Każdy człowiek - czarodziej czy mugol jest w stanie podać
takie wydarzenie w swoim życiu, które z chęcią by wymazał. Nawet dziecko może
opowiedzieć o sytuacji, która mu nie odpowiadała. Tyle tylko, że tak na prawdę
wcale nie chodzi o wydarzenia, ale o uczucia im towarzyszące. Ludzie nie płaczą
z powodu czyjejś śmierci, płaczą przez ten palący ból w sercu. Wylewają łzy z
tęsknoty za pięknymi uczuciami jakie się dzieliło z daną osobą. Nie raz
chcieliby, powrotu kogoś z egoistycznej potrzeby zaznanej wcześniej miłości.
Mało kto jest w stanie zdobyć się na prawdziwe współczucie nie przepełnione
własnymi celami i trwające dłużej niż parę minut. Gdyby faktycznie uczucia były
szczere i nie podyktowane troską o samego siebie, czy nie łatwiej byłoby
zmienić świat. Umiejętność empatii powinna sama w sobie motywować do działania.
Jednak przeważnie jest ona zagłuszana przez dźwięk obawy o własne sprawy.
Dlatego zaklęcie Dumbledora było tak skuteczne. Wystarczyło zmienić pewne
fragmenty w danej osobie, jej postrzeganiu świata. Zaklęcie miało parę etapów.
Po kilkukrotnej próbie złamania czaru u różnych osób Hermiona była już w stanie
zdefiniować, jak to nazywała - części stałe. Zazwyczaj pierwszy etap to
niepohamowane uczucia, często płacz. Następnie przechodziło się do zobojętnienia
względem samego siebie. Kiedy człowiek przestaje odczuwać potrzebę dążenia do
własnych celów, powoli zatraca się przeżywaniu dnia nie korzystając z niego.
Czasem stary dyrektor nie pozbywał się wszystkich cech, tylko te które uważał
za niebezpieczne. Przez to, to co pozostało stawało się wyostrzone. Zdrowe
zainteresowania przechodziły w nieokiełznaną pasję. Szczęście mieli ci, których
upodobania miały szeroką gamę. W innym wypadku, groziła co najmniej depresja po
osiągnięciu perfekcji w danej dziedzinie. Jak na razie Hermiona miała cztery
przypadki na których użyto tej magii. Jeden zakończył się śmiertelnie zanim
jeszcze zdążyła zrobić coś konkretnego. Pozostałe trzy były na tyle delikatne
iż nie wymagały specjalnych umiejętności do zdjęcia zaklęcia. Teraz natomiast
siedział przed nią piąty przypadek i wszystko wskazywało no to, że prawie tak
tragiczny jak jej własny.
- Dobra tłumacz o co z tym chodzi ? – powiedziała wpatrując
się w książkę leżącą w jej dłoni.
- To gra, Granger nic więcej – Powiedział Malfoy lekko
rozbawiony powagą sytuacji. Jego mina nie wyrażała żadnych wyższych emocji. Ton
miał jednostajny i spokojny. Książka która przed chwilą doprowadziła do obłędu tamtego
chłopaka dla niego zdała się być normalnością.
- Dobra spróbuje wyjaśnić to powoli, tak co być zrozumiała –
powiedział, a przez twarz Hermiony przemknął grymas irytacji. Nie lubiła kiedy
zagadki muszą czekać. Chciała je rozwiązywać sprawnie i szybko, a później
znajdować inne jeszcze bardziej skomplikowane. – W rodzinach czystokrwistych czarodziei panują
zgoła inne zasady. U nas np. moja matka była wniebowzięta jak zabiłem świnkę
morską. To były moje pierwsze przejawy mocy, chciałem przesunąć coś z półki i użyłem
trochę za dużo magii. W każdym razie w wyniku wypadku świnka zginęła. Wtedy
byłem dzieciakiem i było mi żal. Za to rodzice uznali to za coś wyjątkowego,
jakbym w krwi miał bycie mordercą, albo inaczej idealnym śmierciożercą. Takie
skłonności u nas były czymś dobrym. Nie rozumiałem tego wtedy. Właściwie dalej nie
rozumiem. Pamiętam jak Narcyza opowiadała coś o jakieś dawnej przepowiedni,
która określa że jeżeli pierwszym zaklęciem dziecka będzie avada będzie one
silne i iście ślizgońskie. – Dokończył, a widząc zniecierpliwiony wzrok
Hermiony zaczął przechodzić do sedna sprawy. – To co trzymasz w dłoniach to
gra. Narcyza i Bella miały takie zajęcia w Hogwarcie. Chodzi o to, że
wychowywane w duchu krzywdzenia innych z czasem staję się to nawykiem. Tak więc
obie bawiły się kto więcej ludzi przyprawi o obłęd. Na początku było to
niegroźne, taki stan utrzymywał się parę godzin. Ale w końcu moja matka chciała
udowodnić swoją wyższość i stworzyła właśnie to. – Skinął głową w stronę
księgi. Po chwili wstał i wziął ją do rąk. Zaczął przeglądać strony.
