Hermiona po wizycie w Hogwarcie teleportowała się do głównej siedziby księgarni. Budynek ten znajdował się na obrzeżach Londynu. Nie przypominał w niczym, rozsianych po całym świecie przytulnych fili księgarni Esy i Floresy. Księgarnie miały od zawsze sprawiać wrażenie ciepłych i przyjemnych, za to siedziba firmy miała zupełnie inne zadanie. Wieżowiec wykonany w nowoczesnym stylu, liczył dziesięć pięter, parter oraz podziemia, w których przechowywano księgi zakazane. Ze względu na wiele niebezpiecznych ksiąg Hermiona była zmuszona wprowadzić system bezpieczeństwa. Ochrona, którą dobrała właścicielka, jeszcze nigdy nie zawiodła. Do tego budynku wpuszczano jedynie pracowników. Ani razu od przejęcia działalności przez pannę Hermionę Granger nie wszedł nikt nie proszony na teren firmy. Teleportacja była możliwa tylko po wyjściu z budynku, a samo wejście widoczne było jedynie dla osób posiadających magiczne zdolności. Młoda brunetka teleportowała się w małej uliczce tuż przy firmie, do głównego wejścia zostało jej tylko parę kroków. W ręce trzymała czarną dużą torbę, a w niej kilka ważnych ksiąg i swoje prywatne dokumenty. Kobieta wchodząc do budynku podała szefowi ochrony swój identyfikator, mimo że, przy głównych schodach znajdowały się ozdobne lampy, które rzucały niebieskie światło, jednocześnie ukazując prawdziwy wygląd danej osoby. Hermiona wychodziła z bardzo prostego założenia - nie może wymagać czegoś od podwładnych, jeśli nie wymaga tego od siebie. Bardzo szybko zyskała tym odpowiedni szacunek wśród pracowników. Okazała się również nie tylko molem książkowym, ale i świetnym biznesmenem. Hol główny firmy był elegancki i utrzymany w formalnych kolorach. Na pozór przypominał trochę pomniejszone ministerstwo magii. Jednak tutaj można było wyczuć trochę więcej dobrego gustu. Na wprost do wejścia znajdowała się główna tablica. A na niej dokładnie wypisane, co i na którym piętrze można znaleźć. I tak na piętrze dziesiątym znajdowało się biuro dyrektora Hermiony Jane Granger, piętro niżej dział prawny, następnie działy: administracji, reklamy, ochrony, aż do poziomu minus pierwszego, gdzie na tablicy wypisany był jedynie napis "nieupoważnionym wstęp wzbroniony.". I to właśnie tam musiała się teraz udać panna Granger. Przeszła krętymi schodami piętro niżej. Na wprost jej ukazały się wielkie drzwi, a po bokach dwójka czarodziei, którzy w razie czego czekali z różdżkami w pogotowiu. Ich praca może nie należała do ciekawych, jednak miała ogromne znaczenie. Hermiona zauważyła jak kątem oka obserwują ją gdy nacisnęła klamkę. Sama rzuciła odpowiedni czar, który przypala dłonie nieproszonych gości. Wchodząc do środka ukazała jej się ogromna biblioteka, wypełniona po brzegi księgami. Niektóre z ksiąg nie znajdowały się na zwykłych półkach, a otoczone były dodatkowymi zabezpieczeniami. Tak jak na przykład Tajniki snów, pochodzące z Rosji, obsypane były dookoła jaśminem. Dzięki temu uniemożliwiało to pogrążenie we śnie czytelnika, gdyby tylko przejrzał drugą stronę. W sali tej było również wiele elementów na pozór nie związanych z jakąkolwiek literatura. Ogrom ziół, wody, a nawet łańcuchów wykonanych z żelaza czy srebra. Wszystko było starannie dobrane, aby nic tutaj nie stanowiło zagrożenia dla przebywających w środku osób. Na samym środku tego pokoju znajdowało się niewielkie biurko z dwoma krzesłami. To tutaj Hermiona spędzała o wiele więcej czasu niż w swoim prywatnym gabinecie. Jedynie co ciekawsze, a zarazem trudniejsze do złamania księgi przesyłała na dziesiąte piętro lub do swojego domu. Jednakże większość zagadek zazwyczaj udawało jej się rozwikłać na miejscu. Była jedną z nielicznych osób na tyle obeznanych w przeciwzaklęciach i zabezpieczeniach. Od najmłodszych lat studiowała księgi, znacznie wykraczające poza zakres jej ówczesnej edukacji. Łamanie szyfrów i rozwiązywanie zagadek stało się w pewnym momencie jedyną rzeczą, którą tak na prawdę lubiła. Być może właśnie dlatego tak chętnie pomagała Harry'emu. Teraz jednak nie czekała ją tu żadna szczególna tajemnica. Wypełniała swoje podstawowe obowiązki związanie z codzienną pracą. Wyjęła wszystkie siedem pozycji, które przywiozła z szkoły. Sześć z nich nie wymagało większej uwagi. Nad ostatnią musiała się zastanowić trochę dłużej. Zanim otwarła Świat zmarłych autorstwa