MINIATURKA
***Witam, oj dawno mnie tu nie było i tym razem jestem ALE nie z kontynuacją. Postanowiłam pierwszy raz zmierzyć się z miniaturką. I oto jej pierwsza część (myślę, że będą dwie maks trzy) . Ostrzegam jestem dość mocno przeziębiona, więc mogło wyjść totalnie beznadziejnie i nie do końca mogę zdawać sobie z tego sprawę;/ . Czekam na wasze komentarze. Jak napiszecie, że absolutnie mam tego nie ciągnąć dalej to na tym się zakończy. To tylko wstęp miniaturki jakby wprowadzenie w ten mały świat. Pomysł przyszedł mi na myśl gdy w radiu leciała piosenka księżniczka - Sylwii Grzeszczak, najlepsze w tym jest to, że ta piosenka jakoś szczególnie mi się nawet nie podoba. No nic nie zanudzam dalej, zapraszam do czytania ;) Syntia Black***
***Witam, oj dawno mnie tu nie było i tym razem jestem ALE nie z kontynuacją. Postanowiłam pierwszy raz zmierzyć się z miniaturką. I oto jej pierwsza część (myślę, że będą dwie maks trzy) . Ostrzegam jestem dość mocno przeziębiona, więc mogło wyjść totalnie beznadziejnie i nie do końca mogę zdawać sobie z tego sprawę;/ . Czekam na wasze komentarze. Jak napiszecie, że absolutnie mam tego nie ciągnąć dalej to na tym się zakończy. To tylko wstęp miniaturki jakby wprowadzenie w ten mały świat. Pomysł przyszedł mi na myśl gdy w radiu leciała piosenka księżniczka - Sylwii Grzeszczak, najlepsze w tym jest to, że ta piosenka jakoś szczególnie mi się nawet nie podoba. No nic nie zanudzam dalej, zapraszam do czytania ;) Syntia Black***
Koniec wieku XVI.
- Corocznie Szkoła
Magii i Czarodziejstwa Hogwart ma zaszczyt przyjąć nowych uczniów,
pragnących zgłębiać tajniki magii i czarnoksięstwa. Serdecznie
witam wszystkich pierwszorocznych. Chciałbym poinformować, że w
tym roku mamy zaszczyt przyjąć księżniczkę Astorię Greengass,
księżniczkę Pansy Parkinson, księżniczkę Ginewrę Weaslay,
księcia Dracona Malfoy'a, księcia Blaisa Zabini'ego oraz księcia
Harry'ego Pottera. Mam nadzieję, że czas spędzony tutaj będzie
dla was szczególnie dobrze zapamiętany. - Powiedział dyrektor
Dumbledor po czym na sali nastąpiły brawa. Oczy wszystkich
skierowane były na pierwszy rząd zajmowany przez dzieci z
najznakomitszych rodów. Nazwiska takie jak Potter czy Malfoy bardzo
dużo znaczyły w dzisiejszym świecie. To właśnie od nich będzie
bardzo wiele zależeć. Mimo, że te dzieci miały dopiero po
jedenaście lat, już wiedziały jaki ciężar spoczywa na ich
barkach. Różnica pomiędzy nimi,a resztą była wręcz namacalna.
Drogie suknie księżniczek mieniły się srebrem i złotem, barwy
były bardzo intensywne. Chociaż mogłoby się wydawać, że aż
zbyt poważne dla ich młodego wieku. Fraki w jakie ubrano młodych
książąt były skrojone z drogiego materiału. Na prawym ramieniu u
każdego z nich wyszyty był herb rodu. Chłopcy prezentowali się
bardzo dumnie. Stali wyprostowani, nie mieli w oczach tej niepewności
i zachwytu, która była widoczna u innych dzieci. Ich przepych i
magia Hogwartu nie zadziwiły.
- Chciałbym abyśmy
zaczęli przydział do poszczególnych domów. Zgodnie z naszym
zwyczajem podziału dokona tiara. Wniknie ona głęboko w wasze serca
i rozpozna do którego z domów pracowicie będziecie należeć. -
Przemówił dyrektor po raz kolejny, a tiara przydziału rozpoczęła
swoją pieśń.
„...A
ja wam zaraz powiem,
Gdzie odtąd zamieszkacie.
Może w Gryffindorze,
Gdzie kwitnie męstwa cnota,
Gdzie króluje odwaga
I do wyczynów ochota.
A może w Hufflepuffie,
Gdzie sami prawi mieszkają,
Gdzie wierni i sprawiedliwi
Hogwarta szkoły są chwałą.
A może w Ravenclawie'
Zamieszkać wam wypadnie
Tam płonie lampa wiedzy,
Tam mędrcem będziesz snadnie.
