Witam, niestety dzisiaj nie mam dla was nowego rozdziału, zamiast tego wstawiam miniaturkę którą już dość dawno wystawiałam na konkurs na stronie s-dhl. Miniaturka zajęła drugie miejsce. Za wszystkie głosy serdecznie dziękuję.
Moi drodzy bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność, obiecuję że wrócę bo już tęsknię za tym wszystkim co związane z pisaniem i przede wszystkim za wami. Ostatnio mam dużo zajęć, więc proszę o wyrozumiałość ;)
Pozdrawiam Syntia Black
Draco
Malfoy siedział w barze już trzecią godzinę. Wzrok miał utkwiony
w whiskey jakby na dnie szklanki mogłaby znajdować się odpowiedź na jego
problemy. Złocisty płyn nawet po kilku kolejnych drinkach nie pomógł
mu znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania. Kłótnia z Pansy
dalej huczała mu w głowie. Zacisnął palce na szklance na myśl, że musi wracać do pustego pokoju hotelowego i zimnego łóżka. W kilkugwiazdkowym apratamecie jego walizka była zostawiona pod drzwiami, a wszystkie rzeczy w jej wnętrzu były jeszcze
przepełnione słodkim zapachem perfum panny Parkinson.
-
Przykro mi, ale jest już po 23 musi pan opuścić lokal. –
Usłyszał spokojny głos barmanki, gdy podawała mu rachunek. Nie
patrząc nawet na wydruk podał kobiecie studolarowy banknot
mugolskich pieniędzy.
-Brakuje
piętnastu dolarów. – Powiedziała blondynka i wyciągnęła dłoń.
W jej oczach można było dostrzec irytację. Pewnie była umówiona
na romantyczny wieczór, a zamiast tego musiała pozbywać się
nieudacznika z baru.
-
Już, nie poganiaj mnie. – Zaczął szukać nerwowo reszty
pieniędzy i zaklął pod nosem.
-
Mógłbyś być bardziej uprzejmy Malfoy. – dobiegł go dobrze
znany głos. Rzucił na bar resztę gotówki. Rozzłoszczony wstał,
ale od razu lekko się zachwiał. Podniósł wzrok na Granger i
obrzucił ją nienawistnym spojrzeniem. – Panna wszystko wiem
tutaj, o tej porze. Kto by pomyślał. Zostaw mnie, bo tylko
zawadzasz jak zawsze.
- Oj a w czym niby Ci tak przeszkadzam, żałosnym zapijaniu problemów nocą.
Każdy problem można rozwiązać, może po prostu jesteś za głupi.
– Wykrzywiła usta w perfidnym uśmiechu, a jej oczy nabrały
delikatnego blasku. Stała prosto i bez pardonu wpatrywała mu się w
oczy. Być może gdyby nie fakt, że przed chwilą sama wypiła
czwartego już drinka, to nie miała by odwagi na tak
bezpośrednią i bezczelną rozmowę.
-
Dobra, to jak jesteś taka idealnaaaa to równie dobrze możesz rozwiązać moje problemy, jak ci się uda to
spełnię jedno twoje życzenia. Jak nie to ty spełnisz moje. –
Uśmiechnął się pewny wygranej.
-
Stoi – odpowiedziała od razu, zamroczona działaniem zbyt mocnych
jak dla niej trunków. Draco wstał i podszedł bliżej. Jego krok
był lekko chwiejny.
-
Zamykamy. – Rozległ się głos barmanki. Nie typowa para znajomych
popatrzyła po sobie i oboje skierowali się w stronę wyjścia. Gdy
tylko opuścili pomieszczenie chłodne powietrze orzeźwiło trochę
ich umysły. Szli kawałek w zupełnej ciszy. Noc była wyjątkowo
chłodna, lecz brunetka nie dała po sobie poznać, że było jej
zimno. Zacisnęła dłonie, żeby tylko nie pocierać ramion. Nie
chciała ukazać żadnej słabości. Spojrzała tęsknie na grubą
kurtę Malfoy’a i w myślach skarciła się, że nie zabrała ze
sobą nic cieplejszego.
