21 września 2013

Rozdział VII

  - Hermiona, cieszę się, że cię zastałem. - Powiedział Harry, wchodząc do księgarni esy i floresy. Gdy tylko szatynka usłyszała swoje imię, przestała tłumaczyć coś jednej z dziewczyn i odwróciła się do przyjaciela. Potter przyszedł w garniturze, najprawdopodobniej był na służbie. W jego pracy nie było przerw. Harry po upadku Voldemorta zaangażował się w pracę jako viceminister. Ciągle szukał jakiś powiązań, dawnych śmierciożerców i czarnej magii. Był tym tak pochłonięty, że nawet nie zauważał, kiedy miał coś dokładnie pod nosem. Ale jak to mówią najciemniej jest pod latarnią.
- Harry! - Krzyknęła Hermiona przytulając się do przyjaciela. - Choć do gabinetu. - Powiedziała prowadząc go na zaplecze. Panna Granger dla złotego chłopca ciągle była dobra koleżanką, nawet zdarzało mu się o niej mówić jak o siostrze.
- Dzięki, słuchaj przychodzę w konkretnej sprawie - powiedział wpatrując się w nią z wyczekiwaniem. - Idziesz na bal do Malfoy'a? Wiem, że nie jest ci to na rękę, ale lepiej bym się czuł jakbyś tam była. - Dokończył i czekał na odpowiedź.
- Sama nie wiem, jak nie chcesz iść to czemu po prostu nie zrezygnujesz? - Spytała, doskonale odgrywając swoją role. Udawanie przy Harrym było już dla niej nudne.
- To skomplikowane, muszę iść, Cho też na tym zależy. Miona proszę. To dla mnie ważne. - Powiedział i spojrzał na nią błagalnym wzrokiem. To już był moment w którym mogła się zgodzić.
- No dobra, ale robię to tylko dla ciebie. Wiesz jak nienawidzę Malfoya. -  Powiedziała i lekko się skrzywiła.
- Dzięki, jesteś wielka. - Powiedział po czym pocałował ją w policzek. - Swoją drogą jakoś inaczej dziś wyglądasz. - Dodał jeszcze.
- A to - powiedziała i skierowała swój wzrok na wysokie obcasy i trochę krótką sukienkę - wina Ginny, zmusiła mnie. - delikatnie się zaśmiała, na co brunet tylko pokręcił głową ze zrozumienie. Jak Harry opuścił gabinet Hermiona westchnęła i wywróciła oczami. Tyle razy odwiedzał ją w pracy, gdzie łączyła swój dawny wizerunek z nowym, a dopiero teraz zorientował się, że ubiera się inaczej. Tak czy inaczej zrobił dokładnie to co przewidywała. Zależało jej żeby ludzie dalej widywali ich razem. O ile dobrze pamiętała Ron także ma być na balu, w dużym stopniu przez wzgląd na Lisę. Skopiowana lista gości leżała na jej biurku. Dostała ją trochę wcześniej niż zaproszenie. Jej ludzie dobrze wykonywali swoją pracę. Dzięki temu zawsze była na bieżąco, a jej cel nigdy nie miał o tym pojęcia. Sześćset osób, a wśród nich jeszcze paru brakowało. Draco nie pomyślał o wszystkich, których ona chciałby tam widzieć. Jednak i tak nie było źle w większości spełnił jej oczekiwania, i to zupełnie nieświadomie.

