Założyłam
koronkową bieliznę i obcisłą sukienkę. Pozwoliłam żeby kawałek stanika wystawał
kusząco spod czarnej sukienki. Nie wiedziałam czy robię dobrze, raczej byłam
przekonana, że karma kiedyś mnie dopadnie i z całym impetem wróci wszystko to
co zdążyłam zrobić. Mimo to nie miałam zamiaru przestać, stałam się pewna
siebie i wolna. Po zakończeniu wojny wpadłam w wir pracy i obowiązków, resztę
dnia zajmował mi Ron i jego wieczne narzekania na wszystko wokół siebie. Nie
pamiętałam co dokładnie przelało czarę, ale wiedziałam że jeszcze może tydzień
takiego życia i z pewnością ktoś by ucierpiał dużo bardziej. W ciągu jednego
dnia zerwałam z Ronaldem, zmieniłam pracę i całe swoje życie. Zaczęło się niewinnie
od włosów. Sekret tkwi w tym, że gdy kobieta drastycznie zmienia fryzurę to
pierwszy znak ostrzegawczy, wołanie o pomoc i słowa, które rozbrzmiewają – chcę
czegoś innego! Całym problem opiera się jednak w następnym etapie, kiedy dochodzi
się do wniosku, że kolor i uczesanie nic nie zmieniają. Wtedy zostają dwa
wyjścia. Pierwsze to tkwienie w aktualnym życiu bez możliwości zmian i nadzieja,
że kiedyś uda się zaakceptować stan rzeczy. Najczęściej wybór ten skutkuje zgorzkniałym
charakterem i zatruwaniem życia wszystkim dookoła. Jest jeszcze drugi sposób –
zmiana. Wydaje się proste, łatwe i oczywiste jednak wymaga dużo więcej zachodu.
W moim przypadku poszło zadziwiająco
szybko, wszystko za sprawą clubu Black Rose w Paryżu. Na pierwszą imprezę
poszłam sama, nie do końca wiedziałam nawet jak się ubrać. Założyłam wtedy coś
w miarę grzecznego i ruszyłam niepewnym krokiem na podbój parkietu i męskich
serc, w efekcie wracałam do domu sama. Jednak samo wyjście dało mi bardzo dużo.
Widziałam kobiety przyciągające towarzystwo samym wzrokiem. Ich kuszący ruch
bioder i wyzywające pozy hipnotyzowały. Już następnego dnia robiłam wszystko
aby się wpasować. Wyrzuciłam całą szafę i poszłam na ogromne zakupy. Wróciłam
ogromnie zadowolona. Tydzień później na kolejnej imprezie to ja przyciągałam
wzrok. Do domu wróciłam sama, ale z czternastoma nowymi kontaktami w telefonie.
Na randki umówiłam się z pięcioma facetami. Z żadnym z nich nie wyszło nic
poważnego. Powoli zaczynałam się nudzić. Uważałam że wszyscy są tacy sami.
Najbardziej irytowały mnie komplementy. Były takie płytki i bezczelne.
Jednocześnie spotykanie się z tymi wszystkimi facetami bawiło mnie. Zakochany
wzrok i maślane oczy były dla mnie po prostu śmieszne, a uzyskanie ich nie
stanowiło żadnego wyzwania. Z imprezy na imprezę stawiałam sobie co raz to nowe
cele. Wybierałam najprzystojniejszych na parkiecie i za każdym razem mi się
udawało. Doszło do tego, iż interesowali mnie ci którzy byli zajęci. W pewnym
momencie tylko ktoś zakochany był dla mnie wyzwaniem. W większości przypadków
udawało mi się odbić faceta bez większych problemów. Jakby w ramach zemsty za
ich niewierność i naiwność z takimi najszybciej kończyłam znajomość.
Pamiętnego
wieczoru miałam na sobie czarna sukienkę i czerwoną koronkową bieliznę pod
spodem. Do tego założyłam bardzo wysokie obcasy i rozpuściłam włosy.
