10 sierpnia 2014

Czy mogę się ośmielić?

Inspiracja - klik

W pokoju słyszałem śmiech mojej małej Rose, była piękna i taka radosna. Bardzo podobna do swojej matki. Miała jej blond włosy, chociaż dostrzegałem też rude pasma, może jak podrośnie będzie bardziej podobna do Weslayów. Nie chciałem jednak, żeby traciła delikatną urodę swojej matki. Z Monicą poznaliśmy się na szkoleniu aurorskim. Odpadła tak samo jak ja na samym początku. Osiągnięcia z wojny, szybko przestały mieć znaczenie, więc okazało się, ze nie mam wystarczających umiejętności. Musiałem poszukać innego zawodu. Zajmowałem się sklepem braci, o dziwo całkiem nieźle mi szło. Monica natomiast spędzała czas w domu, od czasu do czasu malując. Moja żona miała duszę artystki. To było coś co w niej kochałem i nienawidziłem jednocześnie. Zadziwiała mnie jej delikatność i wrażliwość na otaczający nas świat. Miałem wrażenie jakbyśmy patrzyli innymi oczyma, Monica zawsze dostrzegała więcej. Z drugiej strony brakowało mi w niej odrobiny surowości, dyscypliny, pedantyczności. Ciężko to przyznać, ale doszukiwałem się w niej Hermiony. Po wojnie z bólem serca się rozstaliśmy. Na początku przechodziłem to bardzo ciężko. Gdyby nie Harry, być może stracił bym z nią kontakt na zawsze. Pamiętam dokładnie, każdą łzę i każdy krzyk. Czy to mało męskie płakać za ukochaną kobietą. Nie obchodziło mnie, potrafiłem godzinami zamykać się w pokoju z butelką ognistej i szukać powodów dlaczego postanowiła mnie zostawić. Odpowiedź przyszła rok później. To była zimna, powoli nauczyłem się na powrót cieszyć rozmową z przyjaciółmi. Kiedy myślałem, że jest dobrze i być może kiedyś odzyskam Hermionę, ona postanowiła zadać mi kolejny cios. Uderzyła prosto w serce, boleśnie je przebijając. Nie wiem czy czułem się bardziej zazdrosny czy zdradzony. W każdym razie było to okropne. Siedzieliśmy u Hermiony, jej dom stał pusty, niestety nie udało jej się odnaleźć rodziców. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, myślałem, że to Harry pomaga się jej z tym uporać, prawdopodobnie bardzo się myliłem. 
- Chciałam wam kogoś przedstawić. Właściwie to się znacie, ale sytuacja się zmieniła i dobrze było by zacząć od nowa. - Powiedziała,a w jej oczach strach mieszał się z radością. po tych słowach do pokoju wszedł Malfoy, objął ją w pasie i przywitał z nami. Harry westchnął tylko ciężko. Jego nigdy nie ruszały takie sprawy. Do póki nic nie stanowiło zagrożenia życia, starał się zawsze pokojowo rozwiązywać wszystkie sprawy. Potrafił dostosować się do każdej sytuacji i jeśli tylko widział nadzieję, że ktoś potrafi być dobry zawsze dawał mu szansę. Ze mną było dużo gorzej. Chciałem krzyknąć, że Hermiona nas zdradziła, już zacisnąłem pięści żeby rozwalić Malfoy'owi twarz na milion kawałków. Ale wtedy to zobaczyłem. Dostałem nagłego olśnienia, to we mnie uderzyło. Ten wzrok, sposób w jaki moja ukochana na niego patrzyła. To było to, na co ja nigdy nie mogłem liczyć. Nagle powód naszego zerwania stał się oczywisty. Z wielkim trudem podałem rękę ślizgonowi, Harry i Miona przypatrywali nam się w cichym zdumieniu. Pewnie czekali na mój wybuch, jednak nie mogłem jej tego zrobić. Zdecydowanie i mocno zacisnąłem dłoń