Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2014

Noc wzywa - chodź i zagraj

Założyłam koronkową bieliznę i obcisłą sukienkę. Pozwoliłam żeby kawałek stanika wystawał kusząco spod czarnej sukienki. Nie wiedziałam czy robię dobrze, raczej byłam przekonana, że karma kiedyś mnie dopadnie i z całym impetem wróci wszystko to co zdążyłam zrobić. Mimo to nie miałam zamiaru przestać, stałam się pewna siebie i wolna. Po zakończeniu wojny wpadłam w wir pracy i obowiązków, resztę dnia zajmował mi Ron i jego wieczne narzekania na wszystko wokół siebie. Nie pamiętałam co dokładnie przelało czarę, ale wiedziałam że jeszcze może tydzień takiego życia i z pewnością ktoś by ucierpiał dużo bardziej. W ciągu jednego dnia zerwałam z Ronaldem, zmieniłam pracę i całe swoje życie. Zaczęło się niewinnie od włosów. Sekret tkwi w tym, że gdy kobieta drastycznie zmienia fryzurę to pierwszy znak ostrzegawczy, wołanie o pomoc i słowa, które rozbrzmiewają – chcę czegoś innego! Całym problem opiera się jednak w następnym etapie, kiedy dochodzi się do wniosku, że kolor i uczesanie nic nie zmieniają. Wtedy zostają dwa wyjścia. Pierwsze to tkwienie w aktualnym życiu bez możliwości zmian i nadzieja, że kiedyś uda się zaakceptować stan rzeczy. Najczęściej wybór ten skutkuje zgorzkniałym charakterem i zatruwaniem życia wszystkim dookoła. Jest jeszcze drugi sposób – zmiana. Wydaje się proste, łatwe i oczywiste jednak wymaga dużo więcej zachodu. W moim przypadku  poszło zadziwiająco szybko, wszystko za sprawą clubu Black Rose w Paryżu. Na pierwszą imprezę poszłam sama, nie do końca wiedziałam nawet jak się ubrać. Założyłam wtedy coś w miarę grzecznego i ruszyłam niepewnym krokiem na podbój parkietu i męskich serc, w efekcie wracałam do domu sama. Jednak samo wyjście dało mi bardzo dużo. Widziałam kobiety przyciągające towarzystwo samym wzrokiem. Ich kuszący ruch bioder i wyzywające pozy hipnotyzowały. Już następnego dnia robiłam wszystko aby się wpasować. Wyrzuciłam całą szafę i poszłam na ogromne zakupy. Wróciłam ogromnie zadowolona. Tydzień później na kolejnej imprezie to ja przyciągałam wzrok. Do domu wróciłam sama, ale z czternastoma nowymi kontaktami w telefonie. Na randki umówiłam się z pięcioma facetami. Z żadnym z nich nie wyszło nic poważnego. Powoli zaczynałam się nudzić. Uważałam że wszyscy są tacy sami. Najbardziej irytowały mnie komplementy. Były takie płytki i bezczelne. Jednocześnie spotykanie się z tymi wszystkimi facetami bawiło mnie. Zakochany wzrok i maślane oczy były dla mnie po prostu śmieszne, a uzyskanie ich nie stanowiło żadnego wyzwania. Z imprezy na imprezę stawiałam sobie co raz to nowe cele. Wybierałam najprzystojniejszych na parkiecie i za każdym razem mi się udawało. Doszło do tego, iż interesowali mnie ci którzy byli zajęci. W pewnym momencie tylko ktoś zakochany był dla mnie wyzwaniem. W większości przypadków udawało mi się odbić faceta bez większych problemów. Jakby w ramach zemsty za ich niewierność i naiwność z takimi najszybciej kończyłam znajomość.
Pamiętnego wieczoru miałam na sobie czarna sukienkę i czerwoną koronkową bieliznę pod spodem. Do tego założyłam bardzo wysokie obcasy i rozpuściłam włosy. Spacerowałam alejką Paryża, zmierzając do wyznaczonego celu. Czarne róże w koszach przed wejściem sygnalizowały, że klub jest otwarty i czeka na swoich gości. Lubiłam klimat jaki tam panował, chociaż teleportacja na tak duży odcinek dużo mnie kosztowała zdecydowanie było warto. Nie miałam również żadnych problemów z językiem, bo większość klubowiczów to turyści. Kiedy weszłam do środka uderzył we mnie zapach mugolskich papierosów i gwar muzyki. Z spokojem wyciągnęłam z torebki papierosa. Nigdy nie nosiłam zapalniczki, zawsze znajdował się jakiś chętny. I tym razem było podobnie. Gdy tylko podniosłam papieros do ust ktoś odpalił mi mugolską używkę. Odwróciłam głowę żeby podziękować i natrafiłam na szare oczy i blond czuprynę. Musiałam przygryźć wargę, aby nie krzyknąć Malfoy na całe gardło.
-My się chyba nie znamy. Draco – Powiedział i wyciągnął do mnie rękę. W mojej głowie powstał szatański plan. Wyzwanie samo mnie powitało.
- Jane – Odpowiedziałam i podałam dłoń ślizgonowi. – Nie widziałam Cię tutaj wcześniej. – Stwierdziłam i uśmiechnęłam się zalotnie.
- Faktycznie, to mój pierwszy raz, jestem w Paryżu przejazdem. – Powiedział i wskazał miejsca przy stoliku. Skinęłam głową na znak potwierdzenia i poszłam przodem. Chciałam mu się w końcu odpłacić. Tę noc miałam zamiar zakończyć pocałunkiem albo nawet czymś więcej. Postanowiłam, że kiedy Malfoy tylko złapie haczyk poinformuję go z kim spędził wieczór. Nie liczyłam tylko na tak dobrą zabawę. Musiałam mu przyznać, że potrafi rozmawiać z kobietami. Cały czas był szarmancki i uprzejmy. Nie było nawet sekundy niezręcznej ciszy, rozmowa była na poziomie. Zaczęliśmy niewinnie, kto czym się zajmuje i co robi w Paryżu. Nie zdradzałam mu zbyt wielu informacji, on z resztą również mnie okłamał. Powiedział, że zajmuje się drobnymi sprawami, zamiast przyznać iż prowadzi dobrze działającą firmę zajmującej się między innymi handlem nieruchomościami czy wprowadzaniem czarodziei na giełdę. Nie sądziłam, że będzie omijał fakty, którymi mógłby się chwalić. Większość kobiet leci na pieniądz, dlaczego więc przy mnie na ich temat milczał.
- Często tu bywasz? – Zapytał niewinnie z delikatnym błyskiem w oku.
- Parę razy w miesiącu. – Odpowiedziałam i przygryzłam wargę. Przecież nie mogłam mu powiedzieć, że w każdą sobotę i czwartek.
- A jak tobie podoba się na pierwszy raz tutaj? – Zapytałam, starając się odwrócić jego uwagę od mojej osoby.
- Klub niczego sobie, ale znalazłem doskonałe towarzystwo. – Powiedział, a przez jego twarz przemknął uśmiech. Mimowolnie pomyślałam, że wygląda tak bardzo pociągająco. Nie zauważyłam, aby w Hogwarcie chodził roześmiany. Nawet jako dziecko miał raczej pochmurny nastrój. Teraz było inaczej - uśmiechał się szczerze.
- Królestwo za twe myśli. – Powiedział, skutecznie wyrywając mnie z wspomnień.
