Draco miał ciężko wyczuć czy mówi szczerze, czy na pokaz. Może rozglądała się szukając pomocy, w końcu siedziała pomiędzy szaleńcami. 
Wzrok Draco przeniósł się na Hermionę, zawsze notatki na temat jej zachowania zostawiał na koniec. Starał się być jak najbardziej dokładny w ocenie. Od kilku sesji nie robili żadnych postępów. Malfoy nie potrafił wywołać w niej choćby grama tej radości, jaką kiedyś w sobie nosiła. Teraz siedziała na kanapie z wzrokiem wpatrzonym w okno. Jej mina nie wyrażała żadnych emocji. Doktor przypatrywał jej dokładnie, ale dopiero teraz doszedł do niego oczywisty fakt. Hermiona nie obserwowała otoczenia, ona się w nie wsłuchiwała. Widać było delikatne zmiany na jej twarzy, kiedy mówiła coś matka Lissy - trochę tak jakby głos tej kobiety ją irytował. Draco niby przypadkiem upuścił metalowy długopis. Kiedy przyrząd uderzył w kafelki, rozległ się charakterystyczny dźwięk, a Hermiona zacisnęła powieki. To było jak olśnienie, od dłuższego czasu nie robili postępów, bo Malfoy skupiał się na obrazach myślał, że w ten sposób do niej dotrze. W ciągu ostatniej sesji pokazywał jej różne rysunki wykorzystywane w terapii, a ona na żadne nie reagowała.   
- Proszę wnieść pianino do mojego gabinetu. - Powiedział do jednego z pielęgniarzy, gdy wychodził z świetlicy. Tym razem zrobi krok do przodu. 
    W czasie lunchu Malfoy, jak zwykle wyniósł się z ośrodka. Potrzebował odskoczni. Jego wędrówka pomiędzy domem dla szaleńców, a mrocznym Malfoy Manor normalnego człowieka dawno by złamała.
Na obiad Dracon teleportował się do małej przytulnej restauracji z domowym jedzeniem. Zamówił danie dnia i usiadł w rogu sali. W pomieszczeniu panowała przyjemna atmosfera, mężczyzna zamknął oczy i wsłuchiwał się w szum panujący dookoła. Gdzieś niedaleko płakało dziecko. Ale nawet to wydawało mu się przyjemne, mógł łatwo stwierdzić, że dzieciak płacze z błahego powodu. Nie było w tym dźwięku panicznego lęku, bólu ani cierpienia. Nie znalazł krzty tego co dochodziło do ścian jego gabinetu, każdego dnia w tym przeklętym miejscu. Jeśli Hermiona była, przez chorobę, tak wrażliwa na dźwięki, to koniecznie Draco musiał ją wydostać z tego piekła. Mężczyzna zjadł w pośpiechu, nie mógł już nawet nacieszyć się tym miejscem tak jak kiedyś, jego myśli ciągle zaprzątała drobna brunetka. Poświęcił się jej w zupełności, przypadkowo zatracając się w tych pięknych lecz pustych oczach.

Po powrocie miał umówioną sesje z Hermioną. Dziewczynę przyprowadzono do niego jak zwykle punktualnie. Weszła cicho niczym zjawa. Jej twarz i ruchy nie wyrażały emocji. Draco nie wstawał od biurka, notował coś nie podnosząc wzroku. Zaburzył rytm, który wcześniej wypracował. Powinien do niej podejść i zacząć rozmowę tymi słowami co zawsze. Powiedzieć kim jest, zapewnić, że jest bezpieczna. Nie zrobił tego, tylko siedział i pisał. Nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem. Hermiona delikatnie uniosła się z kozetki. Spojrzała na niego, po chwili i on uniósł głowę. Bezpardonowo wpatrywał się w jej oczy, pośród ogarniającej pustki w jej oczach kryło się nieme pytanie "Co się stało, choć, zawsze podchodzisz". Wstał przyciągany jej wzrokiem, jednak skierował się nie do niej, lecz do pianina ustawionego w gabinecie. Usiadł, a z pod jego dłoni zaczęły wypływać pierwsze dźwięki. Nie przestawał, muzyka porwała go całkowicie, pozwolił sobie się w niej zatracić. Po chwili poczuł na ramionach niepewny dotyk. Przestał grać, brunetka usiadła koło niego. To już nie była sesja terapeutyczna w gabinecie siedziało dwóch szaleńców zatraconych w sobie. Hermiona przejechała po klawiszach, a następnie dotknęła dłoni mężczyzny. Chciała mu dać znać, aby grał dalej by nie przestawał. Draco pozostawał nieugięty. 
