Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klucz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klucz. Pokaż wszystkie posty

20 sierpnia 2014

Rozdział XI

    Każdy człowiek - czarodziej czy mugol jest w stanie podać takie wydarzenie w swoim życiu, które z chęcią by wymazał. Nawet dziecko może opowiedzieć o sytuacji, która mu nie odpowiadała. Tyle tylko, że tak na prawdę wcale nie chodzi o wydarzenia, ale o uczucia im towarzyszące. Ludzie nie płaczą z powodu czyjejś śmierci, płaczą przez ten palący ból w sercu. Wylewają łzy z tęsknoty za pięknymi uczuciami jakie się dzieliło z daną osobą. Nie raz chcieliby, powrotu kogoś z egoistycznej potrzeby zaznanej wcześniej miłości. Mało kto jest w stanie zdobyć się na prawdziwe współczucie nie przepełnione własnymi celami i trwające dłużej niż parę minut. Gdyby faktycznie uczucia były szczere i nie podyktowane troską o samego siebie, czy nie łatwiej byłoby zmienić świat. Umiejętność empatii powinna sama w sobie motywować do działania. Jednak przeważnie jest ona zagłuszana przez dźwięk obawy o własne sprawy. Dlatego zaklęcie Dumbledora było tak skuteczne. Wystarczyło zmienić pewne fragmenty w danej osobie, jej postrzeganiu świata. Zaklęcie miało parę etapów. Po kilkukrotnej próbie złamania czaru u różnych osób Hermiona była już w stanie zdefiniować, jak to nazywała - części stałe. Zazwyczaj pierwszy etap to niepohamowane uczucia, często płacz. Następnie przechodziło się do zobojętnienia względem samego siebie. Kiedy człowiek przestaje odczuwać potrzebę dążenia do własnych celów, powoli zatraca się przeżywaniu dnia nie korzystając z niego. Czasem stary dyrektor nie pozbywał się wszystkich cech, tylko te które uważał za niebezpieczne. Przez to, to co pozostało stawało się wyostrzone. Zdrowe zainteresowania przechodziły w nieokiełznaną pasję. Szczęście mieli ci, których upodobania miały szeroką gamę. W innym wypadku, groziła co najmniej depresja po osiągnięciu perfekcji w danej dziedzinie. Jak na razie Hermiona miała cztery przypadki na których użyto tej magii. Jeden zakończył się śmiertelnie zanim jeszcze zdążyła zrobić coś konkretnego. Pozostałe trzy były na tyle delikatne iż nie wymagały specjalnych umiejętności do zdjęcia zaklęcia. Teraz natomiast siedział przed nią piąty przypadek i wszystko wskazywało no to, że prawie tak tragiczny jak jej własny.
- Dobra tłumacz o co z tym chodzi ? – powiedziała wpatrując się w książkę leżącą w jej dłoni.
- To gra, Granger nic więcej – Powiedział Malfoy lekko rozbawiony powagą sytuacji. Jego mina nie wyrażała żadnych wyższych emocji. Ton miał jednostajny i spokojny. Książka która przed chwilą doprowadziła do obłędu tamtego chłopaka dla niego zdała się być normalnością.
- Dobra spróbuje wyjaśnić to powoli, tak co być zrozumiała – powiedział, a przez twarz Hermiony przemknął grymas irytacji. Nie lubiła kiedy zagadki muszą czekać. Chciała je rozwiązywać sprawnie i szybko, a później znajdować inne jeszcze bardziej skomplikowane.  – W rodzinach czystokrwistych czarodziei panują zgoła inne zasady. U nas np. moja matka była wniebowzięta jak zabiłem świnkę morską. To były moje pierwsze przejawy mocy, chciałem przesunąć coś z półki i użyłem trochę za dużo magii. W każdym razie w wyniku wypadku świnka zginęła. Wtedy byłem dzieciakiem i było mi żal. Za to rodzice uznali to za coś wyjątkowego, jakbym w krwi miał bycie mordercą, albo inaczej idealnym śmierciożercą. Takie skłonności u nas były czymś dobrym. Nie rozumiałem tego wtedy. Właściwie dalej nie rozumiem. Pamiętam jak Narcyza opowiadała coś o jakieś dawnej przepowiedni, która określa że jeżeli pierwszym zaklęciem dziecka będzie avada będzie one silne i iście ślizgońskie. – Dokończył, a widząc zniecierpliwiony wzrok Hermiony zaczął przechodzić do sedna sprawy. – To co trzymasz w dłoniach to gra. Narcyza i Bella miały takie zajęcia w Hogwarcie. Chodzi o to, że wychowywane w duchu krzywdzenia innych z czasem staję się to nawykiem. Tak więc obie bawiły się kto więcej ludzi przyprawi o obłęd. Na początku było to niegroźne, taki stan utrzymywał się parę godzin. Ale w końcu moja matka chciała udowodnić swoją wyższość i stworzyła właśnie to. – Skinął głową w stronę księgi. Po chwili wstał i wziął ją do rąk. Zaczął przeglądać strony.
- Co ty! – krzyknęła Hermiona wyrywając mu księgę z rąk.
- Bo pomyślę, że się martwisz. – Z powrotem wyrwał księgę i uśmiechnął się kpiąco. Brunetka nie skomentowała jego słów, jedynie czekała na dalsze wyjaśnienia. – Na mnie nie zadziała, członkowie rodzin czystokrwistych są chronieni. Miało tylko likwidować szlamy i półkrwistych. Właściwie to nie wiem czemu nie działa na ciebie. Powinnaś mieć już poparzone dłonie czy coś. – Powiedziała i rzucił księgę w kąt.
- Skąd wiesz o tym wszystkim, zgaduje że Narcyza ci się nie zwierzała z jej zabaw – Powiedziała mrużąc oczy. Hermiona wyglądała jakby nie do końca Dracon’owi wierzyła. Było coś co nie dawało jej spokoju. Blondyn szybko zorientował się, iż kobieta nie jest pewna co do wiarygodności jego historii.
- Sprawdź jak chcesz – powiedział i przybliżył się do niej, a Granger jak na zawołanie przeniknęła do jego umysłu. Przewijała się przez wspomnienia. To co chciał jej pokazać wysunęło się na pierwszy plan. Zobaczyła małego chłopca o jasnej czuprynie, miał może z pięć lat. Draco siedział na schodach ukryty za wnęką, na dole w bogato urządzonym salonie przesiadywała jego matka razem z dwiema innymi kobietami. Hermiona żadnej nie była w stanie rozpoznać, na dodatek były dużo młodsze, nawet Narcyza wydawała się młodzieńczo beztroska, a przez to jej wyraz twarzy był inny od tego, który Gryfonka zdążyła poznać. Mimo to tajemnicze kobiety wydawały się jej dziwnie znajome, jakby ich cechy widziała już u kogoś innego. Jedna z nich miała czarne włosy i brązowe oczy, jej rysy były ostre, a śmiech perlisty. Druga natomiast miała ciemniejszy kolor skóry i była bardzo ładna. Głos słyszała jedynie Narcyzy. Były to właśnie opowieści z czasów Hogwartu. Mały Draco wsłuchiwał się w nie zaciekawiony. Palcami ściskał rąbek koszuli, co jakiś czas rączkami zatykał uszy jak jego matka opowiadała coraz straszniejsze historie. Jednak chłopiec czekał, najwyraźniej chciał się czegoś dowiedzieć. Po chwili do pokoju wszedł Lucjusz, Narcyza od razu wyrzuciła go za drzwi przy okazji nazywając odpowiednio. Nie chciała aby ktoś zakłócał jej wieczór z koleżankami przy butelce drogiego wina. Draco w tym momencie postanowił przerwać wspomnienie, uważał iż  Hermionie nie potrzebny do niczego byłby widok jego żałosnego ojca pod pantoflem bezwzględnej arystokratki. Jednak mężczyzna nie do końca wymierzył ile magii musi użyć, aby wyrzucić ją z umysłu. Zaklęcie odbiło się i na parę sekund to Draco był zaplątany w gęstwinie wspomnień Hermiony. Zobaczył ją przeglądającą podręczniki o sposobie zachowań nastolatków, później przeniósł się głębiej do pierwszych dni w Hogwarcie. Widział jej płacz w toalecie jęczącej Marty. Nie do końca świadom tego co robi zobaczył wspomnienie Hermiony jako dziewięcioletniej dziewczynki.
-Mamo, nie lubię tego psa. Ciągle szczeka przez co nie mogę oglądać bajki. – Skarżyła się dziewczynka, spoglądając za okno. Kilku letni owczarek państwa Smith groźnie warczał na przechodzącego obok kota. Nagle pies sąsiadów zaczął się dusić. Nie mógł już wydać z siebie najmniejszego dźwięku, po chwili miał problem z złapaniem powietrza. Widząc to matka Hermiony zasłoniła szybko okna i pogłośniła bajkę, aby tylko odwrócić uwagę córki. Z jej twarzy można było odczytać przerażenie. Kobieta zasłoniła dłonią usta, żeby nie krzyknąć i z obawą w oczach wpatrywała się w dziewczynkę, która nie mogła oderwać oczu od bajki. Pani Granger uspokoiła się dopiero słysząc ciche szczęknięcie dochodzące z podwórka.
- Wynoś się! – krzyknęła Hermiona odtrącając Malfoy’a od siebie. Jej wspomnienia z dzieciństwa były jedyną namiastką uczuć jakie kiedykolwiek zaznała. Raz za razem wracała do tych najbardziej intensywnych starając się zrozumieć, kiedy i co się zmieniło.
- Użyłaś czarnej magii – Powiedział spokojnie Dracon, wpatrując się w dziewczynę z niedowierzaniem. – mając kilka lat, użyłaś zaklęcia niewerbalnie, do którego potrzeba ogromnego pokładu złości. – Kontynuował nie zważając na jej próby uciszenia go. Widział jak Hermiona opada na kolana w geście bezsilności. Ta bezwzględna kobieta nie miała już siły, aby z nim walczyć. Po chwili zaczęła szeptać jakieś niezrozumiałe słowa pod nosem. Sekundę później po pokoju rozchodził się jej śmiech.
- Poważnie myślałeś, że to zrobi na mnie wrażenie. Umiałam jako dzieciak więcej od Ciebie wielki mi coś. – Powiedziała wstając z podłogi. Podeszła płynnie do stolika i nalała sobie kolejny kieliszek wina. Pociągnęła długi łyk, a na jej ustach pozostał kolor głębokiej czerwieni.
- Najwyższy czas żebyś wyszedł. Nie chce mi się dłużej dzisiaj z tobą rozmawiać. Wrócimy do tego. – Powiedziała starając się opanować ledwo dostrzegalne drżenie rąk. Wiedziała iż musi się jak najszybciej pozbyć mężczyzny z mieszkania.
- Chyba żartujesz, nie możesz mnie od tak wyrzucić. – Powiedział i od razu poczuł ból. Hermiona wpatrywała się w niego z wyraźną wyższością. Przysięga pozwalała jej na wiele. A ogromna wiedza magiczna, którą posiadała otwierała drzwi do najmroczniejszych zaklęć. Draco westchnął ciężko i skierował do wyjścia. Kiedy była pewna, że chłopak jest daleko rzuciła ochronne zaklęcie, zamknęła drzwi i usiadła na kanapie. Zakryła twarz dłońmi, po jej policzkach popłynęły pojedyncze łzy. Symbol oczyszczenia dyrektora, w myślach Granger przeklinała go za tak ckliwy pomysł. Draco pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że dotykając tak dalekich wspomnień naruszył barierę. Jednak odnowione zaklęcie działało perfekcyjnie. Na początku swoich poszukiwań dziewczyna chciała zdjąć czar. W pewnym momencie udało jej się odblokować część zaklęcia. Aby to zrobić musiała dokładnie poznać ostatni etap. Kiedy w końcu udało jej się, to co poczuła było niewyobrażalne. Tak jakby jej emocje nigdy nie zniknęły tylko chowały się za jakąś mroczną kurtyną. Każde zabójstwo, przykre słowo czy strata kogoś pozornie nieistotnego wywoływały ogromny ból. Owszem miała przebłyski radości, ale zbyt nikłe aby mogły stanowić zapłatę za to co musiałaby nieść na swoich barkach. Z godnościach przywróciła czar na samą siebie. Tamtego dnia Hermiona postanowiła iż pokona Albusa jego własną bronią. To co zrobił jej stworzyło idealnego żołnierza do walki z Voldemortem. Zawsze trzeźwy umysł, w najgorszych sytuacjach brak przerażenia w oczach. Nieporadność ludzka została w niej wyeleminowana, a zastąpiona pasją do zdobywania wiedzy, która w efekcie miała być wielką siłą. Gdy dyrektor rzucał na nią urok za pewne myślał, że robi coś dla większego dobra. Jak tylko uświadomiła sobie jego motywy, przybrała cel – przywrócenie wolnej woli. Chciała pokonać każdy urok, w którym ktoś bawił się w Boga. Przez wszystkie jej gry, misje czy zadania ani razu nie użyła zaklęcia Imperio. Zabijała raz za razem, wypruta z emocji mogła to robić. Jednak i to nie działo się bez powodu, w każdym wypadku było w obronie własnej. Na początku zawsze dawała drugą szanse tłumaczyła sytuacje w przypadkach, gdy ktoś był zniszczony do szpiku kości. Później kiedy nie korzystali z jej oferty zabijała. Tak jak ten chłopak, który dostał obłędu. Był mugolem, nie do końca wiedział kto ko szuka. Za to doskonale zdawał sobie sprawę jak zgwałcić drobną dziewczynkę. Jego pech polegał na tym iż trafił na dziecko pochodzące z świata magii. Anita, bo tak miała na imię zmarła, była radosną blondynka, przed którą powinna malować się przyszłość. Jej matka nigdy nie przestała szukać winowajcy. Do klucza zgłosiła się po roku poszukiwań na własną rękę. Hermiona przyjęła jej sprawę i wysłała odpowiednich ludzi. Wszyscy znali zasady. Każdy należący do jej stowarzyszenia musiał się podporządkować. Nie było tam miejsca dla niezrównoważonych szaleńców ogarniętych manią zła, ani dla dobrych duszyczek chcących uratować każdego. Klucz składał się z ludzi twardo stąpających po ziemi. Profesjonaliści, którzy też kiedyś zostali skrzywdzeni przez los. Kierowanie takim typem ludzi nie było proste. Jednak większość z nich potrafiła przestrzegać zasad, niektórzy potrzebowali ich aby funkcjonować. Kiedy wszystko zawodzi, zło wydaje się nie być jednoznaczne, dobro nie działa tam gdzie powinno pozostaje prawo i według niego najłatwiej żyć.
 Uspokojona i zmęczona Hermiona udała się do łazienki i wzięła ciepłą kąpiel. Nawet bez przeżywanie wszystkiego jej organizm się męczył. A użycie kilku trudnych zaklęć w ciągu dnia mocno ją wyczerpało. Brunetka tej nocy zasnęła spokojnie i bez uśmiechu na ustach tak jak od kilku lat. Ciągle tak samo.