Katheriny Ivanowej, rozsypała sól w około. Również przygotowała w pobliżu żelazny łańcuch. Jednak jak się po chwili okazało nie potrzebnie. I to dzieło nie stanowiło większego zagrożenia. Odstawiła wszystko na miejsce i opuściła pomieszczenie. Skierowała się teraz do swojego biura na dziesiąte piętro. W jej gabinecie czekały już na nią nowe dokumenty. Ale także jedna nowa, biała teczka z wyrysowanym kluczem z przodu. Mogło to oznaczać tylko jedno - ktoś pyta, czy przyjąć zlecenie. Widząc to, Hermiona nałożyła na gabinet dodatkowe zaklęcie. Stowarzyszenie klucza, które po wojnie zdecydowała się założyć działo coraz lepiej. A oferowane usługi poszerzały swój zakres. Panna Granger zdecydowała się na symbol klucza z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze jest to oznaczenie docierania do prawdy, otwierania pewnych tajemnic, a po drugie klucz umożliwia także zamknięcie za sobą niewygodnych rozdziałów z życia. Sprawia, że tajemnice mogą pozostać na zawsze nie odkryte. Hermiona twierdziła, że każdy człowiek ma prawo, zarówno do prawdy jak i do zachowania swoich sekretów. Tylko co w momencie, gdy jedno wykluczałoby drugie. Na to już też wyrobiła sobie zdanie. Wtedy decyduje krew i pieniądze. Jakże proste i banalne, a zarazem skuteczne. Usiadła przy biurku i otworzyła powoli teczkę. Na pierwszej stronie była mała karteczka z chętnym wykonawcą. Megan. Kojarzyła tę kobietę, na pewno nie wpadła na nic nudnego. Powoli przeglądając teczkę domyśliła się o co chodzi. Tym razem to nie zabójstwo ani zdrada, sprawa wiązała się z zwykłymi potyczkami politycznymi. Usunięcie jednego z niewygodnych polityków za zbyt dobre informację i antykampanię. W raporcie wstępnym zaznaczono, że to jedynie chwile uciszenie, a nie wyeliminowanie. Również stawka podana za wykonanie zadania była nieprzyzwoicie kusząca. Na dodatek podział jaki obowiązywał dałby Hermionie dwie trzecie całej sumy. Decyzja była szybka. Granger zamknęła oczy, po cichu wypowiedziała zaklęcie i przekręciła w dłoni mały kluczyk. W tym samym czasie Megan poczuła przyjemne pieczenie na nadgarstku, równoznaczne z zgodą szefowej.
Dzień później Malfoy Manor.
Młody mężczyzna wstał dzisiaj wyjątkowo wcześnie. Była dopiero godzina szósta, a on już pił poranną, mocną, czarną kawę. Pracę zaczynał dopiero o dziewiątej, a więc czasu miał jeszcze sporo. Rzadko kiedy zdarzało mu się wstać wcześniej aniżeli byłoby to koniecznie. Dzisiaj jednak miał konkretne plany. Mimo niezbyt przyjemnej, jesiennej pogody postanowił pobiegać. Założył strój sportowy, wypowiedział odpowiednie zaklęciem aby nie odczuwał chłodu i opuścił kuchnię. Zamierzał obiec cały ogromny teren na jakim znajdowała się rezydencja. Jeżeli postanowił wydać bal w tym miejscu, będzie musiał zadbać aby wszystko wróciło do swojej dawnej świetności. Nie może przecież ryzykować, że prorok codzienny czy inny szmatławiec oskarży go o brak porządku i zaniedbanie majątku. Nie specjalnie mu się chciało tym zajmować, ale zawsze było to lepsze niż nic. Całkiem niedawno stwierdził, że najlepszą częścią jego dnia jest sen. Głównie z powodu odpoczynku, który mu zapewniał. Chodziło zwłaszcza o zniwelowanie zmęczenia i pozbycie się dręczących go myśli. Sen dawał mu ukojenie. Nie zastanawiał się wtedy wciąż, czy aby na pewno pozostało w nim coś ludzkiego. Po raz pierwszy wpadł w takie wątpliwości rok po zakończeniu wojny. Jego przyjaciel Blaise miał wtedy poważny wypadek. Mało co nie zginął, jeden z dawnych popleczników Czarnego Pana, odnalazł go i jak to określił pragnął zemsty na zdrajcy. Zabini'ego w ostatnim momencie uratowali aurorzy. Chłopak przeżył, ale trafił na oddział zamknięty w szpitalu świętego Munga. Draco czekał wtedy na jakieś wieści, na piątym piętrze w herbaciarni dla odwiedzających. Jedyne o czym myślał to jak bardzo traci czas. Zdał sobie sprawę, że w najmniejszym stopniu nie obchodzi go los przyjaciela. Jego własne myśli zaczęły go przerażać, wiedział że nie tak powinien reagować, jednak nie mógł nic na to poradzić. Było mu całkowicie obojętne, czy Blaise przeżyję operację czy zginie. Gdy tylko dowiedział się, że życiu szatyna nie zagraża niebezpieczeństwo - opuścił szpital. Później odwiedził jeszcze parę razy swojego kumpla, ale raczej przez wzgląd na ich znajomość w szkole, a nie to co czuł na prawdę.
