18 sierpnia 2013

Rozdział III

    W domu Hermiony Granger, na staromodnym zegarze wybiła już godzina dwudziesta. Równocześnie z biciem zegara słychać było dzwonek do drzwi. Z cichym westchnieniem młoda brunetka udała się otworzyć. Najwyraźniej przybycie dawnej przyjaciółki nie sprawiało jej już tyle radości co w czasach szkolnych. Zanim sięgnęła do złotej klamki lekko się uśmiechnęła. Kolejną grę czas zacząć - pomyślała, wpuszczając Ginny do środka. Panna Wesley jak zwykle była w dobrym humorze. Uściskała mocno Hermionę i pocałowała w oba policzki. Ledwo weszła do środka, a już widać było, że ma tyle rzeczy do opowiedzenia.
- Nie wiem jak ty możesz lubić tę porę roku, jestem cała przemoczona. - Powiedziała Ginewra, ściągając beżowy płaszczyk.- Och, nie doceniasz piękna jesieni, pozwól, że moja skrzatka odwiesi twój płaszcz. - Powiedziała Hermiona lekko się uśmiechając. Na te słowa od razu obok nich pojawiła się niska i drobna istota o imieniu Rosi.
- Jasne proszę. Tylko coś mi tu nie pasuję - Hermiona Granger, założycielka stowarzyszenia WESZ, wielka przeciwniczka wykorzystywania skrzatów domowych do pomocy, co się nagle z tobą stało ? - spytała, - czyżbyś zmieniła swoje poglądy? - Dokończyła podając okrycie i spoglądając na przyjaciółkę tym ciekawskim wzrokiem.- Może pogadamy o tym przy kawie, chodź do salonu.- Mionka, no dawaj ty i skrzaty w domu, to jak ja i stały partner.
-Och, Ginny po prostu dorosłam. Już dawno skończyłyśmy szkołę. Zresztą zrozumiałam, że nie można nikogo uszczęśliwiać na siłę. Rosi służyła w tym domu od pokoleń, jest do niego strasznie przywiązana i dość dużo o nim wie. Rezygnując z jej pomocy to tak jakbym ją z wyrzucała. - I pozbyła się informacji - przebiegło jej przez myśl.
- Masz rację, chociaż ty rzadko kiedy jej nie masz. Nie dziwię się, że odniosłaś sukces - Powiedziała, rozglądając się po salonie. - Mimo, że jestem tu kolejny raz nie potrafię się przyzwyczaić do tego, że tu mieszkasz, ten dom jest taki zimny i smutny. Zupełnie do Ciebie nie pasuje. - Westchnęła siadając na białej sofie.
- Panikujesz, jeszcze nie skończyłam go urządzać. Zobaczysz będzie tu przytulnie. - Odpowiedziała uśmiechając się.
- Przytulnie to by tu było z jakimś facetem..- Nie zdążyła dokończyć, bo Hermiona w porę jej przerwała.
- Tylko znowu nie zaczynaj, nie mam zamiaru ponownie o tym gadać. Naleje nam wina i opowiadaj jak tam po ostatniej podróży. -  Powiedziała wyciągając butelkę drogiego francuskiego wina. Monolog Ginny był wyczerpujący, a czym więcej wypiła alkoholu tym jej opowiadania stawały się dokładniejsze. Godzinami mówiła o poznanych mężczyznach, nie zapominając wtrącić, że ten idealnie pasowałby do Miony. Na co ta tylko się uśmiechała i pozostawiała to bez komentarza. Mogłoby się wydawać, że dziewczyny świetnie się z sobą bawią. Jednak od około dwudziestej trzydzieści Hermiona już z wyczekiwaniem, co chwilę spoglądała na zegar oczekując pożegnania. Dopiero po dwudziestej-trzeciej panna Wesley po raz pierwszy wspomniała, że musiałaby już pójść. Niestety, żeby nic wyglądało dziwnie, Hermiona musiała jeszcze trochę po nalegać, aby została na dłużej. Ostatecznie równo o północy Ginny teleportowała się, za pomocą kominka, prosto do swojego domu. Kolejna wizyta za dokładny miesiąc. Teraz kiedy Granger wreszcie pozbyła się gościa, mogła spokojnie wrócić do swoich spraw. Zanim zaśnie musi się jeszcze upewnić, że wszystko znajduje się dokładnie tam gdzie powinno. Biorąc do ręki kieliszek z resztką wina udała się długim korytarzem, aż do drzwi prowadzących do jej prywatnej biblioteki. Znalazła się teraz w dużym pomieszczeniu. Na środku pokoju znajdowało się biurko w odcieniu ciemnego brązu. Do pokoju światło wpadało przez dwa duże okna. Reszta ścian pokryta była półkami z książkami. Młoda kobieta rozejrzała się po pokoju. Spojrzała w kilka charakterystycznych miejsc, sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu. Pewna, że nikt tutaj nie wchodził wyjęła różdżkę. Obróciła się wypowiadając kilka zaklęć ochronnych - alarm jej własnego autorstwa. Teraz mogła spokojnie pójść spać. Zamykając drzwi użyła malutkiego kluczyka, który zawsze wisiał na jej łańcuszku. 