- Proszę. - szepnęła. Po raz pierwszy wypowiedziała coś skierowanego bezpośrednio do niego. Jej szept przypominał błaganie. Draco wziął jej dłoń i delikatnie pokazywał jej jak wydobyć pierwsze dźwięki. Widział, że drżała. Poczuł jak emocję opanowują jej ciało, cicho powoli wracała. Kiedy przestali brunetka patrzyła na swoje dłonie z niepewnością. 
- Bałam się tego, chciałam ale się bałam. - Powiedziała i spojrzała mu w oczy. Nagle poczuła chęć wypowiedzenia tych wszystkich słów, które trzymała w sobie przez ten cały czas. Objął delikatnie jej dłonie, w obawie żeby nie zrobić jej krzywdy. 
-Czego się bałaś ? - Zapytał, najciszej jak potrafił, żeby tylko jej nie wystraszyć. 
-Ja.. - zaczęła i zamarła. Chciała powiedzieć więcej, ale nie potrafiła. Z pod jej powiek poleciały łzy. Draco chciał je zetrzeć z jej policzka, jednak ona nie puszczała jego rąk. Powoli pochylił się ku niej i pocałunkiem pozbył się łez. Nie tego chciał, miał jej pomóc bez zbliżania się, jednak na to było za późno. Demony tej kobiety przyciągnęły jego i teraz tańczyły w wspólnych szaleństwie w rytm ich bólu. Draco wiedział, że kiedyś dowie się o każdej krzywdzie jaka przytrafiła się dziewczynie. Był też pewien, że jest tego więcej niż jedna rzecz. Wiedział, że w dzieciństwie uczyła się grać na pianinie i skrzypcach, jednak wcześniej nie przywiązywał wagi do tej wiadomości, poza tym jej dziwna reakcja na imię Rona  i wiele innych niewytłumaczalnych rzeczy jakich udało mu się w większym lub mniejszym stopniu dowiedzieć. 
-Nie musisz mówić. Jeszcze nie teraz. Hermiono zabieram cię stąd. - powiedział, a słowa brzmiały jak obietnica. - Na stole leży twój wypis na własne życzenie, jeśli podpiszesz jeszcze dzisiaj będziemy w Irlandii. - Powiedział, a jego serce na chwilę się zatrzymało w oczekiwaniu na odpowiedź. Skinęła głową twierdząco. Draco pomógł Hermionie podpisać pismo i przeniósł je do gabinetu pani dyrektor razem z jego listem z rezygnacją. Tego dnia jeszcze teleportowali się do jego mniejszej posiadłości w Irlandii. 


    Dom, przed którym stanęli nie przytłaczał sowim ogromem. Był raczej skromny i ładnie urządzony. Po wejściu blondyn pokazał Hermionie wszystkie pokoje w tym jej sypialnie. Dziewczyna wysiliła się na uśmiech, jednak nie dosięgał on jej oczu. Chciała mu pokazać, że na prawdę jej się podoba. Ściany w kolorze lawendy, białe meble, duże lustro i dobrze zaopatrzona szafa. Granger dotknęła dłonią toaletki tak słabo, jakby pod jej palcami mogła się złamać. 
