Malfoy nawet nie zdążył odsunąć jej krzesła. Ta dziwna kobieta była od niego zdecydowanie szybsza. Mimo to, miał zamiar postępować z tajemniczą szefową jak z wszystkimi innymi kobietami. Dobre maniery, uśmiech i odpowiednie perfumy, to było coś co jego zdaniem zadziała na każdą. Jednak tym razem poczuł, że będzie się musiał bardziej wysilić. Pamiętając poprzednią nieznajomą spodziewał się drobnej i ładnej dziewczyny. Natomiast kobieta, która zjawiła się na spotkaniu była przeciwnością swojej podwładnej. Mimo to nie można było jej zarzucić braku urody. Dorosła kobieta - na oko około trzydziestego-piątego roku życia. Miała nienaganną sylwetkę, włosy w kolorze ciemnego brązu, ścięte na bardzo krótko, które mocno kontrastowały z jej bladą karnacją. W jej twarzy było coś niepokojącego - usta układały się w perfekcyjny uśmiech, natomiast oczy pozostawały bez wyrazu. Mogłoby się wydawać, że i jej odczucia gdzieś zniknęły. Draconowi przypominała trochę Narcyzę. Była dojrzała, chłodna i surowa. Bardzo podobna do jego matki.
- Cieszę się, że jesteś. To bardzo przyśpieszy całą sprawę, - jej głos był równie lodowaty co oczy - nazywam się Megan - skończyła wpatrując się w niego wyczekująco.
- Draco, miło mi panią poznać, jednak ciekawi mnie jaki jest cel tego spotkania.- powiedział, nawet na chwilę nie uginając się pod jej wzrokiem.
- Miałam nadzieję, że od razu przejdziemy do rzeczy - po jej twarzy przemknął delikatny uśmiech - Draco, potraktuj tę rozmowę ze mną jako test. Rzeczy, o których Cię dzisiaj poinformuje nie powinny wyjść po za ściany tej restauracji. - Na te słowa młody mężczyzna, tylko skinął głową i pozwolił jej kontynuować.- Spotkanie ze mną jest tylko wstępem, owszem Alison zwykła mnie nazywać szefową, ale tak na prawdę nade mną jest ktoś o wiele ważniejszy. Pamiętasz tę dziewczynę, którą po Ciebie posłałam? - kolejne twierdzące skinienie.- Ona zna jedynie pięć osób z organizacji, ja znam siedem w tym jako jedna z nielicznych poznałam prawdziwą szefową. System jest prosty na tyle, że w ten sposób są małe szanse aby powiązać ze sobą odpowiednich ludzi. Innymi słowy, nawet gdybyś zechciał porozmawiać z ministerstwem na mój temat nic Ci to nie da. - kolejny uśmiech, widać było, że Megan jest zadowolona z swoich obowiązków. - Tak czy inaczej, zapewne chcesz poznać cel naszego spotkania.
- Nie powiem, nie codziennie dostaję tajemnicze wiadomości. - Tym razem ironiczny uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Hmm, trochę to będzie trudne nie wszystko mogę Ci powiedzieć, ale jednym słowem możemy ci pomóc.
- Chyba informatorów nie macie zbyt dobrych, w czym niby potrzebuje pomocy? - Zdecydowanie oszalała, co może mi zaproponować.
- Nie zaprzeczysz, że od dawna nic Cię nie bawi? Straciłeś radość z życia, nie w momencie upadku Czarnego Pana, ale nieco wcześniej. Kobiety i pieniądze zaczęły cię nudzić. Nie zostało nic w czym znajdowałbyś zainteresowanie. - Odpowiedziała jej cisza. Nie tego się spodziewał, przecież nikomu się nie zwierzał, nawet Blaise nigdy nie poznał tego co Dracona przerażało najbardziej. - Czujesz jakby ktoś pozbawił cię duszy, mam rację? - kontynuowała, kiedy on już pogrążył się w własnych myślach. Chciał ją wyzwać od wariatek i uciec, albo obrócić wszystko w żart. Tyle tylko, że zwyczajnie nie potrafił. Został bez słowa. Pierwszy raz w życiu Draco Lucjusz Malfoy był zupełnie sparaliżowany. Czuł jakby ta dziwna kobieta weszła bardzo głęboko w jego psychikę.
