9 września 2013

Rozdział VI

     Jak się okazało na Dracona, Tracy czekała już z całą listą zadań. Spotkania z najważniejszymi klientami należały do jego obowiązków. Najdroższe i najbardziej ekskluzywne nieruchomości były w stu procentach jego działką. Pierwsze z umówionych spotkań miało się zacząć za dziesięć minut, a Malfoy nie miał jeszcze przeczytanych wszystkich danych. Na całe szczęście osobiście brał udział w zarządzaniu pracami na tej ziemi. Ta mała działka z domem letniskowym należała kiedyś do jego dziadków Abraxasa i Eleonory Malfoy. Osobiście wystawiał ją na sprzedaż, gdy tylko dostał ją w spadku po matce. Draco nigdy nie był przywiązany do rzeczy, ani miejsc. Właściwie nie było nic, czego za dobrą cenę by nie sprzedał. Mężczyzna wszedł do sali konferencyjnej, gdzie przeważnie przedstawiał projekt i wszystkie szczegóły ważniejszym klientom. Tym razem prawdopodobni kupcy już na niego czekali, popijając latte. Jego oczom ukazał się mężczyzna z rudą czupryną, był średniego wzrostu i zdecydowanie mu kogoś przypominał. Obok niego stała drobna kobieta, blond włosy sięgały jej do pasa, a jej sylwetka była co najmniej pociągająca.
- Witam, nazywam się Draco Malfoy. Zapoznam państwa z szczegółami dotyczącymi omawianej wcześniej nieruchomości.- Powiedział rzeczowo, na co para od razu się odwróciła. Teraz już nie miał ani grama wątpliwości z kim ma do czynienia. Ron Weasley, że też od razu go nie poznał oraz urocza Lisa Turpin - jedna z najpiękniejszych i najlepszych w łóżku krukonek. Zauważył jak Wieprzlej zaciska dłonie, najwyraźniej nie był zadowolony z kim ma załatwiać interesy. Również rumieniec Lisy nie umknął uwadze dawnego ślizgona. On już dobrze pamiętał, dlaczego ta dziewczyna czuje się zawstydzona na jego widok. Imprezy w pokoju wspólnym Slitherinu przechodziły do historii, ale ta która najmocniej utkwiła w pamięci Dracona, miała pannę Turpin razem z jej koleżanką Sue Li w rolach głównej. Dziewczęta tak mocno się upiły, że nie do końca zapewne pamiętały co wydarzyło się w nocy. Dwie dziewczyny z jednym niesamowicie przystojnym blondynem - to przeszło do legend domu węża. Draco na samo wspomnienie nieznacznie się uśmiechnął. 
- Zapraszam do stołu, panie Weasley, panno Turpin - Powiedział uprzejmie, nie dając po sobie poznać jak bardzo nie na rękę jest mu współpraca z zdrajcą krwi.
- Myślę, że spokojnie możemy używać imion, prawda Ron. Draco przecież od tak dawna się znamy. - Powiedziała kobieta spoglądając po kolei na obu mężczyzn. 
- Oczywiście. - Uśmiechnął się Malfoy. No tak nie gorzej być nie mogło. Rano Szlama, teraz zdrajca krwi. 
- Chodzi o to Drrraco - zaczął Ron, wyraźnie mając problem z nazywaniem go po imieniu, - że chcemy razem zamieszkać, a ten dom wydaje nam się idealny na początek. - Skończył mając problem z utrzymaniem nerwów na wodzy. Dopiero teraz Malfoy dostrzegł pierścionek na dłoni Lisy. Ładnie się urządziłeś rudzielcu, wżenić się w tak bogatą rodzinę.- przeleciało mu przez myśl.
- Rozumiem. W takim może od razu teleportujemy się na tą posiadłość. Myślę, że zwiedzenie jej da wam dużo więcej niż mój opis. Będę tylko zmuszony was prosić żebyśmy pierw opuścili firmę. Dla zwiększenia komfortu klientów, wprowadzamy aktualnie małe zmiany i niemożliwa jest teleportacja z tego budynku. - Powiedział wstając. Dwójka młodych od razu ruszyła za nim. Gdy Draco prowadził ich do wyjścia cały czas zachwalał wybrany dom. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeżeli płacą rodzice Lisy, będzie mógł sporo wyhandlować. Na dodatek zauważył, że kobieta wyraźnie zostawia kwestię ceny rudzielcowi. Najwyraźniej nie chcę go urazić, nawet jakby miała zapłacić więcej. Malfoy dalej nie mógł zrozumieć co ta kobieta w nim widzi. Przecież mając taką urodę, inteligencję i zdolności, które on sam dobrze pamiętał, mogła by mieć kogoś o wiele lepszego. Po opuszczeniu firmy teleportowali się przed sam dom. Mimo że, dla poprzednich właścicieli był to domek letniskowy swoimi rozmiarami wcale takiego nie przypominał. Miał parter, pierwsze piętro i strych. Nie był urządzony - tą kwestię pozostawiono dla przyszłych lokatorów. Draco widział już zadowolenie na twarzach tej dwójki. Po kilku latach pracy doskonale rozpoznawał ten wzrok. Rozmarzone oczy młodych i głupich ludzi. To ten stan kiedy wierzą, że życie jest piękne, a ich to już na pewno będzie należało do najszczęśliwszych. Na widok takich jak oni blondyn reagował tylko wywróceniem oczu. Rodzaj klientów z którymi interesy były nudne, był pewien że zapłacą każdą cenę, tak jakby te parę desek gwarantowało ich wspólną piękną przyszłość. Ile razy to już dostawał pisma w sprawie przesłania dokumentów, które potwierdzają komu została sprzedana nieruchomość. Najzabawniejsze w tym było to, że te dokumenty były wymagane przy podziale majątku w czasie rozwodu. 
- I jak się podoba. Może dam wam chwilę żeby mogliście się sami rozejrzeć. - Powiedział oddalając się na moment. Słyszał jednak o czym rozmawiają - przesłodzony jazgot zakochanych ludzi, oj jak tu cudownie, pięknie, to miejsce jest stworzone dla nas. Odczekał jeszcze moment i dołączył do nich.
- Możemy podpisywać? Bo właśnie dostałem wiadomość, że ktoś jeszcze zainteresowany jest kupnem. - Powiedział patrząc wyczekująco w stronę Rona.
- Myślę, że tak. 
- W takim razie resztę formalności załatwicie z moją sekretarką. Zapraszam z powrotem do firmy.- Powiedział uśmiechając się wyraźnie do Lisy. Na co Ron po raz kolejny tylko zacisnął zęby. Kiedy znaleźli się na miejscu Draco odprowadził ich do sali, w której wcześniej na niego czekali, mówiąc, że zaraz ktoś do nich zejdzie. Sam natomiast skierował się do swojego gabinetu.
- Tracy, zajmij się naszymi gości. Zedrzyj z nich ile tylko się da. - Wiedział, że Davis doskonale wykona swoje zadanie. A poza tym dzięki temu miał teraz w końcu chwilę dla siebie. Oparł się wygodnie w fotelu pogrążając w swoich myślach. 
-Tylko nie zaśnij. - usłyszał szept tuż przy swoim uchu, gdy zamknął oczy. Mało co by nie zaatakował teraz tajemniczego gościa. Perlisty śmiech rozchodził się po jego gabinecie. 
-Megan, znowu ty. Jak tu weszłaś? - Powiedział, gdy w końcu złapał chwilę oddechu. 
-Mam swoje sposoby. Jak ci idzie wracanie do towarzystwa, bo chyba ten nieudacznik i krukońska dziwka, to nie za wysokie progi. - Powiedziała, a na jej ustach zawitał wredny uśmieszek.
-Skąd ty.. a zresztą nie ważnie. Nie bój się tak. Za tydzień odbędzie się bal w Malfoy Manor może nawet Cię zaproszę. - Powiedział i pomyślał, że na chwile ma nad nią przewagę.
-Ja już jestem zaproszona. Nie zapominaj, że zaproszenia wysłano rano, gdy tylko poinformowałeś swoich ludzi gdzie i kiedy. Lepiej żebyś się postarał. Na balu poznasz szefową, nie schrzań tego. - Powiedziała i nie czekając na odpowiedź opuściła jego gabinet. Draco od razu wziął do ręki listę gości. Nie przypominał sobie, żeby umieszczał na niej Megan. Owszem kazał dopisać wszystkich czarodziei, którzy co najmniej raz w miesiącu ukazują się w proroku codziennym, a przez to skazał się na towarzystwo takich osób jak Potter czy Granger. Praktycznie byli tam prawie wszyscy ci, którzy walczyli o Hogwart, zajmowali się dziennikarstwem lub mieli powiązania z ministerstwem. Nie zabrakło też nikogo z przedstawicieli dawnych wielkich rodów. Ale wśród wszystkich sześciuset gości, Dracon nie znalazł kobiety o imieniu Megan.