Draco, a on zrobił to samo. To była walka między nami. Oboje wiedzieliśmy, jak duże znaczenie dla drugiego ma Hermiona. Po Draco można było to zauważyć. Odkąd pamiętam blondyn zawsze miał nade mną przewagę. Mimowolnie popatrzyłem na jego rękę, widniał na niej jeszcze blady mroczny znak. Piętno, które powinno mu zabraniać zbliżać się do tak delikatnych osób jak Hermiona. Jednak między nimi było coś szczególnego. Nie potrafiłem tego zdefiniować, przypominało trochę tą szczególną atmosferę, którą roztaczali zawsze Harry i Ginny. 
Siedzieliśmy w milczeniu, nikt nie widział za bardzo jak zacząć temat. Hermiona uciekła do kuchni, żeby zaparzyć herbaty. Pewnie sądziła, że jak tylko zostawi nas samych to jakoś się to ułoży. Nie dużo się pomyliła, tak jak zawsze panna Granger miała rację. Sam zacząłem rozmawiać o ostatnim meczu. O dziwo okazało się, że kibicujemy tym samym drużyną. W tym bezpiecznym temacie pozostaliśmy cały wieczór. Widziałem, że nastąpi spotkanie, gdzie ja albo Harry będziemy musieli zdać pytania, jak to się stało, że zaczęliście się spotykać i tym podobne. Tamtego wieczoru nie chciałem ich zaczynać. To wszystko było zbyt bolesne. Z całych sił starałem się zachować twarz. Grać na równi z Malfoy'em, przywdziać taką samą maskę jak on. Głupio wierzyłem, że być może wtedy zdołam ją jeszcze jakoś odzyskać. Niestety po raz kolejny w życiu nic nie poszło po mojej myśli. Niedługo po tym spotkaniu musiałem szukać innego zawodu. Hermiona Draco i Harry spełniali się w zawodach aurora. Na początku czułem jakby ślizgon zajął moje miejsce. Tak na prawdę on tylko pokazał do czego się nie nadaję. Hermiona miała u jego boku wszystko, zapewnioną pozycję, pieniądze, rozrywkę i z niechęcią muszę przyznać, że także i miłość. Nie sadziłem, że Draco będzie zdolny do takich uczuć nigdy do końca mu nie zaufałem, zawsze wydawał mi się zimny i egoistyczny. Obserwowałem ich związek przez lata. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że jeśli tylko Hermiona jest z nim szczęśliwa to nie mogę ośmielić się niszczyć jej życia. Owszem mieli swojej problemy, starałem się wtedy być blisko. Jednak i to nic nie dało.
Dzisiaj po raz kolejny wziąłem do rąk małe lusterko i wyszeptałem zaklęcie. W ukryciu przed wszystkimi wpatrywałem się jak moje odbicie zamienia się z obrazami z życia Hermiony i Draco. Widziałem ich trzymających dziecko. Słyszałem, że Hermiona spodziewa się malucha. Jej piękny uśmiech i łzy radości w oczach sprawiły mi przyjemność. Ale czy mogę się ośmielić powiedzieć Ci, że jesteś niesamowita pod każdym względem?* - pomyślałem odkładając magiczny przedmiot na swoje miejsce 
- Ron - usłyszałem wołanie żony. Powoli zszedłem na obiad, Monica siedziała przy stole z mała Rose i usiłowała karmić ją marchewką. Wyglądały razem słodko i zabawnie. Kobiety moje życia. Dopiero po narodzinach Rose uznałem, że jestem dumny z wszystkiego co osiągnąłem. Tą jedyną prawdziwą miłość zepchnąłem na samo dno mojego serca, Co jakiś czas za pomocą magicznego lusterka sprawdzałem co u Hermiony. Zapobiegawczo przenieśliśmy się na obrzeża Londynu. Nie chciałem kusić losu i na daremno targać własnym sercem. Wystarczyło, że pamiętałem jej każdy szczegół.