A jeśli chcecie zdobyć
Druhów gotowych na wiele,
To czeka was Slytherin,
Gdzie cenią sobie fortele.
Więc bez lęku, do dzieła!
Na głowy mnie wkładajcie,
Jam jest Myśląca Tiara,
Los wam wyznaczę na starcie! „
Gdzie odtąd zamieszkacie.
Może w Gryffindorze,
Gdzie kwitnie męstwa cnota,
Gdzie króluje odwaga
I do wyczynów ochota.
A może w Hufflepuffie,
Gdzie sami prawi mieszkają,
Gdzie wierni i sprawiedliwi
Hogwarta szkoły są chwałą.
A może w Ravenclawie'
Zamieszkać wam wypadnie
Tam płonie lampa wiedzy,
Tam mędrcem będziesz snadnie.
A jeśli chcecie zdobyć
Druhów gotowych na wiele,
To czeka was Slytherin,
Gdzie cenią sobie fortele.
Więc bez lęku, do dzieła!
Na głowy mnie wkładajcie,
Jam jest Myśląca Tiara,
Los wam wyznaczę na starcie! „
Gdy tiara zamilkła, z
krzesła podniosła się profesor McGonagall. Kobieta już w starszym
wieku, ale niezwykle szykowna. Miała na sobie długą suknię w
kolorze ciemnego błękitu. Włosy mocno spięte, co tylko dodawało
surowości jej twarzy. Już na pierwszy rzut oka było widać, że
należy do wymagających nauczycieli. Wzięła do ręki listę i
zaczęła odczytywać nazwiska. Pierwsza była Astoria Greengas. Dla
wszystkich wiadome było, że lista nie była ułożona w sposób
przypadkowy. Już tutaj zapadła decyzja kto na jakiej pozycji się
znajduje. Ze względu na dobre maniery pierw odczytywano dziewczęta
z dobrych rodów, następnie pozostałe panny, które prawdopodobnie
miałyby kiedyś zająć miejsca co najwyżej służek lub opiekunek.
Później przechodzono do chłopców i w tym wypadku podobnie.
Hierarchia ustalona w wieku jedenastu lat już pokazywała, kto
zajmuje jakie miejsce.
- księżniczka Astoria
Greengass. - Rozległ się donośny głos pani Profesor. Astoria
podniosła delikatnie swoją obszerną czerwoną suknie i dumny
krokiem ruszyła po kilku schodkach w stronę nauczycielki. Widać
było jak delikatnie zaciska drobne dłonie ze zdenerwowania.
Prawdopodobnie najzwyklej w świecie jak i inne dzieci bała się
trochę tego wszystkiego. Na dodatek rodzina wymagała od niej aby
znalazła się w dobrym domu. Gdyby trafiła do Hufellpuff'u matka
pewnie by się do niej nie przyznawała, a prawo do majątku
przejęłaby jej młodsza siostra Dafne.
- O witam księżną,
Greengrass cóż tu wybór jest oczywisty. Slytherin! - Rozległ się
krzyk tiary na wielkiej sali. Astoria uśmiechnęła się wyraźnie
rozpromieniona, gdy zeszła z krzesła obróciła się wokół
własnej osi a jej suknia z koloru czerwonego przybrała barwę
zieloną z srebrnymi dodatkami. Już na początku potrafiła zrobić
dobre wrażenie. Następne nazwiska trafiały zgodnie z
przewidywaniami. Przeważnie było tak, że jeden ród znajdował się
w konkretnym domu. W ten sposób Parkinson trafiła do Slytherniu, a
księżniczka Weasley do Gryffinodru. Ginerwa była jedyna w
rodzinie, która miała prawo do tytułu. Charakterystyczne w jej
rodzie był fakt, że tytuł zdobywały w pierwszej kolejności
kobiety. Mężczyźni musieli zdobyć pozwolenie króla, ale dopiero
w czasie uzyskania przez nich pełnoletności. Była to umowa zawarta
z poprzednim władcą za pomoc jaka została im udzielona w
odpowiednim momencie. Rodzina ta była zależna od rodziny
królewskiej, ale także miała na nią duży wpływ. Utrzymywano że,
hrabina Molly pozostawała w bardzo dobrych kontaktach z królową.
