W domu Hermiony Granger, na staromodnym
zegarze wybiła już godzina dwudziesta. Równocześnie z biciem zegara słychać
było dzwonek do drzwi. Z cichym westchnieniem młoda brunetka udała się
otworzyć. Najwyraźniej przybycie dawnej przyjaciółki nie sprawiało jej już tyle
radości co w czasach szkolnych. Zanim sięgnęła do złotej klamki lekko się
uśmiechnęła. Kolejną grę czas zacząć - pomyślała, wpuszczając Ginny do środka.
Panna Wesley jak zwykle była w dobrym humorze. Uściskała mocno Hermionę i
pocałowała w oba policzki. Ledwo weszła do środka, a już widać było, że ma tyle
rzeczy do opowiedzenia.
- Nie wiem jak ty możesz lubić tę porę roku, jestem
cała przemoczona. - Powiedziała Ginewra, ściągając beżowy płaszczyk.- Och, nie
doceniasz piękna jesieni, pozwól, że moja skrzatka odwiesi twój płaszcz. -
Powiedziała Hermiona lekko się uśmiechając. Na te słowa od razu obok nich
pojawiła się niska i drobna istota o imieniu Rosi.
- Jasne proszę. Tylko coś mi tu nie pasuję - Hermiona
Granger, założycielka stowarzyszenia WESZ, wielka przeciwniczka wykorzystywania
skrzatów domowych do pomocy, co się nagle z tobą stało ? - spytała, - czyżbyś
zmieniła swoje poglądy? - Dokończyła podając okrycie i spoglądając na
przyjaciółkę tym ciekawskim wzrokiem.- Może pogadamy o tym przy kawie, chodź do
salonu.- Mionka, no dawaj ty i skrzaty w domu, to jak ja i stały partner.
-Och, Ginny po prostu dorosłam. Już dawno skończyłyśmy
szkołę. Zresztą zrozumiałam, że nie można nikogo uszczęśliwiać na siłę. Rosi
służyła w tym domu od pokoleń, jest do niego strasznie przywiązana i dość dużo
o nim wie. Rezygnując z jej pomocy to tak jakbym ją z wyrzucała. - I pozbyła się informacji - przebiegło jej przez myśl.
- Masz rację, chociaż ty rzadko kiedy jej nie masz.
Nie dziwię się, że odniosłaś sukces - Powiedziała, rozglądając się po
salonie. - Mimo, że jestem tu kolejny raz nie potrafię się przyzwyczaić do
tego, że tu mieszkasz, ten dom jest taki zimny i smutny. Zupełnie do Ciebie nie
pasuje. - Westchnęła siadając na białej sofie.
- Panikujesz, jeszcze nie skończyłam go urządzać.
Zobaczysz będzie tu przytulnie. - Odpowiedziała uśmiechając się.
- Przytulnie to by tu było z jakimś facetem..- Nie
zdążyła dokończyć, bo Hermiona w porę jej przerwała.