Następnego dnia
      Hermiona parzyła już drugą mocną czarną kawę. Poprzednia noc dała jej popalić. Zlecenie, które przyjęła nie okazało się wcale takie łatwe na jak się spodziewała. Zadanie zapowiadało się stosunkowo prosto - odnalezienie dziecka oraz stwierdzenie czystości jego krwi. Do Hermiony zgłosił się mężczyzna podający się za osobę z rodziny Evana Rosier. Jednak ze względu na przeszłość swojego krewnego, nie chciał podawać dokładnych danych. Evan był jednym z najbardziej oddanych sług Riddla, a także jego kolegą z czasów szkolnych. Zginął w pierwszej wojny o Hogwart, zabity przez Szalonookiego Moody'go. Jak dotychczas twierdzono - bezpotomnie. A tu nagle zjawia się ktoś, kto podaje się za jego syna i co więcej uważa, że być może sam ma syna, jednak jego była narzeczona próbowała ukryć przed nim ten fakt. Według tego co twierdził ten mężczyzna, jego ukochana rzuciła go, gdy odkryli jego prawdziwą tożsamość. Było to zaledwie rok temu. Klient bo tak zwykła nazywać swoich zleceniodawców Hermiona, chciał tylko dowiedzieć się prawdy. Widziała po nim jak bardzo nienawidzi swojego pochodzenia i ile stracił przez odkrycie swojej tożsamości. Nie był wychowany w rodzinie, która przestrzegała by segregacji wśród czarodziei. Jego była ukochana sama była mugolaczką. Jednak ją jego pochodzenie przerażało. Tak jakby ktokolwiek miał wpływa na decyzję swoich ojców czy dziadków. Hermiona przyjęła to zlecenie bez wahania. Po pierwsze wydawało jej się proste, po drugie sama również nie poznała nigdy swojej prawdziwej rodziny, bo ta prawdopodobnie już nie żyła. A po trzecie była to działalność na rzecz kogoś o czystej krwi. Przecież nie mogła pozwolić, żeby to dziecko wychowywało się w przeświadczeniu, że jest szlamą tak jak ona kiedyś. Wzięła pióro i powoli zaczęła wypisywać najważniejsze informację. Na kartce znalazło się takie napisy jak: Rosier, Eliza, Francja, Fobes-nazwisko narzeczonej, Szlama. Dołączyła to na górę teczki, którą zdążyła już skompletować w ciągu nocy. Nie było tego za wiele, szczególnie, że nie wiedziała jeszcze, które z tych informacji okażą się przydatne. Kolejna zagadka, tego potrzebowała. Jednak nie teraz. Dzisiaj musi iść do pracy oraz zająć się innymi sprawi. Jej zlecenia były na przedostatnim miejscu w planie dnia. Honorowe ostatnie miejsce zajmowała szczególna zagadka dotycząca jej samej - jak zdjąć to cholerne zaklęcie. Udała się do swojej biblioteki w domu, odłożyła teczkę zatytułowaną Rosier do szuflady i zamknęła ją na klucz. Jeszcze trochę ta sprawa będzie musiała poczekać. Miała jeszcze krótką chwilę zanim będzie musiała wrócić do księgarni.  Odwróciła się teraz do lustra wiszącego za biurkiem. Przyglądała się przez chwilę swojemu odbiciu. Kiedy ona stała nieruchomo jej lustrzana kopia, uśmiechnęła się delikatnie po czym wyciągnęła rękę. Hermiona złapała się i w taki sposób przeszła do ukrytego pomieszczenia. Pokój ten był mały i wyjątkowo mroczny, nie znajdowało się w nim nic zbędnego. Te kilka metrów kwadratowych było jej własną teczką. Na ścianie wisiały zdjęcia Albusa Dumbledora, z jego poszczególnych podróży razem z opisami z kim, kiedy oraz co z sobą przywiózł. Po prawej stronie znajdowała się myślodsiewna, a zaraz obok niej gablota zapełniona fiolkami, która niegdyś była w gabinecie dyrektora. Panna