   Następny dzień zapowiadał się dużo przyjemniej. Obowiązki czysto formowe powierzyła odpowiednim osobą, gra w parę z Malfoy’em powinna na chwilę ucichnąć aby nie wzbudzić zbyt dużych podejrzeń. Hermiona miała czas dla siebie. Włączyła telewizor i przełączała kanały. Wolałaby poczytać książkę, ale to mogłoby ją zbytnio wciągnąć. Przy śniadaniu zawsze słuchała radia, albo przeglądała kanały chciała wiedzieć co na bieżąco dzieje się w świeci zarówno czarodziejskim jak i mugolskim. Zatrzymała odbiornik na bajce. Tej bajce z jej wspomnienia, nie mogła uwierzyć, że po tylu latach nadal ją puszczali. Przełknęła głośno ślinę i próbowała zapanować nad sobą. Jak mantrę powtarzała słowa dobrze znanego jej zaklęcia lecz na pierwszej barierze były już zbyt widoczne pęknięcia. Pierwszy raz od bardzo dawna Hermiona poczuła uczucie paniki. Najwyraźniej czas trwałości jej czaru kończył się. Do wzmocnienia go potrzeba by czarnej różdżki, którą Potter bezmyślnie wyrzucił. Widziała jak Harry łamie różdżkę na pół i wyrzuca. Wtedy chciała go powstrzymać. Nawet nie wiedział co w tym momencie zrobił, jakiej potęgi pozbawił świat czarodziejów. Jeden z darów śmierci przepadł na zawsze bo złoty chłopiec sobie tak postanowił.
Kobieta wzięła do ręki proroka codziennego, aby odciągnąć nieprzyjemne myśli.
Romeo i Julia Londynu czy raczej Piękna i Bestia – głosił tytuł głównego artykułu. Poniżej ustawiono zdjęcie, na którym Draco całuje Hermionę w policzek na spotkaniu z Ginny. Nie tego spodziewała się panna Granger. Nawet nie miała ochoty czytać tych bzdur, przejechała tylko wzrokiem na koniec artykułu szukając podpisu autora. Jak się okazało na próżno, ckliwą historię napisał anonimowy autor. To pogarszało całą sytuację, im więcej osób na nich patrzy tym bardziej będą musieli być dokładni w szczegółach. Hermiona zrzuciła gazetę z stołu. Nawet nie zdała sobie sprawy iż zrobiła to pod wpływem złości…


// Mam mieszane uczucia co do tego rozdziału, więc jestem bardzo ciekawa waszych komentarzy. Pozdrawiam Syntia ;)) 