- Co ty! – krzyknęła Hermiona wyrywając mu księgę z rąk.
- Bo pomyślę, że się martwisz. – Z powrotem wyrwał księgę i
uśmiechnął się kpiąco. Brunetka nie skomentowała jego słów, jedynie czekała na
dalsze wyjaśnienia. – Na mnie nie zadziała, członkowie rodzin czystokrwistych
są chronieni. Miało tylko likwidować szlamy i półkrwistych. Właściwie to nie
wiem czemu nie działa na ciebie. Powinnaś mieć już poparzone dłonie czy coś. –
Powiedziała i rzucił księgę w kąt.
- Skąd wiesz o tym wszystkim, zgaduje że Narcyza ci się nie
zwierzała z jej zabaw – Powiedziała mrużąc oczy. Hermiona wyglądała jakby nie
do końca Dracon’owi wierzyła. Było coś co nie dawało jej spokoju. Blondyn
szybko zorientował się, iż kobieta nie jest pewna co do wiarygodności jego
historii.
- Sprawdź jak chcesz – powiedział i przybliżył się do niej,
a Granger jak na zawołanie przeniknęła do jego umysłu. Przewijała się przez
wspomnienia. To co chciał jej pokazać wysunęło się na pierwszy plan. Zobaczyła
małego chłopca o jasnej czuprynie, miał może z pięć lat. Draco siedział na
schodach ukryty za wnęką, na dole w bogato urządzonym salonie przesiadywała
jego matka razem z dwiema innymi kobietami. Hermiona żadnej nie była w stanie
rozpoznać, na dodatek były dużo młodsze, nawet Narcyza wydawała się młodzieńczo
beztroska, a przez to jej wyraz twarzy był inny od tego, który Gryfonka zdążyła
poznać. Mimo to tajemnicze kobiety wydawały się jej dziwnie znajome, jakby ich
cechy widziała już u kogoś innego. Jedna z nich miała czarne włosy i brązowe
oczy, jej rysy były ostre, a śmiech perlisty. Druga natomiast miała ciemniejszy
kolor skóry i była bardzo ładna. Głos słyszała jedynie Narcyzy. Były to właśnie
opowieści z czasów Hogwartu. Mały Draco wsłuchiwał się w nie zaciekawiony.
Palcami ściskał rąbek koszuli, co jakiś czas rączkami zatykał uszy jak jego
matka opowiadała coraz straszniejsze historie. Jednak chłopiec czekał,
najwyraźniej chciał się czegoś dowiedzieć. Po chwili do pokoju wszedł Lucjusz,
Narcyza od razu wyrzuciła go za drzwi przy okazji nazywając odpowiednio. Nie
chciała aby ktoś zakłócał jej wieczór z koleżankami przy butelce drogiego wina.
Draco w tym momencie postanowił przerwać wspomnienie, uważał iż Hermionie nie potrzebny do niczego byłby widok
jego żałosnego ojca pod pantoflem bezwzględnej arystokratki. Jednak mężczyzna
nie do końca wymierzył ile magii musi użyć, aby wyrzucić ją z umysłu. Zaklęcie odbiło
się i na parę sekund to Draco był zaplątany w gęstwinie wspomnień Hermiony.
Zobaczył ją przeglądającą podręczniki o sposobie zachowań nastolatków, później
przeniósł się głębiej do pierwszych dni w Hogwarcie. Widział jej płacz w
toalecie jęczącej Marty. Nie do końca świadom tego co robi zobaczył wspomnienie
Hermiony jako dziewięcioletniej dziewczynki.
-Mamo, nie lubię
tego psa. Ciągle szczeka przez co nie mogę oglądać bajki. – Skarżyła się
dziewczynka, spoglądając za okno. Kilku letni owczarek państwa Smith groźnie
warczał na przechodzącego obok kota. Nagle pies sąsiadów zaczął się dusić. Nie
mógł już wydać z siebie najmniejszego dźwięku, po chwili miał problem z
złapaniem powietrza. Widząc to matka Hermiony zasłoniła szybko okna i pogłośniła bajkę, aby tylko odwrócić uwagę córki. Z jej twarzy można było odczytać przerażenie. Kobieta zasłoniła dłonią usta, żeby nie krzyknąć i z obawą w
oczach wpatrywała się w dziewczynkę, która nie mogła oderwać oczu od bajki. Pani
Granger uspokoiła się dopiero słysząc ciche szczęknięcie dochodzące z podwórka.