Granger zdobyła ją tuż po wojnie. Właściwie jeszcze w dniu wygranej. Kiedy na parterze Hogwartu panowała ta nieznośna atmosfera połączonej radości zwycięstwa z bólem utraty bliskich, Hermiona postanowiła odetchnąć. Pomyślała o paru miejscach znanych jej w zamku, jednak w każdym z nich działo się coś ważnego. Błonia pokryte były ciałami i krwią poległych zarówno śmierciożerców jak i członków zakonu Feniksa. Nie zbyt miała ochotę na wnoszenie i chowanie kolejnych zwłok. Wieża astronomiczna była zburzona, a przez to dormitoria Gryffindoru nie były teraz bezpiecznym miejscem - wszystko mogło się zawalić. Biblioteka stała się teraz jedynym miejscem gdzie można by pomieścić wszystkie osoby odpowiedzialne za zarządzanie Hogwartem w takiej sytuacji. Jedyne co jej zostało, aby uciec od całego szumu i tych wszystkich ludzi, to gabinet dyrektora. Była przekonana, że nikogo tam nie zastanie i miała rację. Nie pokusiła się o zajęcie fotela, usiadła na schodku w gabinecie. Wzięła głęboki oddech i rozkoszowała się chwilą ciszy. Pozwoliła żeby adrenalina opadła i to był jej największy błąd. Zaczęła płakać to co poczuła przerażało ją. Właśnie w tym momencie zdała sobie sprawę, że zagadka horkuruksów została zakończona, nie będzie już Voldemorta, walki, tajemnic. Ona nie będzie potrzebna. Nie wylewała łez z tęsknoty za zmarłymi. Tak na prawdę nimi się wcale nie przejęła. Nie czuła też radości z wygranej. Najbardziej bała się tego, że teraz już nie ma po co dalej szukać zaklęć, przesiadywać w bibliotece, szkolić się. To co jako jedyne od zawsze dawało jej choć trochę przyjemności, się zakończyło. Próbowała się uspokoić, płacz był dla niej żałosny, to tylko maska, którą wykorzystywała do pokazywania, że też coś czuje. Szukała czegoś na czym mogła by skupić myśli. I właśnie tak jej wzrok spoczął na myśliodsiewnej. Podeszła powoli, jakby oczekując na jakieś zaklęcia zabezpieczające. Jednak niczego takiego nie było. Chciała wziąć jakąś myśl z gabloty. Przeglądała napisy, wszystkie fiolki były oznaczone. Z przodu znajdowały się te związane z Czarnym Panem, podpisane jeszcze jako T.M.Riddle, następnie parę z nazwiskiem Potter, za nimi Evans. Było także wiele, które nic Hermionie nie mówiły. Najbardziej zaskakujące było to gdy odnalazła tam i swoje nazwisko. Decyzja, które wspomnienie zobaczy była prosta. Kiedy skończyła oglądać, już wiedziała, że od teraz zmieni się jej życie. Szlachetna i dobra Hermiona Jane Granger zaczęła od drobnej kradzieży - cała gablota z myślami zmarłego dyrektora została przez nią przeniesiona w bezpieczne miejsce. Widziała, że to jedyny dobry moment żeby ją zabrać, później byłoby już za późno. Na jej szczęście nikt w aktualnym świecie nie pomyślałby, że mugolaczka może coś ukraść. O takie rzeczy oskarżano tylko rodziny powiązane z Voldemortem.
  Jej chwilę samotności przerwał cichy dźwięk rozchodzący się po pomieszczeniu. Zaklęcie ochronne, którego używała, aby nikt przypadkiem nie znalazł ją w niekomfortowej sytuacji. Szybko opuściła pomieszczenie, odpowiednio je maskując. Rozglądała się po domu szukając tajemniczego gościa. Trzymała różdżkę w prawej dłoni, gotowa żeby zaatakować. Po chwili po salonie rozniósł się jej delikatny śmiech. Sprawcą całego zamieszania była mała sowa. Granger wpuściła ją do środka, odbierając od niej list.