-
To jaki jest ten twój nierozwiązywalny problem? – Powiedziała,
chcąc jak najszybciej załatwić sprawę. Merlinie w co ona się wpakowała. Draco od razu zatrzymał
się i spojrzał w niebo. Nie miał odwagi wypowiedzieć tych słów
patrząc wprost na nią. Wystarczająco trudno było mu w ogóle
przyznać się do swojej słabości. Nie odwracając wzroku od ciemnego nieba prawie wyszeptał.
-
Muszę odzyskać Pansy, naucz mnie kochać Granger. – Oczy brunetki
momentalnie się rozszerzyły. Przestępowała z nogi na nogę i
wpatrywała się w twarz blondyna szukając jakichkolwiek oznak, iż
tylko żartował. Najwyraźniej przez alkohol Malfoy był w stanie
przyznać się do swoich słabości. Los po raz kolejny zadrwił z
Hermiony. Smak drinka pozostał na jej ustach i teraz nieprzyjemnie
przypominał o jej powodach picia. Tej nocy żegnała się z własnymi
problemami. W pewnym momencie związku z Ronem, rudzielec zarzucił
jej, że przez pracę stała się chłodna i wyrachowania. A uczucia
potrafiła okazywać tylko co najwyżej przyjacielskie. Mimo że ich
rozstanie nie było skandaliczne, czy bardzo nie przyjemnie, to
poczuła ukłucie w sercu, kiedy zdała sobie sprawę, iż Ron
mógł mieć rację. Ona straciła umiejętność kochania. Nie
potrafiła oddać się komuś w stu procentach, tak mogła poświęcać
się tylko dla pracy. Nie ważne jak bardzo by się starała Ron nie
rozpalał w niej już tych uczuć co kiedyś, a przecież był dla
niej tak dobry iż to niemożliwe, aby wina leżała po jego stronie. Cholerna karma, wszechświat jest przeciwko niej. Westchnęła po czym powiedziała:
-
Zaczniemy od jutra, bądź tu o siedemnastej. – odeszła mocno uderzając obcasami o ziemię. Draco przez chwile
stał i wpatrywał się jak bujne loki kobiety falują przy jej
zdecydowanych ruchach. Czyżby Granger miała być jego ostatnią
nadzieją. Uśmiechnął się, być może istniała jeszcze dla niego
szansa. Pansy była jedyną osobą, której na nim zależało.
Wierzył, że tylko ona będzie w stanie z nim być. Zbytnio bał się
samotności, aby zaryzykować jej utratę. Nawet na myśl nie
przyszło mu, iż na świecie są jeszcze inne kobiety. Tego dnia
cała trójka Draco, Pansy i Hermiona kładli się do nieprzyjemnie
zimnych łóżek i zasypiali z wyjątkową trudnością.
Następnego
dnia Hermiona obudziła się z bólem głowy, spowodowanym poprzednim
wieczorem. Szybko pozbyła się nieprzyjemnego uczucia za pomocą
odpowiedniego eliksiru. Była niedziela, jej zdaniem najgorszy z
możliwych dni w całym tygodniu. Wczoraj zdołała posprzątać całe
mieszkanie i przygotować wszystko na następny dzień do pracy.
Dzisiaj powinna usiąść przed telewizorem i wtulić się w swojego
chłopaka. Niedziela była dniem przyjemnego marnowania czasu. Tylko
co dobrego może być w samotnym spoglądaniu na ekran mugolskiego
urządzenia. Zrezygnowana ubrała się w sportowy zestaw i wyszła,
żeby pobiegać. Przy drugim okrążeniu parku, nie daleko jej domu,
przystanęła. Mimo wczesnej pory na ławce nieco dalej siedziała
młoda para. Hermiona przyglądała się im przez chwile szukając
wskazówek jakie mogła by później wykorzystać do wygrania
zakładu. Zauważyła jak chłopak delikatnie gładzi dłoń
dziewczyny, a ona się zarumieniła. Później szepnął coś na
ucho, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Hermiona
pokiwała zawiedziona głową i pobiegła dalej. Ją gładzenie po
dłoni zaczęło by łaskotać, słodkie słówka szeptane do ucha,
kiedy byli na tyle blisko aby powiedzieć normalnie, wydawały jej
się głupie. Z przerażeniem zdała sobie sprawę, iż tak łatwo
nie pomoże Malfoy’owi. Chociażby przez to, że większość
słodkich rzeczy, które na ogół działają ją samą wprawiłyby w
zakłopotanie albo śmiech, więc jak mogłaby coś takiego doradzać.