- Oj, nie chcesz ich poznać. Później musiałabym Cię zabić. – roześmiałam się. Po chwili swobodnie dyskutowaliśmy o książkach, kuchni, czy nawet upodobaniu do mugolskich używek. Kiedy odpalał mi kolejnego papierosa w trakcie rozmowy zwróciłam uwagę na jego ręce, nie widniał już na nich mroczny znak. Przez chwilę zwątpiłam czy aby na pewno miałam do czynienia z tym Malfoy’em. Pozwoliłam zaprosić się na parkiet i poprowadzić. Tańczyliśmy płynnie zatraceni we własnych ruchach. Cały czas trzymał mnie blisko siebie, jednocześnie czułam jakbym należała do niego. Żaden inny mężczyzna nawet nie odważył się spojrzeć w moją stronę. Każdy który chciał podejść natychmiast odstraszany był twardym wzorkiem Malfoy’a. Przy trzecim tańcu złapałam kontakt wzrokowy z brunetem tańczącym niedaleko. Chciałam sprawdzić jaka będzie reakcja Draco.
- Już chcesz mi uciec? – Wyszeptał wprost do mojego ucha. Przyjemny dreszcz przeszedł moje ciało. Przyciągnął mnie do siebie mocniej. Po czym złożył delikatny pocałunek na mojej szyi. Odsunęłam się trochę i spojrzałam mu wyzywająco w oczy. Gdyby ktoś inny pozwolił sobie mnie od tak pocałować zapewne po prostu odwróciłabym się i poszła bawić z nową zabawką. Jednak z Malfoy’em nie mogłam po prostu odpuścić. Wpatrywałam się w jego oczy i widziałam w tych szarych tęczówkach pożądanie. Po paru imprezach dobrze nauczyłam się rozpoznawać ten wzrok. To był etap w którym mogłam już zadać planowany cios. Na początku myślałam, że odważę się na więcej. Jednak plany bycia wyzwoloną i szaloną kończyły się na granicy mojej przyzwoitości. Pocałunek był czymś na co maksymalnie mogłam sobie z nim pozwolić.
- Może wyjdziemy na zewnątrz? – Zaproponowałam cicho. Moja pewność siebie gdzieś uleciała. Jednak postanowiłam dokończyć swoje zamiary i wyjawić mu kim jestem. Gdy tylko opuściliśmy klub, poszliśmy usiąść na jednej z ławeczek w okolicy. Było już grubo po północy, naglę brak jakiekolwiek sweterka wydawał mi się głupi.
- Proszę – Powiedział Malfoy i chciał mnie okryć swoją kurtką. Zatrzymałam jego rękę zanim położył materiał na moich ramionach.
- Nie, jeszcze pobrudzisz szlamem. – Wysyczałam i patrzyłam jak jego oczy się rozszerzają. Właśnie wtedy dokładnie zrozumiał z kim spędził wieczór. Odwróciłam wzrok i nie chciałam podnosić głowy. Czułam się podle. Pierwszy raz od dawna, naprawdę miałam wyrzuty sumienia. Okłamałam go bez najmniejszego wahania. Jednak wyjawienie prawdy sprawiało mi niemal namacalny ból. Ten wieczór był naprawdę udany, gdyby to był ktokolwiek inny za pewne byłaby to moja ostatnia noc w klubie. Później może zaczęlibyśmy się spotkać, a ten przystojny mężczyzna zrobiłby kolacje o której wcześniej wspomniał. Jednak szczęście nie należało do mnie. Mimo że kiedyś z całego serca nienawidziłam blondyna, w tę noc oddałabym dużo żeby nie patrzył na mnie z takim obrzydzeniem i rozczarowaniem. Nie miałam odwagi spojrzeć po raz kolejny na niego. Wpatrywałam się bok ulicy. Usłyszałam kroki jak odchodził. Nie powiedział zupełnie nic.
Cisza mnie przeraża, bo krzyczy całą prawdę* -pomyślałam i zakryłam twarz dłońmi. Wsłuchiwałam się w otaczająco ciszę i rozkoszowałam pięknem nocy. Pod płaszczem ciemności łatwo było mi ukryć jedną łzę wstydu spadającą po moim policzku. Po chwili po raz kolejny do moich uszu doszedł dźwięk kroków. Odwróciłam się z nadzieją, że być może Malfoy zawrócił, aby powiedzieć cokolwiek. Chciałam żeby mnie nawet zwyzywał, tylko nie pozostawiał samą z swoimi myślami. Zamiast niego zobaczyłam trzech mężczyzn. Każdy z nich był wyższy i silniejszy ode mnie. Stałam jak sparaliżowana. Wszyscy byli mocno pijani.
- Zabawimy się maleńka. – Zrozumiałam z pijackiego bełkotu jednego z nich. Tego dnia nie miałam przy sobie różdżki. Widmo zakończonej wojny dawało mi złudne poczucie, że całe niebezpieczeństwo świata minęło wraz z obróceniem Voldemorta w pył. Podeszli na tyle blisko mnie iż czułam od nich nieprzyjemny zapach wódki. Byli ubrani w drogie garnitury, jednak już w nienajlepszym stanie. Typowa wysoka klasa, myśląca że mogą wszystko. Zrobiłam krok w tył i potknęłam się przez obcas który ugrzązł pomiędzy kostkami brukowanej uliczki. Od upadku dzieliły mnie sekundy. Odbiłam się od czyjej klatki piersiowej. Z strachu chciałam jak najszybciej uciec, jednak silna dłoń mnie mocno przytrzymała.
-Chodźmy stąd. – Usłyszałam cichy głos Malfoy’a przy uchu. Kiedy odwróciłam się do niego ścisnął mnie mocniej i zasłonił sobą. Po chwili usłyszałam dźwięk rozbijanego szkła. Draco zwinął się nieznacznie i popchnął mnie do przodu żebym mogła uciec. Sam miał na plecach rozbitą butelkę po wódce. Szybko wymierzył cios rozwalając przy okazji nos jednemu z napastników. Nawet gdyby chciał nie miał szans jeden na trzech. Nie zważając na nieprzyjemne towarzystwo wyprowadził mnie na bezpieczną odległość i teleportował. Wylądowaliśmy w jego pokoju hotelowym w Paryżu. Dopiero w świetle zauważyłam jak poważną ma ranę.
- Daj opatrzę. – Powiedziałam i pokazałam mu na plecy. Sączyła się z nich nieprzyjemnie krew.
- Nie musisz, jak się mnie brzydzisz. – Wysyczał i w złości poszedł do łazienki. Nie zważając na nic wbiegłam za nim. Stał oparty o umywalkę i zaciskał z bólu zęby.
- To nie ja się ciebie brzydzę ale ty mnie. I dobrze o tym wiesz. Gdybyś wiedział kim jestem wcale byś ze mną nie rozmawiał. Ale teraz Malfoy mam to gdzieś, opatrzę cię czy ci się to podoba czy nie. – krzyknęłam wściekle. I podeszłam do niego bliżej. Nie odzywał się. Po woli rozcięłam mu resztę koszuli i usunęłam szkło. Rany na szczęście nie były tak głębokie jak na początku mi się wydawały. Na jego plecach dostrzegłam stare blizny. Nagle zrobiło mi się go żal. Był tak blisko czystego zła, że pewnie nie raz musiał oberwać. Nigdy wcześniej nie myślałam o tym w ten sposób.
- Weź moją różdżkę. – powiedział kiedy skończyłam przemywać rany. Bez słowa wzięłam największą własność czarodzieja i wyszeptałam zaklęcie. Jedno lecznicze za drugim. Po chwili na plecach zostały tylko delikatne ślady. Odłożyłam różdżkę na stolik i opuściłam łazienkę bez słowa. Nie patrzyłam na reakcję Malfoy’a. Nie podziękowałam mu też za pomoc. Nie chciałam nawet myśleć co mogłoby się stać, gdyby się tam nie pojawił. Czułam na sobie nieprzyjemny wzrok recepcjonistki, gdy wychodziłam z hotelu. Za pewne musiała pomyśleć, iż byłam tylko panienką na jedną noc. Kiedy wyszłam na zewnątrz padał delikatny deszcz. Stałam tak przez chwilę mając nadzieje, że zmyje ze mnie wszystkie nieprzyjemne uczucia tej nocy, ale przy tym nie draśnie przyjemnej części wieczoru z blondynem. Te wspomnienia chciałam zachować.