Spacerowałam alejką Paryża, zmierzając do wyznaczonego celu. Czarne róże w
koszach przed wejściem sygnalizowały, że klub jest otwarty i czeka na swoich
gości. Lubiłam klimat jaki tam panował, chociaż teleportacja na tak duży
odcinek dużo mnie kosztowała zdecydowanie było warto. Nie miałam również
żadnych problemów z językiem, bo większość klubowiczów to turyści. Kiedy
weszłam do środka uderzył we mnie zapach mugolskich papierosów i gwar muzyki. Z
spokojem wyciągnęłam z torebki papierosa. Nigdy nie nosiłam zapalniczki, zawsze
znajdował się jakiś chętny. I tym razem było podobnie. Gdy tylko podniosłam
papieros do ust ktoś odpalił mi mugolską używkę. Odwróciłam głowę żeby
podziękować i natrafiłam na szare oczy i blond czuprynę. Musiałam przygryźć
wargę, aby nie krzyknąć Malfoy na całe gardło.
-My
się chyba nie znamy. Draco – Powiedział i wyciągnął do mnie rękę. W mojej
głowie powstał szatański plan. Wyzwanie samo mnie powitało.
-
Jane – Odpowiedziałam i podałam dłoń ślizgonowi. – Nie widziałam Cię tutaj
wcześniej. – Stwierdziłam i uśmiechnęłam się zalotnie.
-
Faktycznie, to mój pierwszy raz, jestem w Paryżu przejazdem. – Powiedział i
wskazał miejsca przy stoliku. Skinęłam głową na znak potwierdzenia i poszłam
przodem. Chciałam mu się w końcu odpłacić. Tę noc miałam zamiar zakończyć
pocałunkiem albo nawet czymś więcej. Postanowiłam, że kiedy Malfoy tylko złapie
haczyk poinformuję go z kim spędził wieczór. Nie liczyłam tylko na tak dobrą
zabawę. Musiałam mu przyznać, że potrafi rozmawiać z kobietami. Cały czas był
szarmancki i uprzejmy. Nie było nawet sekundy niezręcznej ciszy, rozmowa była
na poziomie. Zaczęliśmy niewinnie, kto czym się zajmuje i co robi w Paryżu. Nie
zdradzałam mu zbyt wielu informacji, on z resztą również mnie okłamał.
Powiedział, że zajmuje się drobnymi sprawami, zamiast przyznać iż prowadzi
dobrze działającą firmę zajmującej się między innymi handlem nieruchomościami
czy wprowadzaniem czarodziei na giełdę. Nie sądziłam, że będzie omijał fakty,
którymi mógłby się chwalić. Większość kobiet leci na pieniądz, dlaczego więc
przy mnie na ich temat milczał.
-
Często tu bywasz? – Zapytał niewinnie z delikatnym błyskiem w oku.
-
Parę razy w miesiącu. – Odpowiedziałam i przygryzłam wargę. Przecież nie mogłam
mu powiedzieć, że w każdą sobotę i czwartek.
-
A jak tobie podoba się na pierwszy raz tutaj? – Zapytałam, starając się odwrócić
jego uwagę od mojej osoby.
-
Klub niczego sobie, ale znalazłem doskonałe towarzystwo. – Powiedział, a przez
jego twarz przemknął uśmiech. Mimowolnie pomyślałam, że wygląda tak bardzo
pociągająco. Nie zauważyłam, aby w Hogwarcie chodził roześmiany. Nawet jako
dziecko miał raczej pochmurny nastrój. Teraz było inaczej - uśmiechał się
szczerze.
-
Królestwo za twe myśli. – Powiedział, skutecznie wyrywając mnie z wspomnień.
-
Oj, nie chcesz ich poznać. Później musiałabym Cię zabić. – roześmiałam się. Po
chwili swobodnie dyskutowaliśmy o książkach, kuchni, czy nawet upodobaniu do
mugolskich używek. Kiedy odpalał mi kolejnego papierosa w trakcie rozmowy
zwróciłam uwagę na jego ręce, nie widniał już na nich mroczny znak. Przez chwilę
zwątpiłam czy aby na pewno miałam do czynienia z tym Malfoy’em. Pozwoliłam zaprosić
się na parkiet i poprowadzić. Tańczyliśmy płynnie zatraceni we własnych
ruchach. Cały czas trzymał mnie blisko siebie, jednocześnie czułam jakbym
należała do niego. Żaden inny mężczyzna nawet nie odważył się spojrzeć w moją
stronę. Każdy który chciał podejść natychmiast odstraszany był twardym wzorkiem
Malfoy’a. Przy trzecim tańcu złapałam kontakt wzrokowy z brunetem tańczącym
niedaleko. Chciałam sprawdzić jaka będzie reakcja Draco.