Wracając do domu brunetka zakupiła kilka gazet mugolskich, w
których aż roiło się od porad i listów czytelników i
czytelniczek. Tytuły takie jak: „czego pragną kobiety”,
„zdobądź ją” czy „ 15 sposobów na kradzież jej serca”
sprawiały, że czuła się głupio płacąc za wybrane gazety, ale
jednocześnie były jej jedyną nadzieją. Po powrocie do mieszkania
wzięła szybki prysznic i od razu przystąpiła do nowej lektury.
Przeczytała wszystko i była absolutnie pewna, iż żaden z
wymienionych sposobów nie zadziałał by na nią. Ale Parkinson
zawsze była dużo bardziej słodka i dziewczęca od niej, więc
pewnie coś z tych wszystkich sposobów musi znaleźć zastosowanie.
Zostaje jednak druga ciężka kwestia jak nauczyć Malfoy’a kochać.
Z głębi serca Hermiona miała nadzieję, iż Pansy samej już dawno
się to udało, w innym razie po co miałby się tak starać.
Wystarczyłoby więc przekonać go, że to co czuje to miłość. Po
niezbyt przyjemnej lekturze Hermiona zrobiła obiad i krótko po
spożyciu posiłku ruszyła na spotkanie z Malfoy’em. Mimo zmian
jakie w niej zaszły jej styl dalej pozostawiał wiele do życzenia.
I tym razem założyła lekko rozciągnięty sweter, tradycyjne
rozszerzane jeansy i płaskie buty. Na miejsce dotarła o
siedemnastej pięć. Draco jeszcze nie było, zniecierpliwiona
rozglądała się dookoła.
-
Cześć – usłyszała za plecami i podskoczyła. Skinęła
delikatnie głową i popatrzyła na Malfoy’a unosząc brwi do góry.
-
No co? – spytał nie do końca wiedząc o co tej kobiecie mogło
chodzić.
-
Spóźnienie Malfoy. Jak przychodzisz później to wypada co najmniej
przeprosić. – Przewróciła oczami. Draco wzruszył tylko
ramionami.
-
Chodź na kawę, omówimy za co Pansy miała cię dość. Poza byciem
sobą, bo to akurat dla mnie oczywiste. – Skierowała się w stronę
małej kawiarni na rogu ulicy. Draco zacisnął zęby, ale odpuścił
sobie komentowanie wypowiedzi Gryfonki.
Lokal
był bardzo przytulny. Na wejściu uderzył ich zapach kawy i
czekolady. Usiedli z tyłu na kanapach. Draco wziął do ręki jedną
kartę, a drugą podał Hermionie.
-
Pójdę zamówić, co byś chciała?
-
Eksp.. a właściwie niech będzie Latte i ciasto czekoladowe. –
Powiedziała siląc się na uprzejmość. Obserwowała jak Draco
podchodzi do kasy i rzeczowo składa zamówienie. Dziewczyna za barem
uśmiechała się i bawiła włosami. Blondyn odebrał tacę i skinął
głową zupełnie jakby był na spotkaniu służbowym.
-
Dzięki. Widzę, że ty to samo. – Uśmiechnęła się.
-
Taa.. – Zapadła między nimi krępująca cisza, przerywana jedynie
dźwiękiem uderzenia łyżeczek o talerzyki z ciastem.
-
A Pan/ Od zawsz- zaczęli równocześnie.
-
Ty pierwszy.
-
Nie lepiej ty.
-
Zawsze się musisz kłócić Malfoy. – Powiedziała i lekko
zmrużyła oczy.
-
Chciałem powiedzieć, że zawsze lubiłem to ciasto, chociaż nie
jadłem czekolady zanim nie poszedłem do Hogwartu. Twoja kolej. –
spasował nie chcąc wprowadzać nieprzyjemnej atmosfery.
-
Chciałam zapytać jakie ciasto lubi Pansy. Od czegoś musimy zacząć.
– Zaczerwieniła się lekko, a wzrok utkwiła w talerzyku. Czuła się niezręcznie, kiedy on zaczynał od miłej konwersacji ona od razu skupiała się na celu. Nigdy nie lubiła small talków pod tym względem daleko jej było do typowej angielki.
-
A tak jasne. Właściwie to nie wiem. Rzadko jadaliśmy razem.