- Przeziębisz się. – Usłyszałam i poczułam delikatny materiał kurtki na swoich ramionach. Chwilę później do moich nozdrzy uderzył zapach dobrze znanych męskich perfum. – Od początku wiedziałem, że to ty Granger. – Usłyszałam i zbierając w sobie cała odwagę odwróciłam się w jego stronę i wyszeptałam ciche Przepraszam.   


// *  cytat z piosenki Pink - Sober (tytuł także) 
Witam, mam nadzieję, że się podobało i nie było zbyt słodko. Czasem trzeba tradycyjnego dramione <3
Pozdrawiam Syntia 
Ps. Jak wam się podoba nowy szablon?? 

10 sierpnia 2014

Czy mogę się ośmielić?

Inspiracja - klik

W pokoju słyszałem śmiech mojej małej Rose, była piękna i taka radosna. Bardzo podobna do swojej matki. Miała jej blond włosy, chociaż dostrzegałem też rude pasma, może jak podrośnie będzie bardziej podobna do Weslayów. Nie chciałem jednak, żeby traciła delikatną urodę swojej matki. Z Monicą poznaliśmy się na szkoleniu aurorskim. Odpadła tak samo jak ja na samym początku. Osiągnięcia z wojny, szybko przestały mieć znaczenie, więc okazało się, ze nie mam wystarczających umiejętności. Musiałem poszukać innego zawodu. Zajmowałem się sklepem braci, o dziwo całkiem nieźle mi szło. Monica natomiast spędzała czas w domu, od czasu do czasu malując. Moja żona miała duszę artystki. To było coś co w niej kochałem i nienawidziłem jednocześnie. Zadziwiała mnie jej delikatność i wrażliwość na otaczający nas świat. Miałem wrażenie jakbyśmy patrzyli innymi oczyma, Monica zawsze dostrzegała więcej. Z drugiej strony brakowało mi w niej odrobiny surowości, dyscypliny, pedantyczności. Ciężko to przyznać, ale doszukiwałem się w niej Hermiony. Po wojnie z bólem serca się rozstaliśmy. Na początku przechodziłem to bardzo ciężko. Gdyby nie Harry, być może stracił bym z nią kontakt na zawsze. Pamiętam dokładnie, każdą łzę i każdy krzyk. Czy to mało męskie płakać za ukochaną kobietą. Nie obchodziło mnie, potrafiłem godzinami zamykać się w pokoju z butelką ognistej i szukać powodów dlaczego postanowiła mnie zostawić. Odpowiedź przyszła rok później. To była zimna, powoli nauczyłem się na powrót cieszyć rozmową z przyjaciółmi. Kiedy myślałem, że jest dobrze i być może kiedyś odzyskam Hermionę, ona postanowiła zadać mi kolejny cios. Uderzyła prosto w serce, boleśnie je przebijając. Nie wiem czy czułem się bardziej zazdrosny czy zdradzony. W każdym razie było to okropne. Siedzieliśmy u Hermiony, jej dom stał pusty, niestety nie udało jej się odnaleźć rodziców. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, myślałem, że to Harry pomaga się jej z tym uporać, prawdopodobnie bardzo się myliłem. 
- Chciałam wam kogoś przedstawić. Właściwie to się znacie, ale sytuacja się zmieniła i dobrze było by zacząć od nowa. - Powiedziała,a w jej oczach strach mieszał się z radością. po tych słowach do pokoju wszedł Malfoy, objął ją w pasie i przywitał z nami. Harry westchnął tylko ciężko. Jego nigdy nie ruszały takie sprawy. Do póki nic nie stanowiło zagrożenia życia, starał się zawsze pokojowo rozwiązywać wszystkie sprawy. Potrafił dostosować się do każdej sytuacji i jeśli tylko widział nadzieję, że ktoś potrafi być dobry zawsze dawał mu szansę. Ze mną było dużo gorzej. Chciałem krzyknąć, że Hermiona nas zdradziła, już zacisnąłem pięści żeby rozwalić Malfoy'owi twarz na milion kawałków. Ale wtedy to zobaczyłem. Dostałem nagłego olśnienia, to we mnie uderzyło. Ten wzrok, sposób w jaki moja ukochana na niego patrzyła. To było to, na co ja nigdy nie mogłem liczyć. Nagle powód naszego zerwania stał się oczywisty. Z wielkim trudem podałem rękę ślizgonowi, Harry i Miona przypatrywali nam się w cichym zdumieniu. Pewnie czekali na mój wybuch, jednak nie mogłem jej tego zrobić. Zdecydowanie i mocno zacisnąłem dłoń Draco, a on zrobił to samo. To była walka między nami. Oboje wiedzieliśmy, jak duże znaczenie dla drugiego ma Hermiona. Po Draco można było to zauważyć. Odkąd pamiętam blondyn zawsze miał nade mną przewagę. Mimowolnie popatrzyłem na jego rękę, widniał na niej jeszcze blady mroczny znak. Piętno, które powinno mu zabraniać zbliżać się do tak delikatnych osób jak Hermiona. Jednak między nimi było coś szczególnego. Nie potrafiłem tego zdefiniować, przypominało trochę tą szczególną atmosferę, którą roztaczali zawsze Harry i Ginny. 
Siedzieliśmy w milczeniu, nikt nie widział za bardzo jak zacząć temat. Hermiona uciekła do kuchni, żeby zaparzyć herbaty. Pewnie sądziła, że jak tylko zostawi nas samych to jakoś się to ułoży. Nie dużo się pomyliła, tak jak zawsze panna Granger miała rację. Sam zacząłem rozmawiać o ostatnim meczu. O dziwo okazało się, że kibicujemy tym samym drużyną. W tym bezpiecznym temacie pozostaliśmy cały wieczór. Widziałem, że nastąpi spotkanie, gdzie ja albo Harry będziemy musieli zdać pytania, jak to się stało, że zaczęliście się spotykać i tym podobne. Tamtego wieczoru nie chciałem ich zaczynać. To wszystko było zbyt bolesne. Z całych sił starałem się zachować twarz. Grać na równi z Malfoy'em, przywdziać taką samą maskę jak on. Głupio wierzyłem, że być może wtedy zdołam ją jeszcze jakoś odzyskać. Niestety po raz kolejny w życiu nic nie poszło po mojej myśli. Niedługo po tym spotkaniu musiałem szukać innego zawodu. Hermiona Draco i Harry spełniali się w zawodach aurora. Na początku czułem jakby ślizgon zajął moje miejsce. Tak na prawdę on tylko pokazał do czego się nie nadaję. Hermiona miała u jego boku wszystko, zapewnioną pozycję, pieniądze, rozrywkę i z niechęcią muszę przyznać, że także i miłość. Nie sadziłem, że Draco będzie zdolny do takich uczuć nigdy do końca mu nie zaufałem, zawsze wydawał mi się zimny i egoistyczny. Obserwowałem ich związek przez lata. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że jeśli tylko Hermiona jest z nim szczęśliwa to nie mogę ośmielić się niszczyć jej życia. Owszem mieli swojej problemy, starałem się wtedy być blisko. Jednak i to nic nie dało.
Dzisiaj po raz kolejny wziąłem do rąk małe lusterko i wyszeptałem zaklęcie. W ukryciu przed wszystkimi wpatrywałem się jak moje odbicie zamienia się z obrazami z życia Hermiony i Draco. Widziałem ich trzymających dziecko. Słyszałem, że Hermiona spodziewa się malucha. Jej piękny uśmiech i łzy radości w oczach sprawiły mi przyjemność. Ale czy mogę się ośmielić powiedzieć Ci, że jesteś niesamowita pod każdym względem?* - pomyślałem odkładając magiczny przedmiot na swoje miejsce 
- Ron - usłyszałem wołanie żony. Powoli zszedłem na obiad, Monica siedziała przy stole z mała Rose i usiłowała karmić ją marchewką. Wyglądały razem słodko i zabawnie. Kobiety moje życia. Dopiero po narodzinach Rose uznałem, że jestem dumny z wszystkiego co osiągnąłem. Tą jedyną prawdziwą miłość zepchnąłem na samo dno mojego serca, Co jakiś czas za pomocą magicznego lusterka sprawdzałem co u Hermiony. Zapobiegawczo przenieśliśmy się na obrzeża Londynu. Nie chciałem kusić losu i na daremno targać własnym sercem. Wystarczyło, że pamiętałem jej każdy szczegół.