Po przydzieleniu
najważniejszych dziewcząt przeszło do pozostałych. Parę panien
trafiło do Revenclawu. Były to przeważnie te pochodzące z domów
lekarzy czy doradców. Mimo iż szkoła przekonywała, że w
przydziale nie ma znaczenia rodzina i pochodzenia w praktyce wydawało
się, że jest zupełnie inaczej. Chociaż czegoż można było się
spodziewać, jeśli weźmie się pod uwagę, że talent i
umiejętności w dużym stopniu gromadzi się po rodzicach. Do domy
Godryka trafiły panny z domów strażników królewskich. Uczniowie
przydzieleni do Hufellpuff'u to przeważnie szlamy i czarodziejki
półkrwi. Gdy tiara po raz trzeci powtórzyła nazwę tego domu
większość przestała zwracać uwagę. Oznaczało to jedno lista
wchodziła na ostatni etap – osoby pochodzenia mugolskiego. Po
samych strojach można było dostrzec uboższe rodziny. I o ile
wcześniej mogły się pojawić różne domy. Teraz już nikt nie
miał prawa trafić pod opiekę Lwa lub Węża.
- Hermiona Granger –
wyczytała Mcgonagall i zwinęła listę z nazwiskami dziewcząt.
Ostatnia z nich podeszła powoli do tiary. Dobrze wiedziała, jaką
pozycje będzie zajmować. Los już w tak młodym wieku był dla niej
okrutny i nic nie mogła na to poradzić. Dziewczynka z burzą
gęstych ciemnych loków powoli i z opuszczoną głową zasiadła na
krześle. Gdy nałożona jej tiarę wpatrywała się w swoje buty.
Hermiona nie była najskromniej ubrana, ale o sukni takiej jak
Astorii mogła tylko pomarzyć.
- To bardzo ciekawe.....
tak ciekawe...hmmm. Już jestem pewna. Gryffindor!! - Wykrzyczała
tiara, a na sali zapanowała cisza, która po chwili zmieniła się w
brawa. Członkowie domu Lwa tak przywitali nową uczennice. W oczach
Hermiony zakręciła się łza. Nikt nie spodziewał się takiego
wyniku, a już na pewno nie ona. Uśmiechnęła się promiennie i
dołączyła do stołu. Ludzie witali ją bardzo ciepło. Mimo, że
nie tego się spodziewała. Być może los postanowił w końcu coś
zmienić.
Kiedy Hermiona Granger zeszła z podwyższenia chłopcy wystąpili o jeden krok.
- książce Harry Potter. - Powiedziała Mcgonagall, a na sali na chwilę wszyscy wstrzymali oddech. Oto syn Lili i James'a Potter, tych którzy pokonali Czarnego Pana. Za ich zasługi król nadał im tytuł szlachecki i obdarował dość pokaźnym majątkiem. Dzisiaj są znani jako wielcy czarodzieje. A ich syn nosi na sobie pamiątkę tej walki - bliznę na czole powstałą od uderzenia zaklęcia, które odbiło się Sami-wiecie-kogo. Harry gdy usłyszał swoje nazwisko podszedł do tiary z uśmiechem na ustach. Był jednym z nielicznych, którzy posiadali majątek, a mimo to mieli pogodę ducha i optymistyczne podejście do świata. Gdy tiara dotknęła czubka jego głowy od razu wykrzyczała Gryffindor. Jakby tego było mało Harry zamiast zająć miejsce przy stole dla równych sobie usiadł przy ostatniej z wybranych dziewcząt. Hermiona momentalnie zarumieniła się, ale nie odwróciła głowy.
- Jestem Harry. - Powiedział i wyciągnął rękę. Tak po prostu bez żadnych książę i tym podobnych.
- Hermiona. - Odpowiedziała i uśmiechnęła się promiennie. Nie spostrzegli się nawet, jak z drugiego końca przyglądała się im pewna ruda dziewczynka.
-książę Draco Malfoy. - Wyczytała kolejne nazwisko. Młody blondyn, jedyny spadkobierca ogromnej fortuny rodziny Malfoy, podszedł bardzo powoli dumnym krokiem. Pani profesor nie zdążyła puścić tiary z rąk, kiedy po sali rozbrzmiał dźwięk - Slytherin. Dracon uśmiechnął się, ale bardzo delikatnie widać było, że jego maniery mimo młodego wieku były bez zarzutu. Skierował się do swojego stołu i dopiero wtedy pozwolił sobie na trochę luzu, po chwili miejsce koło niego zajął jego dalszy kuzyn Blaise. Reszta przydziału odbyła się już bez żadnych niespodzianek. Jeszcze tego samego dnia pierwszoroczni dostali swoje plany lekcji i przydziały do dormitorium. Jako, że aktualny dyrektor nie życzył sobie żadnego wywyższania wszyscy mieli zamieszkać w pokojach dwuosobowych. W taki sposób słynny Harry Potter zajął dormitorium z Ronaldem Weasley'em, a tajemnicza Hermiona Granger z księżniczką Ginerwą. Od następnego dnia również zaczynał obowiązywać wszystkich odpowiedni strój szkolny. Była to szata zakładana na swoje własne ubrania. Dla dziewcząt była długa zapinana pod szyją na delikatny srebrny łańcuszek, miała odcień odpowiedni do barw domu. Natomiast chłopcy również mieli taką szatę tyle tylko, że dużo krótszą, czarną, z wstęgą odpowiadającą należności do odpowiedniego domu. Poza tym wszystkich obowiązywał tak zwany strój codzienny. Innymi słowy dziewczęta musiały odpuścić najbardziej rozłożyste suknie na korzyść czegoś wygodniejszego. Niedopuszczalne było na przykład aby któraś z panien odważyła się na odkryte ramiona lub zbyt głęboki dekolt.