-
Już chcesz mi uciec? – Wyszeptał wprost do mojego ucha. Przyjemny dreszcz
przeszedł moje ciało. Przyciągnął mnie do siebie mocniej. Po czym złożył
delikatny pocałunek na mojej szyi. Odsunęłam się trochę i spojrzałam mu
wyzywająco w oczy. Gdyby ktoś inny pozwolił sobie mnie od tak pocałować zapewne
po prostu odwróciłabym się i poszła bawić z nową zabawką. Jednak z Malfoy’em
nie mogłam po prostu odpuścić. Wpatrywałam się w jego oczy i widziałam w tych
szarych tęczówkach pożądanie. Po paru imprezach dobrze nauczyłam się
rozpoznawać ten wzrok. To był etap w którym mogłam już zadać planowany cios. Na
początku myślałam, że odważę się na więcej. Jednak plany bycia wyzwoloną i
szaloną kończyły się na granicy mojej przyzwoitości. Pocałunek był czymś na co
maksymalnie mogłam sobie z nim pozwolić.
-
Może wyjdziemy na zewnątrz? – Zaproponowałam cicho. Moja pewność siebie gdzieś
uleciała. Jednak postanowiłam dokończyć swoje zamiary i wyjawić mu kim jestem.
Gdy tylko opuściliśmy klub, poszliśmy usiąść na jednej z ławeczek w okolicy. Było
już grubo po północy, naglę brak jakiekolwiek sweterka wydawał mi się głupi.
-
Proszę – Powiedział Malfoy i chciał mnie okryć swoją kurtką. Zatrzymałam jego
rękę zanim położył materiał na moich ramionach.
-
Nie, jeszcze pobrudzisz szlamem. – Wysyczałam i patrzyłam jak jego oczy się rozszerzają.
Właśnie wtedy dokładnie zrozumiał z kim spędził wieczór. Odwróciłam wzrok i nie
chciałam podnosić głowy. Czułam się podle. Pierwszy raz od dawna, naprawdę miałam
wyrzuty sumienia. Okłamałam go bez najmniejszego wahania. Jednak wyjawienie
prawdy sprawiało mi niemal namacalny ból. Ten wieczór był naprawdę udany, gdyby
to był ktokolwiek inny za pewne byłaby to moja ostatnia noc w klubie. Później
może zaczęlibyśmy się spotkać, a ten przystojny mężczyzna zrobiłby kolacje o
której wcześniej wspomniał. Jednak szczęście nie należało do mnie. Mimo że
kiedyś z całego serca nienawidziłam blondyna, w tę noc oddałabym dużo żeby nie
patrzył na mnie z takim obrzydzeniem i rozczarowaniem. Nie miałam odwagi
spojrzeć po raz kolejny na niego. Wpatrywałam się bok ulicy. Usłyszałam kroki
jak odchodził. Nie powiedział zupełnie nic.
Cisza mnie przeraża,
bo krzyczy całą prawdę* -pomyślałam
i zakryłam twarz dłońmi. Wsłuchiwałam się w otaczająco ciszę i rozkoszowałam
pięknem nocy. Pod płaszczem ciemności łatwo było mi ukryć jedną łzę wstydu
spadającą po moim policzku. Po chwili po raz kolejny do moich uszu doszedł dźwięk
kroków. Odwróciłam się z nadzieją, że być może Malfoy zawrócił, aby powiedzieć
cokolwiek. Chciałam żeby mnie nawet zwyzywał, tylko nie pozostawiał samą z
swoimi myślami. Zamiast niego zobaczyłam trzech mężczyzn. Każdy z nich był
wyższy i silniejszy ode mnie. Stałam jak sparaliżowana. Wszyscy byli mocno
pijani.
-
Zabawimy się maleńka. – Zrozumiałam z pijackiego bełkotu jednego z nich. Tego
dnia nie miałam przy sobie różdżki. Widmo zakończonej wojny dawało mi złudne
poczucie, że całe niebezpieczeństwo świata minęło wraz z obróceniem Voldemorta
w pył. Podeszli na tyle blisko mnie iż czułam od nich nieprzyjemny zapach
wódki. Byli ubrani w drogie garnitury, jednak już w nienajlepszym stanie.