-Jeśli chcesz to cię to na chwilę zostawię. - Powiedział niezbyt pewnie. W myślach ciągle rozważał za i przeciw decyzji, którą podjął. Działa pod wpływem chwili i już zupełnie nie wiedział kto w tym pokoju z nich jest szalony. Na słowa Dracona, Hermiona złapała jego dłoń. Nie było jednak w tym uścisku nic intymnego. Przypominało bardziej zachowanie dziecka, kiedy boi się zostać samo. Draco przytulił kobietę do siebie. Sam już nie wiedział co czyni. Coś w duchu podpowiadało mu, że dobrze robi. Usiadł na łóżku, sadzając sobie Hermione na kolanach. Brunetka nie protestowała, Malfoy wtulił się w nią, a ona delikatnie gładziła go po włosach. Na chwile ich rolę się odwróciły. Oboje wiedzieli już, że potrzebują siebie. Hermiona badała każdy centymetr pokoju, coś na szafie zdecydowanie przykuło jej uwagę. Jej dłoń zawisła w powietrzu, Draco nie czując dotyku, powędrował za jej wzrokiem. 
- Wingardium Leviosa. - Szepnął, kiedy wyjął różdżkę. Z szafy wprost do rąk Gryfonki powędrowało zakurzone pudełko skrzypiec. Otwarła je nie zważając na kurz. Jakby automatycznie zaczęła stroić skrzypce. Po chwili wstała, zamknęła oczy i zaczęła grać. Draco był oczarowany. Jej pieśń była smutna i długa. Prawdopodobnie wyrażała to wszystko czego nie potrafiła powiedzieć. Kiedy skończyła uśmiechnęła się delikatnie, szczerze - po raz pierwszy od dwóch lat. 
- Rozumiem. - Powiedział
- Dziękuję. - Odpowiedziała, unosząc głowę. W ten jeden dzień dokonali więcej niż udało im się razem przez wszystkie poprzednie sesje. Tego dnia Draco też po raz pierwszy uwierzył, że uda mu się osiągnąć to co postanowił. Sprowadzi Hermionę Jane Granger z powrotem. 

Dwa miesiące później. 
      Krzyk rozległ się po posiadłości Malfoy. Rozdzierał noc przywołując bolesne wspomnienia właściciela. Hermiona na ten dźwięk zareagowała błyskawicznie. Mimo że spali w osobnych sypialniach, doskonale wiedziała gdzie znajduję się Draco. Dobiegła do niego wystraszona, w obawie o jego życie. Mężczyzna miotał się na łóżku i majaczył, wciąż powtarzał jakieś niezrozumiałe słowa. Hermiona przystanęła wystraszona. Zebrała w sobie całą odwagę, jaka w niej pozostała i podeszła do Malfoy'a. Próbowała go uspokoić, ale same gesty na nic się zdały, zaczęła szeptać żeby się obudził, lecz i to nie pomagało. 
- Draco! - krzyknęła, po raz pierwszy pozwalając sobie na mocniejszy dźwięk. Mężczyzna obudził się od razu, nie do końca wiedząc o co chodzi. Był spocony i zdenerwowany. Jednak obecność Hermiony od razu kazała mu się uspokoić. 
- Dziękuję i przepraszam, że cię obudziłem. - Powiedział. 
- Bałam się o ciebie. Nie wiem czemu, ale się bałam. - Powiedziała, a w jego oczach zapłonęła nadzieja, że kiedyś i ona poczuję do niego to co on czuje do niej. Nie panując do końca nad sobą Draco pocałował Hermionę. Szybko jednak się otrząsnął i odsunął od brunetki. Nie miał odwagi spojrzeć w jej oczy. Bał się tego co mógł zobaczyć. 