13 czerwca 2014

Rozdział X

   Był chłodny czwartkowy wieczór Hermiona stała w parku oparta o barierkę. Za parę minut miała się spotkać z Rudą na plotki. Tego dnia miała wyjawić jej swoją tajemną miłość do blondyna. Po dokładniej analizie znalazła na to łatwiejszy sposób. Tuż obok niej pochylony o barierkę stał Draco. Z daleka wyglądali na idealną parę. Wręcz nadawali się na okładkę jakiego mugolskiego magazynu. Ona elegancka, piękna brunetka z długimi nogami. On wysoki przystojny mężczyzna. Brak relacji nie byłby widoczny na zdjęciu. A nawet gdyby ich gra pozorów już się rozpoczęła. Jeden rzucał wyzwanie drugiemu, kto będzie bardziej przekonujący. Słońce chyliło się ku zachodowi, powoli zbliżała się dwudziesta. 
-Czas zaczynać - Powiedziała cicho. Na te słowa Malfoy powoli się wyprostował i przybliżył do Hermiony. Wydawali się tacy romantyczni. Był nad nią nachylony i mocno wpatrywał się w jej oczy. Dobrze, że objawy które dręczyły go przez ostatni tydzień zaczęły zanikać. Teraz czuł delikatnie, jakby muśnięcie emocji. Nie przechodził już do skrajnych stanów. Gdyby to się nie skończyło, kto wie może gra skończyłaby się, a zaczęło coś prawdziwego. W oddali usłyszeli szybki stukot obcasów, ten nerwowy chód był jasnym znakiem. Hermiona urwała kontakt wzrokowy, udając onieśmieloną. Na twarz blondyna wpłynął grymas niezadowolenia. Wysunął rękę i powoli chwytając ją za podbródek przysunął jej twarz do siebie. 
- Nie bój się mnie. - Szepnął powoli nie odrywając od niej wzroku. 
- Jeszcze nas nie słyszy, ale dobrze ci idzie. - Odpowiedziała, a na dosłownie ułamek sekundy jej oczy przybrały prawdziwy zimny wyraz. Mrugnęła dwa razy, żeby dać mu znać iż Ginny jest wystarczająco blisko. Bez zastanowienia powoli zbliżył się do niej. Złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Tak jak ich gra, tak pocałunek był perfekcyjny. Kiedy ręce Dracona powędrowały z tali na plecy Hermiony, ktoś głośno odchrząknął. 
-Mogę wiedzieć co ty z nim wyprawiasz?! - Wrzasnęła Ginewra nie panując nad sobą. Gryfonka odsunęła od siebie chłopaka i spojrzała zażenowana na przyjaciółkę. 
- Mam was zostawić kochanie? - Zapytał Draco.
- kochanie? no nie. Tylko mi nie mów, że ten śmierciożerca to twój facet. - Powiedziała już nieco spokojniej. Brunetka skinęła głową na co Draco pocałował ją szybko w policzek i teleportował się. Gdy tylko zniknął, oczy Hermiony zaszły łzami. 
-Och Ginny, ja na prawdę nie potrafię inaczej. Przysięgam próbowałam go unikać, robiłam wszystko, ale na nic się zdało. - nie poradnie starała się wytrzeć łzy. 
-Cii, już dobrze. Wszystko mi opowiesz i coś wymyślimy. - Powiedziała w końcu Ruda i przytuliła przyjaciółkę. 
-Gin, ja go kocham - szepnęła Hermiona. A Weaslay pozostawiła to bez słowa. Analizowała słowa brunetki milion razy. Tak bardzo chciała jej szczęścia, że nie mogła jej przecież tego zabronić. Nawet jeśli miała ogromne wątpliwości co do tego arystokraty, to jeżeli był on szansą Hermiony na wspaniałe życie, nie mogła jej tego zrujnować. Nie po wszystkim co razem przeszły. 
Granger spokojnie czytała myśli Ginny. Mało co nie wybuchłaby śmiechem. Te nawinę dziewczę wierzyło w każdą jej łzę. Jeszcze głupia miała na celu jej szczęście. Mimo, iż uczucia brunetki były nikłe, ta sytuacja na prawdę ją śmieszyła. 
-Chodźmy do mnie, wszystko ci wyjaśnię.
-Dobrze, ale ja nas teleportuje. Lepiej żebyś w tym stanie się nie wysilała jesteś zbyt zdenerwowana. - Powiedziała i po chwili znalazły się przed domem Hermiony. Granger powstrzymała się od komentarza na tak beznadzieją teleportację. Dalej kręciło jej się trochę w głowie, mało co by się nie rozczepiły. Najwidoczniej Weaslay nie dość, że naiwna to jeszcze beztalencie. Pierwsza teleportacja Miony wyglądała lepiej niż ta teraz. 
Weszły do środka, Hermiona od razu przygotowała im herbaty. Oczywiście nie chciało jej się tego robić w mugolski sposób, no ale cóż diabeł tkwi w szczegółach. 
-Proszę. - Podała 'przyjaciółce' kubek, a sama usiadła na przeciwko podkulając nogi. Wzrok wlepiła w szklankę. Po tylu latach udawania panna Granger nie tylko perfekcyjnie opanowała dobór słów, zaklęć niewerbalnych wywołujących łzy i rumieńce, ale też mowę ciała. Pamiętała bardzo dobrze tomy podręczników jakie czytała, aby wtopić się w tłum. Od końca drugiej klasy wiedziała, że coś z nią jest nie tak. Na początku szukała wyjaśnienia w książkach - jedynym co ją pochłaniało. Szybko doszła do wniosku, że musi się nauczyć, wytrenować pewne postawy aby nie odstraszać ludzi swoją nienaturalności. Kontakty z Harrym Potterem były dla niej bardzo cenne bo dostarczały wrażeń, a przekomarzania z Ronem stanowiły idealną próbę zdolności ćwiczonych przed lustrem.
Ginny nie wiedziała jak zacząć rozmowę kilkakrotnie otwierała usta, aby po chwili je zamknąć. W końcu kiedy herbata była już całkiem zimna odezwała się cicho. - jak go kochasz to okey, ale uważaj dobra. Jak ci coś zrobi to będzie miał ze mną do czynienia. - Skończyła, a na jej usta wszedł lekko wymuszony uśmiech. Hermiona od razu rzuciła się jej w ramiona. Później godzinami przedstawiała ich wspólną historię oraz opowiadanie pt"Draco wcale nie jest zły", które swoją drogą wymyśliła dzień wcześniej. Wszystkie wydarzenie jakie opowiedziała była w stanie potwierdzić datą i miejscem. Od kilku miesięcy obserwowała blondyna, wybrała więc daty kiedy teoretycznie mogli się spotykać. Nikt przecież by się nie domyślił, że ona wtedy studiowała sprawy klucza, a Draco przeważnie zabawiał się z jakąś panienką którą mu podsunęła, albo siedział w domu nie robiąc nic konkretnego. 
Kiedy wreszcie Ginny poszła do domu, Hermiona mogła odetchnąć, co najmniej na to miała nadzieję. Pod jej drzwiami czekał już Draco. Niezbyt chętnie mu otworzyła. Mężczyzna miał w dłoni bukiet kwiatów. Podał jej go nachylając się. 
-Wiewióra, stoi dalej przy końcu twojej bramy. - Szepnął, a Hermiona od razu zarzuciła mu ręce na ramiona. I nieco zbyt głośno wygłosiła kazanie, że przecież nie musi się martwić i tak późno przychodzić. Dopiero po tych słowach z daleka można było usłyszeć cichy dźwięk teleportacji. 
Gdy weszli do środka Draco wciąż miał ręce na biodrach Hermiony. Gryfonka od razu pozbyła się go i odstawiła kwiaty do wody. 
- Po co tu przylazłeś? - Zapytała zimno. 
- Rzuciłaś mi wyzwanie nie pamiętasz? - Powiedział, a cyniczny uśmiech wkradł się na jego twarz. Dopiero po chwili przypomniała jej się sytuacja z balu."słyszałam jaki jesteś w łóżku - byłbyś dla mnie stratą czasu" 
Uśmiechnęła się, nuda przestała mu doskwierać tak bardzo. Biedak prawdopodobnie się w niej zakocha, patrzyła na niego i wiedziała, że jeżeli będzie najbliższą osobą pomagającą mu odzyskać uczucia, to padnie jej ofiarą. Jedno musiała przyznać był dla niej zagadką, zarówno on sam jak i to co mu zrobiono. Przygryzła lekko wargę i podeszła do niego. Wpiła mu się w usta. Draco nie pozostawał dłużny, od razu przejął kontrolę. Być może zbyt mocno popchnął ją na kanapę, ale nie obchodziło go to. Jego ręce przesuwały się po jej ciele. Ona wplotła palce w jego włosy, po czym jedną reką paznokciami przejechała po plecach. Mimo koszuli pewnie pozostanie zaczerwienienie. Widziała, że reakcje Dracona są prawdziwe, nie były maksymalnie intensywne. Ale jako, że jego potraktowano zaklęciem dużo później samo wspomnienie podobnych wydarzeń mogło działać teraz na niego pobudzająco. Czuła jego pocałunki na szyji, były tak zachłanne, kiedy powrócił do jej ust, Hermiona jednym ruchem zrzuciła go na ziemię i zaczęła się śmiać. Jej perlisty śmiech rozchodził się po salonie. Było w nim coś mrocznego, kpina wymieszana z złośliwością.  
-Mówiłam nie zrobisz na mnie wrażenia. Kiepski jesteś Malfoy. - Powiedział i podała mu rękę. Bez ale przyjął ją i po chwili siedział wygodnie w fotelu obok. Dziękował za to kim się stał, bo prawdopodobnie zapadł by się pod ziemię ze wstydu. 
-Wina? - Zapytała podchodząc z kieliszkami. 
-Poproszę. - Opowiedział już spokojnie. Podeszła powoli z pełnym kieliszkiem. Powoli usiadła mu na kolanach i dopiero wtedy podała. Sama upiła łyk i z spokojem wpatrywała się w jego tęczówki. Nie mogła uwierzyć, że pozwoliła sobie na taką zabawę z podwładnym. Ale zresztą zdarzali się jej już różni mężczyźni, większość niestety kończyła martwa - nikt przecież nie mógł zaszkodzić jej reputacji. Ale teraz sytuacja miała być inna, przecież już jutro gazety będą trąbić o jej sekretnym związku. Mogła się pobawić. Samodzielne próby odblokowania zaklęcia, skutkowały tylko tym, satysfakcję czerpała z rozwiązywania zagadek, czytania, rozwijania się i zabawy ludźmi. Nie do końca wiedziała po której próbie zauważyła taki efekt, kiedy dokładnie zaczęła wykorzystywać swoją kobiecość aby pogrążać mężczyzn. Jej rozmyślania przerwał Draco.
- Po co ci to? - zapytał wskazując na książkę. Dokładnie te którą Hermiona zabrała z pokoju życzeń podczas ostatniej z wizyt w Hogwarcie. 
- Czemu pytasz? - Zmarszczyła brwi.
- Powiem ci, ale za coś. - Ledwo dokończył zdanie, a już zwijał się z bólu. Wieczysta przysięga dalej go obowiązywała.  Zirytował ją, nikt, ale to nikt nie mógł sobie pozwalać na takie zagrania. Ból się nasilał, jednak Draco nie ustępował. 
- To może cię zabić, dopóki tak myślę przysięga nie zabije mnie, bo działam w twoje obronie. - Powiedział z trudem. Na jego twarzy malował się ból, musiał na prawdę cierpieć. Patrzyła jeszcze około kilku minut jak zwijał się w katuszach. Dopiero kiedy zaczął krztusić się krwią rozluźniła dłonie i wyszeptała kilka słów pod nosem. 
- Czego chcesz w zamian? - Zapytała z wyższością. Nie spodziewała się, że ktoś może z nią tak pogrywać. 
- Prawdy o tobie. Nie myśl, że jestem głupi na tego typu układach się wychowałem. Wiem co to znaczy mierzyć się z wyrafinowaną kobietą, ale nigdy nie będę tak żałosny, żeby błagać cię o coś na kolanach. Wybrałaś sobie godnego przeciwnika kochanie. - Powiedział, a Hermiona miała wrażenie jakby w jego oczach odbijała się jej pusta dusza. W tym całym szaleństwie i bałaganie byli do siebie podobni. 
-Zgoda, ale stopniowo. Zadaj jedno pytanie, na następne będziesz musiał zasłużyć. - Powiedziała nie odrywając wzroku. 
- Z jakiego rodu pochodzisz? 
- Właśnie zmarnowałeś pytanie, głupcze, Nie wiem co najmniej na razie. Teraz gadaj co o tym wiesz. - Powiedziała przynosząc książkę. Draco przez chwilę wpatrywał się jak niedbale ją trzyma. 
-Będziemy potrzebowali kozła ofiarnego. - Powiedział, a Hermiona się uśmiechnęła. Zamknęła oczy i po chwili do jej mieszkanie teleportowali się dwaj mężczyźni. Jeden z nich był kelner który asystował przy wieczystej przysiędze podczas spotkania z Megan. Drugim był niewysoki chłopak o nieprzyjemnym wyrazie twarzy. Można powiedzieć, że był wręcz odrażający. Malfoy szybko pojął o co chodzi. Młodszy i tak miał być martwy. 
- Daj mu to potrzymać, niech spróbuje otworzyć. - Powiedział, na co Hermiona z lekkim zawahaniem podała mu książkę.  
-Otwieraj! - podniosła głos, chłopak wykonał polecenia. Na początku nic się nie stało gdy zaczął kartkować strony stopniowo wyglądał co raz gorzej. W pewnym momencie miał obłąkany uśmiech i nie można z nim było się skontaktować. Granger wyjęła książkę z jego rąk i odłożyła na stolik.
- Dokończ to, tylko porządnie. - Powiedziała.
- Tak pani. - Starszy mężczyzna teleportował się razem z młodszy, albo raczej z tym co z niego zostało. 
- Co to miało być? - Zapytała, a jej wzrok powędrował na Dracona. Jego drwiący uśmiech wskazywał, że może wiedzieć więcej niż jej się wydawało. 