"I wciąż marzę o tobie, bo to wszystko co potrafię"


/// Rozdział się piszę, utknęłam w jednym miejscu, ale niedługo powinien być. W ramach oczekiwań mini-miniaturka ;) Pozdrawiam Syntia 

3 lipca 2014

Pierwszy raz

Miniaturka na rozluźnienie, pół żartem pół serio - dedykowana dla Promise ;)

Miniaturka zawiera sceny +18

Dzisiaj obchodzili równe pół roku bycia razem. Na tę okazję Malfoy specjalnie się przygotował. Kwiaty i świeczki rozstawione po całym pokoju dawały romantyczny nastrój. Muzyka w tle była delikatna i kojąca. Wszystko było przygotowane w pokoju prefektów, Draco wykorzystał czas kiedy Hermiona była w bibliotece i włamał się do jej pokoju. W jego kieszeni spoczywał teraz mały pakunek. Pierwszy raz w życiu był tak zdenerwowany przed randką. Analizował kilkakrotnie czy o czymś nie zapomniał. Z rozmyślań wybił go krzywołap. Nie wiedzieć czemu kolejnego kota Hermiona też nazwała Krzywołap. Była kochana, ale pomysłowości to nie można jej zarzucić. 
- Zamknij się futrzaku. - Powiedział, a kot ułożył się wygodnie i przestał zwracać uwagę na nieproszonego gościa. Draco spojrzał na zegarek. Z jego obliczeń wynikało, że miał jeszcze chwilę czasu. Nalał wina do kieliszków i pozostało mu jedynie czekać. 
- Choć Ginny pokaże ci tę sukienkę - usłyszał głos Hermiony, dochodzący z części wspólnej ich pokoju. No ok pokaże jej kiecke i tu przyjdzie.- pomyślał i jego wzrok padł wprost na szafę. Zajęło mu sekundę zanim skojarzył fakty. Ruda nic o niech nie wiedziała, a teraz miała tu przyjść kiedy on siedzi w garniturze, otoczony kwiatami i tymi głupimi świeczkami. W biegu dostał się przez łazienkę do swojego pokoju, a później już do pokoju wspólnego. 
- Nieeee! - krzyknął, a obie dziewczyny popatrzyła na niego jak na wariata. Szybko dostał się do drzwi i zasłonił je całym ciałem. 
- Malfoy, co ty wyprawiasz? - zapytała Hermiona wpatrując się mu prosto w oczy. Blondyn milczał, zupełnie nie pomyślał o tym co powie jak już je zatrzyma. 
- Nie możesz tam wejść. - odezwał się w końcu z uśmiechem, dumny z swojej genialnej wypowiedzi. 
- A to niby dlaczego? - zapytała Ginny. 
- Malfoy ? - Hermiona pomachała mu dłonią przed nosem, próbując go sprowadzić na ziemię. Powoli zaczynała się poważnie o niego bać. Draco chwycił ją za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował. A to wszystko na oczach Ginewry. Hermiona odruchowo oddała pocałunek, a Gin wyglądała jakby dostała tłuczkiem w głowę. Dopiero po chwili brunetka oderwała się od ślizgona. 
- Ginny, spotkamy się później. Muszę z nim porozmawiać. - powiedziała Hermiona, dosłownie wyrzucając przyjaciółkę za drzwi, nie zważała na jej protesty. W tym momencie miała zamiar tylko zabić pewnego blondyna. Pozbycie się Rudej, której protesty i pytania zapewne było słychać na cały Hogwart nie było łatwe, aczkolwiek Hermiona szybko sobie poradziła. 
- Czyś ty zwariował! Za pięć minut cała szkoła będzie wiedzieć, że mnie pocałowałeś. Jak możesz być tak głupi! 
- Nic innego nie przyszło mi do głowy - powiedział i spuścił wzrok. 
- Poważnie zawsze kiedy, nie masz pomysłu to kogoś całujesz? W ogóle co tam takiego jest, że nie mogę wejść - powiedziała i popchnęła drzwi. Widok jej pokoju w wersji romantycznej, jak zaklęcie od razu pozbawił jej całej złości. Malfoy widząc to wykorzystał sytuację i objął ją w pasie, całując w szyję. Powoli odwrócił ją do siebie, skupiając już całą uwagę na jej ustach. Delikatnie poprowadził dziewczynę w stronę łóżka. 
- Najlepszego kochanie. - powiedział i wyciągnął pudełko z kieszeni. Hermiona wzięła je delikatnie, kiedy odpakowała rzuciła się na chłopaka całując go. 
- Jest śliczny, dziękuje Draco. - powiedziała i założyła srebrny łańcuszek z literką D. Schowała zawieszkę pod bluzkę. 
- Wolę kiedy go widać. - powiedział blondyn i jednym zwinnym ruchem pozbył się jej bluzki. Mimo, że nie pierwszy raz byli w takiej sytuacji na policzki gryfonki wstąpiły rumieńce. Na sam widok Draco się uśmiechnął. Zamknął drzwi za pomocą zaklęcia i wyciszył pomieszczenie. Powoli zdjął krawat i pozwolił żeby Hermiona rozpięła mu koszulę. Delikatnie przejechała palcami po jego klacie, mimowolnie jęknęła. Blondyn od razu się uśmiechnął. W takich momentach dziękował mugolom za ich system ćwiczeń. Blondyn delikatnie przyciągnął Hermionę do siebie. Złożył na jej ustach pocałunek, który z romantycznego szybko przerodził się w namiętny. Powoli Draco starał się ściągnąć spodnie dziewczynie, jednak ta od razu go powstrzymała. 
- Nie chce - powiedziała spoglądając w jego oczy. 
- Czemu, boisz się mnie? - spytał wyraźnie zawiedziony. Nie chciał jej do niczego zmuszać, jednak  zaczynało go to już męczyć.
- A jak będę w ciąży? 
- Weźmiesz eliksir po. - odpowiedział gładko.
- O nie, wiesz jakie mogą być konsekwencje, mogę już nigdy nie mieć dzieci. - Powiedziała z oburzeniem
- Miona, kochanie, zrozum ja od pół roku się nie kochałem. Popatrz na to z innej strony. - odparł.