- Chodź. - Powiedziała i pociągnęła go za sobą w stronę łazienki. Nie protestował pozwolił jej się poprowadzić.  Jednym ruchem odkręciła kurek z ciepła wodą do wanny. Po chwili całe pomieszczenie pokryła para. Delikatnie i lekko nieporadnie ściągnęła z Dracona koszulkę, został w samych bokserkach. Sama pozbyła się koszuli nocnej i stała przed nim w bieliźnie. Nie potrafił się powstrzymać, żeby nie spojrzeć na jej ciało. Powoli wyglądała lepiej niż w ośrodku, ale kształtów które miała w Hogwarcie nadal jej brakowało. Jej skóra miała jednak już zdrowszy odcień. Nie czekając dłużej Hermiona pociągnęła za sobą Draco do wanny. Nałożyła na dłonie płynu i powoli masowało plecy blondyna. Osłupiały Draco na początku rozkoszował się jedynie jej dotykiem, pozwolił aby go uspokoiła i zabrała od niego koszmar tej nocy. Kiedy się odprężył spokojnie nabrał płynu i zaczął ją dotykać. Powolnymi ruchami mył jej ciało omijając części intymne. Pod palcami czuł ślady blizn. Jeden napis szlama wyryty na jej skórze był mu znany. Ślady na plecach natomiast go przeraziły, Hermiona była katowana. Kiedy ją dotykał z jej oczu popłynęła pojedyńcza łza. Ostanie wspomnienie najgorszych chwil właśnie ją opuszczało. Pozwoliła, aby Draco Malfoy zabrał od niej cały ból. Nie potrafił się powstrzymać przysunął Hermione do siebie i zawarł w żelaznym uścisku. W tym geście zebrał się cały jego strach o ukochaną. Wpatrywał się w jej oczy szukając pozwolenia na kolejny pocałunek. Tym razem ona go uprzedziła. Po chwili zatracali się w delikatnej namiętności. Pocałunki były co raz bardziej zachłanne, a dotyk odważniejszy. Mokra bielizna jednak pozostawała na swoim miejscu. Coś podpowiadało Draconowi, że gdyby posunął się dalej oboje by tego żałowali. Ocierali się jedynie o siebie, a bielizna z koronkowymi elementami drażniła skórę blondyna. Wyszli kiedy woda była już prawie zimna. Draco odwrócił się, wysuszył i ubrał szlafrok, zdjął mokre bokserki i założył inne. Hermiona w tym czasie ściągnęła bieliznę i założyła nocną koszulę, Jako że była to łazienka Malfoy'a nie miała tu innej bielizny jaką mogłaby włożyć. 
- Jak chcesz to przyniosę ci co potrzebujesz. - Powiedział nie do końca wiedząc jak się zachować. 
- Jest dobrze. - Powiedziała, a on się odwrócił. Włosy sięgały jej lekko za uszy, były uroczo mokre, policzki miała zaróżowione od gorącej wody, a przez cienki materiał koszuli nocnej prześwitywały jej sutki. Draco musiał walczyć ze sobą, żeby się powstrzymać. Ledwo się opamiętując weszli do sypialnie mężczyzny. Hermiona z zimna odruchowo okrywał się ramionami. 
- Zostaniesz? - Zapytał, a ona skinęła twierdząco głową. Kiedy Hermiona zasnęła w jego ramionach, on jeszcze długo wpatrywał się w nią. Była taka niewinna i delikatna, tak krucha. Na samo wspomnienie całego wieczoru przechodziły go ciarki. Ta kobieta nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo doprowadzała go na skraj wytrzymałości. Jednocześnie nie zamienił by tego na nic innego. Modlił się, aby ta noc nigdy się nie skończyła, żeby na zawsze Granger pozostała w jego ramionach. 


Trzy lata później. 