-Jak? - krótkie pytanie, które padło z jego ust było jednocześnie potwierdzeniem, że ona ma rację. Nie podnosił wzroku, już wystarczająco czuł się obnażony. Wpatrywał się w szklankę przed nim.
- To dość długa historia i nie ja jestem od tego żeby Ci ją wyjaśnić. Moje zadanie jest dużo łatwiejsze, mianowicie chcę żebyś do nas dołączył - Powiedziała oczkując dalszych pytań. Kiedy Malfoy nic nie mówił postanowiła kontynuować. - Nasza organizacja ma wiele zadań. Oczywistym jest, że nie działamy jawnie. Wykonujemy różne zlecenia, jest tylko jedna zasada - działamy na korzyść czarodziejów czystej krwi.
- Zgoda - przerwał jej, podnosząc wzrok. W jego oczach można było dostrzec coś na kształt determinacji. Megan uśmiechnęła się, szybko poszło przeszło jej przez myśl jeszcze tylko zabezpieczenie.
- Świetnie, a więc możemy przejść do wieczystej przysięgi. - Powiedziała podając mu prawą dłoń, na co stojący w oddali starszy kelner, wyciągnął różdżkę i zbliżył się do stolika - Będzie nam asystował, nie martw się. Ta przysięga będzie Cię wiązała na miesiąc. W tym czasie również poznasz szefową, o dziwo jest tobą szczególnie zainteresowana. Osobiście odkryła prawdę o tobie. - Draco przez chwilę się wahał, ale obietnica wydawała się kusząca. Przeżył bycie śmierciożercą, więc i to nie może być gorszę. Podał dłoń kobiecie, a kelner zaczął wygłaszać słowa przysięgi. -Draconie Malfoy'u czy przysięgasz przez najbliższy miesiąc działać na korzyść bractwa klucza, a jednocześnie być oddanym wszystkim decyzją, jakie podejmuje naszej szefowa. - Przysięgam. - Powiedział młody mężczyzna po czym poczuł delikatne pieczenie dłoni i rozbłysło niebieskie światło. Megan puściła jego dłoń i skierowała się do drzwi.- Czekaj na dalsze informację, kogoś do Ciebie wyślemy. - rzuciła na odchodne i wyszła. Nie długo po tym było słychać trzask teleportacji. Kelner
odszedł od stolika zostawiając go samego. Malfoy opadł na krzesło
czując jak w jego organizmie przestaje działać adrenalina. Już dawno się za tym stęsknił. Życie za biurkiem nie było jego wymarzonym zajęciem. Chwilowy zastrzyk adrenaliny był dla niego jak wspomnienie strachu. Namiastka uczuć, które mu kiedyś towarzyszyły. Wpatrywał się teraz w swoją prawą dłoń. Na przegubie nadgarstka pojawił się mały, ledwo dostrzegalny klucz. Najwyraźniej Megan wplotła dodatkowe zaklęcie przynależności do przysięgi.