Po skończonej uczcie powitalnej uczniowie rozeszli się do swoich dormitoriów, aby już następnego dnia przystąpić do zajęć.
W dormitorium Gryffindoru.
- Myślisz, że mogłabym zająć te szafy. Nie masz nic przeciwko ?
- Ależ oczywiście księżniczko. - Odpowiedziała Hermiona lekko speszona.
- Och daj spokój. Jestem Ginewra, dla przyjaciół Ginny. - Powiedziała panienka Weasley i podała Hermionie rękę.
- Miona.
- W takim razie Miona. Pomożesz mi ? - Powiedziała, a brunetka skinęła głową. - Rozwiąż mi ten gorset, nie mam pojęcia jak niektóre potrafią w tym cały dzień wytrzymać, przecież to bez sensu ja jeszcze nie mam na co to nosić. - Powiedziała i po chwili razem z Hermioną zaczęły się śmiać. Przy wspólnym śmiechu i mocowaniu się z wszystkimi małymi węzełkami dziewczynki zaczęły swoją przyjaźń. Z pewnością nie tak wyobrażała sobie Hermiona spotkanie z księżniczką. Ginny była zwykła nastolatką, miała niesamowite poczucie humoru i była bardzo sympatyczna.
Dopiero następnego dnia Hermiona przekonała się jak to jest z tymi "prawdziwymi" książętami. Pierwsze swoje zajęcia zaczynała z ślizgonami. Były to eliksiry co tylko bardzo wszystko utrudniało. Profesor Snape na zajęciach zadał siedem pytań. Na cztery odpowiedziała Hermiona, a na trzy Draco. Nikt nie chciał z tego uczynić konkursu, nie taki był cel. Ale kiedy zajęcia się skończyły Draco popchnął dziewczynę, niby przypadkiem. Nie zapomniał wtedy też uświadomić jej, że jest nic nie wartą szlamą, małym przypadkiem Griffindoru i czemu ona w ogóle już beczy, przecież w wielkim domu lwa są ci odważni. Śmiech jego i innych ślizgonów słychać było na całym korytarzu. Hermiona dość przykrych słów się już nasłuchała, a miała przecież dopiero jedenaście lat. Nie wytrzymała obelg blondyna i uciekła do łazienki. Dopiero po jakieś godzinie, gdy nie poszła na obiad znaleźli ją Ron i Harry. Pomogli jej i pocieszyli choć jak to Ron uważała "przecież to tylko dziewczyna, one ciągle beczą". Jeszcze tego samego dnia Hermiona tłumaczyła Harry'emu parę rzeczy których nie zrozumiał na zajęciach. A Ron tylko przytakiwał udając, że jemu nic nie umknęło. Rudzielec był już zazdrosny o siostrę, która nie musiała udowadniać swoich talentów, aby zdobyć tytuł. Nie potrzebna była mu kolejna baba i to na dodatek przemądrzała. Jednak mina Malfoy'a jak Hermiona odpowiedziała na ostatnie pytanie przed nim była tak świetna, że chyba znalazł pierwszy powód aby lubić tą dziewczynę.
4 lata później
- Malfoy ! mam w nosie czy jesteś księciem, królem czy skrzatem! żaden tytuł nie pozwala ci żebyś mnie tak traktował. Zacznij się w końcu zachowywać jak przystało ty niedouczona fretko! - Krzyknęła na całe błonia. Na całe szczęście nie było w pobliżu nikogo z nauczycieli. Hermiona spędzała to słoneczne popołudnie w tym towarzystwie co zazwyczaj i tak jak zazwyczaj nie obyło się bez kłopotów. Grupa księcia Dracona postanowiła również pobyć na świeżym powietrzu. A że Malfoy chciał usiąść przy największym drzewie najbliżej jeziora to mieli tam usiąść. Książę chciał i tak miało być, trzeba było tylko pierw pozbyć się kilku Gryfonów. Tylko nie wypadało nakrzyczeć na nikogo o godnym pochodzeniu, więc została ta mała szlama.