- Dziękuję, udało mi się. Przyznam, że kiedy zdradziłaś mi swoją ostatnią wolę, nie wierzyłem, że kiedykolwiek dam radę tego dokonać. Kazałaś mi być szczęśliwym mamo. Wiesz jakie to trudne i jakie wspaniałe. Nigdy nie sądziłem, że mój los potoczy się właśnie tak. To wszystko dzięki tobie. To ty nauczyłaś mnie żyć na nowo po wojnie. Pokazałaś czym jest miłość i nauczyłaś pokonywać strach. - Wziął głęboki oddech - Nawet nie wiesz jak bardzo żałuję, że nie ma Cię teraz przy nas. Tak mamo nas. Już nie jestem sam. Całe moje szczęście zawiera się w jednej osóbce - Hermionie. Myślę, że byś ją polubiła. Owszem miała problemy na początku i to poważne. Wciąż zdarzają się dni, w których nie wiem jak jej pomóc. Ale radzimy sobie, zaczynamy nawet przypominać prawdziwą rodzinę. Ostatnio jak u ciebie byłem to powiedziałem ci, że się boję. Nie chciałam ci powiedzieć czego, żeby nie zapeszyć. Chociaż pewnie i tak widziałaś to wszystko z góry. Mimo to ci powiem, bo mam ochotę wykrzyczeć to całemu światu. Mamo Hermiono jest moją żoną, Na ślubie byliśmy tylko my ksiądz Blaise i Harry. Jakoś udało mi się przekonać Mionę żeby im zaufała. - Powiedział i położył białą różę na grobie. - Dziękuję, a i za niedługo czeka cię kolejna niespodzianka, zresztą nas wszystkich. Będę miał córkę - Narcyzę Emilię Malfoy. - dokończył i z uśmiechem na ustach teleportował się z powrotem do żony.


// Nie wiem czy was nie zawiodła odpuszczając wytłumaczenie co, kto dokładnie zrobił Hermionie. Chciałam pokazać, że po wojnie oni wcale nie musieli być dalej sobą(przecież walczyły dzieciaki jakby nie patrzeć). Ciężko mi ocenić co mi z tego wyszło, dlatego z niecierpliwością czekam na komentarze. Zarówno od stałych czytelników, anonimów jak i obserwatorów bo nie wszyscy komentują. Pozdrawiam gorąco Syntia ;) 


//Edit 27.06 - Jeśli pojawi się więcej komentarzy, napiszę miniaturkę uzupełniającą do tej, w której będzie wyjaśnione co się stało Hermionie ;)  

23 czerwca 2014

Panieńskie

Miniaturka Panieńskie

//Trochę się zastanawiałam czy to w ogóle publikować, ale jestem ciekawa co sądzicie. Potraktujcie to z przymrużeniem oka.. //

-Ruda.. gdzie jesteś - powiedziała cicho Hermiona unosząc się. Pierwszy raz w życiu czuła się tak strasznie. Nie do końca wiedziała co zdarzyło się zeszłej nocy. Jej głowa bolała niemiłosiernie, kac dawał się we znaki, a eliksir powinna mieć w torebce, która gdzieś się kiedyś znajdowała. Nie mogła znaleźć żadnych swoich rzeczy, ani nawet określić gdzie się się właśnie znajduje. 
-Miona, co my tu kurwa robimy? - Powiedziała Ginny wchodząc do pokoju. Najwyraźniej były w jakimś pokoju hotelowym zdecydowanie niższej klasy. Obie wyglądały nie najlepiej, można było stwierdzić że były po mocnej imprezę.Widocznie spędzenie panieńskiego panny Weasley w Vegas, to nie był do końca dobry pomysł. 
- Dzisiaj mają dostarczyć kwiaty na ślub i mam się spotkać z przyszła teściową, błagam ratuj - powiedziała, ale Hermiona nie mogła przestać się śmiać. - Co ci jest ? Poza tym co widzę. 
- Ruda, już nie jesteś ruda. - powiedziała brunetka z trudem powstrzymując łzy. Ginny złapała się za głowę, rozplątała gumkę na włosach i mało co nie dostała zawału. Jej włosy były w kolorze jasnego blondu. Popędziła do łazienki potykając się o butelki leżące na ziemi. 
-Hermiona!!! Ratuj, musisz z tym coś zrobić i przestań się śmiać. Wiem, ze potrafisz, błagam zrób no coś z tym. - Mówiła co raz szybciej i głośniej. 
-Dobra, spokojnie i ciszej bo mi głowa pęka. Podaj mi tylko moją różdżkę. - Powiedziała brunetka już całkiem poważnie. 
- A niby skąd ja ją mam mieć? - Zapytała Ginewra z politowaniem .