***Trzy dni później.***
   Do oficjalnego rozpoczęcia balu pozostały dwie godziny, a rezydencja Malfoy'a nie była jeszcze gotowa. Szum jaki panował w posiadłości zaczynał irytować Dracona. Był przyzwyczajony do tego, że jego dom jest chłodny i cichy. Malfoy Manor od zawsze było odbiciem charakteru całej jego rodziny. Doskonale dopasowane do samotności, jaka towarzyszyła większości członków rodu Malfoy. Każdy gość, który nie był często widziany w tym budynku, wychodził z niego przesiąknięty odrobiną strachu i smutku. Jednak dla mieszkańców ten dom miał w sobie coś magicznego. To co dla niektórych było powodem strachu, dla rodziny było powodem do dumy, z zachowania wieloletnich tradycji czysto-krwistych czarodziei. Malfoy rozglądał się po sali balowej. To chyba jedyne miejsce, gdzie wszystko było gotowe. Scena, na której był już rozstawiony odpowiedni sprzęt, wyglądała imponująco, była punktem centralnym tego miejsca. Od razu obok znajdował się parkiet. Resztę pomieszczenia zajmowały okrągłe stoliki. Wszystko utrzymane w biało-czarnych barwach. Ogromny żyrandol dodawał magii całości. Dodatkowo gdzieniegdzie można było dostrzec srebrne elementy jako doskonałe dopełnienie. Elegancja i poczucie dobrego smaku było widoczne w każdym detalu. Rozglądając się dookoła blondyn nie znalazł nic, do czego mógłby się przyczepić. Chyba będzie zadowolona - przeleciało mu przez myśl. Musiał przyznać, że spotkanie z szefową minimalnie, ale jednak, go przejęło. Postanowił, że zajrzy jeszcze do kuchni. Tym razem rządzili w pomieszczeniu najlepsi magiczni kucharze, a nie skrzaty. Ciasta, tort i wszystkie przekąski dotyczące pierwszego poczęstunku były już gotowe. Kucharze zajmowali się teraz kolacją, a kelnerki dzieliły się stolikami. Najwidoczniej i tu Malfoy nie był potrzebny. Wszystko szło tak jak należało. Co jakiś czas młody mężczyzna natrafiał na Tracy, która przejęła obowiązki zarządzania uroczystością. Widząc, że nie ma tu czego szukać udał się na górę. Przy głównych schodach wisiały odkurzone portrety jego przodków. Jedni patrzyli na niego z zadowoleniem, inni kręcili nosem na ilość gości, a już na pewno na to, że mają przyjść osoby z rodzin o nieczystej krwi. Draco spojrzał na ostatni obraz - Lucjusz i Narcyza Malfoy. Jego rodzice delikatnie poruszali się. Nie powiedzieli ani słowa. Ona wydawała się zniesmaczona balem, a on przytrzymywał ją za rękę jakby próbując pocieszyć. Draco uśmiechnął się pod nosem, nawet na malowidle Lucjusz był tylko namiastką mężczyzny. Zawsze przytrzymywał małżonkę za dłoń, kiedy chciał żeby się uspokoiła. To był jego sposób na uspokojenie żony - spuścić głowę, przytrzymać za rękę i poczekać aż ochłonie. Dla Dracona było to żałosne, nie dość że, nie miał dość odwagi, żeby mieć swoje zdanie to jeszcze bał się własnej żony. Nie tracąc dłużej czasu na rozmyślania, Draco poszedł do siebie żeby przygotować się do balu. Jako gospodarz musiał wyglądać na prawdę dobrze. Wybrał czarny wieczorowy garnitur, miał nadzieję, że większość gości okaże trochę klasy i nie pojawi się w biznesowych. Do tego biała koszula zapinana na spinki, które odziedziczył po dziadku. Dodatkowo zamiast tradycyjnego krawatu zdecydował się na czarną muszkę. Bez trudu zawiązał ją i przyjrzał się swojemu odbiciu. Wyglądał dobrze, tylko jego mina wyrażająca znużenie psuła wszystko. Uśmiechnął się do swojego odbicia, przez cały wieczór będzie musiał podtrzymywać ten wyraz twarzy. Najwyższy czas zejść i witać gości. Miał nadzieję, że teraz już