Przeważnie starała się być na diecie, więc nie widziałem, żeby
jadła coś słodkiego.
-
Dobra to punkt pierwszy odpada. – Powiedziała pod nosem, tak że
Draco ledwo ją usłyszał. Mężczyzna popatrzył na nią starając
się zrozumieć co mogła mieć na myśli. Widząc jego
zainteresowane spojrzenie dodała.
-
Wiesz czekoladki, kwiatki i tym podobne, to przeważnie najłatwiejszy
sposób żeby przeprosić kobietę.
-
I ty byś na to poszła ? – Zapytał z niedowierzaniem.
-
Nie ma takiej ilości kwiatów Malfoy, żebyś mnie do siebie
przekonał. Na twoje szczęście to nie o mnie ma chodzić. –
Pociągnęła łyk kawy, zamknęła oczy i momentalnie na jej twarzy
zagościł uśmiech. Draco obserwował jak jej wyraz twarzy łagodnieje.
-
Jesteś dziwna Granger.
-
Eee, wybacz w pracy zawsze piję mocną, żeby szybko postawić się
na nogi. Dawno nie piłam kawy tak słodkiej. – Odpowiedziała i
drżącymi dłońmi od razu odstawiła szklankę. Cała sytuacja z
minuty na minutę wydawała jej się coraz dziwniejsza, a on
zastanawiał się nad sposobem w jaki rozkoszuję się kawą. Miała
ochotę mu odpyskować, ale wizja że będzie mu winna przysługę
zbytnio jej ciążyła.
-
Wracając do tematu, co tyś jej zrobił, że w końcu miała cię
dość? – Zapytała już zupełnie poważnie.
-
Nie wiem, trzy dni temu jak przyszedłem po pracy, zaczęła wściekła
pakować walizkę i dosłownie wyrzuciła mnie za drzwi. No dobra
może się trochę spóźniłem. Mieliśmy duże zlecenie nie mogłem
wyjść wcześniej. – rozłożył ręce.
-
Musiał być inny powód. Przecież nie mogłaby mieć pretensji o
pracę z czegoś trzeba – urwała w połowie zdania. Przed oczami
przeleciały jej sceny, kiedy Ron wyrzucał jej, że nie poświęca
mu wystarczająco dużo uwagi. Z złości pozbyła się wtedy jego
miotły, którą kupił za jej pieniądze. – czasem zrezygnować.
Malfoy kobiety potrzebują uwagi, może czuła się niedoceniona,
kiedy ciebie długo nie było. Ile godzin spędzasz w pracy?
-
Koło dziesięciu, plus wyjazdy służbowe co jakiś czas. – To
tyle samo co ja -.
Pomyślała Hermiona, ale zamiast tego odpowiedziała.
-
To zaczniemy od poświęcenia jej więcej uwagi. Weźmiesz wolne na
piątek. Będziemy mieli cztery dni żeby wszystko przygotować.
Trzeba będzie kupić kwiaty i być może jakąś biżuterię. Do
tego załatwimy wynajęcia całego lokalu. Pójdziesz na zakupy i
powinieneś dać sobie radę. – klasnęła w dłonie.
-
Żartujesz, mam się sam włóczyć po sklepach to mnie zabije.
- Ehh arystokrata jak zawsze, dobra pomogę Ci. Dzisiaj i tak nic nie załatwimy, bo większość
dobrych sklepów jest zamknięta. W tygodniu pracuje do szesnastej, ale
często się coś przeciąga, więc będę wolna dopiero po
osiemnastej. Możemy się umówić na osiemnastą piętnaście w
poniedziałek, a co dalej to się zobaczy.
-
Niech będzie. – Powiedział i wrócił do jedzenia. Zapadła między nimi dziwna cisza przerywana jedynie brzękiem łyżeczki o talerzyk. Oboje czuli dziwną presję żeby powiedzieć coś jeszcze tylko żadne nie wiedziało co. Kiedy
skończyli Draco odprowadził Hermione pod budynek gdzie mieszkała.
-
Brzydko tu, nie masz gustu Granger. - powiedział zanim zdążył się ugryźć w język, może cisza jednak była lepsza
-
Ale bardzo funkcjonalnie. – odpowiedziała nawet się nie przejmując
-
No powiedzmy. Wiesz co myślę, że twój pomysł to za mało. Pansy
jest dużo bardziej wymagająca. – Powiedział sam nie wiedząc czemu. Chyba po prostu nie miał pomysłu jak się pożegnać, zwykle cześć uścisk dłoni a może wszystko odwołać i do zobaczenia nigdy.