***

Następnego dnia. Malfoy Manor.
      - Ty na prawdę myślisz, że ja mam teraz na to czas! Zgłupiałeś już do reszty, Potter! - krzyk młodego Malfoy'a było słychać na terenie całej rezydencji.
- Nie masz się o co martwić, no chyba, że coś ukrywasz. - Odpowiedział spokojnie wiceminister. Akurat dzisiaj i to na dodatek z samego rana, Harry wpadł do domu Dracona, w celu przeszukania. W tym miesiącu był to już trzeci raz. Najwyraźniej Potter uparł się, że znajdzie coś na dawnego wroga, tak jakby śmierć jego matki i przebywanie ojca w Azkabanie było niewystarczające.
- Słuchaj, za 10 minut mam być w pracy. Uczciwej i legalnej, możesz nawet zadzwonić do mojej sekretarki. Nie mam czasu dzisiaj się z Tobą bawić. Zjeżdżaj stąd, albo następne co kupie to całe wasze cholerne ministerstwo! - Tego było za wiele, czy już w domu nie można mieć świętego spokoju- przebiegło mu przez myśl. - Dobra Malfoy, jak nie chcesz po dobroci. Sąd wyznaczy nakaz na przeszukanie tej dziury, będziesz miał wyznaczoną dokładną datę i godzinę, żebyś tylko się zjawił.- Powiedział poprawiając okulary. - Chłopaki zbieramy się! Ale jeszcze tu wpadniemy.- Na twarzach reszty pracowników ministerstwa malowało się zmęczenie. Najwyraźniej i oni mieli dość ciągłego wracania w to miejsce. Jak szybko się pojawili tak samo szybko zniknęli.
- Świetnie za 5 minut muszę być w pracy. - Mruknął pod nosem Draco. Stanął przed lustrem w salonie, poprawił krawat i spojrzał na kominek. Dopiero poniedziałek, a mu już odechciewało się pracy. Tyle tylko, że wygodne życie kosztuje, a więc nie było wymówek. Czas się teleportować. Po wymówieniu nazwy firmy znalazł się w głównym holu swojego przedsiębiorstwa. Młody Malfoy po zakończeniu wojny bardzo szybko zaczął dbać o swój interes. Założył firmę zajmującą się nieruchomościami. W ten sposób pozbył się pieniędzy ojca z nielegalnych interesów. Poza tym, jak się okazało był bardzo dobry w tym co robił. Jego firma zajmowała się nie tylko budynkami czy ziemią, również liczne aukcje wartościowych przedmiotów magicznych były bardzo dobrze znane. Zdecydowanie obracanie pieniędzmi było dla niego czymś łatwym.
Z głównego korytarza skierował się do windy. Jego gabinet znajdował się na szóstym piętrze. Elegancki i chłodny - odpowiedni dla szefa, a jednocześnie pasujący do osobowości Draco. Jego sekretarka Tracy Davis - czekała już w biurze z pełna listą spotkań na dzisiejszy dzień. Trecy była znajomą Dracona z czasów szkolnych. Również należała do Slytherinu. Głównie dlatego dostała tak wysokie stanowisko. Malfoy pamiętał iż była to dziewczyna zawsze sumienna i dokładna, ale też bezwzględna i dyskretna.
- Dzień dobry panie Malfoy, wszystkie dokumenty są już przygotowane. Zostawiam też listę spotkań. - Powiedziała rzeczowo, nawet nie siląc się na uśmiech.