będzie wszystko gotowe. Schodząc usłyszał delikatną muzykę, dokładnie taką jaką sobie życzył na początek. Przy wejściu stała już wynajęta ochrona, a tuż za nimi drobna blondynka, która miała się zająć odpowiednim rozmieszczeniem i powitaniem gości. Jako pierwsi zjawili się reporterzy. Większość z nich za pewnie nie chciała pominąć żadnego szczegółu. Draco powitał ich tak samo jak i innych gości. Nie miał zamiaru być osądzony o brak uprzejmości w następnym numerze czarownicy. Z tych bardziej mu znanych reporterów, zauważył Ritę z jej niezawodnym samopiszącym piórem, oraz Ginewrę Weasley. Musiał przyznać, że ruda prezentowała się całkiem nieźle. Miała na sobie białą garsonkę i wysokie czarne szpilki. Jej włosy były związane w luźny kok. Draco postanowił udzielić krótkiego wywiadu dziennikarzom, zanim zjawi się reszta gości. Wspominał o firmie, okazji wydania balu oraz rezydencji Malfoy Manor. Temat zwinnie zmieniła Rita pytając o partnerkę na dzisiejszy wieczór.
-Pano Skeeter, jako że, jestem dzisiaj gospodarzem nie zaprosiłem nikogo, jako moją osobę towarzyszącą. Każda kobieta wymaga wiele uwagi, a dzisiejszego wieczoru nie mógł bym poświecić jej wystarczająco dużo. - Powiedział na czym zakończył wywiad. Już widział jak te słowa ukazują się na wytłuszczonym drukiem w Czarownicy.
    Kiedy skończył rozmawiać sala powoli zaczynała się zapełniać. Dostrzegał już co ważniejsze osoby. Wszyscy w biało-czarnych kreacjach. Zawsze uważał, że każda kobieta wygląda najlepiej w bieli. Trochę ciężko było mu przywitać się ze wszystkimi, w szczególności biorąc pod uwagę że, co poniektórych nie miał ochoty nawet oglądać. No ale kto by przypuszczał, że tyle szlam i zdrajców krwi może mieć duże znaczenie w świecie czarodziei. Ministerstowo było już nimi wypchane po brzegi, a oni dalej jak mrówki wchodzili wszędzie gdzie tylko się dało. Kwestią czasu było ich pojawienie się w Malfoy Manor. Draco właśnie szedł przywitać się z ministrem magii. Kingsley dalej utrzymywał swoje stanowisko i nic nie wskazywało na to żeby miał jej opuścić. Stał z kobietą o parę lat młodszą od siebie.
- Dobry wieczór ministrze. - Powiedział podchodząc do pary.
- O, witaj Draco, poznaj moją partnerką - Elizabeth. - Powiedział, na co kobieta podała dłoń blondynowi.
- Bardzo mi miło Elizabeth. - Opowiedział Draco, wyraźnie akcentując imię kobiety. A więc dlatego Megan nie było na liście gości. Tutaj była znana pod innym imieniem. Malfoy dostrzegł jak kobieta delikatnie się uśmiechnęła, jakby chciała się pochwalić z udanej sztuczki, jak udało jej się go oszukać. Megan założyła czarną suknię, sięgającą do ziemi. Wyglądała w niej elegancko i gustownie. Jej szyję zdobiły białe perły. Nie dziwne, że minister się nią zainteresował. Megan zupełnie jakby nie ona, pozwoliła mężczyzną spokojnie porozmawiać, sama się nie wtrącała, jedynie od czasu do czasu delikatnie uśmiechała, kiedy minister opowiadał jakiś beznadziejny dowcip. Malfoy musiał przyznać, że była doskonałą aktorką, Po chwili dołączyli do nich: wice-minister wraz z swoją partnerką Cho Chang. Malfoy'owi aż cisnął się na usta komentarz, że wielkiego Pottera nie stać na inny garnitur jak biznesowy. No owszem było tu jeszcze paru takich, no ale wice-minister powinien wykazywać odrobinę stylu. Jedynie towarzystwo Cho go ratowało. Kobieta bardzo dobrze prezentowała się w skromnej czarno-białej sukni i delikatnej biżuterii. Kiedy Harry był pochłonięty rozmową z ministrem, Megan wykorzystała nieuwagę swojego partnera i zbliżyła się do Draco.