-
No dobra wejdź.. to jeszcze coś wymyślimy. – Odparła
zrezygnowana. Gdyby dwa dni wcześniej ktoś powiedział Hermionie,
że będzie gościła Malfoy’a pewnie by się roześmiała, ale i
posprzątała mieszkanie.
- Nie chce Ci się narzucać - powiedział zaskoczony taką propozycją
- Wyluzuj Malfoy obiecuje że nic Ci się nie stanie, a tak może szybciej wypełnimy zadanie i będziesz wiecznie mi dłużny. Nie znasz dnia ani godziny, kiedy wrócę po pszysługę.
- Czy Gryfoni nie mieli być przypadkiem potulni i mili ? Dobra wiedźmy przodem
Kiedy weszli do środka Draco uniósł
brwi. W salonie leżały gazety, które czytała rano. Na kanapie był
nieposkładany koc, a na stole trzy puste szklanki po herbacie.
-
Proszę, proszę panna idealna ma bałagan.
-
Sorry, chłysto.. – złapał za jej różdżkę, uniemożliwiając
wykonanie czaru.
-
Daj spokój to nie jest konieczne, dobrze wiedzieć, że masz jakieś
ludzkie cechy. – Powiedział i opuścili dłonie, trochę zbyt
długo trzymając je razem. Po chwili Hermiona odsunęła się lekko
speszona.
-
Ja za to dalej czekam, aż ujawnią się twoje. – Odpyskowała,
rozluźniając atmosferę. Łatwiej im było się odnaleźć kiedy sobie dogryzali.
Usiedli,
na kanapie odsuwając koc nieco dalej. Draco nachylił się i wziął
do ręki gazetę, którą kobieta czytała rano. Przejrzał wszystkie
porady zwracając szczególną uwagę na te podkreślone ołówkiem.
Kiedy Hermiona krzątała się po kuchni parząc herbatę, przeczytał
trochę i był już pewien, że zakupiła je ze względu na niego. Ze
zdziwieniem musiał przyznać, iż zrobiła na nim wrażenie. Nie
spodziewał się, że poważnie potraktuje prośbę, która brzmiała
tak irracjonalnie.
-
Pamiętaj, aby zawsze ją przytulać i okazywać uczucia. –
Przeczytał na głos, kiedy w końcu Hermiona wróciła na miejsce.
-
Tak, miałam nadzieję, że to coś pomoże. – Draco przysunął
się do brunetki i przerzucił ramię po chwili lekko przytulił
dziewczynę. – Naprawdę mi na tobie zależy. – wyszeptał nad
jej głową, wyjątkowo niskim i seksownym głosem. Hermiona zadrżała
w jego ramionach. Delikatny dotyk spowodował obudzenie w niej czegoś
co myślała, że nie istnieje. Nagle poczuła wyjątkową potrzebę
pociągnięcia tego dalej.
-
Mnie też na tobie zależy. – Powiedziała i przysunęła się
bliżej. Pozwoliła, aby Draco przykrył ją delikatnie kocem. Trwali
tak chwilę w bezruchu. Dopiero po kilku minutach, które dla nich
wydawały się sekundami oderwali się od siebie.
-Całkiem
nieźle. – Powiedziała, na co Malfoy jej przytaknął.
-
Jest jakiś postęp. Dobra pożyczę to – wskazał na gazetę i
chyba lepiej już pójdę. – Dokończył szybko i od razu wyszedł. Herbata pozostała nietknięta. Musiał stamtąd uciec, z niewiadomych przyczyn trzymanie Hermiony w
ramionach sprawiło mu przyjemność. Wmawiał sobie, że dokładnie
takie samo uczucie będzie mu towarzyszyć, gdy znowu na nowo
przytuli Pansy. Tylko, że Parkinson była inna. Zawsze układała
się w taki sposób, że praktycznie wisiała na jego ramieniu. Nie
pozwalała mu się objąć, bo jak twierdziła, było jej tak nie
wygodnie. Na dodatek używała bardzo słodkich i duszących perfum. Teraz delikatne perfumy z nutą wanilii zaprzątały mu głowe.