- To nie jest fair. - powiedziała lekko poirytowana. 
- A co jest, zaraz nie wytrzymam i przelecę tego futrzaka, no Hermiona. - powiedział, a krzywołap przesunął się w kat pokoju, zupełnie jakby rozumiał o co mu chodzi. 
- To tylko kwestia ciąży? Nie chodzi o zaufanie czy coś innego? - zapytał
- Oczywiście, też chciałabym no wiesz.. ale nie wypiję eliksiru - powiedziała cała się rumieniąc. Draco zrezygnowany przyciągnął ją do siebie i przytulił. Wiedziała, że jak dziewczyna się na coś uprze to nie odpuści. 
- Właściwie to jest sposób, tyle że mugolski. - powiedziała, dalej się rumieniąc. 
- To znaczy? - zapytał, wyraźnie zaciekawiony. 
- Wiesz co to jest prezerwatywa. - powiedziała, a Malfoy pokiwał przecząco głową. Hermiona wyjęła z szafki małe pudełeczko i podała je chłopakowi. Widząc jego zdezorientowaną minę odpakowała je powoli. Wyciągnęła jedną sztukę i podała mu. 
- Musisz to założyć, to mugolskie zabezpieczenie daje 98% szans, że nie będziemy mieli dziecka. 
- Ale gdzie? - spytał, trzymając w dłoni niebieski pakunek. Widząc jej rumieniec od razu pojął o jakie miejsce chodzi. 
- O nie, nie ma mowy. To obleśne - powiedział i odrzucił prezerwatywę, z strachem w oczach. 
- Albo tak, albo wcale. Poczekamy do ślubu - powiedziała Hermiona, a słowo ślub podziałało na chłopaka jak kubeł zimnej wody.
- Dobra założę to coś - powiedział wyraźnie nie zadowolony. Hermiona od razu się uśmiechnęła. 
- W pudełku masz instrukcję. Ja idę do łazienki. Zaraz wracam. - Szepnęła i pocałowała go w policzek. 
Wróciła w samym szlafroku i bieliźnie. Draconowi dosłownie odjęło mowę gdy ją zobaczył. 
- Na prawdę się starałem, ale to jest za małe. - powiedział i odwrócił się do niej. Koło niego na łóżku leżały trzy prezerwatywy, widocznie chłopak próbował je założyć kilkakrotnie. Hermiona się skrzywiła i podeszła do niego bliżej. 
- Jak za małe, muszę pasować - powiedziała, i spojrzała na Dracona. W tym momencie dotarło do niej jak mogą być za małe. Ten chłopak zdecydowanie potrzebował rozmiaru XL. Granger zrobiło się gorąco na sam widok. To pierwszy raz kiedy widziała zupełnie nagiego mężczyznę i to jeszcze tak wyposażonego.
- E ja.. yhm..e - próbowała pozbierać zdania. Draco widząc jej rozkojarzenie, wstał i podszedł do niej. Gryfonka zrobiła krok w tył. 
- Nie bój się. Jak nie chcesz to do niczego nie dojdzie - powiedział przysuwając ją do siebie. Pocałował ją namiętnie. Ręce położył na jej tali. Hermiona czuła napierającą męskość pomiędzy nogami. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Jej ręce drżały, nie potrafiła na niczym skupić myśli. Każdy jego dotyk odczuwała dużo intensywniej niż wcześniej. 
- Pozwól. - szepnął wprost do jej ucha, delikatnie przygryzając płatek. Hermiona skinęła głową twierdząco. Draco poprowadził ją na łóżko. Powoli ułożył dziewczynę na poduszkach nie odrywając się nawet na moment od jej ust. Brunetka zarzuciła mu ręce na szyję, i docisnęła go do siebie. Pragnęła go. 
- Draco - wyszeptała, a jego imię w jej ustach brzmiało niezwykle seksownie. - ja nigdy nie. - dokończyła, a chłopak szybko pojął o co jej chodzi. 
- Będę delikatny. - Powiedział i zaczął całować jej szyję. Kiedy schodził pocałunkami co raz niżej, Hermiona nie potrafiła nad sobą panować. Pojękiwała cicho. Blondyn zaczął całować jej piersi, jedną ręką poradził sobie z jej stanikiem. Powoli zaczął ssać jej sutki. Brodawki zrobiły się od razu rozkosznie twarde. Kiedy za pomocą ust zajął się jej piersiami, była już zupełnie pod jego kontrolą. Delikatnie jedną rękę przesunął w stronę reszty jej bielizny. Na początku drażnił ją przez cienki materiał majtek. Po chwili wsunął rękę pod spód. Była już wyjątkowo mokra. Bawił się wsuwając na przemian jeden i dwa palce. Hermiona miała przyśpieszony oddech. Zaczynała się wiercić, nie mogąc uspokoić palącego ją pożądania. 
- Draco proszę - wymruczała, wyraźnie spragniona. Z całej siły chciała poczuć tego mężczyznę. 
- Powoli kochanie - wyszeptał, po raz kolejny zatapiając się w jej ustach. To jej pocałunki stawały się co raz bardziej gwałtowne. Zaczęła wodzić rękami po jego ciele, przejechała paznokciami po jego placach, na co Draco instynktownie się odrobinę wygiął. Widząc jego reakcję, Hermiona zapragnęła więcej. Chciała mu sprawić przyjemność za wszelką cenę. Zaczęła całować jego szyję i schodziła co raz niżej. Kiedy znalazła się na wysokości jego męskości, na chwile się zawahała. Spojrzała mu w oczy szukając aprobaty. 
- Nie musisz, jeśli nie chcesz - powiedział cicho, widząc jej zawahanie. Mimo to wzięła powoli jego męskość do ust. Robiła to pierwszy raz i nie bardzo była pewna jak ma sprawić mu przyjemność. Drażniła językiem czubek, wyczuła jak prześcieradło na jej łóżku się przesuwa - Draco zacisnął pieści na materiale. Uśmiechnęła się i powoli zaczęła ssać oraz poruszać głową z góry na dół. Nie była w stanie zmieścić go całego w ustach. Usłyszała jak Malfoy wciąga powietrze. 