- O północy w twoim gabinecie. - Szepnęła do niego. A co to kopciuszek - przemknęło mu przez myśl, ale powstrzymał się od komentarza. Jedynie skinął twierdząco głową. Następnie przeprosił swoich rozmówców i poszedł w kierunku wejścia.
- Czy wszyscy już są? - spytał dziewczyny odpowiedzialnej za miejsca na sali.
- Tak. - Potwierdziła
- Dobrze w takim razie, czas oficjalnie zaczynać. - Powiedział Malfoy i skierował się w stronę sceny. Gdy podszedł do mikrofonu, na sali od razu zapanował cisza.
- Witam wszystkich, bardzo mi miło was tu dzisiaj gościć. Chciałbym tylko przypomnieć, że świętujemy dzisiaj pięciolecie firmy Mandragora. Z tej okazji pragnę serdecznie podziękować wszystkim pracownikom. A teraz zapraszam do zabawy. - Skończył i podniósł kieliszek z szampanem. Na sali zaczęto bić brawa. Muzyka była teraz odrobinę szybsza i nadawała się do tańca, Bal został oficjalnie rozpoczęty, a Malfoy Manor na nowo odżyło. Nadszedł czas na pierwsze tańce, tego wieczoru. Na parkiecie pojawiło się na początku zaledwie parę par. Rzecz jasne minister z Elizabeth, Harry z Cho, oraz parę innych osobistości. Reporterzy starali się uchwycić każdy ruch. Nieporadne kroki Pottera zapewne znajdą się w którymś z magazynów. Jednak będzie trzeba mieć je z czym skontrastować. Draco nie czekał długo, mimo że, był tu sam, panien które mogłyby dotrzymać mu towarzystwa nie brakowało. Do pierwszego tańca Malfoy poprosił swoją sekretarkę - Tracy Davis. W tańcu utrzymywali bezpieczną odległość od siebie, a mimo to wyglądali pięknie. Jej suknia idealnie się układała, co tylko polepszało efekt. Panna Davis ubrana była w długą biało-czarną suknię delikatnie rozkloszowaną na dole. Byłaby idealną partnerka, gdyby dla niego nie pracowała.
- Dziękuję Tracy - Powiedział Malfoy, odprowadzając partnerkę do stolika.
- To była przyjemność panie Malfoy. - Odpowiedziała rzeczowo. Skinął jedynie głową i poszedł porozmawiać z innymi gośćmi, w końcu jak ma wrócić do towarzystwa to musi się postarać. Po kilku nudnych rozmowach o finansach i polityce, wśród tłumu dostrzegł Blaisa Zabiniego. Co jak co, ale jakoś odetchnął na jego widok. Może choć na chwile uda mu się stąd wyrwać.
- Siema Blaise. - Powiedział podchodząc do kumpla, który teraz był zainteresowany rozmową z jakąś panienką.
- Ginny wybaczysz na chwilę. - Szepnął Zabini zanim odwrócił się do dawnego przyjaciela. - Hej, to co urywamy się ? - Spytał, choć już dobrze wiedziała że, Draco tylko na to czeka.
- Średnio, ale jeden papieros nie zaszkodzi. - Odpowiedział Draco i skierował wzrok na wyjście na taras. Wyszli razem, ale między nimi powstała denerwująca cisza. Malfoy'a nie ciekawiło nic z rzeczy, które dzieją się u Blaisa przed długi czas. Teraz nie mieli już zbytnio o czym rozmawiać.
- W ogóle jak tam konie, które ci podesłałem. - Spytał Blaise próbując zacząć rozmowę.
- Szczerze, chyba dobrze wiesz, że to nie moja działka. - Odpowiedział blondyn siląc się na uśmiech. - Lepiej ty powiedz jak tam Weaslay? Czyżbyś zarywał ? - Draco szybko zmienił temat na ten, który u nich zawsze był bezpieczny.
- Jestem tu sam, ona też, więc może. - Odpowiedział zupełnie poważnie. Po czym za chwilę zaczął się śmiać. - No coś ty, ewentualnie jedna noc. Na dłużej raczej nie zasługuje.
- Nic się nie zmieniłeś. - Powiedział Draco odpalając papierosa i podał zapalniczkę koledze. Brunet tylko uśmiechnął się na te słowa.