Przez chwile zastanawiał się jakim cudem to wszystko się wydarzyło. Co raz słabiej pamiętał najważniejsze, najbardziej emocjonujące wydarzenia z życia. Początek odkrywania czarnej magii, poznanie wymogów Belli, misja zabicia Dumbeldora. Pamiętał za to doskonale pierwsze chwile słabości. Na początku roku 1996, zimą, dostał zadanie powierzone przez Lorda Voldemorta. Po głównym zebraniu udał się do swojego pokoju i otworzył butelkę whisky. Wtedy rozpierała go duma, wiedział, że jest to szansa na odkupienie win nieudolnego ojca. Nie czuł jeszcze strachu. Znał starego dyrektora na tyle dobrze, że jednego mógł być pewnie - nie podniesie ręki na ucznia. Nawet w obliczu największego zagrożenia. Wtedy nie była jeszcze znana prawda o Severusie, ujawniona krótko po zakończeniu wojny. Gdyby tylko wiedział, że był częścią planu dyrektora może nie wahałby się go zabić. Z tego co wyciągnął od Pottera, albo raczej co zrobili w większości reporterzy, dowiedział się, że był panem czarnej różdżki. Jak ogromną moc posiadał nie mając o tym pojęcia. Ta myśl dręczyła go przez długi czas, gdyby tylko Lestrange nie zechciała poznęcać się nad szlamą on dalej miałby tę niesamowitą moc, Voldemort by żył, a ród Malfoy odzyskał swoją świetność. Być może było to tylko przejawem jego naiwności. Jednak zawsze lepsze niż aktualne wielbienie szlam. To co działo się w Londynie, na samą myśl przyprawiało o ból głowy.
- Przepraszam musi pan już opuścić to miejsce. - Draco usłyszał głos kelnera, który skutecznie wyrwał go z zamyśleń. Najwyższy czas wrócić do domu.
- Do widzenia. - powiedział po czym skierował się do wyjścia. Widział jak starszy mężczyzna zamyka za nim drzwi. Jednak miał przeczucie, że jeszcze kiedyś się spotkają.
Chwilę później teleportował się wprost do swojego domu. Uznał że najwyższy czas żeby odkurzyć górę posiadłości. Od aresztowania ojca Draco zajmował tylko dól wspaniałej posiadłości, z której mógłby być dumny. Rezydencja należała do rodziny Malfoy od pokoleń. Jej założycielem był Armand Malfoy - praprapradziadek Dracona. Dostał on ziemię od Wilhelma Zdobywcy w hrabstwie Wiltshire w południowej Anglii. Z pochodzenia Armand był francuzem, jednak ofiarowaną ziemię postanowił wykorzystać. Za życia zdążył wybudować główną część dworu. Aktualnie znajdowała się tam, nieużywana od pięciu lat sala balowa. Następni właścicieli kolejno rozbudowywali posiadłość. Każdy z tego szlachetnego rodu dodawał jakiś znaczący element. Była to rodzinna tradycja zapoczątkowana przez Lucjusza Pierwszego, który dzięki temu miał pewność, że Malfoy Manor na zawsze pozostanie w rękach czysto-krwistych czarodziejów. O ile sam założyciel był człowiekiem spokojnym, wychowanym w małej mieścinie francuskiej, to już jego syn - Nicholas był jego przeciwieństwem. To właśnie on zapoczątkował rosnącą nienawiść do mugoli. Krążyła nawet plotka, że wszystko przez jedną mugolską dziewczynę, która odrzuciła zaloty młodzieńca, po tym jak dowiedziała się o jego zdolnościach. Podobno nazwała go dziwakiem i uciekła ze strachu. Od tego czasu Nicholas obracał się tylko w towarzystwie szanowanych rodów, z których to też wybrał sobie małżonkę.Jemu też przypisuję się kolejny znaczący zakup ziemi oraz wybudowanie stajni, które już od co najmniej dwudziestu lat stoją nie używane. Być może ktoś kiedyś jeszcze zadba o ten dwór, jednak na razie jedyny właściciel nie specjalnie był tym zainteresowany.
Kiedy Draco znalazł się na terenie swojej posiadłości na jego oknie czekał już dwie sowy. Jedną z nich rozpoznał od razu, była to mała sowa jarzębata o brązowym upierzeniu. Należała do Tracy, najwyraźniej w biurze stało się coś na tyle ważnego, że panna Davis postanowiła jeszcze tego wieczoru go o tym poinformować. Druga była to sowa śnieżna biała, bardzo podobna do słynnej Hedwigi Pottera. Gdyby nie fakt, że tamta dawno nie żyje pomyślałby, że Harry coś od niego chce. Draco wchodząc do domu odebrał oba listy. Zaczął od służbowego, ciekawość i tak nie była czymś co jakoś szczególnie odczuwał, więc kolejność nie miała większego znaczenia.