- Hermiona przestań. - krótki rozkaz, wydany surowym głosem. - nie chcę tak dojść - dodał już delikatniej, próbując jej nie urazić. Kiedy tylko przestała Draco pocałował ją w usta i przysunął bliżej siebie. Odruchowo zacisnęła uda. Położył ja na plecach i sam ułożył się nad nią. 
- Proszę. - wyszeptała, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce. 
- O co? - spytał przygryzając lekko jej sutki. Najwyraźniej bawiło go jej speszenie. 
- Malfoy - powiedziała lekko zirytowana. Jej zmiana tonu zachęciła go do dalszych igraszek. Sprawnym ruchem rozłożył jej nogi. Delikatnie powrócił do jej ust. Nie oderwał się od niej nawet na sekundę, kiedy w nią wchodził. Na początku poruszał się bardzo powoli, widział na jej twarzy grymas bólu. Kiedy przygryzła wargę, zaczął trochę szybciej. Po chwili i ona dostosowała się do jego rymu. Pojękiwała coraz głośniej, wypowiadając przy tym imię chłopaka. Przy kolejnym pchnięciu poczuła rozchodzący się po jej ciele orgazm. Nie potrafiła opisać uczucia, którego doświadczyła, z trudem łapała oddech. Po chwili doszedł i Draco. 
- Kocham cię, Granger - powiedział i ułożył się obok niej. Pierwszy raz był w stanie powiedzieć jej to prosto w oczy, bez zająknięcia. 
- Ja Ciebie też Malfoy - wyszeptała, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Powoli wstała z łóżka.
- Gdzie? - zapytał, z trudem wypuszczając ją z ramion. 
- Chcę się wykąpać. - odpowiedziała. 
- Mogę ci dotrzymać towarzystwa? - zapytał, a twarz brunetki przybrała czerwony odcień. Zaśmiał się delikatnie na ten widok. Już od dawna nie znajdywał nic co dawało mu tyle radości co ta drobna osóbka. Życie na co dzień z nią było niesamowicie ciekawie. Każdego dnia go czymś zaskakiwała. Nie czekając na odpowiedź poszedł za nią.
- Pozwól, że ja się tym zajmę - powiedział i napuścił wody do ogromnej wanny w łazience prefektów. Po chwili całe pomieszczenie było skąpane w parze. Dracon wziął Hermionę na ręce i zaniósł do wody. Delikatna piana otuliła ich ciała. Kiedy ją odstawiał poczuła jak bardzo jest gotowy na następny raz.
-Och.. - wyrwało jej się, zanim zdążyła ugryźć się w język.
- Spokojnie nie będę cię już dzisiaj męczył. Nie chcę żebyś była obolała. - wyszeptał wprost do jej ucha. Od razu po jej ciele przebiegł przyjemny dreszcz.  
- Odwróć się - dodał, głosem nie znoszącym sprzeciwu. Hermiona potulnie posłuchała. Malfoy nałożył płyn na gąbkę i zaczął delikatnie myć plecy Gryfonki. Nawet tak słaby dotyk sprawiał brunetce przyjemność. 
- Lubisz kontrolę - wymruczała cicho. 
- Tak, ale to nie jest coś od czego się zaczyna. Być może kiedyś pokaże ci trochę innych sztuczek. - odpowiedział, a Hermiona od razu zacisnęła mocniej uda. Sama myśl o kolejnych razach z tym niesamowicie przystojnym mężczyzną doprowadzała ją do szaleństwa, a co dopiero obietnica następnych zbliżeń. Kiedy Draco był już pewien, że każdy zakamarek na ciele Hermiony jest czysty, oddał jej gąbkę. Granger powoli myła jego ciało. Jej ruchy były niepewne. Z trudem przesuwała dłonie po kolejnych bliznach na jego plecach. Nie wiedziała jak straszne klątwy musiał przeżyć. Nagle poczuła ogromną chęć przytulenia go. Odrzuciła wszystko na bok i bez wahania objęła go rękami. 
- Ej, co się stało? - spytał zmieszany. Odwrócił ją do siebie i dopiero po jakimś czasie dostrzegł w jej oczach łzy. 
- Hermiona? zrobiłem ci coś.. ja przepraszam nie chciałem - zaczął się plątać. Ogarnęła go panika. A jeżeli zbyt wcześnie pozwolił sobie na zbliżenie, jeśli teraz ona nie będzie chciała go znać. Widział, że na nią nie zasługuję, już dawno powinien pozwolić jej odejść.
- To nie tak, te blizny. Ja nie potrafię sobie nawet wyobrazić. - Mówiła patrząc wprost w jego oczy. Od razu pojął o co jej chodzi. Po prostu się martwiła, o niego. W końcu znalazł kogoś, kto się o niego troszczy. Przytulił dziewczynę mocniej do siebie. Czuł, że w rękach trzyma swój cały świat. Ona była jego jedynym światłem w życiu. Dawała mu nadzieję na lepsze jutro. 
- Nie martw się, to przeszłość - powiedział starając się ją uspokoić. 
- Nie pozwolę cię więcej skrzywdzić - odpowiedziała z ogromną troską w głosie - choćbym miała jeszcze raz walczyć z Voldemortem. - wyszeptała, a on wiedział że nie żartuje. Ta dziewczyna była gotowa na wszystko, przeżyła wojnę, stratę przyjaciół. utratę rodziców, a dla niego mogła znieść o wiele więcej. 
Tę wyjątkową noc spędzili razem, wtuleni w siebie. Pomiędzy nimi panowała cisza, ale nie ta irytująca. Każde było pochłonięte własnymi myślami. Kiedy Hermiona powoli zapadała w sen, Draco odezwał się cicho.
- Nie chcę tak dłużej - wyszeptał. Brunetka na te słowa poczuła nieprzyjemny uścisk w brzuchu. - chcę żeby cały świat wiedział, że jesteś moja. - dodał. Jego oczy miała teraz nieodgadniony wyraz.
- Dobrze, jutro się wszyscy dowiedzą. - Powiedziała i wtuliła się do niego. Dopiero po tym zapewnieniu zasnął z uśmiechem na ustach. 