- Tylko znowu nie zaczynaj, nie mam zamiaru ponownie o
tym gadać. Naleje nam wina i opowiadaj jak tam po ostatniej podróży. -
Powiedziała wyciągając butelkę drogiego francuskiego wina. Monolog Ginny
był wyczerpujący, a czym więcej wypiła alkoholu tym jej opowiadania stawały się
dokładniejsze. Godzinami mówiła o poznanych mężczyznach, nie zapominając
wtrącić, że ten idealnie pasowałby do Miony. Na co ta tylko się uśmiechała i
pozostawiała to bez komentarza. Mogłoby się wydawać, że dziewczyny świetnie się
z sobą bawią. Jednak od około dwudziestej trzydzieści Hermiona już z
wyczekiwaniem, co chwilę spoglądała na zegar oczekując pożegnania. Dopiero po
dwudziestej-trzeciej panna Wesley po raz pierwszy wspomniała, że musiałaby już
pójść. Niestety, żeby nic wyglądało dziwnie, Hermiona musiała jeszcze trochę po
nalegać, aby została na dłużej. Ostatecznie równo o północy Ginny teleportowała
się, za pomocą kominka, prosto do swojego domu. Kolejna wizyta za dokładny
miesiąc. Teraz kiedy Granger wreszcie pozbyła się gościa, mogła spokojnie
wrócić do swoich spraw. Zanim zaśnie musi się jeszcze upewnić, że wszystko
znajduje się dokładnie tam gdzie powinno. Biorąc do ręki kieliszek z resztką
wina udała się długim korytarzem, aż do drzwi prowadzących do jej prywatnej
biblioteki. Znalazła się teraz w dużym pomieszczeniu. Na środku pokoju
znajdowało się biurko w odcieniu ciemnego brązu. Do pokoju światło wpadało
przez dwa duże okna. Reszta ścian pokryta była półkami z książkami. Młoda
kobieta rozejrzała się po pokoju. Spojrzała w kilka charakterystycznych miejsc,
sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu. Pewna, że nikt tutaj nie
wchodził wyjęła różdżkę. Obróciła się wypowiadając kilka zaklęć ochronnych -
alarm jej własnego autorstwa. Teraz mogła spokojnie pójść spać. Zamykając drzwi
użyła malutkiego kluczyka, który zawsze wisiał na jej łańcuszku.
***
Następnego dnia. Malfoy Manor.
- Ty na prawdę myślisz, że ja mam
teraz na to czas! Zgłupiałeś już do reszty, Potter! - krzyk młodego Malfoy'a
było słychać na terenie całej rezydencji.
- Nie masz się o co martwić, no chyba, że coś
ukrywasz. - Odpowiedział spokojnie wiceminister. Akurat dzisiaj i to na dodatek
z samego rana, Harry wpadł do domu Dracona, w celu przeszukania. W tym miesiącu
był to już trzeci raz. Najwyraźniej Potter uparł się, że znajdzie coś na
dawnego wroga, tak jakby śmierć jego matki i przebywanie ojca w Azkabanie było
niewystarczające.
- Słuchaj, za 10 minut mam być w pracy. Uczciwej i
legalnej, możesz nawet zadzwonić do mojej sekretarki. Nie mam czasu dzisiaj się
z Tobą bawić. Zjeżdżaj stąd, albo następne co kupie to całe wasze cholerne
ministerstwo! - Tego było za wiele, czy już w domu nie można mieć świętego
spokoju- przebiegło mu przez myśl. - Dobra Malfoy, jak nie chcesz po
dobroci. Sąd wyznaczy nakaz na przeszukanie tej dziury, będziesz miał
wyznaczoną dokładną datę i godzinę, żebyś tylko się zjawił.- Powiedział
poprawiając okulary. - Chłopaki zbieramy się! Ale jeszcze tu wpadniemy.- Na
twarzach reszty pracowników ministerstwa malowało się zmęczenie. Najwyraźniej i
oni mieli dość ciągłego wracania w to miejsce. Jak szybko się pojawili tak samo
szybko zniknęli.
- Świetnie za 5 minut muszę być w pracy. - Mruknął pod
nosem Draco. Stanął przed lustrem w salonie, poprawił krawat i spojrzał na
kominek. Dopiero poniedziałek, a mu już odechciewało się pracy. Tyle tylko, że
wygodne życie kosztuje, a więc nie było wymówek. Czas się teleportować. Po
wymówieniu nazwy firmy znalazł się w głównym holu swojego przedsiębiorstwa.
Młody Malfoy po zakończeniu wojny bardzo szybko zaczął dbać o swój interes.
Założył firmę zajmującą się nieruchomościami. W ten sposób pozbył się pieniędzy
ojca z nielegalnych interesów. Poza tym, jak się okazało był bardzo dobry w tym
co robił. Jego firma zajmowała się nie tylko budynkami czy ziemią, również
liczne aukcje wartościowych przedmiotów magicznych były bardzo dobrze znane.
Zdecydowanie obracanie pieniędzmi było dla niego czymś łatwym.