- Spadaj stąd Malfoy. Byliśmy tu pierwsi. - Powiedział Ron i jednocześnie stanął w obronie dziewczyny.
- Popatrzcie nasz bohater próbuje ratować niewiastę. Co Weasley przygotowujesz się już do próby. Zresztą nie dziwie się. Na miejscu króla też bym miał wątpliwości co do twojego tytułu. - Zaśmiał się, a jego przyjaciele zrobili to samo. - No już spadajcie stąd.
- Draco, ponoć masz być w sobotę u mnie. Pewnie twój ojciec z przyjemnością przyzna ci rację. - Odezwał się Harry. Potter bardzo zgrabnie uderzył w czuły punkt młodzieńca. Co jakiś czas jedna z większych rodzin wydawała przyjęcie, tym razem miało się ono odbyć w posiadłości Harry'ego. A że zaproszeni na takie wydarzenia są prawie wszystkie osoby, które mają znaczenia w czarodziejskim świecie. Dobra prezentacja ma duże znaczenia. Draco nie mógł pozwolić, aby wypomniano mu tam jakieś jego wyskoki z szkoły. Malfoy na chwile zamilkł i zmierzył zielonookiego wzrokiem, na co brunet tylko wesoło się uśmiechnął.
- Niech Ci będzie, tu i tak już jest brudno od szlamu. A i Potter, jakbyś nie wiedział służbę można wybrać po skończeniu szkoły nie musisz się już z nią zadawać. - Dokończył i wskazał na Hermionę. Dziewczyna dzielnie wytrzymała jego wzrok. W jej oczach można było dostrzec złość. Była najlepsza w całej szkole, urody również nikt jej nie mógł odmówić, mimo to dla takich jak Malfoy zawsze będzie najgorsza, a to irytowało ją najbardziej. Od długiego czasu nikt już nie widział jak płacze. Hermiona nauczyła się skrywać uczucia, jedynie nocą, kiedy nikogo nie było w pobliżu, spod jej powiek powoli spływały łzy. Po jednej za każdą obelgę, po jednej za marzeniem, które nigdy nie miało się spełnić.
Kiedy Hermiona Granger zeszła z podwyższenia chłopcy wystąpili o jeden krok.
- książce Harry Potter. - Powiedziała Mcgonagall, a na sali na chwilę wszyscy wstrzymali oddech. Oto syn Lili i James'a Potter, tych którzy pokonali Czarnego Pana. Za ich zasługi król nadał im tytuł szlachecki i obdarował dość pokaźnym majątkiem. Dzisiaj są znani jako wielcy czarodzieje. A ich syn nosi na sobie pamiątkę tej walki - bliznę na czole powstałą od uderzenia zaklęcia, które odbiło się Sami-wiecie-kogo. Harry gdy usłyszał swoje nazwisko podszedł do tiary z uśmiechem na ustach. Był jednym z nielicznych, którzy posiadali majątek, a mimo to mieli pogodę ducha i optymistyczne podejście do świata. Gdy tiara dotknęła czubka jego głowy od razu wykrzyczała Gryffindor. Jakby tego było mało Harry zamiast zająć miejsce przy stole dla równych sobie usiadł przy ostatniej z wybranych dziewcząt. Hermiona momentalnie zarumieniła się, ale nie odwróciła głowy.
- Jestem Harry. - Powiedział i wyciągnął rękę. Tak po prostu bez żadnych książę i tym podobnych.
- Hermiona. - Odpowiedziała i uśmiechnęła się promiennie. Nie spostrzegli się nawet, jak z drugiego końca przyglądała się im pewna ruda dziewczynka.
-książę Draco Malfoy. - Wyczytała kolejne nazwisko. Młody blondyn, jedyny spadkobierca ogromnej fortuny rodziny Malfoy, podszedł bardzo powoli dumnym krokiem. Pani profesor nie zdążyła puścić tiary z rąk, kiedy po sali rozbrzmiał dźwięk - Slytherin. Dracon uśmiechnął się, ale bardzo delikatnie widać było, że jego maniery mimo młodego wieku były bez zarzutu. Skierował się do swojego stołu i dopiero wtedy pozwolił sobie na trochę luzu, po chwili miejsce koło niego zajął jego dalszy kuzyn Blaise. Reszta przydziału odbyła się już bez żadnych niespodzianek. Jeszcze tego samego dnia pierwszoroczni dostali swoje plany lekcji i przydziały do dormitorium. Jako, że aktualny dyrektor nie życzył sobie żadnego wywyższania wszyscy mieli zamieszkać w pokojach dwuosobowych. W taki sposób słynny Harry Potter zajął dormitorium z Ronaldem Weasley'em, a tajemnicza Hermiona Granger z księżniczką Ginerwą. Od następnego dnia również zaczynał obowiązywać wszystkich odpowiedni strój szkolny. Była to szata zakładana na swoje własne ubrania. Dla dziewcząt była długa zapinana pod szyją na delikatny srebrny łańcuszek, miała odcień odpowiedni do barw domu. Natomiast chłopcy również mieli taką szatę tyle tylko, że dużo krótszą, czarną, z wstęgą odpowiadającą należności do odpowiedniego domu. Poza tym wszystkich obowiązywał tak zwany strój codzienny. Innymi słowy dziewczęta musiały odpuścić najbardziej rozłożyste suknie na korzyść czegoś wygodniejszego. Niedopuszczalne było na przykład aby któraś z panien odważyła się na odkryte ramiona lub zbyt głęboki dekolt.