**Wybaczcie, że krótko ale nie ma to jak zakończyć w takim miejscu :P Mam nadzieję, że zaciekawiłam trochę przyśpieszamy z akcją, powyjaśniam i poplątam znowu - niestety ja już tak mam**
** Mam do was sprawę, zapraszam do obserwowanie profilu na Google+ ostatnio się trochę tym bawię i to może być fajny sposób na jakby to nazwać.... coś jak blogspotowy facebook :P  Fajnie byłoby stworzyć naszą DHL społeczność trochę szczerzej, a nie tylko od notki do notki. Mogłybyśmy się dzielić np muzyką itd co sądzicie?**
**Trzecia kwestia -  zachęcam do wstawiania reklam na bloga, jedyne co trzeba mieć to konto bankowe i 18 lat. Sprawa jest o tyle fajna, że kasa sobie leci za nic. Ja mam aktualnie się przyznam jakieś 10zł, niby jest to nic (szczególnie że wypłacają po jakiej tam kwocie chyba 40euro) ale czemu nie korzystać jak jest możliwość. Kasa jest naliczana jeżeli ktoś kliknie w reklamę(ponoć Google blokuje jak się samemu klika), oraz trochę rozejrzy się na danej stronie. Do wypłacenia może trwać wiecznie, ale czemu nie spróbować. Jakby ktoś miał pytania co usługi Adsense to chętnie odpowiem** 
** A i na koniec liczę na wasze komentarze, jestem bardzo ciekawa szczególnie, że rozdział wydaje mi się jakiś inny niż poprzednie :P,  piszcie też jak wam się podoba nowy szablon. Pozdrawiam Syntia**


24 lutego 2014

Rozdział IX

       Kolejny jej dzień - organizacja, księgarnia, kawa w barze na pokątnej, obiad w restauracji na przeciwko ministerstwa i tak w kółko. Tworzyła iluzję nudnego samotnego życia. Co dzień pojawiała się w określonych miejscach. Śpieszyła się tak jakby była co najmniej umówiona na ważne spotkanie. A to po prostu wypełnianie całego mizernego planu, który stworzyła. Wiedziała że diabeł tkwi w szczegółach. Od dawna też była świadoma, że ta postać, być może mistyczna, jest jej bardzo bliska. Jej własny pakt, który płaciła nie krwią, lecz swoim poświeceniem. Dla wyższego celu, raczej nie. Bardziej dla zasady, z przekonań aż po samą chęć zabawy, która jeszcze czasami się pokazywała. Rano w każdy poniedziałek i środę jogging po okolicy, w czwartki i piątki spacer po parku. W wtorki wieczór dla siebie przy dobrej książce, raz w miesiącu spotkanie z Ginny. A najważniejsze to powtarzać kilka razy cały swój harmonogram w towarzystwie. Ważne aby gdy Harry ją potrzebuje to żeby wiedział gdzie szukać, albo żeby Gin mogła zadzwonić w wtorek z kazaniem pt " wyjdź gdzieś ze mną i znajdź w końcu faceta". Nieistotne szczegóły były ochroną dla niej i jej ludzi. Każdego z nich byłaby gotowa zabić w razie potrzeby. Bez wahania przestrzeliła by pierś lub wymierzyła avadę w Megan czy jej podobnych. Jednak dopóki oni byli lojalni, ona pozostawała honorowa.  To wszystko co było w jej życiu ważne rozgrywało się popołudniami i nocą. Dwie pory kiedy ludzie najmniej spodziewają się niebezpieczeństw. Noc, która nigdy nie wiadomo co skrywa, czas kiedy już wszyscy śpią i południe tak złudnie bezpieczne.
Tego dnia właśnie robiła drugie okrążenie po okolicy. Mugolskie słuchawki w jej uszach były wyłączone, pozwalały jej tylko odciąć się od hałasu dookoła. W czasie ćwiczeń najłatwiej było jej skupić myśli. Planowała wtedy dokładnie co ma zrobić, szukała powiązań, przypadkowych nieistotnych zdarzeń które mogły coś znaczyć. Aktualnie zajmowała się sprawę Malfoy'a. Rodzinę Rosier już jakiś czas temu postanowiła zostawić sobie jako sprawdzenie Dracona. Być może razem zajmą się tą sprawę. Hermiona nie miała zamiaru tracić czasu na ludzi głupich, nie zasługujących na miano czystokrwistych czarodziei. Sprawdzenie było podstawą w jej działalności. Już nawet nie była w stanie zliczyć ilu osobom wyczyściła pamięć. Jednym z najdziwniejszych przypadków była Megan. Hermiona znalazła ją przypadkiem załatwiając jakąś inną sprawę. Wtedy ta dorosła kobieta była nazywana zupełnie inaczej - Astrid. Ilość imion, które musiała przybierać za życia dodatkowo utrudniało znalezienie odpowiedzi. Megan zajmowała się ówcześnie małymi zleceniami, na rzecz mugoli. W środowisku przestępczym mówiono o specjalnych zdolnościach dziewczyny, która potrafi wszystko za odpowiedni przydział narkotyków i kasy. Aż dziw, że ta dostojna
i chłodna kobieta była kiedyś tak ogłupiona przez działanie narkotyków. Hermiona na wieść niesamowitych wyczynów postanowiła się bliżej przyjrzeć jej sprawie. Szybko zorientowała się o magicznych zdolnościach ówczesnej Astrid. Prawda jaka wyszła na jaw po miesiącach poszukiwań była druzgocąca. Rodzice ją porzucili jak miała pięć lat. W tym czasie ojciec Megan odszedł do innej kobiety, a matka cała winne zwalała na bezbronne dziecko. W niedługim okresie porzuciła dziewczynkę, jedynie kwestią czasu było aż dorośnie
i wpadnie w złe towarzystwo. Wyciągniecie z tych wszystkich problemów później okazało się dość trudne, jednak koniec końców się udało. Nawet różnica wieku między kobietami nie miała wpływu na doprowadzenie sprawy do końca. Mimo, że Hermiona nie czuła do Megan żadnej sympatii, raczej widziała w niej korzystny materiał do współpracy, to dla niej sytuacja miała dość duże znaczenie emocjonalne. Aktualnie należy do najbardziej dokładnych i zaufanych ludzi Granger. To właśnie po kilku takich zajęciach Hermiona postanowiła na dobre zainicjować stowarzyszenie klucza. Wielu z ludzi, których w to wciągnęła miało duże doświadczenie, odpowiednie kontakty i arystokratyczne pochodzenie. Czynniki jak się okazało bardzo przydatne zarówno przy walce z zaklęciem dyrektora jak i w poszukiwaniach informacji dotyczących swojego prawdziwego pochodzenia. 
                                      