Malfoy
wracał do domu w deszczu, nie chciał się teleportować wolał
przejść ulicami Londynu - to go zawsze uspokajało. Nogi same
zaprowadziły go pod mieszkanie Pansy. Nie wiedział dlaczego i jak
się tam znalazł. Poszedł na trzecie piętro budynku, drżącymi
dłońmi otworzył drzwi.
-
Czego tu szukasz. Wynocha. – Usłyszał męski głos, gdy tylko
wszedł. Jak spod ziemi zjawił się przed nim jakiś mężczyzna.
Nie wiedział kim jest, jednak po wyglądzie mógł spokojnie
stwierdzić, że to ktoś bogaty. Z akcentu wywnioskował, że
zdecydowanie nie pochodził z Anglii.
-
Kochanie? Co się stało – Dobiegł go po chwili głos Pansy,
jednak słowa nie były skierowane do Malfoy’a. Blondyn zacisnął
pięści wbijając sobie boleśnie klucz. Minęło kilka dni, a Pansy
już zwracała się kochanie do innego mężczyzny. Jemu zawsze
powtarzała, że to niedojrzałe i jej nie wypada.
-
Spokojnie przyszedłem tylko oddać klucze. Do widzenia. –
Powiedział Draco chłodno i położył własność dziewczyny na
stoliku. Malfoy nie zważał na słowa panny Parkinson. Nie wiedział
nawet co mówiła. Nie mógł uwierzyć, iż tak szybko znalazła
sobie kogoś innego. Myśl że to mogło rozpocząć się przed ich
zerwaniem uderzyła w niego z pełną mocą. Tego wieczoru spał
bardzo niespokojnie. Jednak w pewien sposób poczuł się wolny. Gdzieś z tyłu głowy kiełkowała mu myśle że może zerwanie nie było tylko jego winą.
Następnego
dnia pojawił się o osiemnastej piętnaście w umówionym miejscu.
Stwierdził iż najwyższy czas, żeby wszystko odwołać. Nie było już co się łudzić Pansy najwyraźniej ruszyła dalej. Hermiona
pojawiła się nieco spóźniona. Zabiegana miała przewieszoną
torbę i rozpięty płaszcz z pod którego wystawał rozciągnięty
sweter. Draco mimowolnie uśmiechnął się na jej widok. Jej
roztargnienie było dość słodkie.
-
Wybacz. Ale za to mam już wszystko zaplanowane. Pomyślałam jeszcze
o sukience. Ona często chodziła w nie ubrana w Hogwarcie, kiedy
mieliśmy wolne, zawsze w takich żywych kolorach. Więc może kupimy
coś w tym nowym sklepiku na rogu ulicy. Później biżuterię i
standardowo kwiaty, ale to może lepiej przed samym spotkaniem.
Chociaż wypadałoby je zamówić. – Mówiła szybko,
uniemożliwiając Draco dojście do słowa.
-
Właściwie.. – zaczął niepewnie. Hermiona podniosła na niego
wzrok. A Draco zdał sobie sprawę jak bardzo jej na tym zależało.
– znam lepszy sklep. – dokończył i uśmiechnął się
tajemniczo. Nie potrafił przerwać gry, która sprawiała mu
przyjemność. Doszli do bardzo drogiego butiku. Sprzedawczyni, gdy
zobaczyła Hermione nawet nie raczyła podejść. Granger szybko
sobie zdała sprawę, iż takie traktowanie jest jej winą. Speszona
spuściła głowę. To nie było miejsce w którym byłoby ją stać na cokolwiek. No dobra może było ją stać, ale Merlinie jak trzeba być chorym żeby wydawać tak chore kwoty na ciuchy.
-
Ekhm
-
O pan Malfoy, witam serdecznie.
-
Karoline, poznaj moją znajomą Hermiona – Przedstawił Draco
surowym głosem. Brunetka przez chwilę się wahała. Jednak widząc
karcącą minę blondyna szybko zaczęła zachowywać się normalnie.
Podawała Hermionie coraz to droższe i lepsze suknie.
-
Myślę, że ta będzie odpowiednia. – Wskazała Granger na krótką
chabrową sukienkę z cekinami. Stanowczo był to styl Parkinson.