Po skończonej uczcie powitalnej uczniowie rozeszli się do swoich dormitoriów, aby już następnego dnia przystąpić do zajęć.
W dormitorium Gryffindoru.
- Myślisz, że mogłabym zająć te szafy. Nie masz nic przeciwko ?
- Ależ oczywiście księżniczko. - Odpowiedziała Hermiona lekko speszona.
- Och daj spokój. Jestem Ginewra, dla przyjaciół Ginny. - Powiedziała panienka Weasley i podała Hermionie rękę.
- Miona.
- W takim razie Miona. Pomożesz mi ? - Powiedziała, a brunetka skinęła głową. - Rozwiąż mi ten gorset, nie mam pojęcia jak niektóre potrafią w tym cały dzień wytrzymać, przecież to bez sensu ja jeszcze nie mam na co to nosić. - Powiedziała i po chwili razem z Hermioną zaczęły się śmiać. Przy wspólnym śmiechu i mocowaniu się z wszystkimi małymi węzełkami dziewczynki zaczęły swoją przyjaźń. Z pewnością nie tak wyobrażała sobie Hermiona spotkanie z księżniczką. Ginny była zwykła nastolatką, miała niesamowite poczucie humoru i była bardzo sympatyczna.
Dopiero następnego dnia Hermiona przekonała się jak to jest z tymi "prawdziwymi" książętami. Pierwsze swoje zajęcia zaczynała z ślizgonami. Były to eliksiry co tylko bardzo wszystko utrudniało. Profesor Snape na zajęciach zadał siedem pytań. Na cztery odpowiedziała Hermiona, a na trzy Draco. Nikt nie chciał z tego uczynić konkursu, nie taki był cel. Ale kiedy zajęcia się skończyły Draco popchnął dziewczynę, niby przypadkiem. Nie zapomniał wtedy też uświadomić jej, że jest nic nie wartą szlamą, małym przypadkiem Griffindoru i czemu ona w ogóle już beczy, przecież w wielkim domu lwa są ci odważni. Śmiech jego i innych ślizgonów słychać było na całym korytarzu. Hermiona dość przykrych słów się już nasłuchała, a miała przecież dopiero jedenaście lat. Nie wytrzymała obelg blondyna i uciekła do łazienki. Dopiero po jakieś godzinie, gdy nie poszła na obiad znaleźli ją Ron i Harry. Pomogli jej i pocieszyli choć jak to Ron uważała "przecież to tylko dziewczyna, one ciągle beczą". Jeszcze tego samego dnia Hermiona tłumaczyła Harry'emu parę rzeczy których nie zrozumiał na zajęciach. A Ron tylko przytakiwał udając, że jemu nic nie umknęło. Rudzielec był już zazdrosny o siostrę, która nie musiała udowadniać swoich talentów, aby zdobyć tytuł. Nie potrzebna była mu kolejna baba i to na dodatek przemądrzała. Jednak mina Malfoy'a jak Hermiona odpowiedziała na ostatnie pytanie przed nim była tak świetna, że chyba znalazł pierwszy powód aby lubić tą dziewczynę.
4 lata później
- Malfoy ! mam w nosie czy jesteś księciem, królem czy skrzatem! żaden tytuł nie pozwala ci żebyś mnie tak traktował. Zacznij się w końcu zachowywać jak przystało ty niedouczona fretko! - Krzyknęła na całe błonia. Na całe szczęście nie było w pobliżu nikogo z nauczycieli. Hermiona spędzała to słoneczne popołudnie w tym towarzystwie co zazwyczaj i tak jak zazwyczaj nie obyło się bez kłopotów. Grupa księcia Dracona postanowiła również pobyć na świeżym powietrzu. A że Malfoy chciał usiąść przy największym drzewie najbliżej jeziora to mieli tam usiąść. Książę chciał i tak miało być, trzeba było tylko pierw pozbyć się kilku Gryfonów. Tylko nie wypadało nakrzyczeć na nikogo o godnym pochodzeniu, więc została ta mała szlama.