- Ale... ja jej też nie mam. Boże Ginny, przecież nie mogłyśmy ich zgubić. Na Merlina co my teraz zrobimy. - powiedziała i zaczęła wszystko przeczesywać. - Ginny! nie ma ich, MUSIMY je znaleźć. - Powiedziała zupełnie spanikowana. 
- Różdżki się znajdą ale co ja zrobię z tym. - powiedziała Gin wskazując na włosy. Była już bliska płaczu. 
- Poważnie, Weasley chyba sobie żartujesz. To tylko włosy zejdź na ziemie, jak nie znajdziemy różdżek to za nikogo nie wyjdziesz, bo jak niby do cholery dostaniesz się do Londynu! Poza tym czy ty wiesz jakie mogą być inne konsekwencję. Nie wierzę na prawdę, nie mogę w to uwierzyć. Jak ja ci się dałam namówić na taką ilość alkoholu! Że też nigdy nie potrafisz bawić się z umiarem. Przez te twoje imprezy zawsze mamy kłopoty. Ale tym razem zdecydowanie przesadziłaś! - krzyknęła Hermiona i odwróciła się plecami. 
- O nie moja droga, na mnie tego nie zwalisz, siedzimy w tym razem! Masz 23 lata potrafisz sama decydować. Zresztą jak jesteś taka idealna to czemu do tego w ogólne doszło!
- Ginny, właśnie. - powiedziała - Znowu coś jest moją winą - przerwała jej ruda blondynka. - słuchaj na moment, przecież wychodziłyśmy w czwórkę. 
- Cho i Luna - wyszeptała i obie zaczęły zbierać swoje rzeczy z podłogi. W kilka minut były ubrane, a wszystkie pokoje zostały przeszukane. 
- Dobra jeszcze raz na spokojnie. Wczoraj wyszłyśmy ode mnie z domu. Teleportowałyśmy się do Vegas, pamiętam jak poszłyśmy do kasyna, dziewczyny na pewno były z nami. Później do tej restauracji polecanej przez Lune - powiedziała Hermiona i zacisnęła pięści ze złości. Od tego momentu film jej się urwał. 
- No to w tym samym momencie się zgubiłyśmy. - Powiedziała Ginny i opadła z bezsilności na fotel. 
- Co to jest? - brunetka wskazała palcem na kawałek materiału wystający zza fotelu. Od razu wzięła go do ręki. Była to koszulka żółta z napisem "Magic Jonhy" - mówi ci to coś? - Zapytała trzymając rozłożoną. 
- Nic dobrego, Magic Jonhy to sieć klubów ze striptizem dla pań. Są zarezerwowane dla czarodziei. W Vegas są chyba z trzy. 
- Lepsze to niż nic od tego zaczniemy. Zbierajmy się. - Zarządziła gryfonka i obie wyszły z pokoju. Kiedy wyszły na ulicę nie za bardzo wiedziały, gdzie się znajdują. Nic nie wydawało się podobne. Z każdą chwilą Ginny wyglądała na co raz bardziej przerażoną. Hermiona żeby nie denerwować bardziej przyjaciółki starała się zachować spokój. 
Po dwóch godzinach kręcenia się po okolicy i pytań o drogę w końcu trafiły do klubu. Ekipa właśnie sprzątała po ostatniej imprezie. 
- Kogo ja tu widzę, lwice Londynu. - Powiedział grubszy facet za barem i wyszedł dziewczynom na przeciw. Na sam jego widok obie lekko się wzdrygnęły. 
-Lwice Londynu? - powiedziała cicho Ginny. 
- No już nie patrz tak na mnie, same to wymyśliłyście. - Powiedziała i zaczął się śmiać. - Co wy chyba nie.., a niech mnie skrzat kopnie, wy nic nie pamiętacie. Zresztą po takiej nocy to ja wam się nie dziwię. Dużo to ja widziałam, ale takie panny jak wy to się umieją bawić. 
- Mógłby nam pan udzielić jakkolwiek informacji, a propo wczorajszej nocy? - zapytała Hermiona najwyraźniej mocno speszona.  