- Wynoś się! – krzyknęła Hermiona odtrącając Malfoy’a od
siebie. Jej wspomnienia z dzieciństwa były jedyną namiastką uczuć jakie
kiedykolwiek zaznała. Raz za razem wracała do tych najbardziej intensywnych starając
się zrozumieć, kiedy i co się zmieniło.
- Użyłaś czarnej magii – Powiedział spokojnie Dracon,
wpatrując się w dziewczynę z niedowierzaniem. – mając kilka lat, użyłaś
zaklęcia niewerbalnie, do którego potrzeba ogromnego pokładu złości. –
Kontynuował nie zważając na jej próby uciszenia go. Widział jak Hermiona opada
na kolana w geście bezsilności. Ta bezwzględna kobieta nie miała już siły, aby
z nim walczyć. Po chwili zaczęła szeptać jakieś niezrozumiałe słowa pod nosem. Sekundę
później po pokoju rozchodził się jej śmiech.
- Poważnie myślałeś, że to zrobi na mnie wrażenie. Umiałam
jako dzieciak więcej od Ciebie wielki mi coś. – Powiedziała wstając z podłogi.
Podeszła płynnie do stolika i nalała sobie kolejny kieliszek wina. Pociągnęła
długi łyk, a na jej ustach pozostał kolor głębokiej czerwieni.
- Najwyższy czas żebyś wyszedł. Nie chce mi się dłużej
dzisiaj z tobą rozmawiać. Wrócimy do tego. – Powiedziała starając się opanować
ledwo dostrzegalne drżenie rąk. Wiedziała iż musi się jak najszybciej pozbyć
mężczyzny z mieszkania.
- Chyba żartujesz, nie możesz mnie od tak wyrzucić. –
Powiedział i od razu poczuł ból. Hermiona wpatrywała się w niego z wyraźną
wyższością. Przysięga pozwalała jej na wiele. A ogromna wiedza magiczna, którą
posiadała otwierała drzwi do najmroczniejszych zaklęć. Draco westchnął ciężko i
skierował do wyjścia. Kiedy była pewna, że chłopak jest daleko rzuciła ochronne
zaklęcie, zamknęła drzwi i usiadła na kanapie. Zakryła twarz dłońmi, po jej
policzkach popłynęły pojedyncze łzy. Symbol oczyszczenia dyrektora, w myślach
Granger przeklinała go za tak ckliwy pomysł. Draco pewnie nawet nie zdawał
sobie sprawy, że dotykając tak dalekich wspomnień naruszył barierę. Jednak odnowione
zaklęcie działało perfekcyjnie. Na początku swoich poszukiwań dziewczyna
chciała zdjąć czar. W pewnym momencie udało jej się odblokować część zaklęcia.
Aby to zrobić musiała dokładnie poznać ostatni etap. Kiedy w końcu udało jej
się, to co poczuła było niewyobrażalne. Tak jakby jej emocje nigdy nie zniknęły
tylko chowały się za jakąś mroczną kurtyną. Każde zabójstwo, przykre słowo czy
strata kogoś pozornie nieistotnego wywoływały ogromny ból. Owszem miała przebłyski
radości, ale zbyt nikłe aby mogły stanowić zapłatę za to co musiałaby nieść na
swoich barkach. Z godnościach przywróciła czar na samą siebie. Tamtego dnia
Hermiona postanowiła iż pokona Albusa jego własną bronią. To co zrobił jej
stworzyło idealnego żołnierza do walki z Voldemortem. Zawsze trzeźwy umysł, w
najgorszych sytuacjach brak przerażenia w oczach. Nieporadność ludzka została w
niej wyeleminowana, a zastąpiona pasją do zdobywania wiedzy, która w efekcie
miała być wielką siłą. Gdy dyrektor rzucał na nią urok za pewne myślał, że robi
coś dla większego dobra. Jak tylko uświadomiła sobie jego motywy, przybrała cel
– przywrócenie wolnej woli. Chciała pokonać każdy urok, w którym ktoś bawił się
w Boga. Przez wszystkie jej gry, misje czy zadania ani razu nie użyła zaklęcia Imperio.