Obudziło ich poranne słońce wpadające do dormitorium Hermiony. Draco przebudził się pierwszy, chwile wpatrywał się w spokojnie śpiącą brunetkę i dopiero postanowił wstać. Starał się być cicho żeby jej nie obudzić. Niestety wyszło mu to dość nie udolnie, z głośnym trzaskiem wylądował na ziemi, obijając się o kant łóżka. 
- Zabierz to - powiedział podnosząc stopę z wyraźnym obrzydzeniem. Poślizgnął się na prezerwatywie, której wczoraj nie udało mu się założyć. Hermiona na widok jego zdegustowanej miny wpadła w histeryczny śmiech. 
- Granger, zlituj się i weź TO - powiedział wyraźnie poirytowany. 
- Nie mam zamiaru - odpowiedziała i przewróciła się na drugą stronę łóżka, żeby ukryć przed nim uśmiech. Draco z ogromnym obrzydzeniem złapał kawałek gumki w dwa palce i wyrzucił do kosza. W ramach zemsty nachylił się nad Hermioną i pociągnął kołdrę. Gryfonka skuliła się z zimna i objęła rękami nagie ciało. Momentalnie cała jej twarz była czerwona. 
- Chyba się mnie nie wstydzisz? - zapytał, widząc jej zażenowanie. Pokręciła przecząco głową, ale dalej starała się zakryć jak największy fragment ciała. Draco podszedł do niej i delikatnie przytulił, składając pocałunek na jej szyi. 
- Dalej, chcesz wszystkim powiedzieć? - zapytała, obracając się do niego twarzą. 
- Tak - odpowiedział niemalże natychmiast. - Będę po ciebie za 20 minut, przygotuj się na śniadanie zjemy razem. - dokończył wciągnął na siebie ciuchy i wyszedł. Hermiona powoli zwlekła się z łóżka Zarzuciła na siebie szlafrok i poszła do łazienki. Chwile wpatrywała się w sowoje odbicie w lustrze szukając jakiejś zmiany. Jeszcze do nie dawana nie przypuszczałaby spotkania z Malfoy'em, a co dopiero stałego związku. To wszystko wydawało jej się takie nowe, jednak jej odbicie się nie zmieniło. Cały czas pozostawała sobą, ciągle postępowała zgodnie z własnym sumieniem. Tylko dlaczego w takim razie w jej sercu pojawił się jakiś dziwny niepokój. Nie rozmyślając dłużej zaczęła przygotowywać się do kolejnego dnia zajęć. Dnia, który miał odmienić jej życie. 