Panie Dyrektorze, pragnę z przykrością powiadomić, że planowany bal może się nie odbyć. Niestety sala, którą zarezerwowaliśmy już rok temu jest niedostępna A na planowaną liczbę gości w tak krótkim czasie trudno jest cokolwiek znaleźć.
Kiedy Draco znalazł się na terenie swojej posiadłości na jego oknie czekał już dwie sowy. Jedną z nich rozpoznał od razu, była to mała sowa jarzębata o brązowym upierzeniu. Należała do Tracy, najwyraźniej w biurze stało się coś na tyle ważnego, że panna Davis postanowiła jeszcze tego wieczoru go o tym poinformować. Druga była to sowa śnieżna biała, bardzo podobna do słynnej Hedwigi Pottera. Gdyby nie fakt, że tamta dawno nie żyje pomyślałby, że Harry coś od niego chce. Draco wchodząc do domu odebrał oba listy. Zaczął od służbowego, ciekawość i tak nie była czymś co jakoś szczególnie odczuwał, więc kolejność nie miała większego znaczenia.
Panie Dyrektorze, pragnę z przykrością powiadomić, że planowany bal może się nie odbyć. Niestety sala, którą zarezerwowaliśmy już rok temu jest niedostępna A na planowaną liczbę gości w tak krótkim czasie trudno jest cokolwiek znaleźć.
Z poważaniem Tracy Davis.
Zdecydowanie nie tego oczekiwał, nie żeby specjalnie mu zależało na balu ale zaproszenia miałby być wysłane za dwa dni, nie mógł sobie pozwolić na taką kompromitację. Lekko zdenerwowany otworzył drugi list, przed nim prezentowało się lekko pochyłe, ostro zakończone pismo z ledwo czytelnym podpisem.
Najwyższy czas żebyś wrócił do towarzystwa. Twoje kontakty mogą nam się przydać. Zrób coś z tym.
Megan
Nie długo musiał czekać na dalsze instrukcję. Być może zależy im na czasie. Mają miesiąc, w którym wiąże go przysięga, najwyraźniej chcą go jak najlepiej wykorzystać. Uśmiechnął się pod nosem nareszcie coś w jego życiu się dzieje. Pomysł wydawał się być aż zbyt oczywisty. Najwyraźniej Malfoy Manor czekają generalne porządki. Będzie musiał polecić Tracy, aby przysłała mu więcej skrzatów, zamówiła obsługę i napisała dokładną listę gości. Potrzebuje wszystkich wpływowych czarodziejów na balu w rezydencji Malfoy. Zlecone zadanie miało być jego początkiem, a jak to mówią najważniejsze jest pierwsze wrażenie.
***Następnego dnia w Hogwarcie***
Tego dnia Hermiona udawała się właśnie na umówione spotkanie z dyrektorką szkoły magii i czarodziejstwa Hogwart - Minerwą McGonagall. Odnowiona szkoła wydawała się absolwentce wyjątkowo sztuczna. Prawie na każdym kroku widniała podobizna Albusa Dumbledora. Panna Granger udawała się właśnie na co trzy-miesięczną herbatę do dawnej nauczycielki. Miały zamiar jak za każdym razem omówić interesy. Po wojnie grono nauczycielskie postanowiło, że nie chce aby w szkole znajdowały się jakiekolwiek przedmioty czarno-magiczne. W ten sposób zamknięto dział ksiąg zakazanych i stopniowo przenoszono do odpowiednich instytucji. Ze względów, że jeszcze mało kto ufa ministerstwu, dyrektora to zadanie wolała powierzyć Hermionie. Granger jako zaufana Gryfonka wydawała się do tego wprost idealną kandydatką. W zarządzie szkoły nie znalazł się nikt, kto śmiałby zaprzeczyć. Od dawna znano przywiązanie młodej kobiety do literatury, również jej zasługi działały bardzo korzystnie, a wykonywany przez nią zawód wydawałby się jakby szczęśliwym zrządzeniem losu. Stopniowo księgarnia Esy i Floresy stworzyła odosobniony dział z szczególną ochroną. To właśnie tam przenoszono księgi zakazane. Raz na trzy miesiące właścicielka osobiście uzupełniała te zbiory o dawne zasoby Hogwartu.