     Jego dni powoli zaczynały się zmieniać, pierwsza faza łamania zaklęcia dała mu się we znaki. Co jakieś czas męczyły go bóle głowy, a nie jasne wspomnienia przedzierały się raz po raz w jego myślach. Rzeczywistość przeplatała się z jakimiś wyobrażeniami. Jego słowa nie zawsze były jasne. Jednego dnia rzeczowy ton, innym razem mógł przez godzinne wpatrywać się w niebo, zastanawiając się nad pięknem świata. Ten młody i przystojny blondyn, którego twarz od lat zdobił chłodny uśmiech, zaczynał się gubić w własnych poczynaniach. Od pamiętnego poranka z Hermioną minął tydzień. W tym czasie nie miał od niej żadnych wieści, nawet najmniejszej wskazówki co robić. Dopiero po pewnym czasie zdał sobie sprawę, że potrzebuje tej dziewczyny. Miał zamiar wykorzystać ją i całą jej wiedzę. Był świadomy, że to nie będzie takie łatwe. Wciąż widział wyraz jej twarzy, gdy zaciskał dłonie na jej szyi. Była taka nie wzruszona, w oczach nie można było dostrzec ani krzty strachu. Również nie zareagowała pod wpływem dotyku jego ust Hermiona Granger była kobietą zimną i wyrachowaną, a co najgorsze była taka już od wielu lat, mimo że nikt tego nie potrafił dostrzec.
Draco właśnie odpalał kolejnego papieros, stojąc na balkonie w siedzibie swojej firmy. Spoglądał w dół widział ludzi radosnych i smutnych. Obserwował jak wszyscy dookoła są przepełnieni emocjami. Coś zaczynał czuć do tych ludzi, mimo że ich nie znał. Jednak zbyt długo był zupełnie wypruty z uczuć, aby móc rozpoznać co dokładnie. Czy to była zazdrość być może wstręt. Właśnie patrzył na parę nastolatków. Na pierwszy rzut oka mógł stwierdzić, że oboje są magiczni. Trzymali się za ręce, a blondynka co chwilę się z czegoś zaśmiewała. Wydawali mu się tacy głupi, śmieszni i naiwni. Przyłożył papieros do ust, trujący smak nikotyny wydawał mu się tak intensywny. Kiedy kolejny raz spojrzał na parę tych młodych ludzi nie poczuł już nic. Tak po prostu, no byli tam, całowali się śmiali, ale już nie wydawali mu się głupi. Właściwie to znów nie było nic. Patrzył i potrafił stwierdzić fakt, każda wyrażona opinia byłaby tym co powinien powiedzieć. Imitacją oburzenia lub pochwały. Namiastką tego co pamiętał na podstawie swojego wychowana
i przeszłości. Kiedy skończył palić wrócił do swojego gabinetu. Kolejny stos kartek zalegał mu na biurku. Tu podpis tam zatwierdzenie, obiad z tym kolacja z nią. Sam był sobie szefem, a mimo to nawał obowiązków go nie omijał. Na rogu stolika leżały jeszcze zdjęcia przygotowane do przejrzenia. Miał wybrać odpowiednie do kroniki firmy Mandragora. Wziął je do ręki, na pierwszym z nich była ona. Dopiero w tej chwili zauważył jak tajemniczą i piękną jest kobietą. Suknia jaką wybrała idealnie podkreślała jej figurę. Stałą w towarzystwie swoich "przyjaciół" z Hogwartu. Wszyscy się uśmiechali, gdyby Draco nie widział jej prawdziwego oblicza, powiedziałby, że była zwykłą urodziwą kobietą na balu. Jedną z wielu. Jednak po ostatnich wydarzeniach nie mógł oderwać wzroku od jej oczu. Wpatrywał się w zdjęcie szukając tego chłodu, którego on zaznał. Jednak jej gra była idealne, perfekcyjna w każdym calu. Każdy ruch i uśmiech wskazywał na starą i miła szlamę z Hogwartu, a nie kobietę, która była zdecydowana go zabić bez wahania przy ewentualnej pomyłce. Wybrał zdjęcia tak aby ukazywały jego i pracowników w jak najlepszym świetle do tego dorzucił parę z znaczącymi osobistościami w magicznym świeci i odstawił aby resztą zajęła się jego asystentka. Jedno z zdjęć zachował dla siebie. Przedstawiało parę osób między innymi Hermionę, Megan jakiś dwóch nie do końca znanych mu mężczyzn. Gdy wkładał zdjęcie do szuflady i przekręcał kluczyk zdał sobie dopiero sprawę, że nawet nie wie jak daleko sięgają znajomości Granger. Miała tak niewiele czasu po wojnie, a mimo to zdołała stworzyć tak prężnie działającą instytucję i to wszystko pod przykrywką zwykłej księgarni. Najwyraźniej zaklęcie rzucone na nią wyostrzyło jej zdolności. 
- Jesteś tu jeszcze? - Usłyszał cichy śmiech z odrobiną kpiny w głosie. Ktoś w końcu postanowił go odwiedzić. Mimowolnie lekko się uśmiechnął. Zabawa dopiero się zaczynała. Przebiegły taniec węża z lwem a tylko jedno z nich mogło wygrać. 
- W końcu raczyłaś się pokazać. Zapraszam - Odpowiedział, a Hermiona o dziwo grzecznie usiadła na przeciwko niego. 
- Jak się tu dostałaś ? - Spytał, nie odrywając od niej wzroku. Pod ręką cały czas miał różdżkę, traktował ją jak wroga . Jej zmieniony charakter tak odmienny od tego co znał stanowił pewne zagrożenie. 
- To mało ważne. - Powiedziała wstając i podchodząc do okna. W ciszy słychać było tylko stukot jej obcasów. Jednym ruchem zasłoniła okno. - Czy ktoś mógł mnie wiedzieć u ciebie? - Zapytała pewnym stanowczym głosem. 
- Wiewióra wparowała jak tylko poszłaś. Paplała coś o krwi i że tak tego nie zostawi. Ale wątpię żeby Cię zauważyła. - Powiedział odpalając kolejnego papierosa. Nigdy nie palił wewnątrz, to jej obecność sprawiała, że jego zachowanie się zmieniało. Podeszła do niego zabierając papieros. Sama przyłożyła go do ust i się zaciągnęła. 
- Potrafisz coś nieźle spierdolić Malfoy. Nie mogłeś mieć jakiegoś systemu ochrony, czegokolwiek ? - powiedziała, i choć słowa mogły wskazywać, że była zła, to ton jej wypowiedzi ponownie był obojętny. 
- Miała ją zabić w tym tygodniu, teraz będę się musiała z nią męczyć. 
- Boisz się, że mogą nas ze sobą powiązać? - Spytał z ironicznym uśmiechem na ustach. 
- Właściwie to właśnie wpadłeś na świetny pomysł. Mam nadzieję, że dobrze potrafisz udawać. - Powiedziała, a przez jej twarz przebiegł ten uśmiech co kiedyś na lekcjach gdy profesor zaczynał pytanie, a jej ręka już była w górze. 
- Słuchaj bo nie będę dwa razy powtarzać. Spotkam się z Ginny wyjawię jej w sekrecie, naszą tajemną miłość i jak nas połączyło uczucie. To jedyny sposób żeby wyjaśnić moją obecność u ciebie z samego rana. Trochę zajmie zanim nam uwierzą, ale damy radę. Poza tym nikt nie będzie negował faktu, że przebywamy razem. Będę mogła do końca zdjąć z ciebie zaklęcie, a twój ślizgoński tyłek pomoże mi w paru zadaniach.- Skończyła, na co jego śmiech rozległ się po całym gabinecie. Może i był udawany i nieco nie poważny, ale ciężko mu było inaczej zareagować. Dopiero kiedy się uspokoił zdał sobie sprawę, że Hermiona nie żartuję. 
- Hmm no to koteczku będzie prawdziwa zabawa. - Powiedział, a w głosie było słychać wyraźną sugestię. 
- Nie licz na zbyt wiele Malfoy. Słyszałam jaki jesteś w łóżku - byłbyś dla mnie startą czasu. Będziemy w kontakcie. Na razie. - Powiedziała i wyszła zatrzaskując za sobą drzwi. Draco został w gabinecie sam, nagle cały jego dzień wydawał się lepszy. W końcu coś zaczynało się dziać. A poza tym czyżby Granger rzuciła mu wyzwanie.. 



// Zapewne zauważyliście, że na blogu pojawiły się reklamy. Postanowiłam sprawdzić jak działa możliwość zarobienia na blogu, a nuż coś się uda ;) Mam tylko nadzieje, że nie będzie to dla was zbytnio uciążliwe. Pozdrawiam gorąco Syntia
PS. sesja się skończyła, jednak dalej kiepsko u mnie z czasem, więc aktualnie nie dam rady wpaść na wasze blogi Przepraszam. 