-
Wiesz, wolałbym coś innego. Możesz przymierzyć tę czerwoną? –
Wskazał na środkową długą suknię z wystawy. Widząc zdziwioną
minę dziewczyny szybko dodał. – Macie pewnie podobny rozmiar,
wolę wiedzieć czy dobrze leży.
-
Tylko ten jeden jedyny raz, Malfoy. – Powiedziała oburzoną i
łapiąc suknię udała się do przymierzalni. Kiedy wyszła Draco
oniemiał, suknia leżała idealnie, podkreślała figurę brunetki.
-
Bierzemy. – powiedział od razu.
-
Nie sądzę, żeby była w stylu Parkinson.
-
Tobie się podoba?
-
Bardzo, ale nie o mnie ma chodzić. – Zauważyła brunetka. Draco
jednak zignorował tę uwagę i zapłacił za suknię. Po wyjściu z
sklepu Hermiona nie mogła przestać narzekać, że Draco nie
powinien ignorować gustu Pansy, tylko jak ją kocha, zaakceptować
jej styl. Ciągłe słuchanie o byłej dziewczynie, było dla Malfoy
dość trudne. Powoli dopadały go wyrzuty sumienia, że nie
powiedział Hermionie prawdy. Oboje oderwali myśli dopiero u
jubilera. Wspólnie wybrali złotą kolię idealnie pasującą do
wcześniejszego zakupu. Po wyjściu nie odezwali się do siebie.
-
Tu jest ta kwiaciarnia, o której ci mówiłam. – Powiedziała
Hermiona przerywając ciszę i wskazała palcem na mały budynek.
-
Poczekasz chwilę, to akurat chciałbym sam załatwić. –
Powiedział i zostawił zdziwioną dziewczynę. Było jej trochę
przykro, że nagle odsunął ją od całego projektu. Trzymała w
dłoniach wybraną biżuterię i z trudem musiała przyznać, że
była trochę zazdrosna, iż kolia nigdy nie będzie zdobić jej
szyi.
-
Daj, wyślę to, nie ma powodu żebyśmy musieli to ze sobą
taszczyć. – Wziął od dziewczyny pakunek i teleportował, gdy
tylko wrócił.
-
Właściwie to muszę ci coś wyjaśnić. Może lepiej przy kawie. –
Skinął głową na małą kafejkę niedaleko. Zaciekawiona Hermiona
postanowiła wysłuchać co ma do powiedzenia. Draco odprowadził
dziewczynę do stolika, po czym chwilę później wrócił z latte.
Zapamiętał – przeszło przez myśl Hermionie, kiedy upiła duży
łyk słodkiej kawy.
-
To o czym chciałeś rozmawiać? – zapytała, odstawiając
szklankę. Draco wziął głęboki oddech i starając się zachować
nie wzruszoną minę zaczął:
-
Tak właściwie, to byłem wczoraj u Pansy. – widząc zdziwienie w
oczach Granger z trudem utrzymywał na niej wzrok. – Była z innym,
całkowicie zerwałem z nią kontakt. To wszystko na nic, zrozumiałem
że nie chcę z nią być.
-
Czekaj, wczoraj?? Czyli dzisiejsze chodzenie po sklepach było po co
Malfoy? Myślałam, że się zmieniłeś, a ty dalej bawisz się
ludźmi tworząc swój teatrzyk. – Powiedziała i wstała od
stolika. Nie pozwoliła mu dojść do słowa, natychmiast opuściła
kawiarenkę i teleportowała się pod swój blok. Była wściekła,
jak on mógł tak po prostu zajmować jej czas dla jego pieprzonego
kaprysu. Wchodząc po schodach miała prawie łzy w oczach. Gdy
otworzyła drzwi mieszkania zamarła. Cały jej dom udekorowany był
czerwonymi różami, były dosłownie wszędzie. Po środku pokoju
stały dwa pakunki, nie musiała otwierać dobrze znała ich
zawartość. Obok znajdowała się jedna biała róża z karteczką.
Drżącymi dłońmi Hermiona podniosła liścik.
Wiem,
że nie ma kwiatów, które Cię do mnie przekonają, ale zawsze warto sprawdzić
Draco
Zakryła
usta dłonią, to wszystko wydawało jej się tak bardzo mało
prawdopodobne.
-
Wybaczysz? – usłyszała szept tuż za sobą. Nie musiała się
odwracać, aby wiedzieć kto za nią stoi. Najwyraźniej Draco musiał
teleportować się krótko po niej.