Zabijała raz za razem, wypruta z emocji mogła to robić. Jednak i to nie działo
się bez powodu, w każdym wypadku było w obronie własnej. Na początku zawsze
dawała drugą szanse tłumaczyła sytuacje w przypadkach, gdy ktoś był zniszczony
do szpiku kości. Później kiedy nie korzystali z jej oferty zabijała. Tak jak
ten chłopak, który dostał obłędu. Był mugolem, nie do końca wiedział kto ko
szuka. Za to doskonale zdawał sobie sprawę jak zgwałcić drobną dziewczynkę.
Jego pech polegał na tym iż trafił na dziecko pochodzące z świata magii. Anita,
bo tak miała na imię zmarła, była radosną blondynka, przed którą powinna
malować się przyszłość. Jej matka nigdy nie przestała szukać winowajcy. Do
klucza zgłosiła się po roku poszukiwań na własną rękę. Hermiona przyjęła jej
sprawę i wysłała odpowiednich ludzi. Wszyscy znali zasady. Każdy należący do
jej stowarzyszenia musiał się podporządkować. Nie było tam miejsca dla
niezrównoważonych szaleńców ogarniętych manią zła, ani dla dobrych duszyczek
chcących uratować każdego. Klucz składał się z ludzi twardo stąpających po
ziemi. Profesjonaliści, którzy też kiedyś zostali skrzywdzeni przez los.
Kierowanie takim typem ludzi nie było proste. Jednak większość z nich potrafiła
przestrzegać zasad, niektórzy potrzebowali ich aby funkcjonować. Kiedy wszystko
zawodzi, zło wydaje się nie być jednoznaczne, dobro nie działa tam gdzie
powinno pozostaje prawo i według niego najłatwiej żyć.
Uspokojona i
zmęczona Hermiona udała się do łazienki i wzięła ciepłą kąpiel. Nawet bez przeżywanie
wszystkiego jej organizm się męczył. A użycie kilku trudnych zaklęć w ciągu dnia
mocno ją wyczerpało. Brunetka tej nocy zasnęła spokojnie i bez uśmiechu na
ustach tak jak od kilku lat. Ciągle tak samo.
Następny dzień zapowiadał się dużo przyjemniej. Obowiązki
czysto formowe powierzyła odpowiednim osobą, gra w parę z Malfoy’em powinna na
chwilę ucichnąć aby nie wzbudzić zbyt dużych podejrzeń. Hermiona miała czas dla
siebie. Włączyła telewizor i przełączała kanały. Wolałaby poczytać książkę, ale
to mogłoby ją zbytnio wciągnąć. Przy śniadaniu zawsze słuchała radia, albo przeglądała
kanały chciała wiedzieć co na bieżąco dzieje się w świeci zarówno
czarodziejskim jak i mugolskim. Zatrzymała odbiornik na bajce. Tej bajce z jej
wspomnienia, nie mogła uwierzyć, że po tylu latach nadal ją puszczali.
Przełknęła głośno ślinę i próbowała zapanować nad sobą. Jak mantrę powtarzała
słowa dobrze znanego jej zaklęcia lecz na pierwszej barierze były już zbyt
widoczne pęknięcia. Pierwszy raz od bardzo dawna Hermiona poczuła uczucie
paniki. Najwyraźniej czas trwałości jej czaru kończył się. Do wzmocnienia go potrzeba
by czarnej różdżki, którą Potter bezmyślnie wyrzucił. Widziała jak Harry łamie różdżkę
na pół i wyrzuca. Wtedy chciała go powstrzymać. Nawet nie wiedział co w tym
momencie zrobił, jakiej potęgi pozbawił świat czarodziejów. Jeden z darów
śmierci przepadł na zawsze bo złoty chłopiec sobie tak postanowił.
Kobieta wzięła do ręki proroka codziennego, aby odciągnąć
nieprzyjemne myśli.
Romeo i Julia Londynu
czy raczej Piękna i Bestia – głosił tytuł
głównego artykułu. Poniżej ustawiono zdjęcie, na którym Draco całuje Hermionę w
policzek na spotkaniu z Ginny. Nie tego spodziewała się panna Granger. Nawet
nie miała ochoty czytać tych bzdur, przejechała tylko wzrokiem na koniec
artykułu szukając podpisu autora. Jak się okazało na próżno, ckliwą historię
napisał anonimowy autor. To pogarszało całą sytuację, im więcej osób na nich
patrzy tym bardziej będą musieli być dokładni w szczegółach. Hermiona zrzuciła
gazetę z stołu. Nawet nie zdała sobie sprawy iż zrobiła to pod wpływem złości…
// Mam mieszane uczucia co do tego rozdziału, więc jestem bardzo ciekawa waszych komentarzy. Pozdrawiam Syntia ;))