9 września 2013

Rozdział VI

     Jak się okazało na Dracona, Tracy czekała już z całą listą zadań. Spotkania z najważniejszymi klientami należały do jego obowiązków. Najdroższe i najbardziej ekskluzywne nieruchomości były w stu procentach jego działką. Pierwsze z umówionych spotkań miało się zacząć za dziesięć minut, a Malfoy nie miał jeszcze przeczytanych wszystkich danych. Na całe szczęście osobiście brał udział w zarządzaniu pracami na tej ziemi. Ta mała działka z domem letniskowym należała kiedyś do jego dziadków Abraxasa i Eleonory Malfoy. Osobiście wystawiał ją na sprzedaż, gdy tylko dostał ją w spadku po matce. Draco nigdy nie był przywiązany do rzeczy, ani miejsc. Właściwie nie było nic, czego za dobrą cenę by nie sprzedał. Mężczyzna wszedł do sali konferencyjnej, gdzie przeważnie przedstawiał projekt i wszystkie szczegóły ważniejszym klientom. Tym razem prawdopodobni kupcy już na niego czekali, popijając latte. Jego oczom ukazał się mężczyzna z rudą czupryną, był średniego wzrostu i zdecydowanie mu kogoś przypominał. Obok niego stała drobna kobieta, blond włosy sięgały jej do pasa, a jej sylwetka była co najmniej pociągająca.
- Witam, nazywam się Draco Malfoy. Zapoznam państwa z szczegółami dotyczącymi omawianej wcześniej nieruchomości.- Powiedział rzeczowo, na co para od razu się odwróciła. Teraz już nie miał ani grama wątpliwości z kim ma do czynienia. Ron Weasley, że też od razu go nie poznał oraz urocza Lisa Turpin - jedna z najpiękniejszych i najlepszych w łóżku krukonek. Zauważył jak Wieprzlej zaciska dłonie, najwyraźniej nie był zadowolony z kim ma załatwiać interesy. Również rumieniec Lisy nie umknął uwadze dawnego ślizgona. On już dobrze pamiętał, dlaczego ta dziewczyna czuje się zawstydzona na jego widok. Imprezy w pokoju wspólnym Slitherinu przechodziły do historii, ale ta która najmocniej utkwiła w pamięci Dracona, miała pannę Turpin razem z jej koleżanką Sue Li w rolach głównej. Dziewczęta tak mocno się upiły, że nie do końca zapewne pamiętały co wydarzyło się w nocy. Dwie dziewczyny z jednym niesamowicie przystojnym blondynem - to przeszło do legend domu węża. Draco na samo wspomnienie nieznacznie się uśmiechnął. 
- Zapraszam do stołu, panie Weasley, panno Turpin - Powiedział uprzejmie, nie dając po sobie poznać jak bardzo nie na rękę jest mu współpraca z zdrajcą krwi.
- Myślę, że spokojnie możemy używać imion, prawda Ron. Draco przecież od tak dawna się znamy. - Powiedziała kobieta spoglądając po kolei na obu mężczyzn. 
- Oczywiście. - Uśmiechnął się Malfoy. No tak nie gorzej być nie mogło. Rano Szlama, teraz zdrajca krwi. 
- Chodzi o to Drrraco - zaczął Ron, wyraźnie mając problem z nazywaniem go po imieniu, - że chcemy razem zamieszkać, a ten dom wydaje nam się idealny na początek. - Skończył mając problem z utrzymaniem nerwów na wodzy. Dopiero teraz Malfoy dostrzegł pierścionek na dłoni Lisy. Ładnie się urządziłeś rudzielcu, wżenić się w tak bogatą rodzinę.- przeleciało mu przez myśl.
- Rozumiem. W takim może od razu teleportujemy się na tą posiadłość. Myślę, że zwiedzenie jej da wam dużo więcej niż mój opis. Będę tylko zmuszony was prosić żebyśmy pierw opuścili firmę. Dla zwiększenia komfortu klientów, wprowadzamy aktualnie małe zmiany i niemożliwa jest teleportacja z tego budynku. - Powiedział wstając. Dwójka młodych od razu ruszyła za nim. Gdy Draco prowadził ich do wyjścia cały czas zachwalał wybrany dom. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeżeli płacą rodzice Lisy, będzie mógł sporo wyhandlować. Na dodatek zauważył, że kobieta wyraźnie zostawia kwestię ceny rudzielcowi. Najwyraźniej nie chcę go urazić, nawet jakby miała zapłacić więcej. Malfoy dalej nie mógł zrozumieć co ta kobieta w nim widzi. Przecież mając taką urodę, inteligencję i zdolności, które on sam dobrze pamiętał, mogła by mieć kogoś o wiele lepszego. Po opuszczeniu firmy teleportowali się przed sam dom. Mimo że, dla poprzednich właścicieli był to domek letniskowy swoimi rozmiarami wcale takiego nie przypominał. Miał parter, pierwsze piętro i strych. Nie był urządzony - tą kwestię pozostawiono dla przyszłych lokatorów. Draco widział już zadowolenie na twarzach tej dwójki. Po kilku latach pracy doskonale rozpoznawał ten wzrok. Rozmarzone oczy młodych i głupich ludzi. To ten stan kiedy wierzą, że życie jest piękne, a ich to już na pewno będzie należało do najszczęśliwszych. Na widok takich jak oni blondyn reagował tylko wywróceniem oczu. Rodzaj klientów z którymi interesy były nudne, był pewien że zapłacą każdą cenę, tak jakby te parę desek gwarantowało ich wspólną piękną przyszłość. Ile razy to już dostawał pisma w sprawie przesłania dokumentów, które potwierdzają komu została sprzedana nieruchomość. Najzabawniejsze w tym było to, że te dokumenty były wymagane przy podziale majątku w czasie rozwodu. 
- I jak się podoba. Może dam wam chwilę żeby mogliście się sami rozejrzeć. - Powiedział oddalając się na moment. Słyszał jednak o czym rozmawiają - przesłodzony jazgot zakochanych ludzi, oj jak tu cudownie, pięknie, to miejsce jest stworzone dla nas. Odczekał jeszcze moment i dołączył do nich.
- Możemy podpisywać? Bo właśnie dostałem wiadomość, że ktoś jeszcze zainteresowany jest kupnem. - Powiedział patrząc wyczekująco w stronę Rona.
- Myślę, że tak. 
- W takim razie resztę formalności załatwicie z moją sekretarką. Zapraszam z powrotem do firmy.- Powiedział uśmiechając się wyraźnie do Lisy. Na co Ron po raz kolejny tylko zacisnął zęby. Kiedy znaleźli się na miejscu Draco odprowadził ich do sali, w której wcześniej na niego czekali, mówiąc, że zaraz ktoś do nich zejdzie. Sam natomiast skierował się do swojego gabinetu.
- Tracy, zajmij się naszymi gości. Zedrzyj z nich ile tylko się da. - Wiedział, że Davis doskonale wykona swoje zadanie. A poza tym dzięki temu miał teraz w końcu chwilę dla siebie. Oparł się wygodnie w fotelu pogrążając w swoich myślach. 
-Tylko nie zaśnij. - usłyszał szept tuż przy swoim uchu, gdy zamknął oczy. Mało co by nie zaatakował teraz tajemniczego gościa. Perlisty śmiech rozchodził się po jego gabinecie. 
-Megan, znowu ty. Jak tu weszłaś? - Powiedział, gdy w końcu złapał chwilę oddechu. 
-Mam swoje sposoby. Jak ci idzie wracanie do towarzystwa, bo chyba ten nieudacznik i krukońska dziwka, to nie za wysokie progi. - Powiedziała, a na jej ustach zawitał wredny uśmieszek.
-Skąd ty.. a zresztą nie ważnie. Nie bój się tak. Za tydzień odbędzie się bal w Malfoy Manor może nawet Cię zaproszę. - Powiedział i pomyślał, że na chwile ma nad nią przewagę.
-Ja już jestem zaproszona. Nie zapominaj, że zaproszenia wysłano rano, gdy tylko poinformowałeś swoich ludzi gdzie i kiedy. Lepiej żebyś się postarał. Na balu poznasz szefową, nie schrzań tego. - Powiedziała i nie czekając na odpowiedź opuściła jego gabinet. Draco od razu wziął do ręki listę gości. Nie przypominał sobie, żeby umieszczał na niej Megan. Owszem kazał dopisać wszystkich czarodziei, którzy co najmniej raz w miesiącu ukazują się w proroku codziennym, a przez to skazał się na towarzystwo takich osób jak Potter czy Granger. Praktycznie byli tam prawie wszyscy ci, którzy walczyli o Hogwart, zajmowali się dziennikarstwem lub mieli powiązania z ministerstwem. Nie zabrakło też nikogo z przedstawicieli dawnych wielkich rodów. Ale wśród wszystkich sześciuset gości, Dracon nie znalazł kobiety o imieniu Megan.

Następnego dnia
      Hermiona parzyła już drugą mocną czarną kawę. Poprzednia noc dała jej popalić. Zlecenie, które przyjęła nie okazało się wcale takie łatwe na jak się spodziewała. Zadanie zapowiadało się stosunkowo prosto - odnalezienie dziecka oraz stwierdzenie czystości jego krwi. Do Hermiony zgłosił się mężczyzna podający się za osobę z rodziny Evana Rosier. Jednak ze względu na przeszłość swojego krewnego, nie chciał podawać dokładnych danych. Evan był jednym z najbardziej oddanych sług Riddla, a także jego kolegą z czasów szkolnych. Zginął w pierwszej wojny o Hogwart, zabity przez Szalonookiego Moody'go. Jak dotychczas twierdzono - bezpotomnie. A tu nagle zjawia się ktoś, kto podaje się za jego syna i co więcej uważa, że być może sam ma syna, jednak jego była narzeczona próbowała ukryć przed nim ten fakt. Według tego co twierdził ten mężczyzna, jego ukochana rzuciła go, gdy odkryli jego prawdziwą tożsamość. Było to zaledwie rok temu. Klient bo tak zwykła nazywać swoich zleceniodawców Hermiona, chciał tylko dowiedzieć się prawdy. Widziała po nim jak bardzo nienawidzi swojego pochodzenia i ile stracił przez odkrycie swojej tożsamości. Nie był wychowany w rodzinie, która przestrzegała by segregacji wśród czarodziei. Jego była ukochana sama była mugolaczką. Jednak ją jego pochodzenie przerażało. Tak jakby ktokolwiek miał wpływa na decyzję swoich ojców czy dziadków. Hermiona przyjęła to zlecenie bez wahania. Po pierwsze wydawało jej się proste, po drugie sama również nie poznała nigdy swojej prawdziwej rodziny, bo ta prawdopodobnie już nie żyła. A po trzecie była to działalność na rzecz kogoś o czystej krwi. Przecież nie mogła pozwolić, żeby to dziecko wychowywało się w przeświadczeniu, że jest szlamą tak jak ona kiedyś. Wzięła pióro i powoli zaczęła wypisywać najważniejsze informację. Na kartce znalazło się takie napisy jak: Rosier, Eliza, Francja, Fobes-nazwisko narzeczonej, Szlama. Dołączyła to na górę teczki, którą zdążyła już skompletować w ciągu nocy. Nie było tego za wiele, szczególnie, że nie wiedziała jeszcze, które z tych informacji okażą się przydatne. Kolejna zagadka, tego potrzebowała. Jednak nie teraz. Dzisiaj musi iść do pracy oraz zająć się innymi sprawi. Jej zlecenia były na przedostatnim miejscu w planie dnia. Honorowe ostatnie miejsce zajmowała szczególna zagadka dotycząca jej samej - jak zdjąć to cholerne zaklęcie. Udała się do swojej biblioteki w domu, odłożyła teczkę zatytułowaną Rosier do szuflady i zamknęła ją na klucz. Jeszcze trochę ta sprawa będzie musiała poczekać. Miała jeszcze krótką chwilę zanim będzie musiała wrócić do księgarni.  Odwróciła się teraz do lustra wiszącego za biurkiem. Przyglądała się przez chwilę swojemu odbiciu. Kiedy ona stała nieruchomo jej lustrzana kopia, uśmiechnęła się delikatnie po czym wyciągnęła rękę. Hermiona złapała się i w taki sposób przeszła do ukrytego pomieszczenia. Pokój ten był mały i wyjątkowo mroczny, nie znajdowało się w nim nic zbędnego. Te kilka metrów kwadratowych było jej własną teczką. Na ścianie wisiały zdjęcia Albusa Dumbledora, z jego poszczególnych podróży razem z opisami z kim, kiedy oraz co z sobą przywiózł. Po prawej stronie znajdowała się myślodsiewna, a zaraz obok niej gablota zapełniona fiolkami, która niegdyś była w gabinecie dyrektora. Panna Granger zdobyła ją tuż po wojnie. Właściwie jeszcze w dniu wygranej. Kiedy na parterze Hogwartu panowała ta nieznośna atmosfera połączonej radości zwycięstwa z bólem utraty bliskich, Hermiona postanowiła odetchnąć. Pomyślała o paru miejscach znanych jej w zamku, jednak w każdym z nich działo się coś ważnego. Błonia pokryte były ciałami i krwią poległych zarówno śmierciożerców jak i członków zakonu Feniksa. Nie zbyt miała ochotę na wnoszenie i chowanie kolejnych zwłok. Wieża astronomiczna była zburzona, a przez to dormitoria Gryffindoru nie były teraz bezpiecznym miejscem - wszystko mogło się zawalić. Biblioteka stała się teraz jedynym miejscem gdzie można by pomieścić wszystkie osoby odpowiedzialne za zarządzanie Hogwartem w takiej sytuacji. Jedyne co jej zostało, aby uciec od całego szumu i tych wszystkich ludzi, to gabinet dyrektora. Była przekonana, że nikogo tam nie zastanie i miała rację. Nie pokusiła się o zajęcie fotela, usiadła na schodku w gabinecie. Wzięła głęboki oddech i rozkoszowała się chwilą ciszy. Pozwoliła żeby adrenalina opadła i to był jej największy błąd. Zaczęła płakać to co poczuła przerażało ją. Właśnie w tym momencie zdała sobie sprawę, że zagadka horkuruksów została zakończona, nie będzie już Voldemorta, walki, tajemnic. Ona nie będzie potrzebna. Nie wylewała łez z tęsknoty za zmarłymi. Tak na prawdę nimi się wcale nie przejęła. Nie czuła też radości z wygranej. Najbardziej bała się tego, że teraz już nie ma po co dalej szukać zaklęć, przesiadywać w bibliotece, szkolić się. To co jako jedyne od zawsze dawało jej choć trochę przyjemności, się zakończyło. Próbowała się uspokoić, płacz był dla niej żałosny, to tylko maska, którą wykorzystywała do pokazywania, że też coś czuje. Szukała czegoś na czym mogła by skupić myśli. I właśnie tak jej wzrok spoczął na myśliodsiewnej. Podeszła powoli, jakby oczekując na jakieś zaklęcia zabezpieczające. Jednak niczego takiego nie było. Chciała wziąć jakąś myśl z gabloty. Przeglądała napisy, wszystkie fiolki były oznaczone. Z przodu znajdowały się te związane z Czarnym Panem, podpisane jeszcze jako T.M.Riddle, następnie parę z nazwiskiem Potter, za nimi Evans. Było także wiele, które nic Hermionie nie mówiły. Najbardziej zaskakujące było to gdy odnalazła tam i swoje nazwisko. Decyzja, które wspomnienie zobaczy była prosta. Kiedy skończyła oglądać, już wiedziała, że od teraz zmieni się jej życie. Szlachetna i dobra Hermiona Jane Granger zaczęła od drobnej kradzieży - cała gablota z myślami zmarłego dyrektora została przez nią przeniesiona w bezpieczne miejsce. Widziała, że to jedyny dobry moment żeby ją zabrać, później byłoby już za późno. Na jej szczęście nikt w aktualnym świecie nie pomyślałby, że mugolaczka może coś ukraść. O takie rzeczy oskarżano tylko rodziny powiązane z Voldemortem.
  Jej chwilę samotności przerwał cichy dźwięk rozchodzący się po pomieszczeniu. Zaklęcie ochronne, którego używała, aby nikt przypadkiem nie znalazł ją w niekomfortowej sytuacji. Szybko opuściła pomieszczenie, odpowiednio je maskując. Rozglądała się po domu szukając tajemniczego gościa. Trzymała różdżkę w prawej dłoni, gotowa żeby zaatakować. Po chwili po salonie rozniósł się jej delikatny śmiech. Sprawcą całego zamieszania była mała sowa. Granger wpuściła ją do środka, odbierając od niej list.