- Dziękuje, możesz już iść. - Odesłał ją siadając za biurkiem i przeglądając korespondencje. Wśród sterty listów znalazł małą karteczkę - Nie zapomnij o spotkaniu. Nie musiał się długo zastanawiać, żeby wiedzieć od kogo ten mały prezent. Zacisnął kartkę w dłoni i wyrzucił do kosza. Nie miał zamiaru na razie się tym przejmować. Do spotkania zostało jeszcze parę godzin, teraz czekała go praca.
     Spotkania ciągły się w nieskończoność. Draco miał wrażenia jakby Tracy na złość zapisała mu dzisiaj tego aż tyle, a jeszcze na dodatek zbliżała się piąta rocznica założenia firmy. Przygotowań było co nie miara. Malfoy miał zamiar wydać bal z tej okazji i, mimo że powołał do tego specjalny komitet, to telefony typu "jakie koloru kwiaty" zdawały się nie mieć końca Po ostatniej tego dnia dyskusji, na temat ceny apartamentowca w centrum miasta, w końcu mógł wrócić do domu. Jeszcze tylko spotkanie z tą kobietą. Musiał przyznać, że go trochę zaintrygowała. Oszukiwał siebie, ze pójdzie tam z ciekawości. Tak naprawdę nie był szczególnie tym zainteresowany, jednak sposób bycia tamtej dziewczyny przypominał mu zachowanie śmierciożerców. Była tajemnicza i zimna. Miała w sobie coś łudząco podobnego do Narcyzy. Pamiętał jak kiedyś życie na łasce Czarnego Pana go pochłaniało, był gotów zrobić wszystko, a z zabijania i torturowania czerpał satysfakcję. Spotkanie z tajemniczą szefową było dla niego jak minimalna szansa – być może jeszcze znajdzie coś co go zainteresuje. Z roku na rok zapominał co znaczy to uczucie – władza, zadawanie bólu. Nie wiedział co się stało przed rozpoczęciem wojny. Nagle się załamał, dłużej tak nie potrafił. Coś w nim pękło. Stracił wszystko, czego nauczyło go życie w rodzinie czysto-krwistych czarodziei na posługach Lorda Voldemorta. Do dzisiaj czuł wewnętrzną pustkę - nie potrafił już znaleźć w życiu pasji. Nic nie sprawiało mu przyjemności. Książki i filmy nudziły, wykwintna kuchnia straciła smak, a alkohol przestał otumaniać. Próbował ratować się pracą, ale i to nie dawało oczekiwanych efektów.
    Kiedy dotarł do domu z pracy, do spotkania zostały zaledwie dwie godziny, a jeszcze musiał się dostać na obrzeże Londynu. Według informacji, które zostawiła mu ta kobieta równo o dziewiętnastej będzie ktoś na niego czekał, albo raczej to on ma czekać na kogoś. Z tą myślą poszedł wziąć szybki prysznic i znaleźć jakieś wygodne ciuchy. Garnitur od Armaniego chyba nie będzie odpowiedni w tych okolicach. Wybrał ciemne jeansy i czarną koszulę. Nie ważne jak bardzo był znużony życiem – dobry wygląd był jego dewizą. Wychodząc z rezydencji rzucił zaklęcia ochronne, a nuż Potter zechce znowu wpaść.Zjawił się dokładnie za pięć dziewiętnasta, nie miał w zwyczaju aby kobiety na niego czekały. Rozejrzał się po okolicy, jeszcze nikogo nie było. Dziwił się czemu wybrała akurat to miejsce – stary hotel z restauracją na dole. Miejsce to wyglądało jakby zamknięcie było tu kwestią dni. Malfoy zajął stolik w restauracji i poczekał na kelnera, starszy mężczyzna, który wreszcie podszedł wydawał się pełnić w tym miejscu kilka ról. Dracon zamówił tylko wodę. Zanim mu ją przyniesiono do stolika dosiadła się kobieta...