Z głównego korytarza skierował się do windy. Jego
gabinet znajdował się na szóstym piętrze. Elegancki i chłodny - odpowiedni dla
szefa, a jednocześnie pasujący do osobowości Draco. Jego sekretarka Tracy Davis
- czekała już w biurze z pełna listą spotkań na dzisiejszy dzień. Trecy była
znajomą Dracona z czasów szkolnych. Również należała do Slytherinu. Głównie
dlatego dostała tak wysokie stanowisko. Malfoy pamiętał iż była to dziewczyna
zawsze sumienna i dokładna, ale też bezwzględna i dyskretna.
- Dzień dobry panie Malfoy, wszystkie dokumenty są już
przygotowane. Zostawiam też listę spotkań. - Powiedziała rzeczowo, nawet nie
siląc się na uśmiech.
- Dziękuje, możesz już iść. - Odesłał ją siadając za
biurkiem i przeglądając korespondencje. Wśród sterty listów znalazł małą
karteczkę - Nie zapomnij o spotkaniu. Nie
musiał się długo zastanawiać, żeby wiedzieć od kogo ten mały prezent. Zacisnął
kartkę w dłoni i wyrzucił do kosza. Nie miał zamiaru na razie się tym
przejmować. Do spotkania zostało jeszcze parę godzin, teraz czekała go praca.
Spotkania ciągły się w
nieskończoność. Draco miał wrażenia jakby Tracy na złość zapisała mu dzisiaj
tego aż tyle, a jeszcze na dodatek zbliżała się piąta rocznica założenia firmy.
Przygotowań było co nie miara. Malfoy miał zamiar wydać bal z tej okazji i,
mimo że powołał do tego specjalny komitet, to telefony typu "jakie koloru
kwiaty" zdawały się nie mieć końca Po ostatniej tego dnia dyskusji, na
temat ceny apartamentowca w centrum miasta, w końcu mógł wrócić do domu.
Jeszcze tylko spotkanie z tą kobietą. Musiał przyznać, że go trochę
zaintrygowała. Oszukiwał siebie, ze pójdzie tam z ciekawości. Tak naprawdę nie
był szczególnie tym zainteresowany, jednak sposób bycia tamtej dziewczyny
przypominał mu zachowanie śmierciożerców. Była tajemnicza i zimna. Miała w
sobie coś łudząco podobnego do Narcyzy. Pamiętał jak kiedyś życie na łasce
Czarnego Pana go pochłaniało, był gotów zrobić wszystko, a z zabijania i
torturowania czerpał satysfakcję. Spotkanie z tajemniczą szefową było dla niego
jak minimalna szansa – być może jeszcze znajdzie coś co go zainteresuje. Z roku
na rok zapominał co znaczy to uczucie – władza, zadawanie bólu. Nie wiedział co
się stało przed rozpoczęciem wojny. Nagle się załamał, dłużej tak nie potrafił.
Coś w nim pękło. Stracił wszystko, czego nauczyło go życie w rodzinie
czysto-krwistych czarodziei na posługach Lorda Voldemorta. Do dzisiaj czuł
wewnętrzną pustkę - nie potrafił już znaleźć w życiu pasji. Nic nie sprawiało
mu przyjemności. Książki i filmy nudziły, wykwintna kuchnia straciła smak, a
alkohol przestał otumaniać. Próbował ratować się pracą, ale i to nie dawało
oczekiwanych efektów.
Kiedy dotarł do domu z pracy, do
spotkania zostały zaledwie dwie godziny, a jeszcze musiał się dostać na obrzeże
Londynu. Według informacji, które zostawiła mu ta kobieta równo o
dziewiętnastej będzie ktoś na niego czekał, albo raczej to on ma czekać na
kogoś. Z tą myślą poszedł wziąć szybki prysznic i znaleźć jakieś wygodne
ciuchy. Garnitur od Armaniego chyba nie będzie odpowiedni w tych okolicach.