Hermiona znajdowała się już przed drzwiami gabinetu dyrektora. Delikatnie zapukała trzy razy, po czym usłyszała ciche proszę - weszła do pokoju. Właściwie od czasów Albusa nie wiele się tam zmieniło wystrój był taki sam, jedynie myślodsiewna była zniszczona, a wszystkie fiolki z wspomnieniami dyrektora zniknęły. Ministerstwo nadal szukało tajemniczego złodzieja, jednak bezskutecznie.
- Witaj Hermiono, siadaj proszę - powiedziała Minewra, zapraszają swojego gościa do biurka.
- Dzień dobry pani profesor, och jak się cieszę, że znowu tu jestem. - powiedział i uśmiechnęła się promiennie.
- Wiem moja droga, od zawsze kochałaś te szkołę, na prawdę byłam zdziwiona, że z waszej trójki tylko ty wróciłaś na siódmy rok. - Powiedziała McGonagall nalewając dziewczynie herbaty. - Proszę częstuj się, a ja zaraz przyniosę listę - kontynuowała. Kiedy nauczycielka zniknęła w dalszej części gabinetu, Hermiona rozejrzała się dookoła. Na ścianach wisiały portrety dawnych dyrektorów, lecz teraz były zupełnie puste. Cieszyła się, że nie musi oglądać Dumbledora. Nigdy nie wybaczy mu tego co odważył się zrobić.
- Już jestem, proszę o to lista, to już ostatnie z ksiąg należących do zakazanych jakie pozostały w Hogwarcie. Jednak gdyby jeszcze jakieś znaleziono jak najszybciej Cię poinformuję. - Powiedziała, podając Hermionie listę. Na kartce znajdowało się nie wiele pozycji. Zaledwie siedem, nic szczególnie zaskakującego. Parę z nich tylko w innych wersjach już od dawna było w posiadaniu księgarni Esy i Floresy. Być może znajdzie w nich coś dopiero gdy je przejrzy. Większość czarodziei nawet nie ma pojęcia co za moc przekazuje oddając takie księgi.
- Dziękuje bardzo pani profesor. Gwarantuję, że będą u mnie bezpieczne. - Uśmiechnęła się, teraz Hermiona bardzo przypominała dawną siebie. Jej ubiór również to podkreślał, specjalnie na to spotkanie założyła jasny kaszmirowy sweter, a do tego czarne spodnie i niewysokie ciemne kozaki. Nauczycielka nawet nie podejrzewała, jak bardzo może się mylić w ocenie młodej kobiety. Tak na prawdę Hermiona czuła jakiś minimalny respekt wobec dawnej nauczycielki, jednak to nie powstrzymywało ją, przed tym aby wykorzystać dawną więź.
-Pozwoli pani profesor, że już pójdę czeka mnie dzisiaj dużo pracy. Mamy nową dostawę. - Powiedziała, wstając z krzesła.
- Tak oczywiście. No cóż dziękuję za odwiedziny Hermiono. Zawsze miło mi widzieć dawnych uczniów.