Zaproszenie
Mamy zaszczyt zaprosić panią Hermionę Jane Granger, na przyjęcie z okazji piątego jubileuszu Firmy Mandragora. Czarno-biały bal odbędzie się w Malfoy Manor, o godzinie dwudziestej, dnia 15 października.  Prosimy o potwierdzenie przybycia.

Z poważaniem właściciel firmy Draco Malfoy 

Przeczytała powoli zaproszenie. Więc Megan postarała się dokładnie tak jak Hermiona prosiła. Panna Granger nie lubiła tej nudnej sali, na której początkowo miała się odbyć uroczystość. Jej drobne zniszczenie, przyniosło oczekiwany skutek. Malfoy wziął się do roboty. Zainteresował się czymś choć w minimalnym stopniu. A bal odbędzie się w dużo ciekawszym miejscu. Brunetka uśmiechnęła się delikatnie, na pewno zjawi się na uroczystości. 

*** Zapraszam też na drugi blog Jestem niewierna. Początkowo miałam zamiar umieścić tu miniaturkę, a nie zakładać nowego bloga, ale jakoś nie chciałam mieszać. Nowy blog to również opowiadanie Dramione.
Zapowiedź:  Nazywam się Hermiona Jane Weasley. Jestem żoną wice-dyrektora biura aurorów i najlepszą przyjaciółką ministra - sławnego Harry'go Pottera. A kim poza przyjaciółką sław jestem Ja sama? Żoną, córką, szefową i kochanką. Tyle tylko, że żadna z tych ról nie jest z sobą powiązana. Nie łączę rodziny, ani pracy z przyjemnością i dlatego też uważam, że jestem jedną z najgorszych kobiet jakie znam. ***

5 września 2013

Rozdział V

  Hermiona po wizycie w Hogwarcie teleportowała się do głównej siedziby księgarni. Budynek ten znajdował się na obrzeżach Londynu. Nie przypominał w niczym, rozsianych po całym świecie przytulnych fili księgarni Esy i Floresy. Księgarnie miały od zawsze sprawiać wrażenie ciepłych i przyjemnych, za to siedziba firmy miała zupełnie inne zadanie. Wieżowiec wykonany w nowoczesnym stylu, liczył dziesięć pięter, parter oraz podziemia, w których przechowywano księgi zakazane. Ze względu na wiele niebezpiecznych ksiąg Hermiona była zmuszona wprowadzić system bezpieczeństwa. Ochrona, którą dobrała właścicielka, jeszcze nigdy nie zawiodła. Do tego budynku wpuszczano jedynie pracowników. Ani razu od przejęcia działalności przez pannę Hermionę Granger nie wszedł nikt nie proszony na teren firmy. Teleportacja była możliwa tylko po wyjściu z budynku, a samo wejście widoczne było jedynie dla osób posiadających magiczne zdolności. Młoda brunetka teleportowała się w małej uliczce tuż przy firmie, do głównego wejścia zostało jej tylko parę kroków. W ręce trzymała czarną dużą torbę, a w niej kilka ważnych ksiąg i swoje prywatne dokumenty. Kobieta wchodząc do budynku podała szefowi ochrony swój identyfikator, mimo że, przy głównych schodach znajdowały się ozdobne lampy, które rzucały niebieskie światło, jednocześnie ukazując prawdziwy wygląd danej osoby. Hermiona wychodziła z bardzo prostego założenia - nie może wymagać czegoś od podwładnych, jeśli nie wymaga tego od siebie. Bardzo szybko zyskała tym odpowiedni szacunek wśród pracowników. Okazała się również nie tylko molem książkowym, ale i świetnym biznesmenem. Hol główny firmy był elegancki i utrzymany w formalnych kolorach. Na pozór przypominał trochę pomniejszone ministerstwo magii. Jednak tutaj można było wyczuć trochę więcej dobrego gustu. Na wprost do wejścia znajdowała się główna tablica.  A na niej dokładnie wypisane, co i na którym piętrze można znaleźć. I tak na piętrze dziesiątym znajdowało się biuro dyrektora Hermiony Jane Granger, piętro niżej dział prawny, następnie działy: administracji, reklamy, ochrony, aż do poziomu minus pierwszego, gdzie na tablicy wypisany był jedynie napis "nieupoważnionym wstęp wzbroniony.". I to właśnie tam musiała się teraz udać panna Granger. Przeszła krętymi schodami piętro niżej. Na wprost jej ukazały się wielkie drzwi, a po bokach dwójka czarodziei, którzy w razie czego czekali z różdżkami w pogotowiu. Ich praca może nie należała do ciekawych, jednak miała ogromne znaczenie. Hermiona zauważyła jak kątem oka obserwują ją gdy nacisnęła klamkę. Sama rzuciła odpowiedni czar, który przypala dłonie nieproszonych gości. Wchodząc do środka ukazała jej się ogromna biblioteka, wypełniona po brzegi księgami. Niektóre z ksiąg nie znajdowały się na zwykłych półkach, a otoczone były dodatkowymi zabezpieczeniami. Tak jak na przykład Tajniki snów, pochodzące z Rosji, obsypane były dookoła jaśminem. Dzięki temu uniemożliwiało to pogrążenie we śnie czytelnika, gdyby tylko przejrzał drugą stronę. W sali tej było również wiele elementów na pozór nie związanych z jakąkolwiek literatura. Ogrom ziół, wody, a nawet łańcuchów wykonanych z żelaza czy srebra. Wszystko było starannie dobrane, aby nic tutaj nie stanowiło zagrożenia dla przebywających w środku osób. Na samym środku tego pokoju znajdowało się niewielkie biurko z dwoma krzesłami. To tutaj Hermiona spędzała o wiele więcej czasu niż w swoim prywatnym gabinecie. Jedynie co ciekawsze, a zarazem trudniejsze do złamania księgi przesyłała na dziesiąte piętro lub do swojego domu. Jednakże większość zagadek zazwyczaj udawało jej się rozwikłać na miejscu. Była jedną z nielicznych osób na tyle obeznanych w przeciwzaklęciach i zabezpieczeniach. Od najmłodszych lat studiowała księgi, znacznie wykraczające poza zakres jej ówczesnej edukacji. Łamanie szyfrów i rozwiązywanie zagadek stało się w pewnym momencie jedyną rzeczą, którą tak na prawdę lubiła. Być może właśnie dlatego tak chętnie pomagała Harry'emu. Teraz jednak nie czekała ją tu żadna szczególna tajemnica. Wypełniała swoje podstawowe obowiązki związanie z codzienną pracą. Wyjęła wszystkie siedem pozycji, które przywiozła z szkoły. Sześć z nich nie wymagało większej uwagi. Nad ostatnią musiała się zastanowić trochę dłużej. Zanim otwarła Świat zmarłych autorstwa Katheriny Ivanowej, rozsypała sól w około. Również przygotowała w pobliżu żelazny łańcuch. Jednak jak się po chwili okazało nie potrzebnie. I to dzieło nie stanowiło większego zagrożenia. Odstawiła wszystko na miejsce i opuściła pomieszczenie. Skierowała się teraz do swojego biura na dziesiąte piętro. W jej gabinecie czekały już na nią nowe dokumenty. Ale także jedna nowa, biała teczka z wyrysowanym kluczem z przodu. Mogło to oznaczać tylko jedno - ktoś pyta, czy przyjąć zlecenie. Widząc to, Hermiona nałożyła na gabinet dodatkowe zaklęcie. Stowarzyszenie klucza, które po wojnie zdecydowała się założyć działo coraz lepiej. A oferowane usługi poszerzały swój zakres. Panna Granger zdecydowała się na symbol klucza z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze jest to oznaczenie docierania do prawdy, otwierania pewnych tajemnic, a po drugie klucz umożliwia także zamknięcie za sobą niewygodnych rozdziałów z życia. Sprawia, że tajemnice mogą pozostać na zawsze nie odkryte. Hermiona twierdziła, że każdy człowiek ma prawo, zarówno do prawdy jak i do zachowania swoich sekretów. Tylko co w momencie, gdy jedno wykluczałoby drugie. Na to już też wyrobiła sobie zdanie. Wtedy decyduje krew i pieniądze. Jakże proste i banalne, a zarazem skuteczne. Usiadła przy biurku i otworzyła powoli teczkę. Na pierwszej stronie była mała karteczka z chętnym wykonawcą. Megan. Kojarzyła tę kobietę, na pewno nie wpadła na nic nudnego. Powoli przeglądając teczkę domyśliła się o co chodzi. Tym razem to nie zabójstwo ani zdrada, sprawa wiązała się z zwykłymi potyczkami politycznymi. Usunięcie jednego z niewygodnych polityków za zbyt dobre informację i antykampanię. W raporcie wstępnym zaznaczono, że to jedynie chwile uciszenie, a nie wyeliminowanie. Również stawka podana za wykonanie zadania była nieprzyzwoicie kusząca. Na dodatek podział jaki obowiązywał dałby Hermionie dwie trzecie całej sumy. Decyzja była szybka. Granger zamknęła oczy, po cichu wypowiedziała zaklęcie i przekręciła w dłoni mały kluczyk. W tym samym czasie Megan poczuła przyjemne pieczenie na nadgarstku, równoznaczne z zgodą szefowej.