- Spadaj stąd Malfoy. Byliśmy tu pierwsi. - Powiedział Ron i jednocześnie stanął w obronie dziewczyny.
- Popatrzcie nasz bohater próbuje ratować niewiastę. Co Weasley przygotowujesz się już do próby. Zresztą nie dziwie się. Na miejscu króla też bym miał wątpliwości co do twojego tytułu. - Zaśmiał się, a jego przyjaciele zrobili to samo. - No już spadajcie stąd.
- Draco, ponoć masz być w sobotę u mnie. Pewnie twój ojciec z przyjemnością przyzna ci rację. - Odezwał się Harry. Potter bardzo zgrabnie uderzył w czuły punkt młodzieńca. Co jakiś czas jedna z większych rodzin wydawała przyjęcie, tym razem miało się ono odbyć w posiadłości Harry'ego. A że zaproszeni na takie wydarzenia są prawie wszystkie osoby, które mają znaczenia w czarodziejskim świecie. Dobra prezentacja ma duże znaczenia. Draco nie mógł pozwolić, aby wypomniano mu tam jakieś jego wyskoki z szkoły. Malfoy na chwile zamilkł i zmierzył zielonookiego wzrokiem, na co brunet tylko wesoło się uśmiechnął.
- Niech Ci będzie, tu i tak już jest brudno od szlamu. A i Potter, jakbyś nie wiedział służbę można wybrać po skończeniu szkoły nie musisz się już z nią zadawać. - Dokończył i wskazał na Hermionę. Dziewczyna dzielnie wytrzymała jego wzrok. W jej oczach można było dostrzec złość. Była najlepsza w całej szkole, urody również nikt jej nie mógł odmówić, mimo to dla takich jak Malfoy zawsze będzie najgorsza, a to irytowało ją najbardziej. Od długiego czasu nikt już nie widział jak płacze. Hermiona nauczyła się skrywać uczucia, jedynie nocą, kiedy nikogo nie było w pobliżu, spod jej powiek powoli spływały łzy. Po jednej za każdą obelgę, po jednej za marzeniem, które nigdy nie miało się spełnić.
Bardzo mi się podoba. Ba, nawet uśmiechnęłam się czytając to. Gorączka Ci sprzyja!:)
OdpowiedzUsuńDziękuje;)) to znaczy że chyba będę musiała to dokończyć jak już jestem chora :P
UsuńKoniecznie:) A kiedy następny rozdział opowiadania bądź miniaturki?
UsuńZaczęłam już pisać kolejny jestem-niewierna, więc może tam się coś pojawi w weekend. A miniaturki postaram się w przyszłym tygodniu. Zależy czy rozdzielę to na jeszcze dwie części czy tylko na jedną ;)
UsuńCiekawie, ciekawie :) Bardzo podoba mi się, że cała akcja rozgrywa się w XVI wieku! :) jest to bardzo kolokwialna różnica, tym bardziej, że większość Dramione podchodzi już nawet pod teraźniejsze lata i dużo dużo w przód! :) Niemniej jednak, brakuje mi trochę tego uroku renesansowego :) Widać, że dużą wagę przywiązujesz do nauki - przynajmniej tak mi się wydaje, a to faktycznie w tym okresie miało ewidentnie wysokie znaczenie :) . Jednak kultura i postawa ludzi w tej epoce była jeszcze bardziej wykwintna i wyszlifowana! :) Fajnie by było jakbyś to wykorzystała, będzie miało to z pewnością niesamowity efekt.
OdpowiedzUsuńpomysł ogólnie jest bardzo fajny, coś innego, miło się czyta :D. Mam nadzieję, że napiszesz kolejne części, bo inaczej zje mnie ciekawość! :D .
także jeżeli Cię uraziłam moimi tam spostrzeżeniami - to przepraszam, a jeśli nie, to mam nadzieję, że może tam coś z nich zaczerpniesz! :)
niemniej jednak życzę weny w pisaniu kolejnej części jak i w pisaniu kolejnego rozdziału opowiadania! :)) .
pozdrawiam, Zou.
Dziękuje. Twój komentarz bardzo motywuję. Oczywiście wykorzystam twoje rady. Mam tylko nadzieję, że dam rade ;) Bo temat nie jest jakiś łatwy;) Postaram się i dzięki ;):*
UsuńSuper miniaturka :) Czekam z niecierpliwością na kolejną część!! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję ;)
UsuńSuper jestem ciekawa co dalej :) czekam na nn :) Zdrówka :*
OdpowiedzUsuńCalineczka :*
Dziękuję ;)
Usuńnaprawdę bardzo ciekawa miniaturka :) czekam na ciąg dalszy ;>
OdpowiedzUsuńDziękuje ;)
UsuńHej.:)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że dodałaś pierwszą część miniaturki.:)) Że w ogóle mogę przeczytać cokolwiek Twojego autorstwa.