-
Jesteś absolutnie niepoważny Malfoy, co mam Ci wybaczyć? – odpowiedziała
- Trochę się tego nazbierało.. wszystko Granger wszystko..
- Dawno Ci wybaczyłam, zeznawałam na Twoją korzyść na procesie
- Wiem i nigdy Ci za to porządnie nie podziękowałem, uznajmy to za mały początek
- Początek?
- Mam jeszcze kilka punktów na liście z tych Twoich magazynów, szkoda żeby się zmarnowały
-
Jak ty to sobie wyobrażasz ? – spytała
-
Nie wiem Granger, nie znam się na kwiatkach i tej całej reszcie. Na początek chciałbym Cie lepiej poznać. – Spojrzał jej prosto
w oczy. Zawachała się chwile po czym wyciągnęła ręke:
- Hermiona, miło mi
- Draco odwzajemnił uścisk dłoni nie odrywając wzroku od jej oczu.

Gdzieś to już czytałam xD
OdpowiedzUsuńPewnie na stowarzyszeniu :)
UsuńJak już pisałam wcześniej - gratuluję! :)
OdpowiedzUsuńZa każdym razem zaczynam ją lubić coraz bardzie i bardzo mi się to podoba :D
Twój brak czasu jest całkowicie wytłumaczalny, więc będę czekać tyle ile potrzeba. Każdy ma swoje życie i każdy ma prawo nie mieć czasu. Ja sama teraz jestem dość zaganiana i mam mało czasu.
Draco - ja go uwielbiam<3 Jest niesamowity również tutaj, więc proszę, przyślij go pocztą jak najszybciej. Jestem pewna, że rodzice nie mieliby nic przeciwko ;P
Że też Hermiona się nie zorientowała, ale to chyba dobrze, bo na koniec mogłaś wstawić tą śliczną scenę... Takie awwww... ^^
Czy Pansy przypadkiem od dłuższego czasu nie spotykała się z tamtym mężczyzną? Jeżeli tak to zachowała się bardzo nieładnie.
Cóż mogę dodać? Kolejna świetna praca Syntio ot co!
Króciutki komentarz jednak mam nadzieję, że cię zadowoli :)
Pozdrawiam - Twoja Luar Princesa
Dziękuję jak zawsze mogę na Ciebie liczyć ;)) Cieszę się, że Ci sie spodobała ;))
UsuńOk, gniewam się, bo mi nie powiedziałaś, że coś wstawiłaś, choć właśnie rozmawiamy na gg, ale... wybaczam Ci, dlatego, że pokazałaś mi tą miniaturkę już dużo wcześniej :D
OdpowiedzUsuńMówiłam Ci już, co o niej myślę, więc nie będę się zbytnio powtarzać :D.
Piękna, zgrabna i powabna xD
Buziak :*
Dzięki ;)
UsuńTak słodko, ze aż odechcialo mi się ciastka xD
OdpowiedzUsuńPiękna, taka na rozluźnienie :D
Nie wiem co powiedzieć ;)
Trochę przypomina mi jedna z komedii romantycznych, ale nie pamiętam tytułu xD
Weny.
Pozdrawiam,Lili.
Zapraszam na opowiadaniahp.blogspot.com
Podwyższanie cukru Dramione - Syntia Black polecam :P
UsuńDzięki ;*
ten Tytuł *.*
OdpowiedzUsuńSłodka, ciepła i miła!
Ach, czytałam na jednym wdechu i powiem ci, że fajnie piszesz!
Czekam na więcej!
Weny!
---
u mnie rozdział, zapraszam
http://skryte-dramione.blogspot.com/
Dziękuję ślicznie ;))
UsuńŚwietna miniaturka. Nie za długa, nie za krótka - w sam raz. Bohaterowie byli realni, ich zachowanie nie było naciągane - bardzo przyjemnie się to wszystko czytało. Na dodatek miałaś naprawdę oryginalny pomysł. Mimo że, wiedziałam jak to się skończy ta miniaturka jest cudowna i będę do niej wracać :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
http://precious-fondness.blogspot.com/
Dziękuje bardzo mnie cieszy twoja opinia ;))
UsuńWpadnę jak będę miała chwilę ;)
Gratuluję, nagroda ci się należy :-)
OdpowiedzUsuń