- A ty co stary, północ za 5 minut, a ty jeszcze nic nie wyrwałeś i to na dodatek u siebie? - Powiedział Blaise. Do Dracona dopiero po chwili dotarły jego słowa. Za pięć minut ma się spotkać z szefową. Jakim cudem tak szybko minął mu ten czas.
- Sorry stary, ale muszę lecieć. - Odpowiedział Draco i zgasił nie wypalonego papierosa. Zabrał z sali dwa kieliszki szampana i udał się do swojego gabinetu.
    Na piętrze dalej było słychać muzykę i gwar rozmów. Gdy wszedł do pomieszczenia było zupełnie cicho. Najwyraźniej rzuciła zaklęcie wyciszające - pomyślał i zamknął za sobą drzwi. Już na niego czekała. Zajęła jego miejsce za biurkiem. Była odwrócona tyłem do drzwi. Nie zobaczył od razu jej twarzy. Widział tylko długie brązowe włosy. Podszedł powoli z zamiarem wręczenie szampana i poznania tajemniczej szefowej. Gdy ona go usłyszała wstała z miejsca i odwróciła się.
- Kurwa, Granger!. - Powiedział głośno, a dźwięki tłuczonego szkła rozniósł się po gabinecie. Chwilę później słychać było jej perlisty śmiech.
- Spokojnie Malfoy. Wiem nie mnie się spodziewałeś, ale nic na to nie poradzę. - Odpowiedziała spokojnie i czekała na jego pytania.
- Dobra nie mam pojęcia co Ty robisz w moim gabinecie, ale czekam tu na kogoś, więc lepiej byłoby jakbyś wyszła. - Zdaję się, że Malfoy dalej nie rozumiał o co chodzi. Hermiona wzięła głęboki oddech i ze spokojem złapała nadgarstek. W tym samym momencie Draco syknął z bólu i z niedowierzaniem na nią spojrzał. Dopiero teraz doszło do niego, że wizyta Granger w jego gabinecie nie jest przypadkowa.
- Siadaj, pozwól, że oszczędzę sobie dziękowania za szampan. - Powiedziała i wskazała mu miejsce przy biurku, ale nie to, które zawsze zajmował. Szepnęła odpowiednie zaklęcie i pozbyła się rozbitych kieliszków. Po czym sama zajęła jego fotel.
- Nie za bardzo wiem od czego by tu zacząć. - Powiedziała patrząc mu prosto w oczy. Zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy to robi, a zna go od tylu lat.
- Może ci pomogę, o co w tym wszystkim chodzi co Granger ? - Powiedział, a jego głos był chlodny i nieuprzejmy.
- Z szacunkiem Malfoy albo cię zabiję, choć przysięga zrobi to sama. - Powiedziała tak spokojnie jakby mówiła o czymś zupełnie nieistotnym, albo codziennym. - No dobrze, to może zaczniemy od ciebie. - Wzięła oddech po czym kontynuowała. - Wiesz wiem co cie się stało, a nawet wiem kto ci to zrobił. Przyznasz, że od pewnego czasu cierpisz, na delikatnie mówiąc, nudę.- Powiedziała, a Malfoy prychnął pod nosem. Hermiona zgromiła go wzrokiem i odczekała chwilę, żeby móc spokojnie mówić dalej. - Nie jest to ta sama nuda, która męczy dziecko jak nie ma się czym pobawić. Tobie nie podoba się już nic. Powoli zapominasz jak to jest czuć. Jesteś wypruty z emocji. Ślepy na uczucia swoje i innych. Nie czujesz radości, smutku, żalu, masz gdzieś co i jak się potoczy. Choć czasem mogą ci się zdarzyć, krótkie, słabe przebłyski emocji. - Powiedziała i ściszyła głos. Czekała aż jakoś zareaguje.
- Dobra załóżmy, że masz rację i jak niby możesz mi pomóc? - Powiedział powstrzymując się od następnych miliona pytań.
- To nie takie proste, będzie trzeba odwrócić zaklęcie. Trudność polega na tym, że zaklęcie jest połączeniem kilku starodawnych i wzmocnione czarną różdżką. Bycia stuprocentowym człowiekiem możesz już nigdy nie odzyskać. Ale chyba lepiej choć trochę cieszyć się życiem, niż wegetować, bo właśnie tym się zajmujesz.
- Dobra, wydaje mi się to jak z filmu, więc daj mi jakiś dowód. - Odpowiedział po chwili zastanowienia.