Co do pomysłu. Jest intrygujący. Jestem ciekawa jak dalej będzie się rozwijała akcja w tym bajkowo książęcym świecie. Rozumiem, że Hermionie w tej historii przypadła rola Kopciuszka?:)
Książę Draco. Nawet do niego pasuje. Intryguje mnie, jak przedstawisz zmianę jego zachowania.
Widzę, że nie tylko ja mam fazę na tą piosenkę.:)
Wracaj szybko do zdrowia.:)
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
dramione-badz-moja-nadzieja.blogspot.com
Przy tej piosence jakoś od razu przyszli mi oni na myśl :) Właściwie twoje porównanie do kopciuszka pasuje choć nie o tym dokładnie myślałam ;) Dzięki za opinie ;)
UsuńWow. To jest dobre!
OdpowiedzUsuńDzięki ;)
UsuńInteresujące :D Fajnie to napisałaś i tak się zastanawiam, czy będzie tego ciąg dalszy :) Bo jestem ciekawa jak potoczyło by się to przyjęcie w posiadłości Harrego :D
OdpowiedzUsuńŻyczę mnóstwa weny i pozdrawiam :)
Dziękuje :) Pojawiło się kilka miłych komentarzy, więc ciąg dalszy na pewno nastąpi ;)
UsuńBardzo spodobała mi się ta miniaturka, nie mam pojęcia dlaczego, ale podoba mi.
OdpowiedzUsuńZapewne to dlatego, że uwielbiam takie klimaty.<3
Pozdrawiam
Layls
Dzięki ;)
UsuńNatknęłam się dzisiaj na tego bloga i pierwsze od czego zaczęłam to ta właśnie miniaturka, jest świetna. Ale gdy czytałam pozostałe mam wrażenie, że i ta skończy się smutno. No cóż, przyznaje, że nie lubię smutnych historii ani zakończeń ale taka odskocznia od wiecznej radości jest okej. Zaraz się biorę za rozdziały, które na pewno mnie zachwycą.
OdpowiedzUsuńZapraszam również do siebie.
Pozdrawiam i życze dużo sukcesów na blogspocie.
http://jak-slizgon-zakochal-sie-w-gryfonie.blogspot.com/
~Eve lin.
Dziękuje za opnie;) Oczywiście zapraszam do przeczytania całego opowiadania( mam nadzieje też na trochę wyrozumiałości początkowe rozdziały są w długości mini) no i na drugi blog ;)
UsuńOczywiście zajrze do ciebie jak tylko będę miała trochę czasu ;)
Wręcz magiczne ;D
OdpowiedzUsuńNaprawdę świetny pomysł, a wena to się chyba z cb litrami wylewa xd
Dobra, nie przynudzam tylko lece dalej ;)
Jula =]
Czytając Twój komentarz nie wierzyłam, że tak bardzo Ci się podobało. Naprawdę bardzo dziękuję za uznanie i zapraszam do wszystkich miniaturek i opowiadania :) no to jak już mam reklamę :p to przejdźmy do Twojego bloga. Pomysł bardzo mi się podoba. Tak mega klimatycznie. Nie wiem czemu ale jednak czegoś brakuje. Ale mimo to bardzo fajnie. Na pewno wrócę żeby dokończyć miniaturkę i może nawet opowiadanie. Zależy jak pójdzie z czasem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i weny życzę :)
jak będę miała czas to oczywiście jeszcze zajrzę ;)
UsuńDziękuję za opinię;) Jakbyś wpadła na to czego brakuję to z chęcią przeczytam ^^ Też zapraszam na resztę ;)
Cześć :)
OdpowiedzUsuńZazwyczaj najpierw piszę wszystko, co mi się nie podoba. Lepiej najpierw zepsuć. potem naprawić, prawda? Tylko widzisz, tutaj mam drobny problem: wszystko jest absolutnie genialne! Świetny pomysł, doskonały styl :D Nigdy i nigdzie nie spotkałam się z pomysłem tytułów książęcych. Ogrooomny plus za to, że Ginny jest księżniczką, i że rodzice Harry'ego żyją :D Ciekawi mnie ten cały król. (jakby to określiła moja babcia "ki diabeł?" :D ) Lecę czytać k9olejną część, a potem właściwa historię :D Właśnie przybyła Ci jedna, irytująca czytelniczka :D
Całuski
Vanila Malfoy