Do wielkiej sali weszli razem, trzymając się za ręce. Dla obu było to wyjątkowo nie wygodne. Kiedy znaleźli się na środku, każde chciało pociągnąć drugie w stronę swojego stołu. 
- Przecież nie usiądę z gryfonami - szepnął Draco, ignorując zdziwione spojrzenia skierowana na nich z każdej strony. 
- Mnie ślizgoni nienawidzą - odpowiedziała, a w myślach szukała sposobu na przekonanie Dracona. Za nic na świecie nie chciała siedzieć w towarzystwie kogoś takiego jak Pansy. 
- kochanie, chodź - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. - obiecałaś - dokończył ciszej. Hermiona nie wiedząc jak się ratować, postanowiła sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. 
- Jeśli siądziemy z Gryfonami, powtórzymy nasz wczorajszy wieczór - powiedziała, siląc się na zmysłowy ton, ale przez jej zażenowanie przypominało to raczej nieśmiałą prośbę. 
- Zgoda - odpowiedział i ruszył w stronę Gryffindoru, wzruszając ramionami. 
- Tak po prostu?
- Tak, i zamknij już usta, albo ja się nimi zajmę - Powiedział przykładając palec do jej podbródka. Usiedli koło Ginny. Po minie rudowłosej Hermiona zorientowała się, że prawdopodobnie czeka ją najcięższa rozmowa w życiu. 
- Ginny to Draco, - zaczęła, ale szybko zamknęła usta, widząc złość młodej Weasley. 
- Witaj Ginewro - powiedział i uśmiechnął się. Draco Malfoy uśmiechnął się szczerze. Ginny rozejrzała się po sali niepewnie. Szukała czegoś co wskazywało by na głupi dowcip jej braci albo zakład. Niestety poza wpatrzonymi uczniami w ich stolik nie znalazła nic odbiegającego od normy. Standardowa paczka Malfoy wydawała się być taka samo szokowana jak ona. Draco powiódł wzorkiem za przyjaciółką swojej dziewczyny i westchnął ciężko. Po chwili wstał i uniósł w dłoniach puchar z sokiem. Uderzył w niego dwa razy nożem. 
- Jak widzę mam już waszą uwagę - zaczął, a twarz Hermiony przybierała barwę burgundy.  - żeby uniknąć wkurzającego szeptania za plecami oficjalnie informuję, że Hermiona Granger jest moja dziewczyną i Blaise uprzedzam pytanie nie żartuję. - powiedział, pocałował brunetkę w policzek i jak gdyby nigdy nic nałożył sobie owsianki.