- Niech będzie, tylko nadążaj okey? - Powiedziała z nutką kpiny. - Zastanów się, w piątej klasie byłeś w paczce Dolores, bawiło cię niszczenie gwardii, całe życie spędziłeś na dogadywaniu szlamom i zdrajcom krwi. Chodziłeś dumny po szkole jakbyś miał wypisane na czole będę śmierciożercą. Później dostałeś najważniejsze zadanie - zabicie Dumbledora i co. Płacz w łazience prefektów, użalanie się nad sobą. Przestałeś radzić sobie z podstawowymi emocjami. Byłeś bardziej żałosny, niż nie jedna mugolska nastolatka. - Już chciał jej przerwać, ale zdecydował, że wysłucha do końca. - Oczywiście nie zauważyłeś, że to nienaturalne, zgaduję, że zwaliłeś to na stres albo coś. Mniejsza o to. Tak właśnie działa pierwszy etap zaklęcia. Na początku jest to połączenie bezsilności z strachem. Na prawdę paskudne uczucie. Dopiero później następuje stopniowe zanikanie emocji.
- Niech będzie, wierze Ci Granger, ale po co koś miałby się mną bawić. Przecież nikt nie wiedział, że mam zabić dyrektora. To wszystko wydaje się nierealne. - Powiedział i nawet nie zorientował się kiedy ich rozmowa przybrała formalny ton. Wiedział, że ta szlama ma rację. Dobrze, że nie potrafił już czuć niechęci bo pewnie wcale by je nie wysłuchał.
- Mówiłam myśl, parę osób wiedziało, a wśród nich był Snape i Dumbledor. - Powiedziała z delikatnym uśmiechem. Najwyraźniej rzeczowy charakter tej rozmowy jej odpowiadał. Nie czekając, aż sam do tego dojdzie kontynuowała. - Chodzi o Albusa. Stary dyrektor wymyślił sobie misję naprawy świata. Wiesz, że to on sprowadził Voldemorta do Hogwartu. A przez to jednocześnie wprowadził go w świat czarodziei. Do końca nie potrafił sobie wybaczyć, że nie dostrzegł jego mrocznej strony. Dlatego też wymyślił zaklęcie, które miało zapobiec następnym pomyłką. Najwyraźniej gdy dostałeś misję zabicia go, Dumbledor stwierdził, że jedno morderstwo już na zawsze cię zmieni. To była jego ostatnia szansa na rzucenie czaru. - Skończyła i odpaliła papierosa. Czekała, aż wszystkie jej słowa do niego dotrą.
- Czemu chcesz mi pomóc? - Spytał, a przez to nie musiał już przyznawać jej racji. Spojrzała mu prosto w oczy.
- Dowiesz się w swoim czasie. Teraz wracajmy na przyjęcie. Twoi goście za niedługo zaczną się niecierpliwić. - Powiedziała i wstała z krzesła, uprzednio gasząc papieros. Dopiero teraz Draco dostrzegł jak zmieniła się od czasów Hogwaru. Wyglądała pięknie. Miała na sobie długą srebrną suknię, która idealnie kontrastowała z jej ciemnymi włosami. Zdecydowanie wyróżniała się wśród gości.
- Nie tak szybko, musimy pogadać.
- Spokojnie przecież i tak na razie nie czujesz takiej potrzeby. - Miała rację, Malfoy wiedział, że powinno mu na tym zależeć, ale jeszcze tego nie czuł.
- Dobra, to może zostaniesz moją osobą towarzysząc na dzisiejszy wieczór co Granger ? - Zapytał z nadzieją, że jeszcze czegoś uda mu się dowiedzieć.
- Nie zapominaj, że teraz jesteś tylko jednym z moich podwładnych. Nie pozwalaj sobie Malfoy. - Odpowiedziała i skierowała się do wyjścia. Zanim zamknęła drzwi, powiedziała jedynie, że reszty dowie się w swoim czasie. Zostawiła Dracona samego, a sama wróciła na bal. Podczas reszty przyjęcia parokrotnie złapała go na tym, jak szukał jej wzrokiem. Na całe szczecie oszczędził sobie kolejne rozmowy. Gdyby ktokolwiek widział ich razem, mogłoby to skutecznie popsuć jej grę. Skupiła się na tym, żeby zachować pozory. Resztę wieczoru spędziła na rozmowach z Ginny, Harrym i Ronem. Mimo, że na bal przyszła sama to była tam z przyjaciółmi. I to takimi, którzy nawet nie zauważyli kiedy zniknęła na prawie godzinę o północy..