Typowa wysoka klasa, myśląca że mogą wszystko. Zrobiłam krok w tył i potknęłam
się przez obcas który ugrzązł pomiędzy kostkami brukowanej uliczki. Od upadku
dzieliły mnie sekundy. Odbiłam się od czyjej klatki piersiowej. Z strachu chciałam
jak najszybciej uciec, jednak silna dłoń mnie mocno przytrzymała.
-Chodźmy
stąd. – Usłyszałam cichy głos Malfoy’a przy uchu. Kiedy odwróciłam się do niego
ścisnął mnie mocniej i zasłonił sobą. Po chwili usłyszałam dźwięk rozbijanego
szkła. Draco zwinął się nieznacznie i popchnął mnie do przodu żebym mogła
uciec. Sam miał na plecach rozbitą butelkę po wódce. Szybko wymierzył cios rozwalając
przy okazji nos jednemu z napastników. Nawet gdyby chciał nie miał szans jeden
na trzech. Nie zważając na nieprzyjemne towarzystwo wyprowadził mnie na
bezpieczną odległość i teleportował. Wylądowaliśmy w jego pokoju hotelowym w
Paryżu. Dopiero w świetle zauważyłam jak poważną ma ranę.
-
Daj opatrzę. – Powiedziałam i pokazałam mu na plecy. Sączyła się z nich
nieprzyjemnie krew.
-
Nie musisz, jak się mnie brzydzisz. – Wysyczał i w złości poszedł do łazienki.
Nie zważając na nic wbiegłam za nim. Stał oparty o umywalkę i zaciskał z bólu
zęby.
-
To nie ja się ciebie brzydzę ale ty mnie. I dobrze o tym wiesz. Gdybyś wiedział
kim jestem wcale byś ze mną nie rozmawiał. Ale teraz Malfoy mam to gdzieś,
opatrzę cię czy ci się to podoba czy nie. – krzyknęłam wściekle. I podeszłam do
niego bliżej. Nie odzywał się. Po woli rozcięłam mu resztę koszuli i usunęłam
szkło. Rany na szczęście nie były tak głębokie jak na początku mi się wydawały.
Na jego plecach dostrzegłam stare blizny. Nagle zrobiło mi się go żal. Był tak
blisko czystego zła, że pewnie nie raz musiał oberwać. Nigdy wcześniej nie
myślałam o tym w ten sposób.
-
Weź moją różdżkę. – powiedział kiedy skończyłam przemywać rany. Bez słowa
wzięłam największą własność czarodzieja i wyszeptałam zaklęcie. Jedno lecznicze
za drugim. Po chwili na plecach zostały tylko delikatne ślady. Odłożyłam
różdżkę na stolik i opuściłam łazienkę bez słowa. Nie patrzyłam na reakcję
Malfoy’a. Nie podziękowałam mu też za pomoc. Nie chciałam nawet myśleć co
mogłoby się stać, gdyby się tam nie pojawił. Czułam na sobie nieprzyjemny wzrok
recepcjonistki, gdy wychodziłam z hotelu. Za pewne musiała pomyśleć, iż byłam
tylko panienką na jedną noc. Kiedy wyszłam na zewnątrz padał delikatny deszcz.
Stałam tak przez chwilę mając nadzieje, że zmyje ze mnie wszystkie nieprzyjemne
uczucia tej nocy, ale przy tym nie draśnie przyjemnej części wieczoru z
blondynem. Te wspomnienia chciałam zachować.
-
Przeziębisz się. – Usłyszałam i poczułam delikatny materiał kurtki na swoich
ramionach. Chwilę później do moich nozdrzy uderzył zapach dobrze znanych
męskich perfum. – Od początku wiedziałem, że to ty Granger. – Usłyszałam i
zbierając w sobie cała odwagę odwróciłam się w jego stronę i wyszeptałam ciche
Przepraszam.
// * cytat z piosenki Pink - Sober (tytuł także)
Witam, mam nadzieję, że się podobało i nie było zbyt słodko. Czasem trzeba tradycyjnego dramione <3
Pozdrawiam Syntia
Ps. Jak wam się podoba nowy szablon??