- Do widzenia. Pokażę tę listę w bibliotece i odbiorę księgi. - Powiedziała po czym opuściła gabinet dyrektorki. Skierowała się teraz do biblioteki, drogę w to miejsce pamiętała doskonale. Trafiłaby tam dosłownie z każdego zakamarku zamku. Było to jedyne miejsce w szkole gdzie czuła się na prawdę dobrze. Przechodząc bocznym korytarzem i rozmyślając o zakazanych księgach ukazały jej się drzwi. Pokój Życzeń, a więc nie został zniszczony po wojnie. Najwyraźniej i tutaj znajdują się księgi, które powinna zabrać. Ostrożnie weszła do środka. W pokoju było pusto, jedynie na środku znajdowała się mała księga. Tytuł jak i autor księgi był zamazany. Wyglądało na to, że leżała tu już od bardzo dawna. Hermiona bez zawahania wzięła ją do ręki i schowała do torebki. Przez chwilę poczuła to wspaniałe, dawne odczucie nadchodzącej tajemnicy. Teraz jednak nie miała na to czasu. Będzie musiała zająć się tym w domu. Wyszła z pokoju nie zostawiając za sobą śladu. Teraz pozostało tylko odebrać zamówienie. Przechodząc na główny korytarz mijała wielu uczniów. Znalazł się nawet jakiś pierwszoroczny gryfon, który chciał jej autograf. Uśmiechnęła się jedynie i zignorowała prośbę chłopca. Nie miała teraz czasu na zabawę z dzieciakami. Wchodząc do biblioteki, uderzył w nią zapach starych książek i mocnej zielonej herbaty, którą zawsze parzyła pani Pince. Nic tu się nie zmieniło. Jedyne miejsce, które zawsze pozostanie takie samo.
- Dzień dobry. Przyszłam po ostatnie księgi. - powiedziała Gryfonka.
- Tak tak, Minewra mi wspominała. Zapraszam do działu ksiąg zakazanych. Z tyłu jest kominek na czas pani teleportacji będzie odblokowany. Wszystko jak zwykle moja droga. - Uśmiechnęła się ciepło, starsza pani Pince cały czas miała problem z nazywaniem Hermiony panią, dla niej cały czas była tą samą dziewczynką, która kochała te książki tak samo jak ona sama.
- Dziękuje. - Powiedziała szeptem i udało się do odpowiedniego działu, Na półce stało już zaledwie siedem ksiąg. Zabrała wszystkie do torby, sprawdzając jeszcze czy tytuły się zgadzają. Najwyższy czas wracać do księgarni, muszę jeszcze zająć się sprawami klucza. - pomyślała i teleportowała się wprost do swojego biura.
// Trochę długo jak na mnie, no ale chyba nie jest źle. Powoli zbliżam się do odkrycia tajemnic. Mam nadzieję, że się podobało.;)
-Pozwoli pani profesor, że już pójdę czeka mnie dzisiaj dużo pracy. Mamy nową dostawę. - Powiedziała, wstając z krzesła.
- Tak oczywiście. No cóż dziękuję za odwiedziny Hermiono. Zawsze miło mi widzieć dawnych uczniów.
- Do widzenia. Pokażę tę listę w bibliotece i odbiorę księgi. - Powiedziała po czym opuściła gabinet dyrektorki. Skierowała się teraz do biblioteki, drogę w to miejsce pamiętała doskonale. Trafiłaby tam dosłownie z każdego zakamarku zamku. Było to jedyne miejsce w szkole gdzie czuła się na prawdę dobrze. Przechodząc bocznym korytarzem i rozmyślając o zakazanych księgach ukazały jej się drzwi. Pokój Życzeń, a więc nie został zniszczony po wojnie. Najwyraźniej i tutaj znajdują się księgi, które powinna zabrać. Ostrożnie weszła do środka. W pokoju było pusto, jedynie na środku znajdowała się mała księga. Tytuł jak i autor księgi był zamazany. Wyglądało na to, że leżała tu już od bardzo dawna. Hermiona bez zawahania wzięła ją do ręki i schowała do torebki. Przez chwilę poczuła to wspaniałe, dawne odczucie nadchodzącej tajemnicy. Teraz jednak nie miała na to czasu. Będzie musiała zająć się tym w domu. Wyszła z pokoju nie zostawiając za sobą śladu. Teraz pozostało tylko odebrać zamówienie. Przechodząc na główny korytarz mijała wielu uczniów. Znalazł się nawet jakiś pierwszoroczny gryfon, który chciał jej autograf. Uśmiechnęła się jedynie i zignorowała prośbę chłopca. Nie miała teraz czasu na zabawę z dzieciakami. Wchodząc do biblioteki, uderzył w nią zapach starych książek i mocnej zielonej herbaty, którą zawsze parzyła pani Pince. Nic tu się nie zmieniło. Jedyne miejsce, które zawsze pozostanie takie samo.