Draco wybrał trasę swojego biegu zaczynając od stajni wybudowanych przez Nicolasa. Młody Malfoy dokładnie przyjrzał się staremu budynkowi. Nie był jeszcze w tak złym stanie jak się tego spodziewał. Poza tym, za stajnią rozpościerał się krajobraz na piękne łąki. Wystarczyłoby jedynie trochę to odnowić, uprzątnąć oraz zamówić odpowiednie konie. W tej dziedzinie akurat, przystojny blondyn nie miał żadnej wiedzy. Owszem jak nakazywała tradycja w wieku dziesięciu lat nauczył się jeździć, ale nigdy nie stało się to jego pasją. Jazda konna była wtedy dla niego jedną z wielu czynności, które musiał wykonywać, aby dobrze wypaść. Zresztą te zwierzęta nigdy za nim szczególnie nie przepadały. W tej dziedzinie o wiele lepszy był Blaise. Będzie musiał wysłać mu list z prośbą o pomoc być może się zgodzi. Zapamiętując czym musi się tu zająć pobiegł dalej. Jeszcze nie czuł zmęczenia, chociaż nie spodziewał się, że trasa będzie na tyle długa. Dawno nie zagłębiał się w każdy zakamarek dworu. Trochę był zdziwiony, gdy dobiegł do małej altanki. Była już w kiepskim stanie, zniszczona przez pogodę i ogromną ilość kurzu.Ale pamiętał ją jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy była zadbana często przesiadywał tu z rodzicami. To właśnie tu zaczął pierwsze dyskusję z ojcem czym chciałby się zająć w przyszłości. Miał z siedem lat, jak pierwszy raz wytłumaczyła mu matka, że jego przyszłość zapewne będzie powiązana z czarną magią. Wbrew pozorom, jakie zawsze stwarzała ta rodzina, to właśnie Narcyzy zdanie liczyło się najbardziej. Właściwie nie powinno to nikogo dziwić, przecież to ona, a nie Lucjusz, pochodziła z rodu Black. Szacunek i postrach jaki wzbudzał ojciec Malfoy'a był tylko tym co wymagała od niego małżonka, aby wszystko dobrze wyglądało. To ona namówiła go do wstąpienia w szeregi śmierciożerców. Uważała, że to za obowiązek rodzin czystokrwistych. Najlepszym poświadczeniem na to było jej samobójstwo. Wykonane nie ze względu na utratę męża, kłopoty syna czy oczernione nazwisko. Powodem śmierci Narcyzy była rozpacz w jaką popadła, gdy upadł ten którego imienia nie wolno wymawiać, a wraz z nim wszystkie wartości, w jakich żyła i została wychowana.
Za altaną Draconowi zostało już niewiele do zobaczenia. Ogromny taras, który wychodził na południową część rezydencji, był o dziwo w dobrym stanie. Jednak ze względu na pogodę pewnie i tak nie będzie na razie używany. Reszta terenu zajęta była przez łąki oraz stawy. A tutaj wystarczy dobry ogrodnik z magicznymi zdolnościami i będzie po kłopocie. Rozmyślając co jeszcze zrobić mężczyzna stracił poczucie czasu. Gdy wrócił do domu, już widział, że nie zdąży do pracy.
Draco Malfoy już był spóźniony, nie spodziewał się, że sprawdzanie stanu Malfoy Manor zajmie mu tyle czasu. Na dodatek nie mógł się aktualnie teleportować wprost do firmy, ze względu na jakieś niezrozumiałe dla niego naprawy systemów zaklęć ochronnych. Mężczyzna przeniósł się więc do pobliskiego pabu dla czarodziei. Nie często tam bywał, jednak tym razem nie miał zbyt dużego wyboru. Potter czekał, aż tylko potknie mu się noga. Pokazanie magii przy mugolach byłoby odpowiednim pretekstem do aresztowania. Wybiegając wręcz stamtąd, jak na złość natknął się na jakąś brunetkę. No tak, gdy się spieszy jeszcze musi mu ktoś zagrodzić drogę.