22 komentarze:

  1. Dodałam cię u siebie do "Polecanych" Wpadniesz do mnie? Również piszę Dramione :)
    http://rodzina-riddle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz bardziej do spamu, no ale ;) Dziękuję za dodanie ;) Wpadnę

      Usuń
  2. Hej.
    No widzę, że aura tajemniczości zaczyna powoli upadać, jednak nadal intryguje mnie postać Miony.. No i co to za zaklęcie?! Aj, nie będę mogła przez ciebie spać po nocach.:D
    Rozdział jak zwykle świetny.;D
    Czekam na kolejny.:)
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    PS. zapraszam na nowy rozdział.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki;) no powoli wszytsko się wyjaśni ;)
      Wpadnę ;)

      Usuń
  3. Trochę mnie zaskoczyła dość spokojna reakcja Dracona na widok Hermiony :D Ale rozdział ogólnie świetny .
    To zaklęcie, no nieźle to wszystko wykombinowałaś, nie powiem :D. Czekam na kolejny rozdział!
    Życzę weny:*

    pozdrawiam, Zou.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie było jest pod wpływem zaklęcia ^^
      Dziękuję bardzo ;)

      Usuń
  4. Rozdział podoba mi się, trochę tajemniczo ale fajnie, że Draco tak przedstawiasz innego ;) Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ou...serio nie skomentowałam? :O teraz to mnie zdziwiłaś, bo rozdział przeczytałam chwilę po jego dodaniu. Nie ma to jak moje roztrzepanie.
    Coś czuję, że powoli część rzeczy zacznie się wyjaśniać i przestaniesz mnie tak trzymać w niepewności.
    Uwielbiam taką Hermionę. Rzadko kiedy jest przedstawiona jako stanowcza, spokojna i wiedząca czego chce kobieta.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię Dramione. Podoba mi się, że w Twoim opowiadaniu już przy pierwszych rozdziałach Draco i Hermiona nie wpadają sobie w ramiona. Podoba mi się Twoja Hermiona. Świetnie piszesz opisy.Czekam na następny rozdział i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje opowiadanie jest niesamowite, mega wciąga i intryguje. Nie spotkałam się jeszcze z takim pomysłem na ff ;)
    Czekam na ciag dalszy :)
    Weny:)
    Pozdrawiam,Lili

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej blog na serio intrygujący, ale coś już dawno notki nie dodawałaś i moja ciekawość woła o pomstę! Masz talent, bo potrafisz fajne pisać. Mam nadzieję, że za niedługo coś dodarz i zaspokoisz wrodzony głód Dramione...

    Z pozdrowieniami- Optymistyczna Pesymistka ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dzięki takim komentarzom mam chęć do pisania. Postaram się jak najszybciej coś dodać, tymczasem zapraszam na drugi blog jestem-niewierna, tam notki pojawiają się częściej.

      Usuń
  9. Ponieważ niedługo mijają dwa miesiące od opublikowania ostatniego posta przychodzę z pytaniem - czy blog będzie dalej prowadzony? Proszę o odpowiedź pod najnowszym postem w katalogu do końca listopada.
    [blogobranie.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj, jestem z Niebieskim piórem.
    Na początek chcę Cię przeprosić za tę zwłokę w odpowiedzi, ale przez ostatni miesiąc nie bardzo funkcjonowałam w blogosferze.
    Jeśli zaś chodzi o Twoje pytanie: nie ma dla mnie problemu z ocenieniem drugiego bloga (rozumiem, że tematyka jest podobna?), tak samo zresztą mogę ocenić również ten pomimo przeterminowania, jeśli zamierzasz dalej go prowadzić. Prawda jest taka, że Twoja ocena pojawi się pewnie gdzieś na przełomie grudnia/stycznia (przyznaję to uczciwie), więc do tego czasu może się sporo zmienić - decyzja należy do Ciebie. :)

    Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz przepraszam za tę zwłokę. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cud, miód, malina *.*
    Jedno z najlepszych dramione jakie czytałam ;)
    Jula =<

    OdpowiedzUsuń
  12. o kurczę, można się było tego domyślić ale i tak jak już przeczytałam to jestem w lekkim szoku.

    OdpowiedzUsuń
  13. hmm... bardzo mi się podoba taka inna Hermiona :) I ten Malfoy nic nie uczujący... Ciekawe co Dyrektorek chciała osiągnąć tym czarem :)

    OdpowiedzUsuń