10 komentarzy:

  1. Wpadłam na Twojego bloga zupełnie przypadkiem, ale bardzo się z tego cieszę :) . Wciągnął mnie Twój pomysł na historię i mam zamiar śledzić Twojego bloga. Bardzo podoba mi się to jak piszesz, ładnie i płynnie, a to się dobrze czyta! :)
    Czekam na następny rozdział :)

    http://hermionyswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest naprawdę o niebo lepiej i wchodząc, zastanawiałam się, czy to rzeczywiście ten sam blog! Bardzo się postarałaś i oczywiście cieszę się z tego, że ocena jednak Cię zmotywowała.
    Oczywiście w swojej oceniającej naturze, mam jeszcze parę uwag (czy też rad, jak kto woli).

    "Termin nowej notki na razie nie znany prawdopodobnie w tygodniu 26.08 - 01.09" - Termin nowej notki na razie nieznany, prawdopodobnie w tygodniu 26.08 - 01.09."

    Zamiast "Spis Treści" po prostu "Spis treści".

    Przestrzeń pod blogiem jest denerwująca. Proponowałabym Ci ukryć Technologię, opcję subskrybowania komentarzy i napis "starszy post" i "nowszy post" za pomocą odpowiednich kodów css.

    I jedno jeszcze, bardzo ważne - ujednolicenie czcionki. Ta sama czcionka, ten sam rozmiar, te same dodatki (albo na każdej stronie pochylona albo wszędzie prosta). I ten sam kolor. Proponowałabym jakiś ciemny brąz zamiast czarnego.

    To tyle, ale to już w sumie taka drobnica. Jeszcze raz powiem, że bardzo się cieszę, że pracujesz nad swoją stroną! Oby tak dalej, a później wpadnę i przeczytam jeszcze rozdziały.

    Pozdrawiam, Mukudori.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest świetnie napisany, lecz nie będę się na razie wciągać w twoje opowiadanie, ponieważ ja również nie chcę czytać opowiadań potterowskich, dopóki nie skończę czytać całej sagi :) Ale szablon od razu zachęca do pozostania na dłużej :) Pozdrawiam.

    [independent-secrets]

    OdpowiedzUsuń
  4. Super :) ta tajemnicza dziewczyna... Nie mam pojęcia kto to, chociaż... Pożyjemy, zobaczymy :D tylko szybko dodaj nexta :) pozdruffka,
    Gosia :)
    Zapraszam na:
    czekalam-na-ciebie-cale-swoje-zycie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Hermiona mnie irytuje, ale Draco nadrabia i intryguje :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. tyle tajemnic do odkrycia, więc zabieram się za rozdział IV

    OdpowiedzUsuń
  7. Hermiona jest dobra w udawaniu osoby, której nie jest  Trochę mnie to martwi z jednej strony.
    Szkoda, że nie w Ginny już takiej przyjaciółki jak za czasów Hogwartu…
    Malfoy tak sądziła, że posługa u Voldemorta nadawała jego życiu jakiś sens… A teraz go stracił…
    Wychowany był w takim a nie innym domu, bycie złym musiało dawać mu satysfakcje 
    Ciekawe co wyniknie ze spotkania z tajemniczą kobietą… którą jest :D

    OdpowiedzUsuń