- A coś ty taka dziewczyno dzisiaj skromna. A no mógłbym, no ten przyszły żeście koło czy ja wiem 22 wypiły drinków za całkiem fajną sumkę, ale zwrotów to my tu nie robimy - zastrzegł od razu. Pokiwały tylko głową, że rozumieją. - Była z wami jeszcze jedna blondynka, chłopaki ją iskiereczką nazwali. 
- Aż się boje zapytać jak nas. - powiedziała cicho Ginny 
- Ty pannienko się sama kazałaś nazywać diablicą, coś gadałaś o ujeżdżaniu diabła ja tam nie wnikam o co tobie chodziło. Twoja koleżanka za to stwierdziła, że jak ty tak, to ona i ze smokiem by sobie poradziła. Gorące z was laseczki no nie powiem. Koło północy wpadłyście na pomysł, żeby iść gdzieś dalej, ale gdzie was poniosło to mnie nie pytaj. Jacyś faceci już na was czekali, swoją drogą też mocno pijani. Powiedziałyście, że ich znacie to żeśmy was nie zatrzymywali. - Dziewczyny wsłuchały historii barmana i mocno zarumienione wyszły z klubu.
-Hermiona, a jeśli ja go zdradziłam ? - Zapytała Gin
-Weź nie żartuj, nie zrobiłabyś czegoś tak głupiego. Chociaż fajnie było by wiedzieć z kim wczoraj wyszłyśmy. - Powiedziała siadając na krawężniku. Jakaś pani widząca ją podeszła do niej bardzo szybko. 
- A tu jesteś, wczoraj to zapłacić nie łaska. Dopiero jak tego twojego dorwałam to kasę mi oddał. Różdżki on ma co żeście w zastaw zostawili. - Powiedziała i chciała odejść zdenerwowana. 
- Bardzo panią przepraszam, ale nie wiem o co chodzi. - Powiedziała Hermiona doganiając kobietę. 
- To trzeba było nie pić tyle. Pięć razy się pytałam czy na pewno. A wy, że się kochacie od pierwszej klasy. To co ja mogłam. 
-Niech mi panie powie o co dokładnie chodzi! - powiedziała Hermiona prawię krzycząc. Powoli dochodziło do niej co się mogło wydarzyć. 
-Jak to co, ślubu ci się zachciało. Teraz to Marloy się nazywasz. - Powiedziała i odeszła śmiejąc się. Ginny nawet nie miała odwagi się odezwać. Czekała na reakcję przyjaciółki. Hermiona wzięła głęboki wdech i z całej siły starała się nie rozpłakać. Dopiero po chwili jej dłonie powędrowały do naszyjnika, obok serduszka, które zawsze nosi wisiała obrączka. Rodowa z wygrawerowaną literką M. Nie wiedziała jakim cudem wcześniej jej nie zauważyła. Miała ochotę krzyczeć ze złości. 
- Spokojnie znajdziemy go i wszystko odkręcimy. - powiedziała Ginewra jak najbardziej delikatnie tylko potrafiła. 
- A niby jak, nie mam pojęcia kim do cholery jest Marloy, nie znam takiego człowieka, kurwa Ginny ja wyszłam za kogoś kogo nie znam! - krzyczała, a ludzie zaczęli się odwracać. Pierwszy raz Weasley słyszała jak Hermiona przeklina. 
- Ginny!! - rozległ się krzyk, dobiegający z drugiego końca ulicy. Dziewczyny obróciły się natychmiast. Po drugiej stronie stali Blaise i Cho. Ginewra od razu podbiegła i rzuciła się w ramiona ukochanemu. 
-Jak nas znaleźliście, co ty w ogóle robisz w Vegas? - zapytała blondynka nie odrywając się od narzeczonego. 
- Głuptasie, zadzwoniłaś do mnie wczoraj w nocy tak pijana, że teleportowaliśmy się tutaj z Draco. Nie powiem sami nie byliśmy w lepszym stanie. Poszliśmy razem pobalować, potem ta akcja z ślubem. 