Dzień później Malfoy Manor.
        Młody mężczyzna wstał dzisiaj wyjątkowo wcześnie. Była dopiero godzina szósta, a on już pił poranną, mocną, czarną kawę. Pracę zaczynał dopiero o dziewiątej, a więc czasu miał jeszcze sporo. Rzadko kiedy zdarzało mu się wstać wcześniej aniżeli byłoby to koniecznie. Dzisiaj jednak miał konkretne plany. Mimo niezbyt przyjemnej, jesiennej pogody postanowił pobiegać. Założył strój sportowy, wypowiedział odpowiednie zaklęciem aby nie odczuwał chłodu i opuścił kuchnię. Zamierzał obiec cały ogromny teren na jakim znajdowała się rezydencja. Jeżeli postanowił wydać bal w tym miejscu, będzie musiał zadbać aby wszystko wróciło do swojej dawnej świetności. Nie może przecież ryzykować, że prorok codzienny czy inny szmatławiec oskarży go o brak porządku i zaniedbanie majątku. Nie specjalnie mu się chciało tym zajmować, ale zawsze było to lepsze niż nic. Całkiem niedawno stwierdził, że najlepszą częścią jego dnia jest sen. Głównie z powodu odpoczynku, który mu zapewniał. Chodziło zwłaszcza o zniwelowanie zmęczenia i pozbycie się dręczących go myśli. Sen dawał mu ukojenie. Nie zastanawiał się wtedy wciąż, czy aby na pewno pozostało w nim coś ludzkiego. Po raz pierwszy wpadł w takie wątpliwości rok po zakończeniu wojny. Jego przyjaciel Blaise miał wtedy poważny wypadek. Mało co nie zginął, jeden z dawnych popleczników Czarnego Pana, odnalazł go i jak to określił pragnął zemsty na zdrajcy. Zabini'ego w ostatnim momencie uratowali aurorzy. Chłopak przeżył, ale trafił na oddział zamknięty w szpitalu świętego Munga. Draco czekał wtedy na jakieś wieści, na piątym piętrze w herbaciarni dla odwiedzających. Jedyne o czym myślał to jak bardzo traci czas. Zdał sobie sprawę, że w najmniejszym stopniu nie obchodzi go los przyjaciela. Jego własne myśli zaczęły go przerażać, wiedział że nie tak powinien reagować, jednak nie mógł nic na to poradzić. Było mu całkowicie obojętne, czy Blaise przeżyję operację czy zginie. Gdy tylko dowiedział się, że życiu szatyna nie zagraża niebezpieczeństwo - opuścił szpital. Później odwiedził jeszcze parę razy swojego kumpla, ale raczej przez wzgląd na ich znajomość w szkole, a nie to co czuł na prawdę.
    Draco wybrał trasę swojego biegu zaczynając od stajni wybudowanych przez Nicolasa. Młody Malfoy dokładnie przyjrzał się staremu budynkowi. Nie był jeszcze w tak złym stanie jak się tego spodziewał. Poza tym, za stajnią rozpościerał się krajobraz na piękne łąki. Wystarczyłoby jedynie trochę to odnowić, uprzątnąć oraz zamówić odpowiednie konie. W tej dziedzinie akurat, przystojny blondyn nie miał żadnej wiedzy. Owszem jak nakazywała tradycja w wieku dziesięciu lat nauczył się jeździć, ale nigdy nie stało się to jego pasją. Jazda konna była wtedy dla niego jedną z wielu czynności, które musiał wykonywać, aby dobrze wypaść. Zresztą te zwierzęta nigdy za nim szczególnie nie przepadały. W tej dziedzinie o wiele lepszy był Blaise. Będzie musiał wysłać mu list z prośbą o pomoc być może się zgodzi. Zapamiętując czym musi się tu zająć pobiegł dalej. Jeszcze nie czuł zmęczenia, chociaż nie spodziewał się, że trasa będzie na tyle długa. Dawno nie zagłębiał się w każdy zakamarek dworu. Trochę był zdziwiony, gdy dobiegł do małej altanki. Była już w kiepskim stanie, zniszczona przez pogodę i ogromną ilość kurzu.Ale pamiętał ją jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy była zadbana często przesiadywał tu z rodzicami. To właśnie tu zaczął pierwsze dyskusję z ojcem czym chciałby się zająć w przyszłości. Miał z siedem lat, jak pierwszy raz wytłumaczyła mu matka, że jego przyszłość zapewne będzie powiązana z czarną magią. Wbrew pozorom, jakie zawsze stwarzała ta rodzina, to właśnie Narcyzy zdanie liczyło się najbardziej. Właściwie nie powinno to nikogo dziwić, przecież to ona, a nie Lucjusz, pochodziła z rodu Black. Szacunek i postrach jaki wzbudzał ojciec Malfoy'a był tylko tym co wymagała od niego małżonka, aby wszystko dobrze wyglądało. To ona namówiła go do wstąpienia w szeregi śmierciożerców. Uważała, że to za obowiązek rodzin czystokrwistych. Najlepszym poświadczeniem na to było jej samobójstwo. Wykonane nie ze względu na utratę męża, kłopoty syna czy oczernione nazwisko. Powodem śmierci Narcyzy była rozpacz w jaką popadła, gdy upadł ten którego imienia nie wolno wymawiać, a wraz z nim wszystkie wartości, w jakich żyła i została wychowana.
   Za altaną Draconowi zostało już niewiele do zobaczenia. Ogromny taras, który wychodził na południową część rezydencji, był o dziwo w dobrym stanie. Jednak ze względu na pogodę pewnie i tak nie będzie na razie używany. Reszta terenu zajęta była przez łąki oraz stawy. A tutaj wystarczy dobry ogrodnik z magicznymi zdolnościami i będzie po kłopocie. Rozmyślając co jeszcze zrobić mężczyzna stracił poczucie czasu. Gdy wrócił do domu, już widział, że nie zdąży do pracy.


   Draco Malfoy już był spóźniony, nie spodziewał się, że sprawdzanie stanu Malfoy Manor zajmie mu tyle czasu. Na dodatek nie mógł się aktualnie teleportować wprost do firmy, ze względu na jakieś niezrozumiałe dla niego naprawy systemów zaklęć ochronnych. Mężczyzna przeniósł się więc do pobliskiego pabu dla czarodziei. Nie często tam bywał, jednak tym razem nie miał zbyt dużego wyboru. Potter czekał, aż tylko potknie mu się noga. Pokazanie magii przy mugolach byłoby odpowiednim pretekstem do aresztowania. Wybiegając wręcz stamtąd, jak na złość natknął się na jakąś brunetkę. No tak, gdy się spieszy jeszcze musi mu ktoś zagrodzić drogę.
- Przepraszam panią, ale bardzo się spieszę. Nic pani nie jest ? - Powiedział, ukrywając znudzenie. Podał kobiecie rękę, aby zachować dobre maniery.
- Dziękuje, ale dam sobie radę. - Powiedziała podnosząc wzrok. W tym momencie Draco zobaczył kogo ma przed sobą. Mimo upływu czasu i zmiany wyglądu poznał ją bez problemu.
-Szl..- ugryzł się w język, to już nie te czasy gdy mógł bezkarnie kogoś zwyzywać- Granger, patrz jak chodzisz. - Poprawił się natychmiast. Jednak nie odsunął ręki. Dalej była szlamą, tego nic nie zmieni, ale była też kobietą, która upadła i to przez jego pośpiech. Brązowowłosa w końcu odpuściła, pozwoliła aby Malfoy jej pomógł. Jego dłonie były delikatne chociaż uniosły ją bez żadnego trudu.
- Dziękuję, a i to ty patrz jak chodzisz. - Nie potrafiła się powstrzymać, aby mu nie odpyskować.
- Jak zwykle szukasz zaczepki. A tu człowiek ma nadzieję, że niektórzy też w końcu dorosną. - Powiedział z wyraźnie lepszym humorem. Nie bawiło go już dokuczanie jej tak jak kiedyś. Jednak na samo wspomnienie miał ochotę się uśmiechnąć. Na sekundę poczuł się jakby na powrót miał piętnaście lat.
-Bawi Cię to Malfoy? - Powiedziała z zaciekawieniem.
-Szczerze to już nie bardzo. Żegnaj Granger. - Powiedział i odwrócił się zmierzając do pracy. Nie wiedział, że za niedługo znowu się spotkają.


// Rozdział nie wyjaśnia tak wiele jak planowałam, można powiedzieć, że ten jest taki przejściowy. W następnym powinno już ukazać się więcej. Już niedługo też więcej scen pomiędzy Hermioną i Draco. Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie dotychczasowe opinie. Syntia