"I wciąż marzę o tobie, bo to wszystko co potrafię"


/// Rozdział się piszę, utknęłam w jednym miejscu, ale niedługo powinien być. W ramach oczekiwań mini-miniaturka ;) Pozdrawiam Syntia 

21 komentarzy:

  1. Muszę przyznać, że napisałaś bardzo ładną miniaturkę. Jeszcze nie miałam okazji takiej przeczytać.
    Fajnie wpasowałaś spotkanie Rona i Harry'ego z Draco i Hermioną. W sumie aż dziwne, że Ron powstrzymał się od wrzasku, jak często jest na innych blogach. Oczywiście u Ciebie jest to ogromnym plusem i podoba mi się to. Ron nie jest tu złym człowiekiem, tylko nieco zagubionym we własnych uczuciach. Na szczęście znalazł kobietę, przy której może spokojnie spędzić resztę życia - Monicę. Zasługiwał na to. :)
    Czekam na kolejną miniaturkę czy rozdział.
    http://niewolnicy-wlasnych-wspomnien.blogspot.com

    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ;) Moim zdaniem Ron zasługuje na trochę łagodniejsze traktowanie, to przecież nigdy nie była negatywna postać ;)

      Usuń
  2. Cholerny blogger znowu mnie nie lubi.xD

    Witaj!
    Miniaturka z perspektywy Ronalda W. to dla mnie coś nowego. Nigdy nie przepadałam za jego postacią, co można zauważyć na moim pierwszym blogu. Jednak czytając tę miniaturkę, miałam wrażenie takiej autentyczności.. Jakby to wszystko naprawdę mogło się zdarzyć. Przecież Ron zawsze był raczej kiepskim uczniem i dołączenie go do elitarnego grona aurorów jest co najmniej śmieszne, dlatego podoba mi się pomysł przekwalifikowania tej postaci. Jego uczucia są szczere i pokazane w taki sposób, że niemal zaczęłam mu współczuć - a to dla mnie coś nowego.
    Oby powstało więcej takich wspaniałych miniaturek.:)
    Pozdrawiam serdecznie,
    la_tua_cantante_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No blogger ostatnio robi się co raz bardziej wkurzający ;/

      Dziękuję bardzo ;) No jakby pomyśleć to Ron i auror trochę mało prawdopodobne :P

      Usuń
  3. Nie znam postaci, symboliki ani fabuły HP, ale... z ludzkiego punktu widzenia bardzo pięknie przedstawiony jest w tej miniaturce dylemat serca Rona... w sposób naturalny wzbudza sympatię i empatię...:) tylko nie mogę się nadziwić, dlaczego Ron lubi oglądać życie Her z Draco w lusterku, a nie chce w realu... to tak jakby trochę niespójne? No bo przecież gdyby naprawdę cieszył się z jej szczęścia, oglądając je z ukrycia, to nie miałby nic przeciwko temu, aby oglądać je w realu, prawda? No tak mi się wydaje. Ale może to nie do końca tak jest? może jednak... nie chce przyznać się przed sobą do ... nie wiem czego... niepokonanej zazdrości? albo jakichś negatywnych życzeń w stosunku do Her? nie wiem...:) No i czy pomyślał o tym, że przecież dla Her też jego bardzo brakuje? Że chciałaby, żeby był blisko? Bo przecież każda strata przyjaciela jest bardzo bolesna...

    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) komentarz od kogoś, kto nie jest zaznajomiony z tematyką hp to dla mnie nowość, więc bardzo się cieszę że poświęciłaś czas ;)
      Nie chodziło mi o to że Ron lubi oglądać życie Hermiony, raczej że potrzebuje zapewnienia, że u niej wszystko dobrze;) Zapraszam do posłuchania piosenki, która była inspiracją to może trochę wyjaśnić ;)

      Usuń
  4. Piękna.
    Inna.
    Wyjatkowa.
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) mam nadzieję, że wena w końcu zawita :P