Wybrał ciemne jeansy i czarną koszulę. Nie ważne jak bardzo był znużony życiem
– dobry wygląd był jego dewizą. Wychodząc z rezydencji rzucił zaklęcia
ochronne, a nuż Potter zechce znowu wpaść.Zjawił się dokładnie za pięć
dziewiętnasta, nie miał w zwyczaju aby kobiety na niego
czekały. Rozejrzał się po okolicy, jeszcze nikogo nie było. Dziwił
się czemu wybrała akurat to miejsce – stary hotel z restauracją na dole. Miejsce
to wyglądało jakby zamknięcie było tu kwestią dni. Malfoy zajął stolik w
restauracji i poczekał na kelnera, starszy mężczyzna, który wreszcie podszedł
wydawał się pełnić w tym miejscu kilka ról. Dracon zamówił tylko wodę. Zanim mu
ją przyniesiono do stolika dosiadła się kobieta...
Wpadłam na Twojego bloga zupełnie przypadkiem, ale bardzo się z tego cieszę :) . Wciągnął mnie Twój pomysł na historię i mam zamiar śledzić Twojego bloga. Bardzo podoba mi się to jak piszesz, ładnie i płynnie, a to się dobrze czyta! :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział :)
http://hermionyswiat.blogspot.com/
Jest naprawdę o niebo lepiej i wchodząc, zastanawiałam się, czy to rzeczywiście ten sam blog! Bardzo się postarałaś i oczywiście cieszę się z tego, że ocena jednak Cię zmotywowała.
OdpowiedzUsuńOczywiście w swojej oceniającej naturze, mam jeszcze parę uwag (czy też rad, jak kto woli).
"Termin nowej notki na razie nie znany prawdopodobnie w tygodniu 26.08 - 01.09" - Termin nowej notki na razie nieznany, prawdopodobnie w tygodniu 26.08 - 01.09."
Zamiast "Spis Treści" po prostu "Spis treści".
Przestrzeń pod blogiem jest denerwująca. Proponowałabym Ci ukryć Technologię, opcję subskrybowania komentarzy i napis "starszy post" i "nowszy post" za pomocą odpowiednich kodów css.
I jedno jeszcze, bardzo ważne - ujednolicenie czcionki. Ta sama czcionka, ten sam rozmiar, te same dodatki (albo na każdej stronie pochylona albo wszędzie prosta). I ten sam kolor. Proponowałabym jakiś ciemny brąz zamiast czarnego.
To tyle, ale to już w sumie taka drobnica. Jeszcze raz powiem, że bardzo się cieszę, że pracujesz nad swoją stroną! Oby tak dalej, a później wpadnę i przeczytam jeszcze rozdziały.
Pozdrawiam, Mukudori.
Dziękuje ;)
UsuńRozdział jest świetnie napisany, lecz nie będę się na razie wciągać w twoje opowiadanie, ponieważ ja również nie chcę czytać opowiadań potterowskich, dopóki nie skończę czytać całej sagi :) Ale szablon od razu zachęca do pozostania na dłużej :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń[independent-secrets]
Super :) ta tajemnicza dziewczyna... Nie mam pojęcia kto to, chociaż... Pożyjemy, zobaczymy :D tylko szybko dodaj nexta :) pozdruffka,
OdpowiedzUsuńGosia :)
Zapraszam na:
czekalam-na-ciebie-cale-swoje-zycie.blogspot.com
Hm, intrygujesz.
OdpowiedzUsuń`la_tua_cantante_
Hmmm, intrygujące
OdpowiedzUsuńJula =]
Hermiona mnie irytuje, ale Draco nadrabia i intryguje :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
tyle tajemnic do odkrycia, więc zabieram się za rozdział IV
OdpowiedzUsuńHermiona jest dobra w udawaniu osoby, której nie jest Trochę mnie to martwi z jednej strony.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nie w Ginny już takiej przyjaciółki jak za czasów Hogwartu…
Malfoy tak sądziła, że posługa u Voldemorta nadawała jego życiu jakiś sens… A teraz go stracił…
Wychowany był w takim a nie innym domu, bycie złym musiało dawać mu satysfakcje
Ciekawe co wyniknie ze spotkania z tajemniczą kobietą… którą jest :D