- Przepraszam panią, ale bardzo się spieszę. Nic pani nie jest ? - Powiedział, ukrywając znudzenie. Podał kobiecie rękę, aby zachować dobre maniery.
- Dziękuje, ale dam sobie radę. - Powiedziała podnosząc wzrok. W tym momencie Draco zobaczył kogo ma przed sobą. Mimo upływu czasu i zmiany wyglądu poznał ją bez problemu.
-Szl..- ugryzł się w język, to już nie te czasy gdy mógł bezkarnie kogoś zwyzywać- Granger, patrz jak chodzisz. - Poprawił się natychmiast. Jednak nie odsunął ręki. Dalej była szlamą, tego nic nie zmieni, ale była też kobietą, która upadła i to przez jego pośpiech. Brązowowłosa w końcu odpuściła, pozwoliła aby Malfoy jej pomógł. Jego dłonie były delikatne chociaż uniosły ją bez żadnego trudu.
- Dziękuję, a i to ty patrz jak chodzisz. - Nie potrafiła się powstrzymać, aby mu nie odpyskować.
- Jak zwykle szukasz zaczepki. A tu człowiek ma nadzieję, że niektórzy też w końcu dorosną. - Powiedział z wyraźnie lepszym humorem. Nie bawiło go już dokuczanie jej tak jak kiedyś. Jednak na samo wspomnienie miał ochotę się uśmiechnąć. Na sekundę poczuł się jakby na powrót miał piętnaście lat.
-Bawi Cię to Malfoy? - Powiedziała z zaciekawieniem.
-Szczerze to już nie bardzo. Żegnaj Granger. - Powiedział i odwrócił się zmierzając do pracy. Nie wiedział, że za niedługo znowu się spotkają.
// Rozdział nie wyjaśnia tak wiele jak planowałam, można powiedzieć, że ten jest taki przejściowy. W następnym powinno już ukazać się więcej. Już niedługo też więcej scen pomiędzy Hermioną i Draco. Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie dotychczasowe opinie. Syntia
O rany, naprawdę piszesz w bardzo ciekawy oraz poprawny sposób :)
OdpowiedzUsuńNo i bardzo ciekawe spotkanie Granger z Draco! Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział :)
Dziękuje bardzo ;)
UsuńJakoś umknął mi wcześniej Twój blog. Ale po przeczytaniu wszystkich rozdziałów muszę powiedzieć, że bardzo mnie ta historia zaintrygowała i nie mogę się doczekać na dalszy ciąg. :)
OdpowiedzUsuńCzyżby Hermiona była czystej krwi i Dumbledore był w to jakoś zamieszany? Czy to dlatego założyła tę organizację? Czy to jakaś zemsta?
No nic czekam na następny rozdział :)
Pozdrawiam
Dalszy ciąg już nie długo;) No muszę przyznać, że troszkę mnie przejrzałaś ;) Choć myślę, że jakoś jeszcze będę umiała zaskoczyć ;) Dziękuję za opinię
UsuńRozdział jest świetny.;p Fakt, mało wyjaśnia, ale zaczyna się już Dramione.:D
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny.:)
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
Dziękuję ;)
UsuńZawitałam tu przypadkiem i nie żałuję. Intrygująca historia... Ciekawa jestem kontynuacji.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Lexie
Dziękuje ;)
UsuńMałe drobne błędy, ale to jak u każdego! :)
OdpowiedzUsuńBardzo opisowy, ale przynajmniej ciekawy :D Nie czytałam tego do niechcenia, tylko bardzo mnie wciągnęło, tak trzymaj :) Jestem ciekawa jak będzie wyglądało spotkanie Malfoya i Hermiony w Stowarzyszeniu :D.
czekam na kolejny :) i zapraszam do siebie, na nowy post :)
pozdrawiam, Zou.
http://hermionyswiat.blogspot.com/
jak widzisz błedy smiało wytykaj :P o ile Ci się chce ^^ Cieszę się, że nie zanudziłam :)
UsuńNa pewno wpadnę ;)
Znalazłam Twojego bloga i mnie zainteresowałaś :-)
OdpowiedzUsuńNie mogę doczekać się następnego rozdziału!!!
mojeminiopowiadania.blogspot.com
Dziękuje, zostawiłaś adres, więc wpadne.
UsuńFajny rozdział, uwielbiam tajemnice. Czekam na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuńDzięki, rozdział następny postaram się wstawić dzisiaj, ale nie obiecuje.
UsuńPo prostu brak słów *.*
OdpowiedzUsuńJula =]
podoba mi się taka Narcyza
OdpowiedzUsuńBardzo lubię gdy Hermiona i Draco mają bliskie spotkania :) Taka Narcyza wydaje się ciekawą postacią szkoda, że zagościła tak krótko :(
OdpowiedzUsuń