-Czekaj wiesz, kto to jest Marloy? - zapytała, na co Hermiona od razu podniosła głowę. 
-kto? przecież Hermiona wzięła ślub z Draco. - Powiedział, a oczy Hermiony się rozszerzyły. Po chwili zemdlała z wrażenia. Blaise teleportował ich do szpitala. Hermionie udzielono natychmiastowej pomocy. W tym czasie na miejsce dotarł Draco wraz z Luną. Malfoy spędził kilka godzin starając się wyciągnąć ją z aresztu. Dopiero kiedy Hermiona się obudziła wszyscy mogli porozmawiać, temat ślubu był zgrabnie omijany. Okazało się, że po tym jak chłopaki teleportowali się do Londynu. Wszyscy razem udali się  na jeszcze jedną imprezę. Cho jako, że była najbardziej trzeźwa poszła zarezerwować jakiś pokój, zgodzili się, że teleportacja w tym stanie może być trudna. Niestety, kiedy wróciła Ginny i Hermiony nie było, Draco z Blaisem kończyli kolejna butelkę, jako świętowanie nowo zawartego związku ślizgona, a Luna kłóciła się z policjantem o coś, czego nikt poza nią nie rozumiał. Koniec końców Cho dotargała chłopaków do pokoju, następnego dnia wyjaśniła im co się stało. Draco sam zgłosił się do pomocy Lunie, aby odwlec spotkanie z żoną. A Blaise i Cho zabrali się za poszukiwania dziewczyn. Po skończonej historii w sali zapanowało milczenie. Ginny chwyciła Lunę i pociągnęła za sobą. Cho i Blaise szybko się zorientowali i wyszli. W sali zostali tylko Draco i Hermiona Malfoy. 
- Musimy to jakoś załatwić. Jutro jest ślub Ginny, ale myślę, że rano powinniśmy zdążyć. - Powiedziała Hermiona, a Draco nic nie odpowiadał po chwili się nad nią nachylił i pocałował. 
-Co ty do cholery robisz? - zapytała odpychając go.
- Staram sobie przypomnieć. - Powiedział - kiepsko całujesz więc to nie powód z którego się z tobą ożeniłem. 
-Aleś ty zabawny. Po cholerę mam się starać. Malfoy obudź się musimy coś z tym zrobić.- Powiedziała i wzięła do rąk obrączkę zawieszoną na łańcuszku. 
- Bo widzisz nie bardzo się da. Obrączki rodowe, wiążą parę na rok. To taki rok próby podczas którego nie możemy wziąć rozwodu. Jeśli po tym czasie na świat nie przyjdzie nasze dziecko dopiero biedzimy mogli się starać o rozwód. Jeśli jednak mielibyśmy dzieciaka, to przez zaklęcia ochronne obrączki uniemożliwiają rozpad małżeństwa na czas lat dziesięciu. - Powiedział nie specjalnie przejęty. 
- I ty się tym nie przejmujesz, przez rok będziesz mężem szlamy i nawet nie jesteś zdenerwowany. - powiedziała wyraźnie zdziwiona i bezsilna. 
- Szczerze, możesz nie pamiętać, ale przysięgę składaliśmy pod veritaserum. Przyznałaś, że mnie kochasz, ja zrobiłem to samo. - Powiedział i popatrzył jej w oczy. Hermiona miała ochotę naciągnąć kołdrę na twarz, zakopać się w tym łóżku i już nigdy z niego nie wychodzić. Jej tajemnica wyszła na jaw i to w taki sposób. 
- Zobaczysz, będziesz ze mną dłużej niż rok. - Powiedział i wszedł z pokoju. Ich przygoda właśnie się rozpoczęła, a Hermiona miała wrażenia, że wolałaby jeszcze raz walczyć z Voldemortem niż zmierzyć się z tym co na nią czeka po wyjściu z łóżka. 


// Wiem miała być kontynuacja części człowiek, ale miałam ochotę napisać coś rozluźniającego :P 
//Tak historia jest wzorowana na Kac Vegas - celowo