Zaproszenie
Mamy zaszczyt zaprosić panią Hermionę Jane Granger, na przyjęcie z okazji piątego jubileuszu Firmy Mandragora. Czarno-biały bal odbędzie się w Malfoy Manor, o godzinie dwudziestej, dnia 15 października.  Prosimy o potwierdzenie przybycia.

Z poważaniem właściciel firmy Draco Malfoy 

Przeczytała powoli zaproszenie. Więc Megan postarała się dokładnie tak jak Hermiona prosiła. Panna Granger nie lubiła tej nudnej sali, na której początkowo miała się odbyć uroczystość. Jej drobne zniszczenie, przyniosło oczekiwany skutek. Malfoy wziął się do roboty. Zainteresował się czymś choć w minimalnym stopniu. A bal odbędzie się w dużo ciekawszym miejscu. Brunetka uśmiechnęła się delikatnie, na pewno zjawi się na uroczystości. 

*** Zapraszam też na drugi blog Jestem niewierna. Początkowo miałam zamiar umieścić tu miniaturkę, a nie zakładać nowego bloga, ale jakoś nie chciałam mieszać. Nowy blog to również opowiadanie Dramione.
Zapowiedź:  Nazywam się Hermiona Jane Weasley. Jestem żoną wice-dyrektora biura aurorów i najlepszą przyjaciółką ministra - sławnego Harry'go Pottera. A kim poza przyjaciółką sław jestem Ja sama? Żoną, córką, szefową i kochanką. Tyle tylko, że żadna z tych ról nie jest z sobą powiązana. Nie łączę rodziny, ani pracy z przyjemnością i dlatego też uważam, że jestem jedną z najgorszych kobiet jakie znam. ***

21 komentarzy:

  1. Hm... zaintrygowałaś mnie tym pochodzeniem Hermiony. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :) i zapraszam do mnie.
    Pozdrawiam,
    Lexie

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem strasznie, zła, że nie skomentowałam poprzedniego i nie mam bladego pojęcia dlaczego, rozdział mi się podoba, jest intrygujący, zapowiedź nowego blogu, zaraz lecę czytać, już mi się podoba a to dopiero zapowiedź ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Normalnie, uwielbiam Twój styl pisania. :D tak szybko przeczytałam ten rozdział, że aż mi szkoda :C i już chcę następny! :D
    już nie mogę się doczekać, kiedy Hermiona spotka się z Draco :D.

    pozdrawiam, Zou.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo, powoli sama na siebie jestem zła, że odwlekam ten moment, ale może w następnym rozdziale.

      Usuń
  4. Super. Ujawniasz troszkę szczegółów z przeszłości Hermiony a mimo to opowiadanie nie traci swojego tajemniczego uroku. Czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej.:)
    Widzę, że się rozkręcasz.:) Rozdział jak zwykle ciekawy.:>
    Scena z Weasleyem, muszę przyznać, że z niewiadomych przyczyn śmiałam się jak głupia.;]
    Czekam na kolejny.:)
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    www.amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com
    PS. U mnie na blogu pojawiła się ankieta, prosiłabym o głos.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Huhu szykuje się bal! :D pisz szybko kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział :-) Nie mogę doczekać się balu :-)



    mojeminiopowiadania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj akcja mocno się rozkręca. Jestem ciekawa przebiegu balu i spotkania Hermiony z Draco. Jego mina na pewno będzie bezcenna. Hermiona nie jest mugolaczką, ciekawe! Już czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odniosę się tutaj też do dwóch powyższych komentarzy. Bal już w następnej notce jak i spotkanie Draco z Hermioną. Dziękuje bardzo za wasze opinię ;)

      Usuń
  9. Hmm, opowaidanie z rozdziału na rozdział robi sie coraz ciekawsze, nie mogę doczekać się spotkania Hermiony i Draco.
    No i to tajemnicze pochodzenie Miony....
    Czekam z niecpierpliwoscią na kolejne rozdziay ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej.:)
    Chciałabym ci podziękować za opinię pod oceną mojego bloga w jednej z ocenialni.
    Miło czytać taki komentarz, który poprawił mi trochę nastrój.:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej, jestem z ocenialni Niebieskim piórem. Zgłosiłaś swój blog do wolnej kolejki - miałabyś coś przeciwko temu, bym to ja go przygarnęła?

    Proszę o odpowiedź u nas na blogu.

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj! :)
    Zostałaś nominowana do Liebster Awards :)
    więcej informacji u mnie w zakładce "nominacje" .

    pozdrawiam i ściskam, Zou. :)
    http://hermionyswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej :D
    Tylko tak dalej, a nowego bloga przeczytam jak tylko skończę to co jest na tym :)
    Jula =]

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawi mnie co Hermiona dowiedziała się o sobie z wspomnień Dumbeldora :) Ciesze się, że nie długo dojdzie do spotkania Dracona i Naszej Panny Tajemniczej... :D

    OdpowiedzUsuń