- Dzień dobry. Przyszłam po ostatnie księgi. - powiedziała Gryfonka.
- Tak tak, Minewra mi wspominała. Zapraszam do działu ksiąg zakazanych. Z tyłu jest kominek na czas pani teleportacji będzie odblokowany. Wszystko jak zwykle moja droga. - Uśmiechnęła się ciepło, starsza pani Pince cały czas miała problem z nazywaniem Hermiony panią, dla niej cały czas była tą samą dziewczynką, która kochała te książki tak samo jak ona sama.
- Dziękuje. - Powiedziała szeptem i udało się do odpowiedniego działu, Na półce stało już zaledwie siedem ksiąg. Zabrała wszystkie do torby, sprawdzając jeszcze czy tytuły się zgadzają. Najwyższy czas wracać do księgarni, muszę jeszcze zająć się sprawami klucza. - pomyślała i teleportowała się wprost do swojego biura.
// Trochę długo jak na mnie, no ale chyba nie jest źle. Powoli zbliżam się do odkrycia tajemnic. Mam nadzieję, że się podobało.;)
No i jestem :) Przeczytałam wszystkie rozdziały i szczerze - mam mieszane uczucia. Tak naprawdę nie mogę się połapać o co chodzi z Draco i tą kobietą, albo Hermioną, jej domem i tajemicami, które tak dokładnie ukrywa.
OdpowiedzUsuńCo to za stowarzyszenie? Czy Draco nie powinien zadawać więcej pytań? Dla mnie jego reakcja była wręcz nienaturalna - niezastanawiając się nad tym dłużej po prostu się zgodził, bo nudziło mu się obecne życie?
Trochę to wszystko pomieszłaś.
Ale musze przyznać, że zrobiła się naprawdę ciekawie. Wytworzyłaś jakąś taką fajną atmosferę :D Znalazłam kilka literówek, ale co tam, nikt nie jest perfekcyjny :D
A więc czekam na dalsza część :)
Cieszę się, że znalazłaś czas i wpadłaś. Co do mojego pomieszania z poplątaniem - już nie długo wiele się wyjaśni. Mam nadzieję, że z następnym rozdziałem jakoś to wszystko zacznie się czytelnikom układać. Dzięki wielkie za komentarz ;)
UsuńMuszę przyznać, że Twój blog mnie zaciekawił. Piszesz bardzo dobrze, fajnie łączysz zwykle emocje z nutą grozy, tajemniczości. To sprawia, że Twoje opowiadanie jest niezwykłe.:) Nie będę się rozpisywać, czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
la_tua_cantante_
www.amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com
PS. Dodaję Twój blog do obserwowanych oraz do listy czytelniczej u siebie.:)
Bardzo mnie to cieszy;) Następny rozdział już niebawem. Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. Oczywiście zajrzę do Ciebie, tylko, że już nie dzisiaj bo moje oczy mają dość komputera ;) Pozdrawiam Syntia
UsuńWitam.
OdpowiedzUsuńZaintrygowałaś mnie...
Nie często spotykam się z takim opowiadaniem... Hermiona o dwóch twarzach...
Mi chyba nic za bardzo się nie plącze. Rozumiem dlaczego Dracon chętnie wstąpił do stowarzyszenia. Brak adrenaliny po wojnie. Całe życie żył z wymagającym ojcem, a potem jako śmierciożerca walczył o - w jego mniemaniu - lepszy świat.