      Usuń
  5. Bardzo pomysłowa miniaturka, bardzo oryginalna, no i inny Ron, inaczej niż we wszystkich miniaturkach, opowiadaniach. Życzę weny.
    the-streetangel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! Nie spotkałam się jeszcze z żadną z miniaturek, gdzie narratorem jest Ronald W. :D.
    Co nie zmienia faktu, że o dziwo, mi się spodobała! :D
    Co do zawodu Ronalda - bardzo prawdopodobne! Ron nigdy nie był jakimś wyjątkowo uzdolnionym uczniem, a trzeba przyznać, że zawód aurora to poważna sprawa, więc wiąże się z wyjątkowymi uzdolnieniami :).
    Doszukiwanie się w Monice Hermiony, coś kolejny raz całkiem prawdopodobnego. W końcu nasz Ronald, przynajmniej mi się tak wydaję, od zawsze był zakochany w Hermionie :D. I zapewne nie było mu łatwo pogodzić się ze stratą miłości swojego życia, która pozostaje w serduszku jużna zawsze.
    Ron jako bohater, który nie daje ponieść się swojemu narwanemu charakterkowi - brawo!
    Kurde Ronald niby dumny i szczęśliwy, a jednak kontroluje życie Hermiony zapewne jak sam twierdzi ze względu na nieufność do Malfoya, ale myśle, że robi to tylko ze względu na swoje egoistyczne pobudki.
    Ogólnie świetna miniaturka, choć króciutka, bardzo przyjemnie mi się ją czytało, i jak zwykle zaskoczyłaś mnie! :D :*:*
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Mama nadzieję, że jeszcze uda mi się Cię zaskoczyć :)

      Usuń
  7. Hej :)
    Ty mnie zawsze zaskakujesz. Oczywiście pozytywnie. Miniaturka była bardzo oryginalna. Nie wiem skąd bierzesz takie świetne pomysły! :)
    Nigdy się nie zastanawiałam jak to wszystko może wyglądać z perspektywy Rona. Wiem że go nie zmieniasz w jakiegoś debila jak to wiele osób ma w zwyczaju. Dlatego też bardzo mi się spodobała jego reakcja na wieść o związku Miony. Jestem pod wrażeniem. Ta scena moim zdaniem wyszła ci najlepiej. Taka naturalna i autentyczna... Podsumowując naprawdę dobra robota ! Piszesz już rozdział? <3 W takim razie nie mogę się doczekać. Rozpisałabym się bardziej ale jestem na komórce. :(
    Pozdrawiam serdecznie :*

    co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;P No rozdział się pisze, albo raczej mam jeden akapit i jakoś nie mogę ruszyć dalej :P

      Usuń
  8. Witaj moja droga! ( jak oficjalnie O.o )
    Ach, myślałam, że skomentowałam ale jak widać lepiej mi wychodzi nie myślenie :D
    Miniaturka spodobała mi się bardzo bo pierwszy raz czytałam z perspektywy Rona. Miła odmiana.
    Chociaż nie lubię tego rudzielca, zdołałam go zrozumieć. Jak wiele kosztowało go to wszystko? Ile wycierpiał?
    Podobało mi się, że nie zrobiłaś z niego aurora. Tu większość trochę naciąga bo on jednak w nauce orłem nie był...
    Urzekły mnie opisy, wszystkiego =>
    Jak wiesz lubię twój sposób pisania i tu także mi się spodobał.
    Nie masz kochanieńka weny? W takim razie przesyłam Ci mój, zazwyczaj, czarny humor i siły które zgromadzę w weekend! Liczę, że pomogą :)
    Pozdrawiam ~ Luar Princesa ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ;))
      Dziękuję bardzo, twoje komentarze zawsze wywołują u mnie ogromny uśmiech;)
      Wenę łapie i mam nadzieje że coś z tego wyjdzie :P
      Pozdrawiam Syntia ;))

      Usuń
  9. Chyba za bardzo z nie lubiłam Rona po 7 ksiazce by polubić tą miniaturkę. Sam pomysł jest genialny a Twoje miniaturki to mistrzostwa świata :)
    Pozdrawiam i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawe... Rzadko kiedy sZkoda mi Rona :-/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawe... Rzadko kiedy sZkoda mi Rona :-/

    OdpowiedzUsuń