Co do Hermiony... zrozumiałam to tak - dowiedziała się jakiejś tajemnicy o sobie i odkrywa ją dalej w swoim domu. Przed przyjaciółmi i dawnymi znajomymi udaje starą Hermionkę, ale tak naprawdę stała się twardą, wyprutą z emocji kobietą. Co do stowarzyszenia - ona jest szefową (przynajmniej tak mi się wydaje) . Pisze na końcu rozdziału "Najwyższy czas wracać do księgarni, muszę jeszcze zająć się sprawami klucza. - pomyślała i teleportowała się wprost do swojego biura" Po za tym zamykała drzwi drobnym kluczem który zawsze nosi na łańcuszku - dlatego taki motyw. :D Interesuje mnie też postać Alison i co takiego zrobiła dla niej Megan (tak myślę, że o niej mowa gdy jakaś kobieta się pyta czy zadanie wykonane, z wypowiedzi Megan wywnioskowałam że A nie poznała prawdziwej szefowej) ;) Ciekawe czy choć trochę trafiłam tymi domysłami :D
Życzę weny i czekam na rozdział :D
http://ciemneijasnekoloryswiata.blogspot.com/
Hej cieszę się, że Ci się podoba. Zrozumiałaś wszystko tak jak ja chciałam to przekazać, a taka informacja jest dla mnie niesamowicie ważna. Dziękuję ;)
UsuńWpadnę do ciebie jak tylko będę miała chwilkę ;)
Ciekawy rozdział, teraz już mam wiele wersji tego, co będzie się dalej działo :D . Hermiona szefową całej organizacji? :>
OdpowiedzUsuńidzie w ślady Voldemorta? :D Czy chce może się zemścić na czystokrwistych? :D Czekam na kolejny! :*
pozdrawiam, Zou.
trochę zemsty będzie, ale jak, po co i dlaczego to w następnym rozdziale ;)
UsuńNasze szablonby sa jak najbardziej dostepne dla kazdego :)
OdpowiedzUsuńHmm, nie wiem co jest nie tak, bo kolezanka ma ten sam szablon i dziala... na pewno robisz wszystko dobrze? tj. pobierasz szablon i kod xml, a potem wczztujesz go za pomoca przyciska w prawym gornym rogu, taki pomaranczowy? aktualnie jestem w niemczech i mam kiepski internet i nie mam jak dokladnie ci z tym pomoc i nawet nie wiem co jest grane, ale sprobuj jeszcyze raz, kochana :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie wpadłam na Twojego bloga, sam wygląd mnie zaciekawił, a to już wielki plus. Podoba mi się jak piszesz ;)
OdpowiedzUsuńwbrewwszystkim.blogspot.com
Dziękuje bardzo;) Na pewno wpadnę do Ciebie
UsuńZnalazłam twojego bloga jakiej pół godzinki temu i nadrobiłam wszystkie rozdziały. Bardzo mi się spodobało, w ciekawy sposób piszesz i na pewno będę śledziła :)
OdpowiedzUsuńZapraszam
http://inmagicworld.blogspot.com/
Dziękuję;) Bardzo mnie to cieszy ;) Na pewno wpadnę do Ciebie
UsuńŚwietnie Syntio :) rozdział jestbardzo dobry :) kocham tajemnice i zagadki :) mam nadzieję, że szybko ujrzę następny :) życzę weny i pozdrawiam,
OdpowiedzUsuńGosia :)
Zapraszam Cię też do siebie na miniaturkę :)
czekalam-na-ciebie-cale-swoje-zycie.blogspot.com
Usuńjeszcze raz pozdrawiam :)
Zaraz wpadnę na miniaturkę ;) Dzięki za odwiedzenie ;) Cieszę się, że się podoba ;)
UsuńNie jest źle...
OdpowiedzUsuń.
.
.
.
.
.
JEST PO PROSTU GENIALNIE ;D
Jula =]
No to mamy szefową, cholercia!
OdpowiedzUsuńOd początku czułam, że to Hermiona jest szefową :) Jednak Ciekawi mnie czego nie mogła wybaczyć Albusowi :) Ciesze się na myśl o Balu w Malfoy Manor :)
OdpowiedzUsuńNad szlamą nie szlamom :)
OdpowiedzUsuń